Recenzje

CANNES 2017. Prawdziwa historia, reż. Roman Polański

Trzeba być bardzo odpornym, by "Prawdziwej historii" nie dać się uwieść.

Autor: Maciej Niedźwiedzki
opublikowano

Zniewolona

Roman Polański stworzył swój najlepszy film od czasu Autora widmo. I od razu wzniósł się na poziom dla wielu nieosiągalny. Prawdziwa historia, mimo że również kameralna, ma w sobie dużo więcej powietrza niż jego poprzednie projekty. Twórca Dziecka Rosemary wraca w plener, nie zamyka nas wyłącznie w czterech ścianach i teatralnej konwencji. Nie oznacza to jednak, że Prawdziwa historia jest kinem mniej intensywnym i spokojniejszym. Polański znowu eksploruje mroczne zakamarki ludzkiej duszy, wkrada się w intymne życie bohaterów, narusza ich prywatność. Z precyzją mistrza filmowego dreszczowca zawiązuje pętlę na szyi biednej Delphine (Emmanuelle Seigner). Ucisk na gardle powinni poczuć również widzowie. Już samo to świadczy o ogromnej klasie Prawdziwej historii.

Polański opowiada tym razem o paryskiej inteligencji, środowisku pisarzy i wydawców. Osiadłych w bogatych kamienicach stolicy Francji. Ich balkony wychodzą na zadbane, czyste ulice, mieszkania-pracownie wypełnione są po brzegi książkami, zaraz za rogiem znajduje się kawiarnia, dwa kroki dalej piekarnia z zawsze świeżymi bagietkami. To bezpieczne, stworzone do kosztowania życia miejsce. Idealny obraz społeczeństwa dobrobytu, prawdziwych ludzie sukcesu. Polański koncentruje swoją uwagę na Delphine – autorce kolejnego bestsellera z typowym dla niej autobiograficznym zacięciem. Poznajemy ją w trakcie targów książek, na których niechętnie ozdabia autografami egzemplarze podawane przez jej wielbicieli. W kolejce po podpis stoi również Elisabeth (Eva Green). W jej spojrzeniu kryje się tajemnica, może ułamek fanatyzmu. To postać jednocześnie fascynująca, co groźna i zaborcza. Wiele takich charakterów przewinęło się już przez filmografię Polańskiego.

Wszystko zaczyna się jednak od niewinnej dedykacji na pierwszej stronie książki Delphine. Później trafią na siebie na jednej imprezie, zaczną spotykać się na kawę, rozmawiać o literackim dorobku Delphine i o tym, w jakim kierunku powinna podążyć przy następnych publikacjach. Okażą się też być sąsiadkami mieszkającymi po przeciwnych stronach ulicy. Początkowa zawodowa relacja (nieznajoma zarabia na życie jako ghostwriterka) przemienia się w przyjaźń. Następnie w nierozerwalny związek, napędzany z jednej strony zauroczeniem, z drugiej natomiast potrzebą dominacji – jawnie wyrażaną przez Elisabeth. Niepotrafiąca przyjąć asertywnej postawy Delphine pozwala jednak coraz bardziej ingerować w swoje życie.

Najnowszy film Romana Polańskiego nie uniknie porównań do Misery. Obie produkcje opierają się na bardzo podobnym fabularnym szkielecie. Polak uderza jednak w nieco inne tony. Jego film wydaje się jeszcze bardziej opresyjny. Dotykający większej liczby płaszczyzn zniewolenia, spogląda na nie z innych punktów widzenia. W pewnym momencie Prawdziwej historii mają one charakter również fizyczny, ale w zdecydowanej większości skupiają się na mentalnej, psychologicznej grze w uwodzenie. Dramaturgiczną osią Prawdziwej historii jest stopniowe przekraczanie kolejnych granic prywatności. Elisabeth w tym samym stopniu przeraża, co przyciąga i intryguje. Jej postać to zagadka. Tajemnica, którą Delphine chce rozwiązać, nawet na przekór sobie, nawet pomimo bardzo prawdopodobnych niebezpiecznych konsekwencji. Wydawać się może, że główna bohaterka specjalnie poddaje się manipulacji.

Prawdziwa historia to wspaniałe, niewygodne kino. Wchodzące w grę z widzem, ciągle stawiające mu pytanie: „Czy ty byś sobie na to pozwolił?”. Delphine jest słabnącą w oczach ofiarą, osobą zbyt naiwną, by oprzeć się intrygom Elisabeth. W niejednym momencie w trakcie seansu chciałem za nią krzyknąć „Stop!”. Polański jednak konsekwentnie drąży temat dalej, pozostawiając widza w nieustannym poczuciu niepewności. W ten sam sposób polski reżyser budował nastrój grozy i osaczenia w Dziecku Rosemary. To zbliżona sytuacja, gdy zło zostaje wpuszczone za próg z otwartymi rękami, a późniejszy brak sprzeciwu powoduje lawinę zdarzeń. Prawdziwa historia od pierwszych minut krępuje, momentalnie wciąga. Oczywiście powracają w niej obsesyjne tematy kina Polańskiego – sobowtóry, psychiczne prześladowanie, voyeuryzm, kryzys tożsamości – ale nie czuję w tym ani odrobiny wtórności. To kino zrobione z werwą, o magnetycznej sile.

Nowy film Polańskiego doskwiera, jest zmysłowy i zwodniczy. Potrafi emocjonalnie rozszarpać. Pozostaje kinem sugestywnym i przebojowym. Obecność twórcy Noża w wodzie za kamerą wyczuwalna jest w każdej sekundzie: w najdrobniejszym ruchu kamery, w zbliżeniach, w precyzyjności słowa w dialogu, w przeszywającej muzyce. Jego reżyserskie pismo, tak łatwo rozpoznawalne, ma ciągle tę samą zarażającą siłę. Trzeba być bardzo odpornym, by Prawdziwej historii nie dać się uwieść. 

Ostatnio dodane