Recenzje

BRAWL IN CELL BLOCK 99. Więzienna historia od autora BONE TOMAHAWK

Filmy klasy B śmieszą i zabawiają, ale wiele z nich kryje także ciekawą historię czy choćby pomysłowy wątek. S. Craig Zahler zmienił proporcje, dzięki czemu otrzymaliśmy wyjątkowo ambitną eksploatację.

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Bójki, bajki i brawura

Hollywood potrzebuje S. Craiga Zahlera bardziej niż kolejnego popkulturowego uniwersum. Jego swojsko brzmiący pseudonim „Czar” nie może być przypadkowy, ten człowiek naprawdę potrafi przemienić seans w doświadczenie magiczne.

Dzisiaj niewielu ma wystarczająco dużo determinacji, aby zrealizować autorski scenariusz i wystarczająco dużo fantazji oraz umiejętności, aby zrobić to w równie fascynujący sposób, co Zahler. Można by pomyśleć, że Bone Tomahawk był zaledwie szczęściem nowicjusza, przedsięwzięciem udanym, bo ukazującym kumulację wielu lat przygotowań do reżyserskiego debiutu. Historia zna wiele przypadków imponujących początków, które nigdy nie doczekały się równie udanego ciągu dalszego, od twórców oryginalnego Blair Witch Project po Hugh Hudsona, autora Rydwanów ognia. Opowiedzieć jedną doskonałą historię to i tak dużo, ale oto mamy dowód, że ten utalentowany reżyser, scenarzysta, literat oraz perkusista ma znacznie większe ambicje.

Prawie dwa metry wzrostu i potężna budowa Vaughna po raz pierwszy zostały należycie wykorzystane, a kiedy kreowany przez niego bohater własnoręcznie demoluje auto tudzież wgniata (dosłownie) w podłogę przeciwników, sprawia wrażenie nieludzkiej istoty rodem ze slasherów.

Zahler często bywa porównywany do Quentina Tarantino, co, zdaje się, jest nie w smak obydwu panom – twórca Nienawistnej ósemki ponoć chichotał podczas premiery Bone Tomahawk (a siedział tuż obok kolegi po fachu), z kolei Czar niepochlebnie wypowiadał się w mediach na temat ostatniego filmu Tarantino. Faktycznie reżyserów łączy jednak więcej niż słabość do westernów i Kurta Russella. Obydwaj wyraźnie balansują na cienkiej granicy pomiędzy kinem artystycznym a filmem klasy B, a także nie boją się sięgać po najbrutalniejsze środki ekspresji, lecz nigdy nie dopuszczają, by krwawe widowisko wzięło górę nad wciągającą, pełną zakrętów fabułą. Brawl in Cell Block 99 nie jest więc zaskoczeniem, idealnie wpasowuje się w tę charakterystykę, zaskakuje natomiast pod każdym innym względem.

Vince Vaughn większości widzów kojarzyć się musi z niezbyt ambitnymi komedyjkami przepełnionymi gastrycznym poczuciem humoru, więc zaproponowanie mu głównej roli w filmie, który wywołuje uśmiech tylko dlatego, że jest cholernie dobrze zrealizowany, mogłoby zdawać się bardziej kontrowersyjne od wytypowania Scarlett Johansson na Major Kusanagi czy Toma Cruise’a na wampira Lestata (nikt nie powie złego słowa o jego roli, jednak przed premierą Wywiadu z wampirem fani Anne Rice byli rozwścieczeni). Mój sceptycyzm był jednak umiarkowany, przeczuwałem, że – ponownie na wzór Tarantino – Zahler wykaże się zdolnością transformowania obsady w cokolwiek będzie mu potrzebne i rzeczywiście Vaughn wypadł rewelacyjnie. Jego prawie dwa metry wzrostu i potężna budowa po raz pierwszy zostały należycie wykorzystane, a kiedy kreowany przez niego bohater własnoręcznie demoluje auto tudzież wgniata (dosłownie) w podłogę przeciwników, sprawia wrażenie nieludzkiej istoty rodem ze slasherów, w których czarne charaktery nie umierają nigdy (trochę jak Michael Myers według Roba Zombiego, ale jeszcze większy, sprawiający, że niemal czuć drżenie ziemi pod każdym jego krokiem). Na drugim planie oczarowują natomiast weterani – Don Johnson (kolejny łącznik między Zahlerem a Tarantino) oraz Udo Kier.

Obecnie prawdopodobnie więcej osób wybiera film na podstawie migawek ze zwiastuna niż na podstawie kilku zdań opisu i akurat w przypadku Brawl in Cell Block 99 jest to zdecydowanie lepsza metoda. Historia rozgniewanego dilera, który lojalnie milczy po wsadzeniu do mamra nawet wówczas, gdy jest szantażowany przez dawnego pracodawcę i na jego zlecenie dokonuje zemsty, przypomina fabułę Wykonać wyrok z Van Damme’em, Osadzonego ze Stallonem i wielu innych więziennych filmów sensacyjnych z przełomu lat 80. i 90. Zarysowanie jej w kilku zdaniach mogłoby stworzyć mylne wrażenie powielania schematu spopularyzowanego na rynku wideo kilka dekad temu, ale wystarczy rzucić okiem na wyśmienite zdjęcia Benjiego Bakshiego (kto by pomyślał, że człowiek stojący za kamerą Big Ass Spider skrywa tak duży potencjał?), wystarczy posłuchać dialogów, aby natychmiast zrozumieć, że Zahler bawi się konwencją pierwotnie bliską kiczowi, wynosząc ją na poziom zaspakajający nie tylko rozrywkowe potrzeby, lecz również estetyczne oraz emocjonalne. Warto odnotować, że twórcy Brawl in Cell Block 99 zadali sobie trud stworzenia wiarygodnych scen walk. Jestem na tym punkcie szczególnie przeczulony i z ogromną przyjemnością obserwowałem długie ujęcia z widocznymi sylwetkami aktorów zamiast szybkich cięć, ekstremalnych zbliżeń i drżącej kamery.

Znając słabość studia Marvel do angażowania wyróżniających się reżyserów bez kasowego przeboju na koncie, wkrótce na biurku Czara znajdzie się oferta ekranizacji któregoś z komiksów. Przy całej mojej sympatii do superbohaterów mam nadzieję, że reżyser nie da się skusić i zamiast tego zajmie się eksploatacją kina eksploatacyjnego. Istnieje jeszcze tak wiele przedziwnych „gatunków”, po które mógłby sięgnąć! Od bruceploitation (filmy żerujące na wizerunku Bruce’a Lee, na przykład Bruce Lee wstaje z grobu i walczy) przez nunsploitation (Siostrzyczki ze spluwami z 2010 nie były udanym powrotem) po obrazy hołdujące wojownikom cienia na miarę wybitnego w swojej klasie Ninja Terminator. W przyszłym roku o Zahlerze usłyszymy dwukrotnie – tworzy scenariusz trzynastej części Władcy Lalek (miejmy nadzieję, że dzięki temu seria otrzyma drugie, lepsze życie), a także wyreżyseruje własny obraz o bardzo zachęcającym tytule – Dragged Across Concrete (w obsadzie ponownie Vaughn, a także Mel Gibson, Laurie Holden czy Michael Jai White). Dla mnie będą to pozycje obowiązkowe.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane