Recenzje

BOHATER OSTATNIEJ AKCJI (1993)

Arnolda zabawa w kino na całego.

Autor: Rafał Donica
opublikowano

– Zabiłeś Moe Zarta
– Moe… kogo?
– Zarta!

Powyższy dialog to rozmowa między Jackiem Slaterem (Arnold Schwarzenegger) a Johnem Practice’em (F. Murray Abraham). Każdy, kto oglądał Amadeusza Milosa Formana, ze smakiem rozgryzie dużą porcję żartu ukrytą w tym dialogu. Dla innych, oglądających mniej poważne filmy, John McTiernan i Arnold Schwarzenegger przygotowali w Bohaterze ostatniej akcji (*) całe mnóstwo innych, bardziej pop-kulturowych czy wręcz pop-cornowych odwołań.

Przykłady można mnożyć bez końca: Sharon Stone (we fryzurze i sukience z Nagiego instynktu) wychodząca z posterunku policji w L.A., i Robert Patrick jako T-1000 idący kilka kroków za nią. Znalazło się też miejsce dla Karmazynowego pirata, z którego scenę (zjazd po przeciętym żaglu za pomocą szabli) odtwarza Ripper (w tej roli Tom Noonan – psychopatyczny morderca z Czerwonego smoka Michaela Manna), zjeżdżając po rozciętej toporem, czerwonej zasłonie w Kodak Theatre. Bardziej spostrzegawczy widzowie odnajdą też bez problemu nawiązanie do Predatora Johna McTiernana (jest również reżyserem opisywanego w niniejszym tekście filmu), gdy pewien Indianin za kierownicą furgonetki z przerażeniem w oczach patrzy na Jacka Slatera jadącego wprost na niego.

Kto już wie, o co chodzi, nie musi czytać kolejnego zdania. W Predatorze ten sam aktor desperacko próbował zatrzymać furgonetkę, która po chwili wyleciała w powietrze (za sprawą ładunku wybuchowego podłożonego przez Arnolda), a panika w jego oczach została pokazana na takim samym ujęciu jak właśnie w scenie z Bohatera ostatniej akcji. Danny zaś (Austin O’Brien) bez ogródek mówi do Jacka, że nie należy wierzyć w śmierć czarnego charakteru, bo na przykład „w Szklanej pułapce jednego kolesia powiesili, a na końcu filmu znów się pojawił”).

Te i mnóstwo innych odwołań, nawiązań (Danny jadący rowerem na tle księżyca) i tekstów z innych filmów („I’ll be back”), nieraz podanych nazbyt wprost, po brzegi wypełnia film Last Action Hero z roku 1993. Sympatycznie wypada wątek z policjantem, który po wielkim wybuchu ląduje na drzewie i umierając mówi: „Na dwa dni przed emeryturą…”, a w tle zaczyna się charakterystyczna muzyka grana na saksofonie (Zabójcza broń się kłania;). Finał Bohatera… to zaś wielki hołd złożony filmowi Blade Runner Ridleya Scotta, gdyż akcja rozgrywa się w strugach deszczu, na podobnym dachu, jak w dziele Scotta – podobny jest też sposób oświetlenia planu, z ruchomymi smugami świateł przecinającymi ciemności.

W scenie w wypożyczalni następuje apogeum powyższych zabiegów odwoławczych: Danny spostrzega stand reklamowy filmu Terminator 2, na którym zamiast Arnolda Schwarzeneggera widnieje Sylvester Stallone – w dodatku Arnold przekonuje Danny’ego, że to życiowa rola Stallone’a. W tym samym czasie wprawne oko widza wyłapie na półkach wypożyczalni pudełka z filmami reżyserowanymi przez Johna McTiernana (Polowanie na Czerwony Październik, Szklana pułapka, Uzdrowiciel z tropików). Bohater ostatniej akcji to zabawa w kino na całego; naśmiewa się tu reżyser ze schematów rządzących kinem akcji, z umowności planu filmowego, szablonowości scenariuszy czy wreszcie z permanentnego oszukiwania widza, który oglądając kino sensacyjne daje się w końcu przekonać, że każdy postrzał to jedynie zadrapanie, że zło zawsze zostanie pokonane, a kule w magazynkach nigdy się nie kończą.

– Dzień dobry, zastałem Handlarza narkotyków?
– ???
– Jest piękny dzień, zabijamy Handlarzy, jest tu jakiś?

Last Action Hero to także autoironiczna rola samego Schwarzeneggera, który jako Jack Slater żartobliwie nazywa siebie Arnoldem Braunschweigerem, a gdy Danny wypowiada nazwisko „Schwarzenegger”, Jack Slater odpowiada: „na zdrowie”- myśląc, że Danny kichnął. W jednej z sekwencji Bohatera… Arnold wciela się też w rolę… Hamleta (któż by pomyślał!), jednak szybko przekonujemy się, że i tu sięga po cygaro i karabiny – żeby widowiskowo rozwalić zabójców swojego ojca, nie wdając się przy tym w zbyt głębokie przemyślenia, zadręczanie duszy czy przydługie dialogi z przeciwnikami – onelinery lecą tu jeden za drugim, na przemian z karabinowymi kulami. Szkoda jedynie, że z sekwencji hamletowskiej (która stanowi chyba najznakomitszą część filmu!) wyleciało jedno ujęcie „od góry” (Arnold używa wielkiego karabinu, z którego lufy wylatuje kolorowy snop ognia, gdy tymczasem reszta obrazu jest w odcieniach szarości). To ujęcie pojawia się w materiałach promujących film oraz w trailerze.

Ostatnio dodane