Recenzje

BEZ MOJEJ ZGODY (2009)

Była szansa na dużo więcej.

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

Na całe szczęście dla tego filmu, pomimo wszelkich reżyserskich niedoskonałości, potrafi się on skutecznie wybronić. Głównie aktorsko. Sofia Vassilieva w roli Kate jest wyjątkowo przekonująca. Wystrzega się miny skarconego psa, która przy tego typu postaciach jest na porządku dziennym. Jej rola nie jest wyliczona jedynie na wywołanie współczucia. Jest czymś więcej. Dzięki niej ten chwilami naprawdę tani sentymentalizm, sprawia wrażenie trochę „bogatszego”. Zostaje przyćmiony czymś innym, czymś ważniejszym i historia wcale nie razi, a rozczula. Dobrze jest również zobaczyć Cameron Diaz w innej roli niż te, do których zdążyła nas już przyzwyczaić. Jako matka nieprzyjmująca do wiadomości, że jej dziecko umiera, może i trochę szarżuje, ale robi to w dobrym tonie. Świetna jest też Joan Cusack – „żywy trup” wracający do pracy w sądzie po śmierci córki. Najbardziej błyszczy jednak moim zdaniem Abigail Breslin. Przyznam szczerze, że w Małej miss podobała mi się, ale jej nominację do Oscara uznałem za sporą przesadę. Bałem się, że bardziej jej to zaszkodzi niż pomoże. Potem przyszła pora na Na pewno, być może, gdzie swoim urokiem uratowała praktycznie cały film, oraz na przygodówkę Wyspa Nim, w której partnerowała samej Jodie Foster. Teraz pokazała nam się w roli dramatycznej i to chyba jej najlepsza odsłona. I właściwie pierwszy film, po którym można stwierdzić, że ta 13-latka jest prawdziwą aktorką, a nie jedynie uroczą dziewczynką o słodkiej buźce, której nie peszy kamera. W Bez mojej zgody dostała do zagrania kilka naprawdę trudnych scen i z wszystkimi poradziła sobie bez problemu. Na miejscu Dakoty Fanning sikałbym w majty – przeciwniczka wytoczyła jej potężne działa.

Tym bardziej szkoda, że reżyser zdecydował się skupić na postaci Kate, a nie jej siostry. Z tak dobrymi aktorami bez większego trudu dałoby się osiągnąć ten cały klimat emocjonalnego rozdarcia. I byłoby to jakieś novum, coś, czego w melodramacie zbyt często doświadczyć się nie da. A tak pozostała nam po prostu szablonowa, przygnębiająca historia, która tylko próbowała być inna – i poddała się już na samym początku. Sukces tego filmu polega jednak na tym, że to, co ostatecznie otrzymaliśmy, nie jest wcale złe. Owszem, „Bez mojej zgody” to melodramatyczna sztampa. Ale przynajmniej dobrze zagrana. Przynajmniej mająca swój specyficzny klimat, który dzięki pracy operatora sprawia wrażenie nieco rozmazanego wspomnienia. I wreszcie – wzruszająca. Jakkolwiek nie irytowałby ten film w trakcie oglądania, kino opuszcza się z wielką gulą w gardle. Wtorkowe wieczory z Hallmarkiem chyba jednak tego nie zapewniają…

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane