Recenzje

BATTLE ROYALE (2000)

Momentami może rozbawić, wiele scen jest przerysowanych, autentycznie jednak pobudza empatię i pozwala w łatwy sposób przenieść się do tamtego świata.

Autor: Iwona Kusion
opublikowano

Przekonajcie się, czy jesteście warci życia...

Oto film, którego istnienie doprawdy trudno przeoczyć. Zanim jednak przystąpiłam do podróży po tym zdegenerowanym świecie, miałam pewien zarys, który sprawił, iż spodziewałam się czegoś zupełnie odmiennego aniżeli otrzymałam. Zachwyt Tarantino nad tym obrazem czy opis fabuły sugerowałyby krwawą i humorystyczną jatkę ku uciesze widza.

Oto bowiem przenosimy się w niedaleką przyszłość, w której to świat chyli się ku moralnemu upadkowi. Dzieciaki w szkole albo unikają nauki, albo maltretują swych kolegów, albo też biegnąc dźgają nożem wychodzącego z sali nauczyciela. Rozwija się przemoc i aby dostosować do niej przyszłe pokolenie, a jednocześnie dać mu nauczkę, zostaje powołany do życia projekt „BR” – „Battle Royale”. Polega on na wylosowaniu raz do roku jednej klasy i wrzuceniu jej w świat specyficznie okrutnej gry. Tym razem podczas wycieczki szkolnej dzieciaki zostają uśpione i budzą się w brudnej sali, do której niebawem, na czele z ich nauczycielem – Kitano, wchodzi wojsko. Uczniowie na szyi mają dziwne obroże i dowiadują się, że w ciągu trzech dni muszą się wymordować. Do domu może wrócić tylko jedna osoba, a jeżeli do tego czasu pozostanie więcej aniżeli jeden niepodzielny zwycięzca, obroże wybuchną, rozrywając im gardła. Mimowolni uczestnicy są zszokowani, ale ci, którzy się sprzeciwiają, zostają natychmiastowo wykluczeni z gry. Trupy kolegów przekonują innych, że jedyną szansą na przeżycie jest mordowanie przyjaciół. I tak też każdy otrzymuje wyposażenie, którego rodzaj zależy od szczęścia – bowiem można trafić na siekierę, pistolet… albo też lornetkę…

Film, wydawałoby się, nie daje większej możliwości na wgłębianie w psychologię, wszelkie retrospekcje sprawiają jednak, że los wybranych bohaterów nie musi być nam obojętny.


Na co warto tu zwrócić uwagę – to właśnie wyposażenie, jakie otrzymują uczestnicy. Jest na tyle zróżnicowane, że albo może świadczyć o kiepskim żarcie, albo też oznaczać, że gdyby połączyli siły i swe umiejętności – wszyscy mogliby przeżyć. Oczywiście próba wezwania do wspólnego działania kończy się tragicznie, albowiem rodzi się w człowieku chęć polegania na samym sobie. Zaufanie względem innych osób jest na tyle delikatne, że najmniejsze podejrzenie i poczucie zagrożenia powoduje rozlew krwi… koresponduje to z inną cechą człowieka – a jest nią fakt, że przemoc sprawia przyjemność. Jedną z bohaterek wręcz ona nakręca, nie widzi w zabijaniu niczego złego. Jest także jeden chłopak, który na ochotnika zgłosił się do projektu… Do gry zostają wybrane osoby stwarzające przemoc, wpisujące się idealnie w ów zdewastowany świat. Oczywiście ofiarą padają także „niewinni”, ale dopiero na polu walki okazuje się, kim ci ludzie są naprawdę. Nie każdy ma moralne opory przed zamordowaniem, ci, którzy je mają, nie zawsze potrafią wybrać inne rozwiązanie niż samobójstwo. Dzieciaki nie chcą walczyć, ale każda decyzja, jaką podejmują, skutkuje śmiercią. Jak można bowiem ocenić wartość życia, znajdując się ciągle pod ostrzałem czy mając duże szanse na skończenie z siekierą w głowie? Naturalną obroną wydaje się atak. Dają zatem się wciągnąć w rozgrywkę. Czego jednak ona ma ich nauczyć? Czy powracając w roli zwycięzcy zostanie się przystosowanym do świata dorosłych? Zacznie się nagle cenić to, co odebrało się innym? Pierwsza scena, w której zostaje ukazana poprzednia zwyciężczyni, przedstawia zakrwawioną dziewczynkę, ściskającą misia i demonicznie uśmiechającą się. Można powątpiewać, czy tak oto wygląda ktoś, kto właśnie stał się wart życia. Zwycięstwo uzyskane w taki sposób nie może tego zapewnić, dlatego też dwójka bohaterów – Nanahara oraz Noriko szukają innego rozwiązania aniżeli wbijanie noża kolegom w plecy czy też skok w morze, przedzielone skałami…

Film, wydawałoby się, nie daje większej możliwości na wgłębianie w psychologię, wszelkie retrospekcje sprawiają jednak, że los wybranych bohaterów nie musi być nam obojętny. O każdej z postaci otrzymujemy dość znaczną liczbę informacji. Na pierwszy plan wybijają się cztery z nich: Nanahara (Tatsuya Fujiwara), Noriko (Aki Maeda), Kawada (Taro Yamamoto) oraz Kitano. Nanahara stracił swych rodziców; niegdyś po powrocie do domu znalazł powieszonego ojca, który pożegnalne słowa napisał synowi na rozłożonej rolce papieru toaletowego. Śmierć ojca oraz pożegnalny napis wracają wciąż do chłopaka. Podczas gry „BR” za cel wyznacza sobie opiekę nad Noriko. Ona zaś to ładna, nieśmiała dziewczyna, nie potrafiąca nikogo obdarzyć zaufaniem. Boi się ludzi, w szkole bywała wszak obiektem niewybrednych żartów koleżanek. Sytuacja, w jakiej wszyscy się znaleźli, zmusza ją do ukrycia się pod skrzydłami kolegi z klasy. Jako jedyna zyskuje także dziwną sympatię Kitano. On zaś to człowiek krańcowo samotny, prowadzący ową grę, ale emocjonalnie wydawałoby się jednak zupełnie nie interesujący się nią. Najbardziej tajemniczą postacią jest Kawada. Kieruje nim zemsta, a także chęć uzyskania odpowiedzi na pewne dręczące go pytanie…

W ciekawy sposób zostaje ukazana także siła słów. Rozmawiając, można dojść do kompromisu, często jednak uczestnicy krwawej rozgrywki nie chcą słuchać, wpadają w panikę i sięgają do argumentu użycia broni. Znamienne, że główny czarny charakter , Masanobu (Kazuo Kiriyama), który sam zapisał się, aby wziąć udział w brutalnej zabawie, nie wypowiada przez cały czas ani jednego słowa. Dla niego wszystko jest proste – należy zabić innych, aby samemu przetrwać. Nic ich z nimi nie łączy, są dla niego obcymi osobami. O ile przyjaciele mordują się ze strachu, on niczym terminator przemierza wyspę, strzelając do wszystkiego co się rusza.

Nieważne jak daleko, biegnij po wszystko, co jest ciebie warte…

Mnie to dzieło… wzruszyło przede wszystkim. Poszczególne sceny nie epatują wielce zróżnicowanym okrucieństwem, do śmierci przyzwyczajamy się już po chwili, tak jak do oddychania. Staje się ona naturalnym wystrojem, a akcenty zostają przesunięte w zupełnie innym kierunku. Jest to opowieść o zaufaniu, zadająca jednocześnie pytanie o wartość życia. Pokazuje, że najmocniejsze więzy przyjaźni czy miłości ulegają całkowitemu rozpadowi, gdy w grę wchodzi przetrwanie. Ponoć człowiek egzystuje dla innych osób, a jednak gdy wygrywa dla kogoś życie i w finale ma dołożyć jeszcze jedno – swoje, po to, aby ukochana osoba mogła przetrwać… to już nie jest tak proste. Łatwo robić coś dla kogoś – ale kosztem innych, nie siebie samego. Oczywiście to jedna strona relacji między ludźmi, bo faktem jest, że gdyby wszystko było tak pesymistyczne, nie miałoby to sensu. A część osób walczy właśnie o sens, o przeżycie, przy jednoczesnym nie poddaniu się tej grze. Zwycięzcy zostają nagrodzeni, nagrodzeni w sposób bardzo dziwny, przestają nagle być zwyczajnymi dzieciakami. Potrafią ocalić swą niewinność po to, aby trafić w świat dorosłych, do którego, tam na wyspie, zostali przysposobieni…

Film wciągnął mnie ostatecznie. Momentami może rozbawić, wiele scen jest przerysowanych, autentycznie jednak pobudza empatię i pozwala w łatwy sposób przenieść się do tamtego świata. Aktorzy spisali się dobrze, co ciekawe żadne z dzieciaków nie było zastępowane przez kaskaderów. Trafnie została dobrana muzyka, uzupełniająca poszczególne momenty. Także sam pomysł na fabułę jest intrygujący, chociaż z podobną tematyką widz miał szansę się spotkać, chociażby w ekranizacjach Władcy much. O ile tam jednak było ukazane, jak wśród dzieci rodzą się pierwotne instynkty, rozwija stopniowo zwierzęca natura, o tyle tutaj bardziej zasadniczym pytaniem wydaje się być nie to o demony drzemiące w człowieku, a o wartość życia. Jak można je ocalić i stać się go faktycznie wartym…

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane