Recenzje

Amator (1979)

Do tej pory nie ma i nie było w całej dekadzie lat 70. XX wieku filmu, który w sposób tak niezwykle konsekwentny i wyrazisty sportretowałby naszą rzeczywistość.

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Tak zwany prosty człowiek

Autorem recenzji jest Piotr Berndt.

Tak zwany prosty człowiek jest postacią niezwykle ważną dla właściwego odczytania głównych idei „kina moralnego niepokoju”. Z głębszego znaczenia stałej obecności takich bohaterów na ekranie zdawali sobie doskonale sprawę między innymi Feliks Falk, Edward Żebrowski, Andrzej Wajda, Stanisław Różewicz, Marcel Łoziński, Grzegorz Królikiewicz, Krzysztof Zanussi, Agnieszka Holland, Wojciech Marczewski oraz Janusz Kijowski. Dla Krzysztofa Kieślowskiego stanowił on coś więcej – pryncypium reżyserskiej wizji, sprawdzone, niezawodne medium tego co najważniejsze, i zarazem prawdziwą artystyczną obsesję.

Potrafił precyzyjnie dokumentować Polskę, odzwierciedlać życie zwykłych ludzi. Jego filmy bywają wzorem nie tylko dla poczynań filmowców. Analizuje się je, omawia, komentuje. Dzisiaj Kieślowski jest klasykiem, ikoną polskiego oraz europejskiego kina.

Nowy dla polskich realiów sposób prezentacji odzwierciedla ożywczą atmosferę tamtych lat. Było to wyraźnie widać w polskim kinie, gdzie dotychczasowy prosty człowiek był przeciwieństwem artysty wraz z jego dylematami, indywidualizmem, odmienną perspektywą widzenia świata oraz oddaleniem od rzeczywistości. Co jednak nastąpi, gdy pewnego dnia on sam stanie się kimś takim, gdy przyjmie na siebie ciężar bycia kreatorem tej rzeczywistości, przyjmie jego zadania, rolę, jego sposób myślenia i odczuwania? Temat wart jest filmu. Filmowy amator z podkrakowskiego miasteczka nie będzie nigdy Godardem czy Bergmanem, lecz któregoś dnia może odkryć i osobiście doświadczyć, jak wielka odpowiedzialność spoczywa na człowieku z kamerą jako twórcy obrazów. Twórczość Kieślowskiego, a także jego osobowość zaspokajały głód istniejący w kinie od dawna.

Na początku opowieści wygląda to tak: w dość przypadkowych okolicznościach szeregowy pracownik fabryki Filip Mosz, pracujący na stanowisku zaopatrzeniowca, posiadacz kamery „Krasnojarsk”, otrzymuje od dyrektora zakładu propozycje sfilmowania zakładowych uroczystości jubileuszowych. Dalekie to jednak od jakiegokolwiek „artyzmu”. Rzecz jednak w tym, że bohaterowi Amatora rola kronikarza filmowego już nie wystarcza. Zaczyna pociągać go coś ekscytującego i dotychczas nieznanego. Filmowanie zaczyna wyzwalać w nim innego człowieka. Kamera odkrywa przed nim nieprzeczuwaną dotąd możliwość samorealizacji – otwiera przed nim nowy świat, któremu nie kto inny, lecz on sam nadaje indywidualną formę.

W ówczesnym okresie artystyczną obsesją Krzysztofa Kieślowskiego była pieczołowita troska o autentyczny w każdym szczególe obraz rzeczywistości jako swoistej gwarancji prawdziwości tego wszystkiego, co pojawia się na ekranie – traktuje kamerę jako wymowne tło wewnętrznych przeżyć bohatera. Pod tym względem zarówno Kieślowski – dokumentalista, jak i Kieślowski – fabularzysta nie miał sobie równych w polskim kinie. Doświadczenie z Jerzym Stuhrem nauczyło go, że wybitni aktorzy mogą nadać granym przez siebie postaciom – i całemu filmowi – dodatkowy wymiar. Istnieje na ten temat wiele anegdot, wszystkie jednak mówią w gruncie rzeczy o jednym: portretując człowieka i ukazując otaczającą go rzeczywistość, był upartym perfekcjonistą, dla którego liczyła się tylko absolutnie niekwestionowana prawda – sytuacje, kostiumy, rekwizyty, zachowania, gesty. Kieślowski charakteryzuje miejsca, w których bohaterowie spełniają ważną funkcję dramaturgiczną. Twórca przywracał kinu często zapomniane poczucie tragizmu losu ludzkiego, któremu należy stawić czoła.

Mamy więc do czynienia z realistycznym ukazaniem ówczesnej rzeczywistości. Tak było we wcześniejszych filmach Kieślowskiego: Spokoju, Pierwszej miłości, Personelu, Szpitalu, Bliźnie i Przejściu podziemnym. Z tej obsesyjnej potrzeby, w sensie konsekwencji w swych artystycznych i etycznych dążeniach, zrodził się bohater Amatora – Filip Mosz – zwykły obywatel PRL-u, mieszkający w prowincjonalnym mieście średniej wielkości, w swojej zasadniczej warstwie społecznej jest uosobieniem szarej przeciętności. Pewnego dnia tytułowy bohater budzi się z wieloletniego letargu i odkrywa własną nieprzeciętność i autentyczne wartości. Filmowiec Mosz zaczyna egzystować w szerszym niż dotąd wymiarze. Czuje się potrzebny i ważny  dla innych, odpowiedzialny za to co robi. Od momentu, kiedy bierze kamerę do ręki – traci anonimowość, stara się o poznanie prawdy, staje się kimś, stopniowo zyskuje indywidualne rysy.

Ostatnio dodane