Recenzje

Absolwent (1967)

50. urodziny Benjamina Braddocka

Autor: Anna Niziurska
opublikowano

Młody Benjamin Braddock kończy studia i wraca do domu. Rozpoczyna prawdziwe, dorosłe życie. Rozwój kariery zawodowej, realizacja marzeń, odnoszenie sukcesów, spełnienie w miłości – to wszystko stoi przed nim otworem. Chłopak jednak wcale nie wygląda na zachwyconego perspektywą wkroczenia w dorosłość? Dlaczego? Co jest nie tak?

Ben (wcielający się w niego Dustin Hoffman właśnie tą rolą rozpoczął swoją prawdziwą karierę aktorską) jest przygnębiony tym, że wraz z końcem studiów jego młodość również dobiega kresu i teraz chłopak musi stać się dorosłym. Obrać dalszy kierunek. Zdecydować o swojej przyszłości i co więcej – ponieść za to odpowiedzialność. „Przygnębienie” nie jest więc chyba wystarczającym sformułowaniem. Ben jest zwyczajnie zdruzgotany nową sytuacją. Uporać się z nią nie ułatwiają mu rodzice.

Absolwent Mike’a Nicholsa, za którego reżyser otrzymał między innymi Oscara i Złotego Globa, rozpoczyna się przyjęciem zorganizowanym chłopakowi przez rodziców.

Próbując nakłonić go do zejścia do gości, mówią mu, że czekają tam na niego sami jego przyjaciele. Kto tak naprawdę czeka? Nie znajomi ze szkoły czy „z podwórka” Bena, ale przyjaciele i współpracownicy rodziców. To znamienne dla przedstawionej w filmie relacji rodzic–dziecko. Ben jest od rodziców uzależniony, to oni mają największy wpływ na jego wybory. Pokładają w dalszej karierze syna wielkie nadzieje, on jednak nie wydaje się być przekonany do tego, by jakąkolwiek karierę w ogóle rozpoczynać. Tytułowy absolwent potrzebuje czasu na zastanowienie się, zatrzymanie i rozważenie, co robić dalej ze swoim życiem. Rodzice tymczasem urządzają mu kolejne przyjęcia. Pierwsze, wspomniane już przeze mnie na cześć zakończenia studiów, drugie z okazji dwudziestych pierwszych urodzin. Oba tylko wprowadzają Benjamina w zakłopotanie. A scena, w której chłopak jest zmuszony przez ojca do przymierzenia stroju nurka i wskoczenia do basenu, by pokazać gościom kilka sztuczek, jest nie tylko kuriozalna, ale i okrutna. Nie chciałabym nigdy znaleźć się w skórze tego chłopaka, który dopiero pod wodą znajduje chwilę ciszy i spokoju od nadopiekuńczych rodziców i dziesiątków rozbawionych par oczu zgromadzonych gości.

Jest jednak ktoś, kto widzi w nim nie tylko młodego człowieka, przed którym kariera i zapewne pieniądze stoją otworem. Pani Robinson (w tej roli wspaniała Anne Bancroft, która przyjmując propozycję zagrania w Absolwencie, miała już na koncie Oscara za rolę w Cudotwórczyni), żona wspólnika ojca Bena, jest – można by rzec – żywo zainteresowana młodzieńcem. W końcu pomiędzy tym dwojgiem dochodzi do romansu. Nie będzie to spoilerem, jeśli napiszę, że to romans chwilowy, przelotny – nietrudno się tego domyślić. Sprawę jednak komplikuje powrót na wakacje do domu córki pani Robinson, Elaine (Katharine Ross), w której niespodziewanie Ben się zakochuje. Czy dziewczyna odwzajemni jego uczucie? Czy dowie się o romansie, jaki łączył chłopaka z jej matką?

Absolwent to jeden z tych filmów, które po prostu trzeba zobaczyć. Dlaczego? Powodów jest mnóstwo – od świetnej gry aktorskiej, poprzez wspaniałą reżyserię, zdjęcia, cudowną ścieżkę dźwiękową, aż po niejako warstwę filozoficzną i tak zwane drugie dno filmu.

Ostatnio dodane