Recenzje

13 DZIELNICA (2004)

Sprawnie nakręcone, efektowne kino akcji jednorazowego użytku.

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Efektownie i na jeden raz

Autorem recenzji jest Aleksandra Żbikowska.

Od tak zwanego kina akcji oczekuje się zazwyczaj, że będzie trzymało widza w napięciu, że będzie porywające. Opowiadana historia nie ma tutaj priorytetowego znaczenia. Liczy się sposób jej prezentacji – dynamiczny, wybuchowy, efektowny. I film Pierre’a Morela 13 Dzielnica (Banlieue 13) doskonale wpisuje się w te kryteria.

Bieganie po ekranie

Przyznam się, że akurat filmy oznaczone etykietką – „akcja”, nie należą do moich ulubionych. Rzadko też decyduję się na to, żeby poświęcić im swój czas. Są dwa wyjątki: kiedy nie do końca jestem przekonana o tym, że akurat danemu filmowi takie określenie się należy (trzeba czasami z dużą rezerwą podchodzić do przypisywanych filmom gatunków). Drugi wyjątek to twórcy. Jeżeli widzę, że dany film reżyserował, pisał scenariusz itp., ktoś z grona filmowców, do którego mam pełne zaufanie, nie waham się pójść do kina. Tak też było i w tym przypadku. Wystarczyło nazwisko Luca Bessona, żeby nie mieć wątpliwości. Czy się zawiodłam? W zasadzie nie.

Uwaga skupia się na wyczynach bohaterów i operatora kamery.

13 Dzielnica jest filmem, który wciąga od pierwszej minuty i do końca nie pozwala odejść od ekranu. Zaczyna się od piorunującego pościgu i już, można powiedzieć, biegniemy z zawrotną szybkością przez kolejne sceny. Największymi atutami są tutaj świetne zdjęcia, doskonale dobrana muzyka i aktorzy. Sama historia, którą przedstawia nam reżyser, jest niestety mało efektowna, żeby nie powiedzieć – banalna. Ale, jak już wspomniałam na początku, chyba tego typu filmy jej nie potrzebują. Pod warunkiem oczywiście, że są odpowiednio zobrazowane. Uwaga skupia się na wyczynach bohaterów i operatora kamery. To, że film staje się czystą, pozbawioną głębszej refleksji rozrywką, dociera do widza z dużym opóźnieniem i nie ma już większego znaczenia. Dlatego z oceną tego obrazu najlepiej trochę poczekać, aż opadną pierwsze emocje, w przeciwnym wypadku recenzje będą pełne zachwytów.

No, ale trochę „pozachwycać” się można. Ucieczka Leito (w tej roli znakomity David Belle) przed kilkunastoma bandziorami z pistoletami i karabinami maszynowymi jest, jak wspomniałam, znakomitym wstępem. Preludium, w którym to bohater dokonuje rzeczy wręcz niemożliwych – skacze po wąskiej klatce schodowej z piętra na piętro, prześlizguje się w mgnieniu oka przez wąskie okienko w drzwiach, po czym fruwa wręcz po dachach pobliskich domów. Wszystko to oczywiście w odpowiedni, czyli interesujący sposób pokazane okiem kamery. Chociaż można się przyczepić do niektórych ujęć, np.: ukazanie w zwolnionym tempie wystrzelonej z pistoletu kuli, co nieuchronnie kojarzy się z „czymś”, co już było… hm. Chyba jednak Matrix dokonał pewnej rewolucji w zdjęciach i prawdopodobnie poniżej tego poziomu już nie wypada schodzić.

Kaskaderzy – policjanci i gangsterzy

Mamy 2010 rok. Tytułowa 13 dzielnica jest otoczona przez władze Paryża murem. To teren pełen wyrzutków i gangsterów, który rządzi się praktycznie własnymi prawami. Dla policji dzielnica jest oczywiście solą w oku, problemem, którego najchętniej by się pozbyła. Potrzebny jest więc genialny pomysł, potrzebny jest odpowiedni, dobry glina. I już mamy podstawę całej historii (znów nieodparte, kolejne skojarzenie z… Nowym Jorkiem…). Jest jeszcze człowiek „stamtąd”, czyli z 13 dzielnicy, pałający żądzą zemsty i doskonale znający charakter gangu. Trzeba rozbroić pewną niewygodną bombę, uwolnić dziewczynę, a do tego jest oczywiście bardzo mało czasu. Schemat bardzo prosty i czytelny. Kolejne sceny, kolejne ujęcia są jednak oczekiwaniem. Nie na to, czy: „uda im się, czy nie uda?”, ale na to, co jeszcze pokażą nam aktorzy.

Cyril Raffaelli, grający Damiena – owego dobrego policjanta – i David Belle dokonują wyczynów iście kaskaderskich. I rzeczywiście nie mija się to zbytnio z prawdą. Obaj aktorzy są specjalistami od ekstremalnych wyczynów na planach filmowych, teledysków itp. Sami więc tworzyli niepowtarzalny klimat scen, bez którego film poległby na całej linii. Cyril opowiada: „Gdy mówiono nam o bezpieczeństwie na planie filmowym, David i ja pokazywaliśmy im kasety demo z naszymi akrobacjami na żywo. Na mojej kasecie robię salto, skacząc z jednego budynku na drugi na wysokości piętnastego piętra. Żadnych materacy, nic. Mamy całkowite zaufanie do siebie samych. Na planie tłumaczono nam, że musimy mieć siatki ochronne, materace, kable” – źródło: 13 Dzielnica pressbook.

Nic tak nie psuje tempa i atrakcyjności obrazu, jak „półgodzinne” popisy w stylu: 1 na 10. W 13 Dzielnicy niestety napatoczyła się jedna taka scena, kiedy Damien samotnie rozprawia się z pewnym, licznym oczywiście, gangiem. To chyba jedyny fragment filmu, w którym podziwianie ustępuje miejsca ziewaniu, na szczęście na tyle jest on krótki, że szybko odzyskujemy utracony entuzjazm.

Trudno wdawać się w szczegółowe opisy; film jest po prostu sprawnie nakręconym obrazem, z doskonale brzmiącą, czy raczej doskonale uderzającą muzyką Da Octopuss i z wyśmienitym popisem aktorskim. Trzeba bowiem jeszcze dodać, że wyczyny akrobatyczne to jedno, ale bohaterowie, choć nie są zbyt skomplikowanymi psychologicznie postaciami, są wykreowani naprawdę przyzwoicie. Są prawdziwi, choć historia, której są częścią, zdecydowanie taka nie jest. Pozostaje jeszcze na koniec odwołać się do Luca Bessona. Widać wyraźnie, że ten znakomity reżyser maczał w filmie palce i chwała mu za to. Zaczynam jednak wyraźnie odczuwać tęsknotę nie tyle za obrazem, co właśnie za historią w wykonaniu tego twórcy.

Filmy takie, jak Taxi i teraz 13 Dzielnica (choć oczywiście Besson nie występuje tu w roli reżysera) są wartkie, dynamiczne, efektowne i porywające, ale… tylko do jednorazowego użytku. Nie wracamy do nich z sentymentem, nie rozmyślamy o nich. Do obejrzenia raz i to wszystko. Czy taki jest chociażby Leon zawodowiec czy Wielki błękit? Zdecydowanie nie. No, ale pozostaje cierpliwie czekać… Tymczasem bez obaw można wybrać się do kina na 13 Dzielnicę i nacieszyć trochę oko i ucho interesującymi zdjęciami i muzyką.

Tekst z archiwum film.org.pl (04.04.2005).

Ostatnio dodane