Martin Scorsese - człowiek legenda. Kiedy podczas tegorocznej gali wręczenia Złotych Globów na scenę wyszli Robert De Niro i Leonardo DiCaprio, aby nagrodzić go Globem za całokształt twórczości, De Niro zażartował: "To nie Marty tworzy filmy, to filmy tworzą Marty'ego. (...) Ten facet je, kąpie się i sypia z taśmą filmową." Tak... filmy Scorsese cieszą się powszechnym uwielbieniem. Kochamy je, modlimy się do nich, oddajemy im cześć. Czy są to gangsterskie epopeje w rodzaju "Chłopców z ferajny", czy wciągające filmy biograficzne jak "Wściekły byk", Marty zawsze potwierdza swój kunszt i reżyserski talent. Gdy 2 lata temu Akademia nagrodziła go (w końcu!) Oscarem za "Infiltrację" (moim zdaniem jeden ze słabszych jego filmów, ale statuetkę wisieli mu już od prawie 20 lat) ludzie zaczęli się zastanawiać, czy aby mistrz nie spocznie teraz na laurach... Do kin właśnie wchodzi jego nowy film "Wyspa tajemnic".


Stary, dobry wujek Martin nie rozczarował i tym razem. Kiedy oglądałem zwiastuny jego nowego filmu miałem pewne obawy: tylko żeby to nie były popłuczyny po "Przylądku Strachu". Wątpliwości zostały na szczęście rozwiane, a klasa Scorsese bije po oczach od pierwszych minut. Fabuła rozkręca się szybko. Natychmiast poznajemy bohaterów. Miejsce akcji zostaje przedstawione w kilka sekund ("tu jest blok żeński, tu męski, a w bloku C trzymamy najgroźniejszych pacjentów"). Tak... pacjentów. Jest rok 1954, a my znajdujemy się w szpitalu dla obłąkanych kryminalistów, na wyspie oddzielonej od lądu sporym pasmem wody. To właśnie tu, w celu rozwikłania kryminalnej zagadki, zostają wezwani dwaj agenci z biura szeryfa US Marshalls, czyli Teddy Daniels (Leonardo DiCaprio) i Chuck Aule (Mark Ruffalo). Sytuacja wygląda następująco: poprzedniej nocy z zamkniętego i okratowanego pomieszczenia znika jedna z pacjentek (notabene potrójna dzieciobójczyni), nikt jej nie widział i nikt nie potrafi jej odnaleźć. Po uciekinierce pozostaje jedynie zaszyfrowana wiadomość. Teddy i Chuck rozpoczynają poszukiwania, ale niechęć personelu i niepokojące zachowania pacjentów sprawiają, iż agenci dochodzą do wniosku, że szpital kryje wiele innych, znacznie mroczniejszych tajemnic...

Jednocześnie w trakcie rozwiązywania kryminalnej łamigłówki realizowany jest inny wątek. Dotyczy on osoby głównego bohatera, granego przez DiCaprio detektywa. Oto nasz Teddy, facet niewątpliwie po przejściach, zaczyna odczuwać niemały dyskomfort w związku z pobytem na wyspie. Stale się poci, ma okazjonalne migreny i ogólnie przypomina alkoholika na detoksie. Ponadto miewa dziwne sny i wizje dotyczące jego własnej przeszłości - podczas II wojny światowej brał udział w wyzwoleniu obozu koncentracyjnego w Dachau, a jego żona zginęła w tragicznym pożarze wznieconym przez podpalacza-szaleńca. W pewnym momencie filmu widz zaczyna podejrzewać, że być może jego pobyt na wyspie nie jest przypadkowy, a jego zachowaniami mogą kierować pewne osobiste pobudki...


Film Scorsese jest trzecią z kolei (po "Rzece tajemnic" Eastwooda i "Gdzie jesteś Amando?" Afflecka) adaptacją powieści Dennisa Lehane'a. Mimo, iż w swojej skali nie szokuje tak jak film Eastwooda, jest dziełem bardzo solidnym. Od samego początku filmu widza ogarnia niesamowite poczucie niepokoju. Potęguje je mroczna muzyka i klaustrofobiczne mury sanitarium. Scorsese znany jest ze swojej dbałości o szczegóły, więc od strony scenograficznej znowu mamy perełkę. Wszędzie dopatrujemy się nieznanego zagrożenia i to poczucie nie opuszcza nas przez większość seansu. Ekipa operatorska perfekcyjnie wykonała swoją pracę. Utrzymane w szarości zdjęcia podtrzymują uczucie duszności i lęku. Atmosfera jest dość przytłaczająca, a jednak akcja nie pozwala odejść napięciu. Opowiedziana historia rozwija się bardzo szybko, choć w środkowej części występują nieliczne dłużyzny. Pomijając te drobne niedociągnięcia, fabuła jest zwarta i wciągająca. Aktorzy grają przyzwoicie: DiCaprio dzielnie walczy z ciągnącym się za nim wizerunkiem titanicowego amanta, a Kingsley i von Sydow jak zwykle pokazują dużą klasę. No i jest jeszcze epizodyczna rola Jackie'ego Earle Haleya, który, gdziekolwiek się nie pojawi, bezproblemowo zapada w pamięć.


Całość jest naprawdę godna polecenia, a Scorsese kolejny raz zapewnia widzom wspaniałą porcję rozrywki. Swoją drogą ciekawie było obserwować, jak Marty podoła takiemu gatunkowi jak gotycki thriller/horror. Wybronił się znakomicie i precyzyjnie poprowadził książkową historię. Dzieło zrealizowane zostało z podstawową dewizą Hitchcocka: "Najpierw trzęsienie ziemi, a potem już tylko  mocniej"... Osobiście polecam "Wyspę tajemnic" wszystkim fanom gatunku i psychodelicznych, mrocznych opowieści. Na koniec pragnę jednak ostrzec wszystkich, żeby nie czytali serwisowych recenzji krytyków, ponieważ nie widziałem jeszcze recenzji, która mimochodem nie nakierowałaby na odgadnięcie zakończenia. Nie chcielibyście popsuć sobie tej zabawy.


8/10






wytwórnia - Paramount Pictures, 2010
reżyseria - Martin Scorsese
scenariusz - Laeta Kalogridis
wg powieści - Dennisa Lehane'a
produkcja - Martin Scorsese, Dennis Lehane, Mike Medavoy
zdjęcia - Robert Richardson
montaż - Thelma Schoonmaker
scenografia - Dante Ferretti
efekty wizualne - Robert Legato
czas projekcji - 138 minut

wystąpili

Leonardo DiCaprio
Mark Ruffalo
Ben Kingsley
Max von Sydow
Michelle Williams
Emily Mortimer
Patricia Clarkson
Jackie Earle Haley

(Teddy Daniels)
(Chuck Aule)
(dr Cawley)
(dr Naehring)
(Dolores Chanal)
(Rachel 1)
(Rachel 2)
(George Noyce)

Autor recenzji gościnnej: Jakub Dzierżawski - DeeZee [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 28 marca 2010
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF