Klub Miłośników Filmu - www.film.org.pl

ur. 22 czerwca 1965 r., Wermelskirchen w Niemczech
Uwe Boll zdobył światową sławę dzięki licznym ekranizacjom gier komputerowych. Powszechnie uważany jest za najgorszego żyjącego reżysera. Często można spotkać się z określeniem "niemiecki Ed Wood". Uwe ma dwie pasje: kręcenie filmów i gry komputerowe (ulubiona: "Hitman: Codename 47"). Z połączenia tych dwóch pasji wyszły jego słynne filmy, które przyprawiają o ból głowy nie tylko kinomanów, ale także fanów gier obawiających się, czy ich ulubiona gra nie będzie następną na liście ekranizacji niemieckiego reżysera. Uwe Boll to jeden z najbardziej kontrowersyjnych reżyserów. Mimo krytyki, zarówno ze strony fanów jak i dziennikarzy, nie poddaje się i stale kręci filmy, wdając się przy tym w ostrą polemikę z przeciwnikami swojej twórczości. Doszło nawet do tego, że reżyser wyzwał na pojedynek bokserski krytykujących go dziennikarzy (i wygrał). Uwe to niewątpliwie jedna z barwniejszych postaci, o której jeszcze pewnie nie raz usłyszymy. Kto wie, może za paręnaście lat Boll będzie tak samo "popularny" jak Ed Wood?


1991 | German Fried Movie
Poza faktem, że jest to komedia w której wystąpił również reżyser,
nie ma więcej informacji o tym filmie.
Tytuł bez wątpienia nawiązuje do znanej komedii "Kentucky Fried Movie".

MOJA OCENA:
brak oceny - filmu nie widziałem


1993 | Barschel: Mord in Genf?
Dramat opowiadający o filmowcach kręcących film dokumentalny
o niemieckim polityku Uwe Barschelu, który popełnił samobójstwo.


MOJA OCENA:
brak oceny - filmu nie widziałem


1994 | Amoklauf
Niskobudżetowy horror.
Zasłynął tym, że całe zakończenie zostało nakręcone w technice slow-motion.


MOJA OCENA:
brak oceny - filmu nie widziałem


1997 | Das Erste Semester
Komedia o studencie, który oddziedziczy majątek pod warunkiem,
że utrzyma się na studiach i znajdzie sobie dziewczynę.


MOJA OCENA:
brak oceny - filmu nie widziałem


2000 | Sanctimony
Dwójka policjantów z Vancouver ściga brutalnego, seryjnego mordercę.
Po jakimś czasie wpadają na trop Toma Gerricka - finansisty z Wall Street,
który staje się głównym podejrzanym. Film powstał na zlecenie jednej ze stacji
telewizyjnych w Kanadzie. Kiedy władze stacji obejrzały gotowy projekt
podziękowały Bollowi za współpracę.


MOJA OCENA:
brak oceny - filmu nie widziałem


2002 | Blackwoods
Matt Sullivan wraz ze swoją dziewczyną Dawn wybierają się do lasu Blackwoods na romantyczny weekend. Para zatrzymuje się w pewnym motelu, gdzie wszystko zaczyna się komplikować. Dawn znika bez słowa. Na dodatek Matt zostaje zaatakowany we własnym pokoju hotelowym przez tajemniczego osobnika. Kiedy odkrywa, że napastnik i Dawn są w zmowie, wszystko komplikuje się jeszcze bardziej. Zaczynają wychodzić na jaw tajemnice Matta, które były przyczyną ataku. Gdyby filmu nie reżyserował Uwe powiedziałbym, że nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych thrillerów. Jednak jak na twórczość Bolla, "Blackwoods" jest nadspodziewanie dobry i starannie wykonany. Fabuła może nie jest porywająca, ale też daleko jej do nudy. Niewątpliwym atutem filmu jest Keegan Connor Tracy - odtwórczyni roli Dawn, która w "Blackwoods" wypadła znakomicie. Dodatkowo thriller posiada zaskakujące zakończenie i kilka dobrych zwrotów akcji. To bez wątpienia jeden z niewielu udanych filmów Uwe Bolla.

MOJA OCENA:



2003 | Heart Of America
Film poprzedzający pierwszą ekranizację gry, kiedy to jeszcze mało kto wiedział kim jest Uwe Boll. Możliwe, że nawet jeszcze nie miał przeciwników swojej twórczości (a przynajmniej nie tylu co dziś). Daniel i Barry przez cały swój pobyt w szkole byli maltretowani, bici i wyszydzani. O ile Barry mógł liczyć na odrobinę normalności i zrozumienia w domu, tak Daniel spotykał się jedynie z drwinami i wyzwiskami ze strony ojca. W ostatnim dniu szkoły Daniel postanawia zastrzelić swoich oprawców. Znany głównie z horrorów i ekranizacji gier, Uwe tym razem zabrał się za dramat dotykający poważnego tematu. Niestety, jego chęci nie przełożyły się na jakość filmu. Jego podstawowy minus to przeraźliwa nuda. Wszystko toczy się niezwykle powoli, a całość wykonaniem przypomina telenowelę. Niemal cały film sprowadza się do mało porywających rozmów uczniów o swoich problemach, rozmów nauczycieli o ich problemach i tak w kółko. W "Heart of America" jest bardzo prosty podział ról: źli uczniowie palą, ćpają i dewastują, nieszczęśliwi uczniowie palą, ćpają i użalają się nad swoim losem, a zwykli uczniowie nic nie robią - są tylko tłem. Całość wypada płytko i nieciekawie. Na plus produkcji można zaliczyć niezłe wykonanie techniczne i całkiem dobrą muzykę, ale to za mało, żeby uznać "Heart of America" za udany film.

MOJA OCENA:



2003 | House Of The Dead | Dom Śmierći
Film oparty na grze akcji "The House of the Dead" jest pierwszą ekranizacją gry komputerowej w dorobku Bolla. Na tajemniczej wyspie niedaleko Florydy zostaje zorganizowana wielka impreza. Na wyspę próbuje dostać się czwórka przyjaciół. Pomimo ostrzeżeń o niebezpieczeństwie, bohaterowie nie rezygnują z zamiaru dostania się tam. Kiedy w końcu dotrą do celu okaże się, że imprezę przerwał niespodziewany atak zombie, które zabiło wszystkich imprezowiczów. Prosta fabuła jest tylko pretekstem do ukazania strzelanin z udziałem zombie o wątpliwej jakości charakteryzacji. Nastolatki w kilka chwil przemieniają się w maszyny do zabijania umiejące strzelać z każdego rodzaju broni, a także z umiejętnościami walki wręcz, godnymi czarnego pasa. Gdzie tego wszystkiego się nauczyli, przyznam szczerze - nie wiem, pewnie z gier komputerowych. To niesamowite, jak w dosłownie kilka sekund zwykły człowiek może się przemienić w elitarnego wojownika. Logiki w filmie brak, tak samo jak jakiegokolwiek aktorstwa. Wykonanie scen akcji stoi na żałośnie niskim poziomie a wstawki z gry są irytującym i niepotrzebnym dodatkiem. Film tylko dla wytrwałych fanów kiczowatych horrorów.

MOJA OCENA:



2005 | Alone In The Dark | Alone In The Dark: Wyspa Cienia
Kolejny horror oparty na grze pod tym samym tytułem. Tym razem zamiast hord zombie, za przeciwników mamy niewidzialne potwory prosto z piekła, z którymi walczy były agent "Biura 713" Edward Carnby (Christian Slater). Film sprowadza się do pokazania walki potworów z ludźmi, na dodatek bardzo źle sfilmowanej (choć jest postęp w stosunku do "Domu Śmierci"). Z horroru nic nie zostało, nie ma ani napięcia ani atmosfery. O straszeniu widza można zapomnieć, chyba że straszeniu poziomem produkcji. Niski budżet widać niemal w każdej scenie a aktorów zastąpiono drewnianymi kukiełkami. O fabule nie warto wspominać, bo nie ma ona większego wpływu na to co widzimy na ekranie. Jest jeden malutki plusik całej produkcji, pod postacią piosenki promującej film: "I Wish I Had An Angel" zespołu Nightwish, ale to akurat nie jest zasługą Bolla.

MOJA OCENA:



2005 | BloodRayne
Pół wampirzyca Rayne jest członkiem Brimstone Society. Jej zadaniem jest eliminacja wszelkich zagrożeń dla Świata. Takim zagrożeniem okazuje się grupa nazistów, pragnąca dać Hitlerowi ponadnaturalne moce dzięki szczątkom Beliara - dawnego władcy piekieł. Tak przedstawia się fabuła gry, która dzięki szybkiej akcji, ciekawej fabule i przede wszystkim samej Rayne, zyskała dużą popularność. Już z chwilą premiery wielu fanom gier marzyła się jej ekranizacja. Uwe Boll niestety zamarzył o tym samym. Niemiecki reżyser stworzył film, który nijak ma się do elektronicznego pierwowzoru. Zamiast trzymać się fabuły oryginału, postanowił uraczyć widzów własną wizją początków Rayne w Brimstone Society. Akcja filmu rozpoczyna się w XVIII wieku, pół wampirzyca Rayne ucieka z cyrku w którym była jedną z atrakcji. Po ucieczce trafia do Brimstone Society, które daje jej schronienie. Ryan wraz z organizacją występuje przeciwko Kagenowi - królowi wampirów, a jednocześnie mordercy matki Rayne i jej ojca. W filmie Bolla zdumiewają mnie dwie rzeczy. Pierwsza to zerowe poszanowanie oryginału. Zastanawiam się, po co film nazywać "BloodRayne" skoro łącznikiem filmu i gry jest tylko główna bohaterka. Na dodatek fabuła ekranizacji nie jest ani ciekawa ani odkrywcza, ot prosta historia o zemście na dawnym oprawcy. Szkoda, że zmarnowano potencjał drzemiący w fabule pierwowzoru. Druga rzecz, która wprawiła mnie w zdumienie to... bardzo dobra obsada. W filmie występują Kristanna Loken, Ben Kingsley, Michael Madsen i Michelle Rodriguez. Takiej obsady mógłby pozazdrościć niejeden wysokobudżetowy film z o wiele lepszym reżyserem. Obsada to najmocniejsza strona filmu, aktorzy sprawili się naprawdę dobrze. Można jedynie przyczepić się do Michaela Madsena, który w długich włosach wygląda po prostu śmiesznie. Szkoda, że reszta filmu nie stoi na takim poziomie jak aktorzy. Mały budżet sprawia, że wszystko wygląda sztucznie i prowizorycznie a okolice w których dzieje się akcja, na dziwnie wyludnione. Trzeba jednak przyznać Bollowi, że czyni widoczne postępy. Reżyser uczy się na błędach i "BloodRayne" w porównaniu z jego poprzednimi ekranizacjami gier wypada bardzo dobrze. Szkoda, że pomimo postępu to jednak nadal bardzo mizerna produkcja.

MOJA OCENA:



2006 | In The Name Of The King: A Dungeon Siege Tale
Uwe Boll się nie poddaje. Tym razem padło na grę typu hack 'n' slash (gra akcji udająca RPG) "Dungeon Siege". O grze zrobiło się głośno z jednego ważnego powodu. Do momentu premiery gry, hack 'n' slah był zdominowany przez jeden tytuł - "Diablo", który nie miał konkurencji. "Dungeon Siege" dzięki ogromnej grywalności i pięknej grafice był nie tylko bardzo dobrze oceniany przez prasę branżową, ale zyskał też spore grono fanów. Jednym z tych fanów okazał się niestety niemiecki reżyser, który zakupił prawa do gry i zrealizował epicki (przynajmniej w jego mniemaniu) film fantasy. Również tym razem Boll zdołał skompletować konkretną obsadę. W "Dungeon Siege" możemy podziwiać Jasona Stathama, Raya Liottę, Kristannę Loken, Burta Reynoldsa i Johna Rhys-Daviesa. Farmer (tak, to jest imię) wraz ze swoją rodziną wiedzie na wsi spokojne życie Niestety, rodzinną sielankę przerywa nagły atak potworów kontrolowanych przez czarnoksiężnika Galliana. Po tragicznej śmierci żony i syna, Farmer postanawia się zemścić. W królestwie rozpoczyna się wojna z hordami Galliana. Tym razem Boll trzymał się fabuły gry, która co tu dużo mówić - jest prosta niczym konstrukcja cepa. Film sprowadza się do coraz to nowych walk z potworami, a na końcu z magiem. "Dungeon Siege" to ubogi brat "Władcy Pierścieni". Reżyser starał się, żeby wszystko wyglądało jak w filmach Petera Jacksona, jednak niski budżet i niewielkie umiejętności reżyserskie sprawiły, że zamiast wielkich bitew otrzymaliśmy zaledwie potyczki. W dodatku całe królestwo składa się jedynie z zamku pośrodku pola, jednej wioski, lasu i zamku przeciwnika. Mimo tych niedociągnięć, film nie jest kompletną porażką. Szybkie tempo akcji i liczne walki sprawiają, że "Dungeon Siege" ogląda się w miarę dobrze. Bitwy realizacyjnie przypominają te z "Władcy Pierścieni": ujęcia na łuki w strugach deszczu, szarże potworów będących odpowiednikiem Orków. Jedyne co przeszkadza, oprócz małego (wręcz minimalistycznego) rozmachu scen bitewnych, to wepchnięci do filmu nie wiadomo po co, wojownicy imitujący ninja. Podsumowując, "Dungeon Siege" to głupiutka i uboga, ale mimo wszystko rozrywka.

MOJA OCENA:



2007 | Seed
Tym razem Boll odchodzi od ekranizowania gier na rzecz własnego, autorskiego projektu. Po poprzednich filmach można było mieć nadzieję, że teraz będzie już tylko lepiej i nasz ulubiony reżyser małymi kroczkami dobrnie wreszcie przynajmniej do średniej klasy reżyserów. Szkoda, że "Seed" te nadzieje bezlitośnie zweryfikował. Niemiecki "tfurca" po raz kolejny pokazał, jak złym jest reżyserem. Tytułowy Seed to psychopata i seryjny morderca. Złapany przez detektywa Bishopa czeka w celi śmierci na wykonanie wyroku. Pomimo tego, że krzesło elektryczne jest stare i wadliwe, naczelnik więzienia decyduje się na wykonanie wyroku. Zgodnie z prawem, po trzeciej nieudanej próbie wykonania egzekucji więzień powinien zostać uwolniony. Seed przeżywa owetrzy próby, jednak władze więzienia chcąc uniknąć skandalu, zakopują przestępcę żywcem. Seed wydostaje się z trumny, a jedynym jego celem jest zemsta na wszystkich, którzy brali udział w egzekucji. Trudno stwierdzić, co poprzez ten film chciał Boll przekazać. "Seed" sprowadza się bowiem do pokazywania coraz to krwawszych i obrzydliwszych scen. Fabuła w praktyce nie ma znaczenia, liczą się tylko kolejne trupy i krew. Jak zwykle film niemieckiego reżysera ma mikroskopijny budżet i tym razem aktorów amatorów. U Bolla wszystko występuje pojedynczo: jedna ulica, jeden komisariat, jeden dom i już można kręcić thriller. O ile seanse poprzednich dzieł Uwe mogą śmieszyć nieporadnym wykonaniem, tak ten wzbudza jedynie niesmak. Do tego jest niesamowicie nudny. Wytrwanie do napisów końcowych kosztowało mnie mnóstwo samozaparcia i silnej woli.

MOJA OCENA:



2007 | Postal
Po krótkiej przerwie Uwe Boll powrócił do ekranizowania komouterowych hitów. Tym razem na warsztat wziął jedną z najbardziej kontrowersyjnych gier jakie kiedykolwiek powstały: "Postal 2: Share The Pain". Jej głównym bohaterem jest Postal Dude, mieszkaniec miasteczka Paradise. Zadania stojące przed graczem wcielającym się w Dude'a są z pozoru banalne: kupić mleko, oddać książkę do biblioteki itp. Różnica pomiędzy grą a realnym życiem jest taka, że Postal Dude'a to psychopata, a jego drogę do celu znaczą trupy niewinnych mieszkańców miasteczka. Świat graczy podzielił się na zwolenników i zagorzałych przeciwników gry. Dla jednych to pełna czarnego humoru gra, mająca za nic wszelką poprawność polityczną. Dla drugich - gra niepotrzebnie zbrutalizowana, nudna i niepotrzebna. Również pisma branżowe były mocno podzielone w opiniach, rozdając skrajnie różne oceny, od najniższej po maksymalne. Pozbawiona fabuły i obliczona na skandal gra, w końcu trafiła do nie mniej kontrowersyjnego reżysera. Film zaczyna się od poszukiwania przez Postal Dude'a pracy. Jednak w przeciwieństwie do gry jest to normalna (przynajmniej do czasu) osoba. Dude ma kiepskie życie, mieszka w przyczepie i jest bezrobotny. Na dodatek jego żona zdradza go na okrągło, nawet się z tym nie kryjąc. Tymczasem do miasteczka Paradise dociera jedyna dostawa lalek Krotchy. Cenny ładunek lalek jest celem dla Talibów(!), a także sekty "Wujka Deva". Na terenie miasteczka dochodzi do starcia obydwu organizacji. Postal Dude, który przez przypadek dostaje się w sam środek konfliktu, zamierza powstrzymać i Talibów i sektę. "Postal" to bezpretensjonalna komedia, która wyśmiewa wszelkie świętości i poprawność polityczną, a reżyser śmieje się sam z siebie. Film zdecydowanie nie dla wszystkich. Jeżeli nie graliście w grę, zapewne nie spodoba wam się również ekranizacja. Również humor dla wielu może okazać się zbyt ciężkostrawny. Ja jednak (mając w pamięci godziny spędzone nad grą) oglądając "Postal" bawiłem się znakomicie. Jedyne co mi przeszkadzało, to ugrzecznienie głównego bohatera. Film, o dziwo, od strony warsztatowej został zrealizowany dość sprawnie. Nie widać nawet niedostatków w budżecie. "Postal" to zdecydowanie najlepszy film w dorobku Uwe Bolla. Dostarcza niezłej, bardzo niepoprawnej politycznie, kontrowersyjnej rozrywki.

MOJA OCENA:



2007 | BloodRayne II: Deliverance
Sequele powstają zazwyczaj w przypadku, gdy pierwsza część odnosi finansowy sukces. Ta zasada nie dotyczy jednak dr Bolla, który pomimo finansowej klapy "BloodRayne" postanowił nakręcić kontynuację. Tym razem akcja filmu dzieje się na dzikim zachodzie. Małe miasteczko w stanie Montana ma być ostatnim przystankiem budowanej właśnie linii kolejowej. Żyjące w mieście wampiry, na czele z Billy Kidem, chcą wykorzystać kolej do zarażenia wampiryzmem całych Stanów Zjednoczonych. Na drodze wampirów staje Rayne i pomagający jej Pat Garret. "BloodRayne II" może się poszczycić jednym z najgłupszych scenariuszy w historii kina. Z tak głupią fabułą problemy miałby pewnie niejeden czołowy reżyser, a co dopiero mówić o takim amatorze jak Uwe Boll. Idiotyczny scenariusz to nie wszystko. Tym razem Uwe miał do dyspozycji mikroskopijny budżet. Dzięki temu - na szczęście - żadna gwiazda kina nie zbłaźniła się występując u niemieckiego pseudoreżysera, a film wypełniają nikomu nieznani aktorzy. Mam nadzieję, że zapowiadana przez reżysera trzecia część nigdy nie powstanie.

MOJA OCENA:



2008 | Tunnel Rats
W momencie kiedy większość filmowców swoje zainteresowanie kieruje w stronę Iraku i aktualnych wydarzeń politycznych, Boll postanawia pójść drogą alternatywną i nakręcić film o Wietnamie. Kręgosłupem akcji są tunele wykopane przez Vietcong pod ziemią wietnamskiej dżungli, skąd mogli przeprowadzać niespodziewane ataki na wroga. Dzięki znajomości terenu i efektowi zaskoczenia, tunele stały się prawdziwym utrapieniem wojsk amerykańskich i w dużym stopniu przyczyniły się do porażki USA w Wietnamie. Akcja filmu rozgrywa się w 1968 roku. Nasi bohaterowie to żołnierze specjalnego oddziału, który ma za zadanie wytropić i zniszczyć tytułowe szczurze tunele. To w sumie tyle, jeśli chodzi o fabułę, która jak zwykle w przypadku filmów Bolla nie należy do zbyt zawiłych. Wydawało się, że o Wietnamie powiedziano już wszystko, na każdy możliwy sposób, a jednak niemiecki reżyser znalazł temat, który nie był poruszany we wcześniejszych filmach o Wietnamie, co niewątpliwie stanowi dużą zaletę tego obrazu. Co zaskakujące, również strona formalna nie razi błędami znanymi z jego najgorszych dzieł. Uchwycono duszny, klaustrofobiczny klimat tuneli, w których na każdym kroku można zginąć od pułapek lub z rąk żołnierzy Vietcongu. To co razi, to kiepska gra aktorów i fakt, że wszystko rozgrywa się praktycznie w jednym obozie i najbliższej okolicy. Sprawia to wrażenie co najwyżej lokalnej potyczki, a nie wojny między dwoma państwami. Niemniej jednak, film można zaliczyć do stosunkowo udanych dzieł Uwe.

MOJA OCENA:



Strach się bać!
Pomimo, że wielu by tego chciało, Uwe Boll nie ma zamiaru przestać kręcić filmów. Już teraz ma w planach kilka nowych projektów, w tym oczywiście kolejne ekranizacje gier. Drugiego października 2008 odbyła się w Niemczech premiera filmu "Far Cry". Jest to ekranizacja gry pod tym samym tytułem. Jack Carver (Til Schweiger) przewozi turystów łódką pomiędzy wysepkami Mikronezji. Jego spokone życie kończy się, gdy pewnego dnia grupa najemników porywa jego klientkę Valerie. W sieci można obejrzeć trailer filmu, który nie pozostawia żadnych złudzeń, a ocena na IMDb 3,1/10 to potwierdza. Kolejnym projektem Uwe Bolla jest "Stoic" z Edwardem Furlongiem w roli głównej. Fabuła skupia się na trzech osobach, które trafiają do aresztu, gdzie przez 10 godzin znęcają się nad czwartym więźniem. Cechą charakterystyczną "Stoic" jest rezygnacja ze scenariusza, a przebieg zdarzeń kształtuje się w oparciu o aktorskie improwizacje. Filmu nie widziałem i patrząc na miażdżącą ocenę 1,9/10 na IMDb, nie wiem czy chcę widzieć. Uwe ma również w planach nakręcenie filmu akcji pod tytułem "Blackout". Ostatnio o tym projekcie zrobiło się głośno z powodu prośby reżysera o pomoc w sfinansowaniu tego dzieła... wystosowanej do jego fanów. Musi zebrać... 18,5 miliona dolarów. Nie wątpię, że Boll ma jakichś fanów, ale nie sądzę, żeby byli tak szczodrzy, żeby zasponsorować mu taką kasę. Tak czy inaczej, film jest już w pre-produkcji, więc pewnie powstanie, najwyżej z mniejszym niż planowano, budżetem. Inny film Bolla - "The Storm" (w obsadzie znów znane nazwiska: Lauren Holly i Luke Perry), znajduje się już w produkcji. Opowiadać ma o małżeństwie, które podczas burzy przyjmuje pod swój dach nieznajomego. Reszty nietrudno się domyślić. Dwa kolejne projekty to ekranizacje gier. Reżyser kręci już "BloodRayne III", gdzie tym razem pół wampirzyca będzie walczyć z nazistami. Drugą ekranizacją będzie film "Zombie Massacre", oparty na grze pod tym samym tytułem, na konsolę Wii. Premiera "BloodRayne III" zapowiadana jest na rok 2009, a "Zombie Massacre" na 2010. W realizacji jest również "Darfur" (w obsadzie ponownie Edward Furlong, a także Kristanna Loken i Billy Zane), "Rampage" z dawno niewidzianym Michaelem Pare oraz "Silent Night in Algona" (premiera wszystkich trzech przewidziana na rok 2009), a także "Max Schmeling" z premierą zaplanowaną na rok 2010. W momencie, gdy kończę pisać niniejsze podsumowanie (20 marca 2009), Uwe Boll pracuje jednocześnie nad dziewięcioma (9!) filmami. Mimo, że mało utalentowany Niemiec posiada tytuł najgorszego reżysera wszech czasów i wielu zaciekłych przeciwników, ciągle ostro kręci, ktoś wciąż finansuje jego filmy, a znani (choć nieco przyblakli) aktorzy, chętnie u niego występują. Jakby nie patrzeć, jest to pewnego rodzaju... fenomen.


Autor filmografii: Krzysztof Pietrzyk - AZGAROTH
Klub Miłośników Filmu, 20 marca 2009

POWRÓT DO FILMOGRAFII
STRONA GŁÓWNA KMF