Strona główna KMF
 















    Świat mediów. Pazernie ogarniający wszelkie sfery życia istoty ludzkiej. Chciwie wykorzystujący naiwność człowieka tworząc z niej modę obowiązującą wszystkich. Naiwnie patrzymy na tysiące reklam tworzących gusty i mody, naiwnie czerpiąc wzorce zachowań, naiwnie wreszcie wartościując na nowo Zło i Dobro. Wygodnie podane na tacy recepty na życie ogarniają człowieka, ogarniają całą jego osobowość, myśli, styl przetwarzając to wszystko na nowo, na medialną modłę. Ale nie jest wcale przerażające. To normalne, taka rzeczywistość wcale nie boli. Wpatrzeni w ekran telewizora tylko chłoniemy, bez zastanowienia, bez zbędnej krytyki. Na tym to polega - na wygodnictwie. Kiedyś słowo mówione przekazywane z ust do ust decydowało o dziejach świata, później słowo pisane, a obecnie już nie słowo, a zlepek obrazków fascynujących miliardy ziemskich stworzeń.
    Samo zaistnienie telewizji spowodowane jest nie tylko swoistym wygodnictwem, ale i naturalną dla człowieka ciekawością innych. Innych ludzi, zdarzeń, czasów, miejsc. Telewizja daje domową namiastkę tych ukrytych w człowieku pragnień. Najpierw jednak powstało kino którego głównym sensem jest odgrywanie rzeczywistości, jej udawanie, jaką by ona nie była. Fascynacja losami bohaterów, którzy wyjęci zostali jakby ze snów, zbyt prawdziwi, żeby w nich uwierzyć. Twórcom filmowym udała się magiczna sztuczka, która zaczarowała nie tylko otaczający świat, ale i samych widzów. Telewizja pozwoliła zabrać następnie cząstkę owego prawdziwego i magicznego świata wprost do domu. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy mogli cieszyć się magią wykreowanego świata. Odbiornik telewizyjny jednak z czasem stał się mniej niezwykły, a bardziej przyziemny. Zaczął spełniać rolę informacyjną – sport, wojny, setki postaci, polityka. Już nie świat wykreowany w wyobraźni twórcy, a świat ze wszech miar autentyczny. Tysiące reportaży, dokumentów, wiadomości stały się najistotniejszą, obok rozrywki, funkcją telewizji.

    W tym miejscu pojawia się Truman Burbank. Człowiek współczesny, człowiek idealny. Produkt masowej wyobraźni żyjący wyłącznie w świecie telewizyjnym, wyłącznie jako program tv, jeden z tysięcy, acz najpopularniejszy. Padół ziemski zachwyca się losami Trumana, gdy ten jest jeszcze zygotą jedynie, skończywszy na Trumanie mającym lat 35. Jego dom to olbrzymie studio telewizyjne, a on sam obserwowany jest przez 24 godziny na dobę przez tysiące kamer. Gdyby tylko Truman wiedział, że jego losem przejmują się miliardy ludzi... A on nie wie, nie obchodzi go to, nie zdaje sobie sprawy z tego, że gdy wygłupia się przed lustrem śmieją się z niego Japończycy, gdy dłubie sobie w nosie cała Europa jest zachwycona, a gdy złamie nogę cały świat martwi się razem z nim. „Truman show” to doskonały program telewizyjny: bohater obecny na ekranie cały czas (więc program zajmujący), inscenizowane są scenki z udziałem bohatera (jest więc i dramatyczna opera mydlana). Prawdziwe życie i życie kreowane minuta po minucie. Dwa światy. Nuda, stagnacja, zatrzymanie w czasie nie mają tu racji bytu, choć, absurdalnie z tego składa się świat naszego telewizyjnego bohatera.
    Truman jest kimś innym, kimś szczęśliwszym, bo nieświadomym swojej niezwykłości. I pospolitości, bo przecież tego typu program nie miałby racji bytu gdyby kelnerka, woźny, policjant, nauczyciel, bezrobotny, strażak, ksiądz i inni nie widzieli w Trumanie choć cząstki swego pospolitego życia. Ideą tego typu programów jest przypatrywanie się losom osoby, która jest podobna do nas, przez co losy aktora telewizyjnego mogą kogokolwiek obchodzić, mogą przejąć miliony. To już nie serial, nie film, ani nawet teatr. To już prawdziwe życie, autentyczne postaci, szczere problemy z którymi jakże łatwo się identyfikować! Moda na reality shows nie jest przypadkowa. „Big brother” to teatr aktorów, którzy odgrywają swoje prawdziwe życie. W ramach telewizyjnej konwencji sprzedają swoją prywatność, własne tajemnice. Sprzedają je dla widza, bo widz współczesny bardzo chce wiedzieć co powiedziała Manuelka Gulczasowi i jak wyglądają piersi niejakiej Gosi. Podobnie widzowie „Truman show” – zachwyceni, odurzeni życiem Trumana obserwują go w każdym momencie. Ludzka ciekawość zwycięża z niejaką przyzwoitością, telewizja zostawia pobitą na polu walki prywatność.
    Lecz to jest normalne, do tej wykreowanej rzeczywistości, jako widzowie, się przyzwyczailiśmy. O tym swoistym przyzwyczajeniu do medialnej prywatności prorokował w 1998 roku Peter Weir tworząc „Truman show”. Jednak on pozostawił nadzieję, że zwykła wolność zwycięży z Wielkim Bratem, z fałszem, który odgrywa rzeczywistość. Bo w końcu Truman Burbank dowiedział się, że odgrywa główna rolę w spektaklu stworzonym na potrzeby telewizji. I wyszedł. A widzowie przełączają na inny program, aby spojrzeć na inne reality...

    Petera Weira należy docenić za to jasnowidztwo. Wsłuchując się w głos Wielkiego Brata, goszcząc w Barze czy podglądając życie Dwóch Światów warto wspomnieć i samego Trumana i jego stwórcę, Christopha mówiącego o swoim medialnym dziecku, iż „świat który zamieszkuje, jest wprawdzie do pewnego stopnia umowny, jednak w samym Trumanie, nie ma ani krztyny fałszu”. W samym człowieku może i nie ma, ale czy sama idea programu nie jest fałszem udając rzeczywistość, kreując ją wciąż na nowo? Widzowie reality niech sami sobie na to pytanie odpowiedzą. Choć nie jest to łatwe.

AUTOR RECENZJI: Rafał Oświeciński - DESJUDI