Strona główna KMF
 

    Oglądając ten film zdawało mi się nie raz i nie dwa, że patronat nad filmem przejął sam Hitler. To dzieło zakrawa na okrzyknięcie go wręcz faszystowskim, choć zapewne dla fanów Świętych te słowa są za mocne. Dwuznaczność moralna "Świętych z Bostonu" nie daje mi spokoju nawet teraz, po kilku godzinach od seansu. Dwoję się i troję aby znaleźć w tym "dziele" jakiś sens, ale nie potrafię. Nie może do mnie dotrzeć perfidność tego obrazu, bezsens, który głupotą nazwać nie można, gdyż to z pewnością zbyt łagodne słowo. Co najdziwniejsze (a może jednak nie dziwne) film ten zyskał sobie poklask licznej widowni zafascynowanej wątpliwą jakością filmu.
    Na czym polega dwuznaczność moralna owego obrazu? Otóż jest to historia dwóch braci, którzy postanawiają zwalczać Zło mając na ustach modlitwę do Boga, nie o przebaczenie, a o siłę do dalaszego wykonywania "dobrych uczynków". Bóg do nich przemówił w nocy, podczas sennej iluminacji. Z uśmiechem i modlitwą na ustach zabijają ludzi! Nie chodzi o to, że ofiary to szumowiny, ale najważniejszy wydaje się być sam akt zabójstwa w imię Boga! Ale zeby twórcy filmu naznaczyli bohaterów cierpieniem, gdyby choć dało się przez sekundę zauważyć niepewność na twarzach bohaterów podobne do tego targającego Raskolnikowem gdy zabijał lichwiarkę. Nic z tych rzeczy. Oni są święci, oni są wręcz uświęcani, usprawiedliwiani ze swoich zbrodni i przez policję i przez księdza, aż wreszcie przez samo społeczeństwo, które pochwala zbrodnię w imię Dobra. Bezrefleksyjność jaka towarzyszy wygłaszanym opiniom kilkunastu ludzi na koniec filmu (wygłaszane w tv) budzi we mnie swoiste obrzydzenie, strach i myśl, że społeczeństwo jest tak wręcz głupie, bo pochwala zbrodnię w imię zbrodni. Ta niebezpieczna i egoistyczna idea przeniknęła do filmu. Sami bohaterowie, irlandzcy bracia, nazywani są często Aniołami, których Bóg zesłał na Ziemię aby rozprawili się ze Złem. Tyle, że Bóg nie powiedział im czym jest Zło. Oni sami je definiują, ale jasnej definicji tu brak. Zabijają. Zabijają w imię Boga. Nic więcej, żadna analiza ich zachowań mi nie przychodzi ponieważ twórcy NIC więcej nie mówią.
    Ten film może być odczytany jako manifest na rzecz samodefiniowania co jest Dobre, a co Złe przy jednoczesnym stosowaniu relatywizmu moralnego. Oczywiście każdy na swój sposób określa własne zachowanie ale wpisuje się to w określoną kulturę i wyznawane przez nią wartości. Jednak twórcy filmu stosują z premedytacją zabieg burzący dotychczasowy wizerunek społecznych norm. Z moralnie dwuznacznych sytuacji tworzą niczym nie skrępowaną, hedonistyczną zabawę w zabijanie. Aby uatrakcyjnić krwawe widowisko już nie wystarczy poetycko poprowadzić kamerę i puścić w tle muzykę operową. Do tych często spotykanych klisz i schematów dodano odprawianą efektownie modlitwę przed zabójstwem (trzymając pistolet przy skroni ofiary), pocałunek krzyża (wyciągniętego tuż po masowej egzekucji), epatowanie widokiem rozrywanego kulami ciała (co kilka minut parę trupów). Najlepsze i zarazem najgorsze w tym widowisku jest to, że chodzi tu wyłącznie o zabawę! Żadnych głębszych ideologii, choć sugerowane one są nazbyt często, ale nieudolnie i gdyby je jakoś nazwać to wyłącznie faszyzmem. Bracia określili kim są "ludzkie wszy" i poczęli je likwidować. Scenariusz nie pozwala na dokładniejsze przyjrzenie się braciom i policjantowi-gejowi, który pod wpływem "dobrych uczynków" Świętych postanawia wesprzeć ich w boskiej misji. Od początku do końca mamy tu kupę bezsensów.
    Kino akcji potrzebuje nowatorskich rozwiązań, choć te twórcom kojarzą się nazbyt często z efekciarstwem, na które jednak złowi licznych widzów zachwalających "zajebistość" ich dzieła. Dajmy zajebiste zdjęcia, zajebiste spluwy, zajebiste dialogi, zajebiste strzelaniny, zajebistą muzykę i... mamy film, który rzesze napalonych, mało wymagających, poza nieskrępowaną zabawą bez sensownej treści, nastolatków uzna za kino wyśmienite. Pokręcone czasy, pokręcone społeczeństwo, a najbardziej pokręceni twórcy tworzący dzieła podobne do studni bez wody, ale z dnem. Dnem dna.

AUTOR RECENZJI: Rafał Oświeciński - DESJUDI
      




ŚWIĘCI Z BOSTONU
The Boondock Saints
USA 1999
premiera w Polsce: 10.08.2001,
reżyseria: Troy Duffy
scenariusz: Troy Duffy
obsada: Willem Dafoe,
Sean Patrick Flanery,
Bill Connolly,
Norman Reedus