Pierwsza scena filmu - widzimy uciekającego przed kimś, przerażonego chłopaka ze srebrną walizką. Ukrywa się, lecz nieskutecznie. Ścigający zabija go i odbiera neseser, zaś przejeżdżającego na motorze świadka całego zajścia, ciężko rani. Następnego dnia, kongresmen Stephen Collins dowiaduje się o śmierci swojej asystentki, Sonii Baker, która zginęła pod kołami pociągu w metrze. Samobójstwo? Tragiczny wypadek? A może morderstwo? Wychodzi na jaw romans Collinsa z Baker. Informacja ta, skutecznie osłabia jego pozycję, w prowadzonym przez niego śledztwie dotyczącym wojskowego kontrahenta PointCorp. Tymczasem, dziennikarski wyga Cal McAffrey, prywatnie przyjaciel Collinsa, nieoczekiwanie wiąże śmierć Sonii Baker z zabójstwem dzieciaka oraz postrzeleniem świadka. Wraz z niedoświadczoną, piszącą blog ich gazety Dellą Frye, rozpoczyna śledztwo, którym zwraca uwagę, zarówno policji, jak i wynajętego zabójcy.
Wyreżyserowany przez Kevina Mcdonalda "Stan gry" jest kinową wersją powstałego w 2003 roku mini-serialu brytyjskiego pod tym samym tytułem. Wersja nakręcona przez Davida Yatesa, późniejszego reżysera trzech kolejnych części "Harry'ego Pottera", była telewizyjnym przebojem, który docenili zarówno widzowie, jak i krytycy. Zdobyła wiele nagród, w tym siedem nominacji do BAFTY, z czego trzy zamieniły się w statuetki. Grający w serialu aktorzy, z miejsca zaczęli robić kariery filmowe - jedni z powodzeniem (James McAvoy, Bill Nighy), inni z mniejszym (David Morrisey). Sam serial wyróżniał się znakomitym aktorstwem (McCaffrey - John Simm), trzymającą w napięciu reżyserią oraz błyskotliwym scenariuszem, który obok sensacyjnej fabuły poruszał typowe dla dziennikarstwa dylematy - jak daleko można się posunąć dla napisania artykułu? W jakim stopniu prasa decyduje o kreowaniu rzeczywistości i czy ma do tego prawo?
Co zostało z tego w filmie Mcdonalda? Przede wszystkim, wielkie brawa należą się scenarzystom, którym, pomimo skomplikowanej i wielowątkowej fabuły, jaką charakteryzował się serial, udało się poprowadzić intrygę kryminalną w całości i pomieścić wydarzenia z sześciu godzinnych odcinków, w filmie trwającym trzy razy krócej. Rzecz jasna, coś musiało wypaść, stąd brak w kinowej wersji pewnych postaci (energiczny syn redaktora naczelnego) oraz niektórych wątków (romans Cala z żoną Collinsa), które napędzały rytm opowieści i czyniły serial jeszcze bardziej złożonym. Tymczasem hollywoodzka wersja to tylko świetnie skrojony kryminał, gdzie pytania o dziennikarską etykę zastąpiono krytyką wszechpotężnych korporacji, które kupują poważane dzienniki, tylko po to, aby przekształcić je w kolorowe szmatławce. Dostaje się również piszącym w internecie. Początkowo, Della Frye jest traktowana przez McAffreya jako ktoś gorszy - bardziej plotkarka niż dziennikarka. Taka, z którą lepiej nie rozmawiać, bo może to wykorzystać bez twojej wiedzy. Taka, która napisze coś zasłyszanego, bez wcześniejszego sprawdzenia faktów. Oczywiście, rozwój wypadków (i coraz śmielsze poczynania zawodowego zabójcy) pozwoli pannie Frye zawodowo dojrzeć, co nie umknie uwadze doświadczonego kolegi z pracy. Ale o żadnym romansie nie ma mowy. Nie ma na to czasu.
Russell Crowe jako McAffrey dźwiga cały ten film. Wygląda okropnie, tak też się odżywia, ale nie sprawia wrażenia zmęczonego. W ciągłym ruchu, bez chwili wytchnienia próbuje poskładać wszystko w jedną całość i nie dać się przy tym zabić. Scena, w której nieoczekiwanie spotyka zabójcę i próbuje ukryć przed nim fakt, że go rozpoznał, jest jedną z najlepszych w całym filmie. Potem mamy zabawę w chowanego w podziemnym parkingu, ale prawdziwe napięcie odnajdziemy w poprzedzającej tę scenę rozmowie. Ben Affleck jako kongresmen Stephen Collins jest nierówny - świetny w scenach przesłuchania komisji, ale przy Crowe'ie niknie. No i kto uwierzy w to, że byli kumplami na studiach?

Reszta obsady bardzo dobra - i Rachel McAdams jako niedoświadczona, acz uparta Della Frye, i Helen Mirren w roli redaktora naczelnego, która słucha (!) swoich ludzi, i Jason Bateman w kilkuminutowym epizodzie, gdzie kradnie wszystkim show, nawet Russellowi. Jest również Robin Wright Penn w roli zdradzonej żony Collinsa - niezawodna jak zawsze.
Kevin Mcdonald zrobił wcześniej "Czekając na Joe" i "Ostatniego króla Szkocji" - dwa świetne dramaty, które ogląda się niczym "Milczenie owiec". Umie budować napięcie, nie zapominając przy tym o historii i postaciach. "Stan gry" to jego najsłabszy film, bo w finale nie czujemy dramatu głównego bohatera. I nie wynika to z twista, które oferuje nam zakończenie, bo takie samo było w serialu. Cal McCaffrey, w finale brytyjskiego oryginału, dokonuje wyboru, po którym nie bardzo wie, co ze sobą zrobić. W ujęciu Johna Simma jest to postać tragiczna. W interpretacji Russella Crowe nie mamy wątpliwości, że McAffrey podniesie się. Taki to dramat.


Wytwórnia - Universal Pictures, 2009
reżyseria - Kevin Mcdonald
scenariusz - Matthew Michael Carnahan,
Tony Gilroy, Billy Ray
zdjęcia - Rodrigo Prieto
muzyka - Alex Heffes
montaż - Justine Wright
czas projekcji - 127 minut


Russell Crowe
Ben Affleck
Rachel McAdams
Helen Mirren
Robin Wright Penn
Jason Bateman
Jeff Daniels
Michael Berresse
Harry Lennix

Cal McAffrey
Stephen Collins
Della Frye
Cameron Lynne
Anne Collins
Dominic Foy
George Fergus
Robert Bingham
detektyw Donald Bell


Autor recenzji: Krzysztof Walecki - CRASH | Klub Miłośników Filmu, 19 czerwca 2009

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA