Strona główna KMF



          


W ciągu ostatnich kilku lat namnożyło się nam ekranizacji komiksów. Niewątpliwie jednej z przyczyn takiego stanu rzeczy należy upatrywać w ogromnym sukcesie pierwszej części "Spider-Mana" z 2002 roku. Drugie ogniwo serii z 2004, pod wieloma względami dorównujące oryginałowi, a w widowiskowości nawet go przewyższające, również spodobało się widzom. Na kolejny rozdział historii Petera Parkera twórcy kazali czekać trzy lata. Wreszcie jednak spragnieni kolejnych przygód ich ulubionego super bohatera fani mogą udać się do sal kinowych.

Tym razem scenarzyści postawili na drodze Spider-Mana (Tobey Maguire) aż trzech złoczyńców. Harry Osborn (James Franco) wciąż nie może pogodzić się ze śmiercią ojca, którą w jego mniemaniu spowodował nasz bohater. Po odkryciu tajnego pomieszczenia w gabinecie Normana Osborna, Harry zyskuje dostęp do gadżetów Green Goblina. Wkrótce potem atakuje Parkera jako nowy Goblin. Drugim z łotrów jest Flint Marko (Thomas Haden Church) - w wyniku wypadku z eksperymentem naukowym DNA Marka miesza się z piaskiem. Flint zyskuje niecodzienne zdolności - może dowolnie zmieniać kształty. Zostaje Sandmanem. Wreszcie ostatni z przeciwników - kosmiczny symbiont, który łączy się z Spider-Manem, zmieniając mu kostium na czarny. Dodatkowo, wyzwala w bohaterze negatywne emocje; powoduje, iż Parker zaczyna kierować się najniższymi instynktami, zarówno w życiu prywatnym jak i służbowym. Symbiont odegra jeszcze rolę w przemianie Eddiego Brocka (Topher Grace) w Venoma, szukającego zemsty na Peterze. Twórcy wyszli z założenia, iż kłopotów nigdy za wiele i postanowili namieszać również w życiu uczuciowym Spider-Mana. Związek Parkera i Mary Jane Watson (Kirsten Dunst) przeżywa poważny kryzys, a scenarzyści wprowadzają na scenę nową kobietę - Gwen Stacy (Bryce Dallas Howard), koleżankę Petera ze studiów, którą przyjdzie mu ratować z poważnych opresji. Wątek ten różni się znacznie od komiksu, gdzie Gwen była pierwszą dziewczyną Parkera. Porwana przez Green Goblina, zginęła podczas próby ratunku. Zdarzenie to wywołało liczne kontrowersje i wstrząsnęło całym uniwersum Marvela. Fani po dziś dzień nie mogą dojść do porozumienia kto stanowi pierwszą wielką miłość Parkera - Stacy czy Mary Jane.
Sam Raimi ma talent do przenoszenia na ekran komiksów. Wprawdzie zdarzają się dzieła wielowymiarowe, które można interpretować na kilku płaszczyznach, jednak akurat przygody Człowieka Pająka do nich nie należą. Reżyser (a jednocześnie współautor scenariusza) potrafił jednak wycisnąć z prostej historii naprawdę wiele, nadając jej może nie głębi, ale epickości i wzniosłości na pewno. Przesłanie znane z oryginału ("Z wielką mocą płynie wielka odpowiedzialność"), jeśli pokusić by się o nazwanie tak tej banalnej w gruncie rzeczy frazy, zastąpiono tu nie mniej prostym "Zawsze mamy możliwość dokonania wyboru". Sprawdza się to jednak doskonale i świetnie wpisuje w konwencję. Nie zapominajmy bowiem, iż jest to obraz skierowany do masowego odbiorcy, mający za zadanie dostarczyć rozrywki na najwyższym poziomie, a nie wskazywać prawdy życiowe. I jako taki swoją rolę spełnia znakomicie, choć twórcy nie ustrzegli się kilku zgrzytów.

Film trwa grubo ponad dwie godziny - tak długi metraż zawsze stanowi ogromne wyzwanie dla reżysera. Musi on bowiem znaleźć złoty środek między scenami akcji, a momentami zwolnienia. Odpowiednio dozować te pierwsze, jednocześnie nie przesadzając z drugimi. I na tym polu Raimi poradził sobie całkiem nieźle, choć mam wrażenie, iż w poprzednich odsłonach serii wyszło mu to nieco lepiej. Podczas seansu fabuła posuwa się miejscami dosyć wolno i widz może odczuć pewien dyskomfort. Na szczęście nie uświadczymy tu momentów kompletnie nudnych, które służą tylko wydłużeniu projekcji. Należy też uczciwie zaznaczyć, że wiele czasu poświęcono dokładniejszemu przedstawieniu głównych osób mających wpływ na akcję - zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. I żadną miarą nie da się nazwać tego czasu straconym - dzięki niemu motywy kierujące poszczególnymi postaciami stają się dla oglądających jasne i, co najważniejsze, uzasadnione. Do dylematów Parkera zdążyliśmy już przywyknąć. Stanowią one wręcz element rozpoznawczy serii. W trzeciej części zaserwowano nam kolejne dwie ciekawe i stosunkowo niejednoznaczne (naturalnie biorąc poprawkę na konwencję) osoby - Harry'ego Osoborna, rozdartego między chęcią pomszczenia ojca, a lojalnością wobec przyjaciela, oraz Sandmana, który popełnia zbrodnie, by zdobyć pieniądze potrzebne w leczeniu swojej chorej córeczki.
Świetnie wyszły Raimeimu sceny humoru, służące rozładowaniu napięcia. Przede wszystkim trzeba koniecznie zwrócić uwagę na Bruce'a Campbella (stary przyjaciel reżysera, jeszcze z czasów trylogii "Evil Dead"), mającemu małą rolę w każdej części przygód Petera Parkera. Tym razem wciela się on w postać portiera w francuskiej restauracji w jednym z najlepszych fragmentów filmu. Równie zabawne, noszące wręcz ślady parodii, są sceny gdy Peter, pozostający pod wpływem symbionta, maszeruje ulicami udając macho. Nie wypada nie wspomnieć o rewelacyjnym J.K. Simmonsie w roli J. Jonah Jamesona, redaktora naczelnego Daily Bugle, który za wszelką cenę chce przedstawić Spider-Mana jako złoczyńcę. Jego sposób bycia nieodmiennie powoduje, iż uśmiech sam ciśnie się na usta. Dla ciekawostki warto nadmienić, że sam Stan Lee - twórca postaci Człowieka Pająka (a także kilku innych bohaterów ze świata Marvela) - pojawia się na kilka sekund.

Niestety nie wykorzystano postaci Venoma, a drzemał w niej naprawdę wielki potencjał. W komiksach to jeden z największych i najbarwniejszych wrogów Spider-Mana. Przede wszystkim nie zgadza się wygląd zewnętrzny Brocka. Nie ma śladu po mięśniaku z oryginału. Zamiast tego dostaliśmy chuderlawego nieudacznika, który nijak nie przystaje do swojego odpowiednika z komiksu. Na szczęście po przemianie w Venoma różnica nie jest już aż tak widoczna i, pomimo braku charakterystycznego długiego języka, tę formę postaci oddano świetnie. Trochę jednak żal, iż tak wdzięczny przeciwnik nie dostał "swojego własnego" filmu (jak w przypadku doktora Otto Octopusa z drugiej części), a odgrywa rolę w zasadzie poboczną. Kawał doskonałej roboty wykonali natomiast spece od efektów specjalnych - kosmiczny symbiont sprawia wrażenie żywego stworzenia i bardzo dobrze wkomponowano go w otoczenie. Równie świetnie prezentuje się Sandman i jego metamorfozy. W ogóle w tej części przygód Spider-Mana w scenach walk twórcy postawili na widowiskowość i pod tym względem zostawili poprzednie odsłony cyklu w tyle. Co najważniejsze jednak, elementy wygenerowane komputerowo nie przeszkadzają jak to często ma miejsce (szczególnie w ostatnim czasie). Może tylko we fragmentach, gdy bohaterowie biją się na dużej wysokości nie sposób dojrzeć kto kogo okłada w danym momencie. Ogólnie jednak efekty specjalne prezentują się rewelacyjnie i pomimo ogromnej ich liczby nie przesłaniają zupełnie "realnego świata". Zdjęcia autorstwa Billa Pope'a oraz oprawa muzyczna Christophera Younga stoją na standardowym, dobrym poziomie.
Reasumując, trzecia część cyklu to udana ekranizacja komiksu i godny następca poprzedników, tylko minimalnie ustępujący "Spider-Manowi 2". Nadal mamy do czynienia z jedną z najsprawniej przeniesionych na ekran historii obrazkowych. Reżyser uniknął popadnięcia w sztampę i tandetę (czego nie zdołał dokonać Joel Schumacher ze swoim "Batman i Robin" z 1997). Czy należy spodziewać się kolejnej odsłony serii? Myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można udzielić odpowiedzi twierdzącej - wszak sukces komercyjny "Spider-Mana 3" jest zapewniony (film już ustanowił rekord otwarcia zarabiając 59 milionów dolarów podczas pierwszego dnia, a po weekendzie - 148 mln $). Wprawdzie odtwórcy głównych ról zarzekali się, iż nie zagrają w kolejnej części, ale już zaczynają przebąkiwać o kontynuowaniu cyklu. Jeśli twórcy utrzymają poziom trylogii to z chęcią wybiorę się jeszcze kilka razy do kina. Wszak materiału nie brakuje - jeszcze wielu przeciwników Człowieka Pająka czyha aby zmierzyć się z bohaterem.



SPIDER-MAN 3
Rok produkcji: 2007, USA
Czas trwania: 140 minut
Reżyseria: Sam Raimi
Scenariusz: Sam i Ivan Raimi, Alvin Sargent
Muzyka: Christopher Young
Kostiumy: James Acheson, Katina Le Kerr
Zdjęcia: Bill Pope
Montaż: Bob Murawski

Wystąpili: Tobey Maguire, Kirsten Dunst,
James Franco, Thomas Haden Church, Topher
Grace, Bryce Dallas Howard, Rosemary Harris,
J.K. Simmons, James Cromwell, Ted Raimi

e-mail
Autor recenzji:
Piotr Żymełka - DIRK

Klub Miłośników Filmu, 7.05.2007