I T ' S   N O T   T V .   I T ' S   H B O .


Czy precyzja cyfrowego zapisu może rywalizować z ogromną jakością celuloidowej taśmy? Czy produkcje tworzone na "mały ekran" mogą konkurować z tymi wyprodukowanymi z założenia do rozpowszechniania kinowego? Czy telewizja jako medium może wygrać z kinem, z którego się narodziła?

Historia pokazuje, że jak najbardziej jest to możliwe, choć początki były trudne. Kiedy po II wojnie światowej, w 1945 roku, na terytorium całych Stanów Zjednoczonych czynnych było zaledwie 9 stacji telewizyjnych, nadających program po kilka godzin dziennie, mało było ludzi z branży filmowej, którzy na poważnie przejęli by się tą sytuacją. Przemysł filmowy lekceważył swoją konkurencję, jako że była zabawą dla wąskiego grona odbiorców i nie mogła zagrozić trwałym fundamentom, na których opierało się kino. Tak było przynajmniej do czasu... Pod koniec 1949 roku w USA było już 98 stacji, obsługujących ponad 40% ludności. Tego faktu środowisko filmowe zlekceważyć nie mogło i przystąpiło do kontrofensywy, proponując widzom możliwości techniczne, których telewizja zaoferować nie mogła, jak obraz panoramiczny czy stereoskopowy (3D). Po ponad półwieczu zaciętej konfrontacji zdaje się, że oba media znalazły w końcu wspólny język. Utarło się jednak przekonanie, że źródło dystrybucji produkcji fabularnych, jako wyznacznik jakości, skazuje telewizją na przegraną. Nic bardziej mylnego.
Co wpłynęło na fakt, że telewizja zdobyła sobie tak dużą popularność? Tym powodem był jej program, czyli to, co oferowała swoim widzom, m.in. serial. Obecnie serial jest gatunkiem czysto telewizyjnym, jednak nie zawsze tak było. Już u zarania kinematografii ludzie chodzili co tydzień do kina, aby oglądać kolejne przygody ich ulubionej postaci, zazwyczaj niestrudzonego w swych śmiałych działaniach kowboja. O popularności tego gatunku świadczył fakt, że każda wytwórnia amerykańska wylansowała swojego bohatera, będącego jej reprezentantem. Jeśli zaś chodzi o telewizję, to w 1949 roku stacja CBS wyprodukowała pierwszy półgodzinny serial kryminalny "Człowiek przeciwko zbrodni" z Ralfem Bellami w roli prywatnego detektywa. Od tego czasu serial, jako gatunek, znalazł w telewizji podatny grunt, który pozwolił mu rozwinąć się do wielkich rozmiarów. W dniu dzisiejszym w przemysł telewizyjny zainwestowane są miliardy dolarów. Nikt nie wyobraża już sobie życia bez tego medium. Mimo że coraz więcej traci na rzecz bardziej wszechstronnego internetu, to - jeżeli idzie o udziały - ciągle dzierży palmę pierwszeństwa. Co w takim razie jest w stanie przyciągnąć wielomilionową rzeszę widzów przed telewizory? Oprócz widowisk sportowych, z całą pewnością są to seriale. W czym tkwi ich sukces? Serial to przecież uboższa wersja filmu fabularnego, a często to właśnie ten pierwszy jest w stanie wygrać nawet z kinowymi hitami wyświetlanymi w telewizji o tej samej porze. Co takiego jest w stanie dać nam serial, czego nie może dać nam pełnometrażowy film? Odpowiedź jest banalnie prosta. Chęć utożsamiania się z bohaterami i śledzenia ich poczynań jest w tym pierwszym gatunku lepsza, silniejsza, bo dłuższa. I tym właśnie serial wygrywa z filmem fabularnym.

Największymi zagranicznymi stacjami produkującymi seriale są NBC, CBS i FOX. Niektóre, jak ABC, SHOWTIME czy HBO (Home Box Office), są znane właśnie z seriali. Najbardziej spektakularny sukces w produkcji tego telewizyjnego gatunku osiągnęła ta ostatnia. HBO to amerykańska stacja komercyjna, specjalizująca się w wyświetlaniu największych przebojów filmowych oraz produkcji własnych seriali telewizyjnych. Jej sztandarowymi produkcjami są "Kompania Braci", "Rodzina Soprano", "Rzym", "Sześć stóp pod ziemią", "Carnivale", "Seks w wielkim mieście", "Deadwood" oraz "Anioły w Ameryce'. Po niewątpliwym sukcesie artystycznym i finansowym filmu "Szeregowiec Ryan" Stevena Spielberga w 1998 roku, nastała moda na realizację filmów wojennych. Sam reżyser nie miał chyba dość tego typu przedsięwzięć i, wraz z Tomem Hanksem, postanowił (jako producent wykonawczy) zrealizować 10-odcinkowy mini-serial, oparty na powieści Stephena Ambrose'a, której treścią są losy Kompanii E, będącej częścią 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej Armii Stanów Zjednoczonych. "Kompania Braci" to niezwykle sugestywne widowisko, obrazujące koszmar II wojny światowej. Wydarzenia przedstawione w serialu oglądamy z perspektywy żołnierzy wspomnianej już kompanii E, od momentu szkoleń w amerykańskiej bazie wojskowej, poprzez desant we francuskiej Normandii i działania wojenne w Holandii, Belgii i Niemczech, aż po zakończenie działań wojennych na froncie europejskim. Każdy odcinek skupia się na innej postaci, co w epickim rozmachu opowieści nadaje jej również kameralny aspekt. "Kompania Braci" pozwala widzowi lepiej zrozumieć rozmiar tragedii, która wydarzyła się w owych dniach, jak również skutki wojennego zniszczenia. Realności opowiedzianej w serialu historii dopełniają również wypowiedzi samych żołnierzy bohaterskiej Kompanii E na początku każdego odcinka. Serial był medialnym wydarzeniem, przyciągając przed odbiorniki telewizyjne miliony widzów. Jego sukces komercyjny szedł w parze z sukcesem artystycznym. Produkcja HBO została uhonorowana sześcioma statuetkami Emmy, Złotym Globem oraz nagrodą Amerykańskiego Instytutu Filmowego. Stacja rozpoczęła już produkcję kolejnego mini-serialu wojennego, któremu bez najmniejszych wątpliwości można zwiastować powtórzenie sukcesu "Kompanii Braci".
Kino zawsze lubiło opowieści o mafii. Film gangsterski, już od początku lat trzydziestych ubiegłego stulecia, zainspirowany prawdziwymi informacjami z dzienników policyjnych i prasy, na stałe wpisał się w kanon gatunków fabularnych, dając początek wielu innym, często wybitnym produkcjom. "Rodzina Soprano" jest klasą samą w sobie. Składający się z sześciu sezonów serial przedstawia losy włosko-amerykańskiej rodziny mafijnej. Jego głównym bohaterem jest Boss tejże rodziny - Anthony Soprano, jednocześnie mąż i ojciec dwójki dorastających dzieci. Trudne i ryzykowne zadanie, jakim niewątpliwie jest kierowanie grupą przestępczości zorganizowanej, dodatkowo utrudnia nie do końca szczęśliwe życie rodzinne oraz problemy psychiczne, które Tony stara się leczyć u psychiatry. Serial, przeznaczony jedynie dla widzów dorosłych, rodzi pytanie względem drażliwego tematu usprawiedliwiania przemocy na ekranie. Produkcja HBO w bardzo swobodny i realistyczny sposób obrazuje działanie mafijnego światka, nie stawiając sobie wcale zadania wychowywania swoich widzów poprzez ukazywanie go w złym świetle. Wprost przeciwnie, przemoc przedstawiona na ekranie nigdy nie jest poddawana ocenie moralnej, a brutalne działania bohaterów mogą imponować i zachęcać widza do ich naśladowania. W serialu nie chodzi jednak tylko o ukazanie życia mafii. "Rodzinę Soprano" można i należy odbierać na wielu poziomach. Jej głębszy sens, często krytyczna analiza rzeczywistości, oraz symbolika poszczególnych scen czynią ją produkcją bardziej ambitną, niż na pierwszy rzut oka wydaje się być. Tym, co czyni ją wyjątkową, jest także fakt opowiadania historii nie tylko poprzez charakterystykę członków mafijnej społeczności, ale także przez pryzmat prywatnego życia Tony'ego, jego problemów z zazdrosną żoną, ambitną i buntowniczą córką, leniwym synem czy wiecznie narzekającą matką. Właśnie dzięki temu "Rodzina Soprano" potrafiła zjednać sobie rzesze fanów i grono niezwykle przychylnych krytyków. Zdobyła ogromną liczbę nagród Emmy i Złotych Globów. We wszystkich internetowych sondażach serial zwyciężał jako ten najlepszy. New York Times nazwał go "najlepszą robotą amerykańskiej popkultury w ciągu ostatnich 25 lat". Mimo iż jego produkcja została już zakończona, producent "Rodziny Soprano" nie wykluczył zrealizowania w przyszłości filmu kinowego, który byłby ukoronowaniem telewizyjnej serii.

Realizacja produkcji rozgrywających się w czasach starożytnych nastręcza swoim twórcom wielu kłopotów. Stworzenie świata wiernie oddającego realia panujące w Rzymie za czasów transformacji ustrojowej wymaga nie lada wysiłku, nie tylko od strony artystycznej, ale także organizacyjnej. Składający się z dwóch sezonów "Rzym" jest kolejnym telewizyjnym fenomenem pokazującym, że może ona śmiało rywalizować z kinem. Dla celów produkcji tego serialu HBO podjęło współpracę z największą telewizją publiczną na świecie - BBC, angażując w całe przedsięwzięcie olbrzymie środki finansowe. Akcja serialu rozgrywa się u schyłku republiki rzymskiej, w początkach cesarstwa. Jego głównymi bohaterami są dwaj legioniści, Lucjusz Vorenus i Tytus Pullo, których losy krzyżują się z losem młodego Oktawiusza Gajusa - przyszłego imperatora Rzymu, oraz Juliusza Cezara, na krótko przed jego zabójstwem. Żądza władzy, zazdrość, zdrada, polityczne i militarne rozgrywki stanowią główny punkt opowiedzianej na ekranie historii, która w realistyczny sposób, bez jakichkolwiek oporów, przedstawia prawdziwe życie i mentalność ludzi w 52 roku przed narodzeniem Chrystusa. Swoista kameralność pierwszego sezonu ustępuje miejsca epickości wydarzeń w drugim, zorientowanym wokół postaci Marka Antoniusza, Kleopatry i ich rywalizacji z nowym cesarzem. Podobnie jak w przypadku innych produkcji HBO, również ta nie stawia sobie zadania edukacji moralnej widzów, ale ukazuje prawdę psychologiczną o bohaterach na tle wielkich wydarzeń historycznych. "Rzym" to obrazowa kronika burzliwych czasów, które widziały upadek republiki i narodziny wielkiego imperium.
Czy śmierć może być głównym tematem fabuły serialu? Zapewne ciężko jest sobie wyobrazić, że trwająca 5 sezonów produkcja jednego z najbardziej znanych seriali HBO opiera się właśnie na kruchości ludzkiego życia. Oczywiście nie jest to jedyny motyw "Sześciu stóp pod ziemią", jednak to właśnie śmierć towarzyszy bohaterom od samego początku - śmierć jakiejś osoby rozpoczyna każdy odcinek serialu. Kim zatem są jego główni bohaterowie? Fisherowie tworzą ciekawą i dość specyficzną rodzinę, starającą się prowadzić zakład pogrzebowy i przeciwstawiającą się działaniom konkurencji, zmierzającej do zmonopolizowania rynku pogrzebowego w mieście. Choć śmierć jest główną osią fabularną, nie wprowadza przygnębiającego nastroju, wprost przeciwnie - jest tutaj początkiem i próbą rozmyślań nad życiem i jego wartością. Przedstawiona często w iście groteskowy sposób, sprawia, że cały serial kipi od czarnego humoru. Serial zdobył niezwykłą popularność na całym świecie i został uhonorowany 9 statuetkami Emmy i 3 Złotymi Globami.

Lata 30. XX wieku stanowią z pewnością niezwykle interesujący (z punktu widzenia kamery) okres w historii Stanów Zjednoczonych. USA, naznaczone globalnym kryzysem rynkowym, powoli odradzało się z gospodarczego szoku, który wywołał szalejące bezrobocie, nędzę i masowy wzrost samobójstw. W tym właśnie okresie dzieje się akcja kolejnego serialu HBO, którego produkcja, z racji zbyt wysokich kosztów, została zakończona po dwóch niezwykle udanych sezonach. "Carnivale" to nazwa objazdowego "wesołego miasteczka", dającego swoje występy w różnych, często dziwnych miejscach. Serial ukazuje mistyczną walkę dobra ze złem poprzez konfrontację dwóch postaci - obdarzonego siłą uzdrawiania Bena i opętanego przez diabła wielebnego Brata Justina, który stawia sobie ambitne zadanie sprowadzenia piekła na Ziemię. Jak można by się domyślić, z tego starcia indywidualności zwycięsko wychodzi ten pierwszy, aczkolwiek zło odradza się pod inną, zupełnie niepozorną postacią... Jak to często w telewizji bywa, liczą się przede wszystkim wskaźniki oglądalności i związane z realizacją przedsięwzięcia koszty. Te właśnie były gwoździem do trumny serialu. I choć główny twórca "Carnivale" - Daniel Knauf nie zaprzeczył, jakoby jego produkcja w przyszłości nie miała być wznowiona, istnieją małe szanse, że tak właśnie będzie.

Analizując produkcje HBO można odnieść wrażenie, że są one przeznaczone raczej dla męskiego grona odbiorców. Otóż nic bardziej mylnego. Wprawdzie żądni mocnych wrażeń i brutalnej prawdy bijącej z ekranu widzowie z całą pewnością znajdą w nich coś dla siebie, ale stacja pomyślała o zapewnieniu godziwej rozrywki także kobietom. Taką na pewno jest serial przeznaczony "specjalnie" dla nich, mianowicie "Seks w wielkim mieście". Opowiada on o losach czterech niezależnych kobiet: pisarki i felietonistki Carrie, specjalistki od reklamy Samanthy, zdolnej prawniczki Mirandy i handlującej dziełami sztuki Charlotte. Każda z nich jest inna, jednak wszystkie przeżywają zarówno wzloty jak i upadki, starając się przetrwać w nowojorskiej metropolii. Trwający 6 sezonów serial został oparty na bestsellerowej książce Candace Bushnell i zjednał sobie wielkie grono (nie tylko żeńskich) fanów. "Seks w wielkim mieście" w sposób otwarty i bez jakichkolwiek oporów mówi o satysfakcjonującym, ale często trudnym życiu młodych, żądnych sukcesu kobiet oraz o ich związkach z mężczyznami. Serial został doceniony zwłaszcza w USA, gdzie zdobył wiele prestiżowych nagród. Jego wpływ widoczny jest jednak także na innych gruntach, choćby u nas, w postaci pewnego rodzaju parodii amerykańskiego hitu - "Czego się boją faceci, czyli seks w mniejszym mieście".
Western cieszył się niegdyś ogromnym powodzeniem. Zresztą, jak to było już wspomniane, był jednym z pierwszych gatunków filmowych, który przyciągał widzów do kin. Mimo że jego popularność nie jest już tak duża (choć repertuar kinowy ostatnich miesięcy świadczyć może o swoistym odrodzeniu westernu) to pełne odbicie znalazł w wyprodukowanym w latach 2004-2006 serialu "Deadwood". Jego akcja rozgrywa się w rzeczywistym miasteczku Deadwood w Południowej Dakocie w latach 1876-1877. Szeryf Bullock zmaga się tam z problemami dnia codziennego, jak również z prawdziwymi gangsterami, takimi jak Dziki Bill czy Calamity Jane. Tak jak to było w przypadku "Rzymu" czy "Kompanii Braci" serial ten także dąży do jak najlepszego odwzorowania realiów życia ( w tym przypadku Dzikiego Zachodu) i do opowiedzenia interesującej opowieści na jego tle. Niestety, podobnie jak to miało miejsce w przypadku "Carnivale", z racji zbyt wysokich kosztów HBO nie podjęło się realizacji czwartego sezonu. Mówi się jednak o dwóch pełnometrażowych filmach telewizyjnych, które zakończyłyby historię opowiedzianą w serialu.

Wystawiona po raz pierwszy na Broadwayu w Walter Kerr Theatre w 1993 sztuka teatralna "Anioły w Ameryce" otrzymała nagrodę Tony Awards i Drama Desk Awards. Ponadto w 1998 roku londyński National Theatre uznał ją za jedną z dziesięciu najlepszych sztuk teatralnych XX wieku. Posłużyła ona za grunt, na podstawie którego Mike Nichols zrealizował 6 odcinkowy mini-serial o tym samym tytule. Scenariusz do niego napisał sam autor spektaklu, uhonorowany nagrodą Pulitzera Tony Kushner. Porusza on w nim wiele drażliwych tematów, jak homoseksualizm i AIDS. Dziejąca się w końcu lat 80. XX wieku akcja opowiada o losach kilku postaci, które postawione zostały przed trudnymi decyzjami. Muszą zmierzyć się z czymś, co nie do końca są w stanie pojąć. Prior dowiaduje się, że ma AIDS i z pewnością niedługo umrze. Joe uświadamia sobie, że pociągają go mężczyźni, co jest również powodem gasnącego uczucia między nim a żoną. Jego matka nie jest w stanie znieść myśli, że jej syn jest gejem, a z kolei szef Joego, również chory na AIDS homoseksualista, oszukuje się, że jest w stanie pokonać śmierć. Serial odbiera się na kilku poziomach. Rzeczywistość stapia się ze snem, pesymistyczna prawda z fantastycznymi marzeniami. Całość, działając na widza w bardzo sugestywny sposób, robi na nim piorunujące wrażenie. "Anioły w Ameryce" to serial trudny, przeznaczony dla wąskiego grona odbiorców. Jednak z całą pewnością zdobyte przez niego 33 ogromnie prestiżowe nagrody (z 5 Złotymi Globami na czele) były całkowicie zasłużone.

Sądzę, że przedstawiona powyżej krótka charakterystyka najbardziej znanych seriali HBO, dobrze oddaje rodzaj produkcji, w jakie angażuje się stacja. Aby jednak prześledzić fenomen jej przedsięwzięć, dokonać trzeba nieco głębszej analizy poszczególnych aspektów realizacji telewizyjnej. Celowo nie poddawałem tej analizie każdego serialu z osobna, gdyż styl, w jakim HBO "kręci" wszystkie swoje opowieści jest podobny.

Przyjęło się, że najlepszym producentem telewizyjnym jest HBO. Co wpłynęło na takie wyróżnienie? Powodów jest dużo. Przede wszystkim amerykańska stacja poważnie podchodzi do realizowanych przedsięwzięć, inwestując w nie ogromne ilości pieniędzy. "Rzym", podobnie jak wcześniejsza "Kompania Braci", pochłonął ponad 100 mln $. Budżet to wcale niemały, porównywalny z hollywoodzkimi filmami kinowymi. Szefostwo stacji wie jednak, że środki te z całą pewnością będą właściwie rozdysponowane, przynosząc jej krociowe zyski. Mimo twardych warunków rynku telewizyjnego, gdzie przede wszystkim liczy się szybkość, stacja stara się, aby każda produkcja była zrealizowana w godny swojej marki sposób. HBO równa się jakość, dlatego też realizacja seriali musi stać na możliwie najwyższym poziomie. Zatrudnieni do pracy nad nimi twórcy starają się, aby podniesiona wysoko poprzeczka nigdy nie musiała ulec obniżeniu.
Scenariusz stanowi chyba najważniejszy element każdej fabularnej opowieści. Jego unikalność decyduje o tym, czy dana produkcja zostanie zrealizowana. Świeże podejście do tematu jest niezwykle istotne, zwłaszcza dla seriali, jeśli chcą one zwiększyć czy choćby utrzymać swoją widownię. Nuda, rutyna, schematyczność - to podstawowe grzechy główne, które były gwoździem do trumny niejednego serialu telewizyjnego. Jak na tym szczeblu prezentuje się HBO? Wyśmienicie. Niepowtarzalność historii, tworzonej przez scenarzystów takich hitów jak "Rzym" czy "Anioły w Ameryce", przyciągnęła przed telewizory masę widzów i utrzymała ją do samego końca. Wszystkie epizody seriali są gruntownie przemyślane, nim trafią do produkcji. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, zważywszy na fakt zainwestowania w nie tak pokaźnych kwot pieniędzy.

Reżyseria to nieco mniej istotny aspekt telewizyjnych opowieści. Świadczy o tym fakt "kręcenia" poszczególnych odcinków seriali przez różnych reżyserów. Fakt przejawiania przez nich swojej kreatywności jest oczywiście ważny, ale ograniczony jednak sporymi restrykcjami ze strony producenckiej. Reżyserzy zatrudnieni w HBO (często przechodzący z jednych seriali do innych) starają się w jak najlepszy sposób przenieść na ekran scenariusz i rzeczywiście czynią to w sposób perfekcyjny. Mike Nichols ("Anioły w Ameryce") czy Tom Hanks ("Kompania Braci"), posługując się swoim artystycznym rzemiosłem i współpracując ze sztabem operatorów zdjęć, tworzą niepowtarzalny charakter reżyserowanych przez siebie epizodów.

Operator zaliczany jest do czołówki zawodów branży filmowej. Od jego wizji zależy plastyczny kształt obrazu, który w głównej mierze (wespół ze scenografią) tworzy odpowiedni klimat fabularnej historii. Wszystkie seriale HBO są fotografowane w podobny sposób: powolne jazdy kamery, typowa kolorystyka zdjęć (żółć - "Carnivale", szarość - "Kompania braci"), rzadko występująca (z wyjątkiem "Kompanii Braci") tzw. kamera z ręki. Te i inne formy obrazowania wykreowanej przez scenarzystów i odpowiednio poprowadzonej przez reżysera historii w głównej mierze charakteryzują produkcje amerykańskiej stacji.

Przyjęło się powiedzenie, że efekt pracy operatora zdjęć w połowie zależy od jakości scenografii. Jest w tym wiele prawdy. Odpowiednia scenografia ma przede wszystkim ogromne znaczenie tam, gdzie prawda historyczna jest równie istotna, co sama opowieść dziejąca się na tle niekiedy wielkich wydarzeń. Przedstawione w "Rzymie" świątynie, pomniki, ulice, a także graffiti, zostały odwzorowane na podstawie ruin Pompejów i Herkulanum. Kostiumy i zbroje zostały ręcznie wykonane, a monety wybite w watykańskiej mennicy. W "Kompanii Braci" 17 mln $ wydano na samą dekorację. Scenografowie serialu zlecili produkcję 500 par butów, wykonanych zgodnie z ich amerykańskim pierwowzorem. Na potrzeby serialu zakupiono i uszyto około 2,000 mundurów wojskowych (niemieckich i amerykańskich). Wszystkie z 1,200 kostiumów noszonych przez osoby odgrywające role cywilów to autentyczne ubrania z epoki. Pozwala to wyobrazić sobie ogrom przedsięwzięcia, dorównującego filmom kinowym (jak np. "Szeregowiec Ryan"), albo wręcz je przewyższającego (dość wspomnieć np. rodzimą wersję "Quo Vadis" Jerzego Kawalerowicza, reklamowaną jako "superprodukcja").

Muzyka pełni w filmie bardzo ważną rolę - ilustracyjną, dramaturgiczną, uzupełniającą. Trudno wyobrazić sobie, aby jakakolwiek produkcja kinowa mogła się obyć bez niej. Dzisiaj jest ona równie istotna w produkcji telewizyjnej. Skończyły się bowiem czasy, kiedy jedynym motywem muzycznym była wpadająca w ucho melodia, umieszczona w czołówce serialu. Dzisiaj potrzeba czegoś więcej - profesjonalnej ścieżki dźwiękowej. Także na tym polu HBO prezentuje się znakomicie, zatrudniając do współpracy światowej sławy kompozytorów. Thomas Newman ("Anioły w Ameryce"), Michael Kamen ("Kompania Braci"), Jeff Beal ("Carnivale", "Rzym") stworzyli opracowania muzyczne nie tylko dobre, ale wręcz jedne z najlepszych w swojej karierze, nie odbiegające wcale od poziomu prac pozostałych hollywoodzkich kompozytorów.

Aktorstwo, choć opisywane przeze mnie na końcu, wcale nie jest mniej istotne czy gorsze od pozostałych aspektów serialowej produkcji. Wprost przeciwnie - to, z czego najbardziej HBO słynie i w czym przewyższa całą swoją konkurencję, jest wysoki poziom aktorstwa prezentowany w serialach. James Gandolfini ("Rodzina Soprano" - Złoty Glob, 3 nagrody Emmy), Frances Conroy ("Sześć stóp pod ziemią" - Złoty Glob), Sarah Jessica Parker ("Seks w wielkim mieście" - 4 Złote Globy, 2 nagrody Emmy) Ian McShane ("Deadwood" - Złoty Glob), Al Pacino ("Anioły w Ameryce" - Złoty Glob), Meryl Streep ("Anioły w Ameryce" - Złoty Glob). Jednak wielki kunszt aktorski przejawiają nie tylko pierwszoplanowi bohaterowie, ale wszyscy występujący w serialu aktorzy. Nawet epizodyczne role wydają się być obsadzone osobami przejawiającymi niezwykły talent do utożsamiania się z graną przez siebie postacią. Pozwala to na dużą wiarygodność przedstawionych na ekranie zdarzeń i większą przyjemność płynącą z oglądania.
Czy produkcje HBO mają jakieś wady? Zapewne tak, ale mimo najszczerszych chęci nie udało mi się ich znaleźć. Na pewno nie każdego widza mogą interesować przygody pracowników "wesołego miasteczka", właścicieli domu pogrzebowego czy rzymskich legionistów. Wszystkich zadowolić się nie da. Jednak seriale HBO, jeśli oceniać tylko pod względem czysto produkcyjnym, plasują się niezwykle wysoko wśród telewizyjnych przedsięwzięć.

Telewizja stanowi dzisiaj najpotężniejsze medium, oddziaływujące na setki milionów ludzi na świecie. Fakt tej nieustającej dominacji na rynku starają się wykorzystać wielcy potentaci medialni, angażując coraz to większe środki w produkcję różnego rodzaju atrakcji, których celem jest zdobycie jak największej liczby widzów. Poszczególne gatunki telewizyjne mają raz lepsze, raz gorsze okresy (np. reality show), zawsze jednak serial należy do ścisłej czołówki w rankingach telewizyjnej oglądalności, będąc często źródłem gorących dyskusji, zarówno wśród młodych, jak i starszych widzów. Wiele osób jest w stanie tak zatracić się w serialowej rzeczywistości, że mają trudności (zwłaszcza starsi ludzie) z odróżnieniem jej od realnego życia. Mimo że śledzenie losów naszych ulubionych bohaterów jest zajęciem przyjemnym i wciągającym, nie należy przesadzać z oddawaniem się tego typu rozrywce. Pomimo istotnych walorów edukacyjnych i rozrywkowych, telewizja jest jednym z największych "pożeraczy" czasu. Jednak jeśli już oglądamy ją właśnie dla seriali, to czas poświęcony na produkcje HBO z całą pewnością nie będzie tym straconym. HBO to nowy standard, nowa jakość, nowa telewizja, a nawet coś więcej. Slogan reklamowy stacji brzmi: TO NIE TELEWIZJA. TO HBO. Nie ma w tym żadnej przesady.


Autor tekstu:
Piotr Kłosowicz - KUOSU



Klub Miłośników Filmu, 20 stycznia 2008