STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE


Tekst jest po trosze recenzją, polemiką, spojrzeniem na kino Smarzowskiego i próbą uporządkowania myśli po seansie nowego filmu tegoż reżysera. Mam nadzieję, że w tym przypadku przysłowie "jak coś jest do wszystkiego..." nie znajdzie potwierdzenia.


„Wesele” było świetne. Wśród oparów wódki i tandetnych dekoracji nieporadnie podoczepianych do ścian obskurnej remizy nieustannie spoceni ludzie skakali sobie do gardeł jedynie po to, aby napchać kieszenie brudnymi banknotami. W chocholim tańcu obijali się o siebie wujkowie napchani kiełbasą z „wiejskiego stołu” i ciotki poodstrajane w kiecki śmiesznie niepasujące do wnętrza śmierdzącego PRL-em budynku - wszyscy zalani pod dekiel, bo tak przecież trzeba. Wśród tego landszaftu narodził się Smarzowski i, co trzeba podkreślić, już w dniu „narodzin” pokazał, że nie chce opowiadać o szklanej Polsce tvnowskich apartamentowców. Smarzowski już od początku zszedł na ziemię i od razu zaczął babrać się w błocie.

Pięć lat później muł został, chyba nieco ironicznie, przykryty nieskazitelnie białym śniegiem. Ludzie pozostali jednak tacy sami. „Dom zły” to wciąż Polska ukazana z perspektywy chlewu, po łokcie ubabrana w ziemi, krwi oraz wszelakiego rodzaju nieczystościach. Film świetny, lecz i (w kontekście kariery Smarzowskiego) niepokojący, bo czyżby to już każda kolejna produkcja sygnowana jego nazwiskiem miałaby opowiadać o świecie, w którym zamiast ludzkich głosów słychać jedynie świński jazgot?

   


I w tym miejscu pojawia się „Róża”, film wręcz konwulsyjny. Ilość gwałtu, krwi, zwierzęcej przemocy, nieuczciwości i ludzkiego ścierwa (bo termin „świnia” byłby tu zdecydowanie zbyt delikatny) przekracza poziom „Wesela” i „Domu złego” razem wziętych. Momentami człowiek aż chce wyjść z kina, bo jakoś podświadomie czuje, że to w danym momencie jedyna droga do zamanifestowania swojego sprzeciwu wobec tego, co widzi na dużym ekranie. Niemniej, nie wychodzi. Wydaję mi się, że na kinowej sali zatrzymuje go jedynie fakt, że wśród tego całego obłąkanego świata Smarzowski umiejscawia, chyba po raz pierwszy w sposób tak konsekwentny i wyraźny, ludzi zdolnych do czegoś więcej, aniżeli tarzania się we krwi i błocie.

W "Róży" peerelowskie i po-peerelowskie wnętrza i nastroje zostają zastąpione krajobrazem Polski dźwigającej się po II wojnie światowej. Przyjęcie pozycji wyprostowanej nie jest jednak możliwe. Mimo zrzucenia z pleców jarzma nazistowskiej okupacji, na barkach Polaków pojawia się brzemię stalinowskiej Rosji. Czy jest lżejsze, cięższe, a może podobnych gabarytów – nie mi to oceniać i robić tego po prostu nie chcę (podobnie jak Smarzowski, lecz o tym za chwilę). W „Róży” sytuacja ta jest widoczna o tyle wyraźnie, że akcja filmu rozgrywa się na ziemiach, które od wieków miały do czynienia z wpływami kultury germańskiej. Mazurzy przez kilka pokoleń doświadczali szczególnie silnej germanizacji, która spowodowała zanikanie ich gwary (odmiana dialektu języka polskiego), a co za tym idzie – przejmowanie języka niemieckiego. Dodatkowo, od wieków kultura tego regionu rozwijała się w pewnej odrębności od kultury obszarów dawnego „Królestwa Polskiego” oraz, z drugiej strony, terenów niemieckich. W efekcie, po II wojnie światowej Mazurzy stali się ludźmi bez „narodowości”. Rosjanie i polskie władze komunistyczne często traktowali ich po prostu jako Niemców, a ci byli przecież pokonanymi wrogami.


Malarsko o tożsamości


Tytułowa bohaterka filmu Smarzowskiego znajduje się właśnie w takiej sytuacji. Mimo tego, że zamieszkuje mazurskie ziemie od dziecka, traktowana jest jak intruz. Letniego dnia roku 1945 w jej domu pojawia się Tadeusz, były żołnierz AK, który stracił w trakcie wojny wszystko i wszystkich. Wraz z wymiętym zdjęciem przynosi on kobiecie ślubną obrączkę, o której zwrot poprosił go poległy na froncie żołnierz. Sytuacja Róży i Tadeusza jest w pewnym sensie podobna. Oboje przetrwali i oboje czują, że Polska to kraj, w którym chcą pozostać – to przecież o nią walczył Tadeusz, to właśnie na jej terenie Róża przeżyła najlepsze dni swojego życia. Z drugiej strony, oboje są skazani na życie w niepewności – Róża ze względu na swoje pochodzenie, Tadeusz ze względu na stosunek władzy radzieckiej do żołnierzy AK. Ten paradoks bycia niechcianym w domu, dla którego poświęciło się wszystko, co najcenniejsze łączy postacie czystym uczuciem, którego na próżno szukać w poprzednich filmach Smarzowskiego. Uczucie pomiędzy nimi nie zawiera nawet cienia całej obrzydliwości relacji międzyludzkich nieustannie demonstrowanych w kinie reżysera. I chyba właśnie to tak w „Róży” wstrząsa, to że po doświadczeniu i w trakcie doświadczania piekła można kochać tak szczerze, prawdziwie.

Smarzowski - mimo zachowania, a nawet intensyfikacji stylistyki przedstawiania świata jako chlewu/bagna – tworzy film o bezinteresownej miłości, jako istocie człowieczeństwa. „Róża” – i tu wracam do wątku zasygnalizowanego dwa akapity wyżej – nie jest zatem żadną próbą oceny historii. Film nie ma na celu demonizowania wojsk radzieckich i, jak huczą fora, uczłowieczania wojsk nazistowskich (przez, rzekomo, zestawienie „dobrych Niemców” ze „złymi komunistami”). Historia jest tu jedynie tłem dla opowiedzenia losów pewnych konkretnych ludzi, żyjących w pewnych konkretnych czasach i okolicznościach. Jest brutalnie, wręcz nieznośnie brutalnie, ale tylko dlatego, że tak właśnie było. Radzieccy „żołnierze” zachowują się jak banda zwierząt, bo tak właśnie się zachowywali. Nie znaczy to jednak, że wszyscy Rosjanie są właśnie tacy, a wszyscy naziści zabijają w sposób humanitarny, przy akompaniamencie muzyki Mozarta – nie! Takie generalizowanie – zarówno w przypadku „Róży”, jak i ogólnie rzecz biorąc – jest najzwyczajniej idiotyczne. I właśnie dlatego wszelkich idiotów, którzy odbierają „Różę” w takich kategoriach słuchać nie należy, najzwyczajniej szkoda czasu.

   


Kolejny zarzut, z jakim spotkałem się w kontekście nowego filmu Smarzowskiego związany jest z wielokrotnie zasygnalizowaną już brutalnością wizji twórcy. Reżyser miałby niby używać możliwości, jakie daje kontekst historyczny jedynie do tego, aby uderzać widza coraz to gwałtowniejszymi i bardziej wstrząsającymi obrazami. Problemem w tak sformułowanej argumentacji jest jednak to, że obraz tworzy się po to, aby go pokazywać, a skoro Smarzowski „maluje” swoją opowieść o człowieczeństwie na tle konkretnej rzeczywistości, to siłą rzeczy musi ją zademonstrować. Obrazy domagają się pokazania, to właśnie ich chowanie byłoby w tym przypadku nieuczciwe. Bo w imię czego je chować? Widza, który nie może ich znieść, choć domaga się pokazania prawdy historycznej i krzywi się na wyidealizowane obrazy wojny wychodzące spod rąk innych reżyserów? Wątek ten doskonale podsumowuje Georges Didi-Huberman, który w kontekście Auschwitz mówi:

Musimy spróbować wyobrazić sobie, czym było piekło Auschwitz latem 1944 roku. Nie odwołujmy się do niewyobrażalnego. Nie brońmy się, mówiąc - co zresztą jest prawdą - że nie jesteśmy i nigdy nie będziemy w stanie pojąć tego wszystkiego. Ale musimy, musimy wyobrazić sobie tę trudną niewyobrażalność.

Właśnie stąd tytuł jego pracy, „Obrazy mimo wszystko”, i właśnie dlatego zgadzam się z taktyką przyjętą przez Smarzowskiego – nie można zasłaniać się niewyobrażalnym, mimo całego bólu przedstawienia trzeba próbować pokazywać, robić to mimo wszystko.

I tu mógłbym zacząć wyliczać, że muzyka Trzaski, zdjęcia Sobocińskiego itd., itd. są doskonałe. Niemniej, recenzja zbudowana na zasadzie "kolejny akapit = kolejny element języka filmowego = kolejny ukłon w stronę twórców" ma, w tym przypadku, wątpliwe zastosowanie. „Różę” po prostu trzeba odczuć na własnej skórze - to właśnie taki film. Doskonały film.

Tyle słowem zakończenia.

Ocena: 10/10


RÓŻA

Rok produkcji: 2011
Czas trwania: 98 min.
Reżyseria: Wojciech Smarzowski
Scenariusz: Michał Szczerbic
Muzyka: Mikołaj Trzaska


Aktorzy:

Marcin Dorociński, Agata Kulesza, Kinga Preis, Jacek Braciak, Malwina Buss, Marian Dziędziel, Edward Lubaszenko, Eryk Lubos, Lech Dyblik


Autor tekstu: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]  Klub Miłośników Filmu, 20 lutego 2012
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]


STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE

 


 


 

Podziel się