STRONA GŁÓWNA | RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY | FORUM DYSKUSYJNE





Gdy w 1987 roku John McTiernan kręcił "Predatora" nie spodziewał się zapewne, że tworzy film kultowy, ikoniczny i, jakby dziś nie patrzeć, klasyczny w najlepszym tego słowa znaczeniu. Reżyser "Szklanej pułapki" stworzył drugi, obok hitu z Bruce'em Willisem, ideał męskiego kina. Siedmiu dobrze zbudowanych, uzbrojonych po zęby, spoconych twardzieli kontra przybysz z kosmosu - to nie brzmiało zbyt dobrze i nie zapowiadało tak dobrego, tak sprawnie zrobionego, tak trzymającego w napięciu filmu, jakim okazał się "Predator". Na ostateczną jakość "produktu" złożyły się: znakomity jak na kino science fiction scenariusz z galerią barwnych postaci i perfekcyjnie stopniowanym napięciem, sprawna reżyseria, fantastyczna partytura Alana Silvestri i takież zdjęcia (dżungla w obiektywie Donalda McAlpine'a stała się jednym z głównych bohaterów filmu), niezapomniana charakteryzacja Stana Winstona, humor, dialogi, znakomita obsada (ludzie od castingu odwalili kawał dobrej roboty), no i wisienka na torcie - Arnold "klasa sama w sobie" Schwarzenegger! Obok "Terminatorów" i "Prawdziwych kłamstw", rola majora Dutcha należy do flagowych osiągnięć austriackiego mięśniaka. Powyższe, stojące na bardzo wysokim poziomie elementy, sprawiły, że "Predator" pomimo 24 lat na karku, nie zestarzał się nic a nic. Biorąc pod uwagę, że to obraz z efektami specjalnymi - elementem najbardziej narażonym na nadgryzienie zębem czasu, jest to nie lada wyczyn. Pierwszy raz oglądałem "Predatora" w wieku 13 lat, ostatni raz w wieku lat 33 (a w międzyczasie były regularne powtórki) i za każdym razem film robi/ł na mnie doskonałe wrażenie, broniąc się pod każdym względem.

W 1990 roku, trzy lata po premierze "Predatora", Hollywood postanowiło nakręcić sequel, pod tytułem "Predator 2". W miejsce Arnolda wstawiono Danny'ego Glovera, płynącego na fali popularności dwóch pierwszych "Zabójczych broni", na reżysera wybrano Stephena Hopkinsa (na koncie miał wówczas niewysokich lotów piątą część "Koszmaru z Elm Street"), a na miejsce akcji - dżunglę, tym razem miejską - Los Angeles. Nie można nazwać "Predatora 2" klapą, ani nawet złym sequelem. Całkiem niezła, jako film oceniany w oderwaniu od oryginału, kontynuacja poległa jednak w zestawieniu z "Predatorem". Bądźmy szczerzy, poprzeczka była ustawiona tak niemiłosiernie wysoko, że jakby wysoko nie podskakiwali następcy, nie mieli szans dobić do poziomu filmu McTiernana. O kolejnych próbach wykorzystania postaci Predatora na ekranie, przez litość, nie ma za bardzo co wspominać. Nie dość, że obydwie części "AvP" zdrowo sponiewierały klasyczną dla kina SF postać Predatora, to zrobiły to w pakiecie z inną ikoną kina - Obcym. Największą słabością wszystkich kontynuacji cyklu predatorowego, było wepchnięcie go w nowe środowisko (wielka metropolia, Antarktyda, małe miasteczko), zamiast trzymać się dżungli, z którą był, jest i będzie kojarzony. Jak czas pokazał, kultowy potwór wkrótce miał wrócić na stare śmieci...

Hollywood nie dało za wygraną, w końcu Predator to zbyt nośny tytuł i zbyt popularna (czyt. dochodowa) postać, żeby nie spróbować sprzedać jej na ekranie po raz kolejny. A że nikomu nie udało się choćby zbliżyć do poziomu filmu z 1987 roku, postanowiono w końcu, co następuje: skoro nie da się zrobić lepszego "Predatora" od mctiernanowego, nie ma sensu z tym walczyć, zróbmy "Predatora" podobnego. I tak producent Robert Rodriguez wespół z reżyserem Nimródem Antalem postanowili (są to moje gdybania oczywiście), że pod przykrywką zupełnie nowego filmu o Predatorze, zrobią remake filmu McTiernana - a przynajmniej coś w stylu remake'a im ostatecznie wyszło. Choć oficjalnie wspominają jedynie, że coś tam z "Predatora" zaczerpnęli, że coś tam z dzieła McTiernana podejrzeli, zapożyczyli, że tu i ówdzie, w scenie czy w dialogu oddali "Predatorowi" hołd, widać jak na dłoni, że cała oś fabularna "Predators" jest niczym innym, jak kalką scenariusza z 1987 roku, oczywiście z mocnymi przeróbkami usiłującymi tę kalkę zatuszować. Co się zatem zmieniło? Oczywiście bohaterowie, choć po części posiadają cechy wielkiej siódemki Dutcha. Zmieniła się lokalizacja (inna planeta, choć wciąż dżungla), są nowe potwory - czteronogie, latające, generalnie zbędne dla fabuły i wepchnięte na siłę, żeby w nieco już oklepanym uniwersum Predatora pojawiło się coś nowego. Są nowe relacje między postaciami, tym razem jest to nie zorganizowany oddział komandosów, a przypadkowa zbieranina twardzieli i zabójców różnej maści. A co się nie zmieniło? Muzykę wzięto wprost z "Predatora" - słuszna decyzja, bo na tym polu też nie było szans stworzenia czegoś lepszego, przearanżowano ją, nadając nieco ostrzejszego, rockowego brzmienia i voila, ścieżka rządzi! Nie zmienił się też rozwój akcji - bohaterowie trafiają do dżungli, coś zaczyna na nich polować, są po kolei wybijani, aż przy życiu pozostaje główny (przypakowany) bohater, który się rozbiera od pasa w górę, naciera błotem i spuszcza Predatorowi wpierdol za pomocą gołych rąk, choć wcześniej, podobnie jak w "Predatorze", uzbrojeni w karabiny komandosi nie dali rady nawet go drasnąć. Brzmi znajomo? Jak cholera. Ale "Predators" do "Predator" jest podobny nie tylko w ogóle i w tytule, ale i w szczególe, o czym poniżej, w meritum niniejszego artykułu.


Zdjęcia ustawione według chronologii wydarzeń z "Predators"


Bohaterowie przybywają na teren akcji z powietrza,
za pomocą lin spuszczonych ze śmigłowców / na spadochronach

Miejsce akcji - dżungla na Ziemi / dżungla na obcej planecie

Jeden z bohaterów posługuje się 6-lufowym karabinem.
Na zdjęciach bardzo podobne zbliżenie kamery na lufę.

Wielki kawał drzewa zamocowany na linach, naciera na bohaterów

Jeden z bohaterów jako pierwszy wyczuwa "coś" czające się w dżungli

W "Predators" znalazło się nawiązanie do "karczowania dżungli" z "Predatora".
W obydwu przypadkach strzelają jednocześnie wszyscy, którzy posiadają broń.
Nawet ustawienie postaci jest podobne - główny bohater na pierwszym planie,
obok niego bohater z 6-lufowym karabinem.

Bohaterowie natrafiają na wiszące zwłoki obdarte ze skóry

Jedno z ujęć, na których widać 6-lufowy karabin w akcji, jest bliźniaczo podobne.
W obydwu filmach osoba strzelająca stoi z lewej strony kadru,
filmowana zza pleców, przez prawe ramię.

Bohater/owie uciekając przed predatorem spada/ją ze stromej skarpy...

...kończąc upadek spektakularnym skokiem do wody

Jeden z bohaterów posiada wielkich rozmiarów, dość charakterystyczny nóż

W obydwu filmach to kobieta jest jedyną osobą,
która posiada jakiekolwiek informacje na temat istoty polującej na bohaterów

What the hell are you? - pyta Arnold
What the fuck are you? - pyta Adrien

Przesłuchaj "Billy" na YouTube
Przesłuchaj "Hanzo's Last Stand" na YouTube
Jeden z bohaterów postanawia odłączyć się od grupy i z odsłoniętą klatą,
wyposażony jedynie w broń białą (wielki nóż / miecz samurajski) stawia czoła Predatorowi
(scenie towarzyszy ten sam motyw muzyczny - w "Predators" w nieco zmienionej aranżacji)

Poznajmy się bliżej - chwyt za gardło w wykonaniu Predatora

Główny bohater wysmarowany błotem, gotowy na pojedynek jeden na jeden,
pochodnią rozpala wielkie ognicho

Come on! Come on! Do it! Do it!
Come on! Come on! Kill me! I'm here!
Kill me! I'm here! Kill me! Come on!
Kill me! I'm here! Come on! Do it now! Kill me!
Come on! Come on! Do it! I'm here!
Kill me! Come on! Do it now! Kill me!

Przeżywa tylko główny bohater i kobieta (nieobecna na kadrze z "Predatora")

Taka sama ilość bohaterów - 7 twardzieli + kobieta (nieobecna na zdjęciu z "Predatora")

Piosenkę "Long Tall Sally" Little Richarda...
Przesłuchaj piosenki na YouTube
...słyszymy w kabinie śmigłowca w "Predatorze" i na napisach końcowych "Predators"


Reasumując, twórcy "Predators" korzystając garściami z niedoścignionego klasyka, podjęli rozsądną decyzję, choć trochę szkoda, że nie mówią wprost, jak bardzo zżynali z oryginału, tylko przebąkują pod nosem coś o nawiązaniach, hołdzie i kilku zapożyczeniach. Dzięki udanej próbie nawiązania klimatem do filmu McTiernana, akcyjniak Rodrigueza i Antala o lata świetlne wyprzedza obydwie części "AvP", stoi też nieco wyżej od "Predatora 2" i zdaje się pchać predatorową serię w dobrym kierunku. Mam jedynie nadzieję, że w kolejnych filmach cyklu twórcy nie będą wpychać na siłę predatoropodobnych psów, predoptaków i innych mutacji klasycznego "bohatera", bo sam w sobie jest on na tyle intrygujący/tajemniczy/przerażający, że nie potrzebuje żadnych "pomocników" czy mutacji. I mam nadzieję, że nie będę już musiał zawieszać niewiary na najwyższym kołku, jak miało to miejsce w przypadku Ruska z najbardziej śmiercionośną bronią, który przez cały film nie mógł w nic trafić, oraz finałowej sceny, gdzie Predator wyszedł z wybuchu kilkunastu granatów prosto w twarz bez choćby zadrapania, a po pospolitym ciosie z pięści w ryj zaczął krwawić jak opętany.


Autor tekstu: Rafał Donica - DUX [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 27 lutego 2012


STRONA GŁÓWNA | RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY | FORUM DYSKUSYJNE


Podziel się