Strona główna KMF



Miłość grzechem, słowa pokutą


Miłość to prawdopodobnie najpotężniejsze z całego spektrum ludzkich uczuć. Jako jedyne potrafi generować niezliczoną liczbę irracjonalnych zachowań, które to z kolei potrafią pociągać za sobą dychotomiczne skutki. Tę prawdziwą i szczerą, jak i tę fatalną w skutkach oglądać możemy w wyreżyserowanej przez Joe Wrighta, nominowanej do Oscara, "Pokucie". W filmie, który z prędkością błyskawicy przemknął po festiwalowych salonach, porywając ze sobą między innymi Złoty Glob i nie mniej prestiżową nagrodę Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych (BAFTA). Ostatecznie błyskawica zwolniła biegu, by poczekać na chłodny oscarowy wieczór i sprawdzić, czy uda się jej zdobyć najsłynniejszą statuetkę. Szanse niewątpliwie istnieją, w końcu "Pokuta" znalazła swoje miejsce w nominacjach aż do siedmiu kategorii.




Inspirowana powieścią Iana McEwana opowieść, przenosi nas na powrót do czasów, w których II wojna światowa, niczym sławetna londyńska mgła, nieprzerwanie wisi w powietrzu. W przeciwieństwie do brytyjskiego znaku rozpoznawczego, konflikt zbrojny przestaje być jedynie czymś, co możemy wyczuć łapiąc kolejny haust powietrza - materializuje się i wyrasta na jedną z najokrutniejszych batalii zarówno w historii Świata, jak i samych Wysp Brytyjskich. Diametralnej zmianie ulegają żywoty milionów. Ulega jej również życie Cecilli Tallis, jednakże w tym przypadku, skutkiem wyjątkowo przygnębiających i nieodwracalnych zmian nie będzie jedynie wojenna gehenna. Z okrutną pomocą nadejdzie miłość. I to nie tylko taka, którą jako młoda i zmysłowa kobieta obdarza faworyta rodziny, ale i taka, którą odczuwa jej młodsza, chyba nazbyt inteligentna jak na swój wiek siostra, Briony. Wojna niektórym złamie życie, niektórym je odbierze, dla innych będzie początkiem spełnienia niechlubnie zasłużonej pokuty.


Współczesne kino brytyjskie ma w sobie element, dzięki któremu możemy bezbłędnie rozpoznać produkcje mające wyspiarski rodowód. "Pokuta", ze swoją filmową inteligencją, chłodnym podejściem reżysera i uporządkowaniem, doskonale wpisuje się w ten kanon. Warsztatowo produkcja jest praktycznie bez wad. Mistrzowsko pracuje kamera, teatralnie odtwarzają swe role aktorzy. Cała historia rozwija się nieco ociężale, ale bynajmniej nie za wolno. Wszystko pięknie, wszystko wspaniale, a jednak czegoś w tym wszystkim brakuje. Jest "Pokuta" zbyt gładka, wyidealizowana, pozbawiona chropowatości - czegoś, co wywoływałoby w widzu emocje. Fakt, nie braknie tu momentów, w których przysłowiowa łza kręci się w oku. Nie zabraknie momentu zaskoczenia, ale będzie to, co do sekundy, moment wybrany przez twórców. Widz doświadczy dokładnie tego, czego producenci zażądali - widz zostanie pozbawiony indywidualności.




Nie zmienia to jednak faktu, iż "Pokuta" na swe miejsce w tegorocznej oscarowej gali na pewno zasługuje. Na miejsce tak, ale czy koniecznie na zwycięstwo? Tu bym oponował, ponieważ w moim odczuciu bezsprzecznie powinna porwać ze sobą tylko, a może aż, jedną statuetkę - za muzykę. Jest ona bowiem doprawdy niezwykła - klimatyczna, hipnotyzująca, łącząca w harmonijną całość klasyczne brzmienia z charakterystycznymi, rytmicznymi dźwiękami wydawanymi przez kolejne uderzenia w klawiaturę maszyny do pisania. Dzisiejszy substytut pulpitu staromodnej maszyny - komputerowa klawiatura, mimo niewątpliwej poręczności, nigdy nie będzie w stanie dorównać swojej poprzedniczce.


Zobaczyć naprawdę warto, jest bowiem "Pokuta" niepodważalnie porządnym kawałkiem filmowego rzemiosła, nie zawodzi w żadnym aspekcie. Niestety duch brytyjskiej kinematografii jest w niej jednak nazbyt wyczuwalny. Zabiera on obraz daleko od widza, uniemożliwia mu przeżywanie historii na swój własny sposób, odczłowiecza go.






Tytuł oryginalny: Atonement
Rok produkcji: 2007
Kraj: Wielka Brytania, Francja
Czas trwania: 130 minut

Reżyseria: Joe Wright
Scenariusz: Christopher Hampton
Według powieści: Ian McEwan
Zdjęcia: Seamus McGarvey
Muzyka: Dario Marianelli

Obsada:
Keira Knightley, James McAvoy, Romola Garai, Saoirse Ronan, Vanessa Redgrave, Juno Temple, Ben Harcourt, Ailidh Mackay, Benedict Cumberbatch i inni


Wyślij e-mail Autor recenzji:
Filip Jalowski - FIDEL
Klub Miłośników Filmu
16.02.2008