Strona główna KMF

"Pierwszą ofiarą wojny jest
...niewinność"


Chris Taylor (Charlie Sheen w swojej chyba najlepszej roli) przybywa jako ochotnik (!) do Wietnamu, by walczyć za ojczyznę. Na lotnisku mija się z ludzkimi wrakami zniszczonymi przez wojnę; widzi też wracających do domu (w odmiennym stanie) żołnierzy zapakowanych w plastykowe worki. Chris jeszcze nie wie, jakie piekło przeżyje w Wietnamie. Niedoświadczony żółtodziób zaprzyjaźnia się z Eliasem (Willem Dafoe) który traktuje go niemalże jak swego syna i pomaga przetrwać najgorsze chwile. Wszystko idzie swoim torem; Chris odlicza pozostałe mu do końca służby dni, chłopcy chodzą na zwiady, walczą z "Wietnamcami" i by umilić sobie wolny czas, palą trawę i temu podobny "stuff".


 


Zarzewiem akcji staje się egzekucja (według niektórych uzasadaniona, według innych nie) której dokonuje Burnes (Tom Berenger) na starszej Wietnamce. Elias ma zamiar donieść o tym do dowództwa. Nie będzie mu to jednak dane, gdyż Burnes w okrutny i skrytobójczy sposób zabija go z zimną krwią. Tylko Chris nie chce uwierzyć w "bajkę" którą chciał "sprzedać" mu Burnes, jakoby Eliasa zabili Wietnamczycy. Trzeba przyznać, że scena, w której Elias (jak się okazało nieskutecznie zastrzelony przez Burnesa) ucieka przed "stadem" Wietnamców - przeszła do historii kina i naprawdę szczerze wzrusza. Od tego momentu Chris planuje zemstę na Burnesie, który jest twardym kawałkiem drania i niełatwo będzie go "załatwić"... Jak mówi Chris; "Największym wrogiem byliśmy sami dla siebie".


 


Oliver Stone (sam uczestniczący w wojnie wietnamskiej) w realistyczny sposób pokazuje obraz wojny; bez moralizowania, upiększeń czy powiewających wszędzie amerykańskich flag (jak to ma miejsce w cukierkowych produkcjach Bruckheimera). Wszystko jest przedstawione w sposób prawdziwie/szokująco/brutalny, chwilami podobny niemalże do dokumentu (!). Żołnierze giną krzycząc z bólu i nie wygłaszają przy tym żadnych wielkich słów, po prostu giną... "Pluton" jest przykładem kina naturalistycznego, które mógł zrealizować tylko ktoś (Oliver Stone), kto na własnej skórze doświadczył okrucieństwa wojny. Zresztą sam Stone pokazuje się w jednej ze scen; gra jednego z dowódców w bunkrze, do którego wbiega Wietnamczyk/żywa bomba. W małym epizodzie ujrzymy też Johny'ego Deppa. Jednak to co najlepsze w "Plutonie", to kreacje aktorskie Willema Dafoe i Toma Berengera (nominacje do Oscara). Stworzyli oni jedne z najbardziej wyrazistych postaci jakie dane było podziwiać na ekranie. Oni nie grali... oni byli swoimi bohaterami. Tom Berenger trudny do rozpoznania pod charakteryzacją (cała twarz w bliznach) jest po prostu niesamowity; Willem Dafoe w roli dobrodusznego Eliasa, który walczy o ocalenie duszy Chrisa niewiele Berengerowi ustępuje. Filmowi towarzyszy cudowny motyw przewodni "Addagio for string" (motyw wykorzystany także w finale filmu "Człowiek słoń" Davida Lyncha) oraz świetne zdjęcia i cała masa ciekawych ról drugoplanowych. "Pluton" to klasyk filmu wojennego, wielkie kino, prawdziwe kino...


SZYBKA OCENA +/-
- Fenemenalni Dafoe i Berenger!!!
- Muzyka i scenariusz
- Szczerze? Ciężko mi się do czegoś przyczepić...
- Może nieco chwilami drażniła mnie narracja zza kadru, ale to szczególik

Tytuł oryginalny: "Platoon"
Tytuł polski: "Pluton"
Produkcja: USA 1986
Reżyseria: Oliver Stone
Scenariusz: Oliver Stone
Muzyka: Georges Delerue
Obsada: Tom Berenger, Willem Dafoe, Charlie Sheen
Czas trwania: 115 minut
Nagrody:
- OSCAR 1986 za NAJLEPSZY FILM
- OSCAR 1986 za REŻYSERIĘ
- OSCAR 1986 za MONTAŻ
- OSCAR 1986 za DŹWIĘK



AUTOR RECENZJI:
Rafał Donica - DUX
      dux@film.org.pl