Strona główna KMF



          


Majestatyczne okręty, bitwy morskie, abordaże od zawsze stanowiły dobry materiał na scenariusz filmu przygodowego. Wydawało się jednak wątpliwe, iż po klęsce (notabene bardzo dobrej) "Wyspy piratów" Renny'ego Harlina z 1995 roku (10 milionów dolarów wpływów w USA, przy 98 milionowym budżecie), ktoś zechce wyłożyć pieniądze na produkcję o przygodach morskich łotrzyków. Na ten odważny krok zdecydował się Jerry Bruckheimer, najbardziej wpływowy producent w Hollywood. W efekcie w 2003 otrzymaliśmy rewelacyjną "Klątwę Czarnej Perły". Film odniósł ogromny sukces, na który złożyło się kilka czynników - przemyślany scenariusz czerpiący garściami z mitologii pirackiej, z idealnie wyważonymi scenami humoru i akcji; świetni główni bohaterowie z niesamowitym Johnnym Deppem na czele oraz niezwykle klimatyczna muzyka Klausa Badelta. Nikogo więc nie zdziwiło, iż w krótko po premierze zapadła decyzja o nakręceniu dwóch kontynuacji. Jak to w ostatnim czasie stało się modne, oba sequele kręcono równocześnie. W zeszłym roku do kin weszła "Skrzynia umarlaka" i ponownie podbiła serca publiczności. Niestety druga odsłona serii jest o wiele gorsza od świetnego oryginału - z ekranu wieje nudą, a brak tempa próbowano zrekompensować widowiskowością. Na domiar złego cały film stanowił nieco przydługi prolog do ostatniej części trylogii. Należy jednak zaznaczyć, iż mimo tych wad, obraz oglądało się całkiem nieźle. I oto po niespełna roku oczekiwań trzecie ogniwo serii szturmuje kina. Sukces komercyjny jest przesądzony, ale czy "Na krańcu świata" spełni oczekiwania widzów?
Ostatnie sceny "Skrzyni umarlaka" pozostawiły mnóstwo pytań o dalsze losy bohaterów. Znajdziemy na nie odpowiedź w trzeciej części trylogii. Również wszystkie wątki znajdują tu swoje zakończenie. Will Turner (Orlando Bloom), Elizabeth Swann (Keira Knightley), Tia Dalma (Naomie Harris) oraz cudownie przywrócony do życia Barbossa (Geoffrey Rush) muszą udać się do Singapuru w celu zdobycia tajemniczych map, które pozwolą im uratować Jacka Sparrowa (Johnny Depp). Każdy ma jednak swoje własne plany, i niekoniecznie uwzględniają one pozostałych towarzyszy niebezpiecznej misji. Tymczasem Lord Cutler Beckett (Tom Hollander), będący w posiadaniu serca Davy'ego Jonesa, zawiera z demonicznym kapitanem "Latającego Holendra" układ zapewniający panowanie na morzach. Beckett bierze się solidnie do roboty i nie przebierając w środkach znacznie ukróca populację piratów. Jednak nie wszystko stracone, istnieje bowiem pewna legenda, która może pomóc przypartym do muru morskim rozbójnikom...

Po nużącej i przydługiej części drugiej spodziewałem się dynamicznego zakończenia trylogii, które wgniecie mnie w fotel wspaniałymi abordażami, bitwami morskimi, a także wciągającą historią na wzór "Klątwy Czarnej Perły". Niestety, twórcy nie zdołali przywrócić klimatu oryginału. Ktoś kiedyś napisał, iż największym grzechem filmu przygodowego jest nuda. Widać to doskonale na przykładzie opisywanego obrazu, który trwa 168 minut i przez pierwsze dwie godziny nic się nie dzieje. Bohaterowie pływają tam i z powrotem, zawierają pakty i zdradzają przyjaciół. Co ciekawe, nikt specjalnie nie martwi się tym, że nowy sojusznik trochę wcześniej sprzedał go przeciwnikowi. Wprawdzie w pierwszej części Sparrow również zmieniał strony konfliktu jak rękawiczki, ale tam jakoś pasowało to do otoczki radosnej zabawy i przygody, natomiast tutaj zwyczajnie drażni - nie wiadomo kto z kim i dlaczego, a co gorsza widz ma świadomość, że za chwilę układ kart ulegnie zmianie. Wracając jednak do znużenia towarzyszącego projekcji - w filmie mamy tylko jedną potyczkę morską, która sama w sobie bardzo efektowna, nie potrafi zamazać wcześniejszych dwóch godzin dłużyzn. Na domiar złego, przez cały czas trwania zmagań, na horyzoncie majaczą okręty zarówno piratów jak i te pod komendą Becketta. Scenarzyści zaprzepaścili możliwość pokazania najwspanialszej i najbardziej wystawnej bitwy morskiej w historii kina. Możliwe, iż wynikało to z ograniczeń budżetowych, co jednak dziwi, ponieważ "Na krańcu świata" to najdroższy film w historii kina - kosztował 300 milionów dolarów.
Kolejna sprawa - zakończenia niektórych wątków pozostawiają wiele do życzenia. Zupełnie zaprzepaszczono postać Jamesa Norringtona (Jack Davenport), który odgrywał dość istotną rolę w "Skrzyni umarlaka". W najnowszym obrazie zepchnięto go na dalszy plan i właściwie mógłby nie istnieć, ponieważ nic do fabuły nie wnosi. Można się przyczepić również do zamknięcia historii ojca Willa Turnera i wątku "Latającego Holendra". Choć akurat w tym przypadku twórcy wymyślili dość przewrotne rozwiązania mogące przypaść widzom do gustu. Zdziwienie budzi również przemowa Elizabeth do piratów o "walce o wolność". Normalnie patos mi nie przeszkadza, ale akurat w tym przypadku nijak nie pasuje do konwencji serii i przypomina nieco "Braveheart".

I wreszcie trzeci mankament "Na krańcu świata" - scenarzyści zbyt poszli w konwencję fantastyki, wręcz baśni (podobnie jak w przypadku drugiej części). W "Klątwie Czarnej Perły" elementy ponadnaturalne zostały bardzo zgrabnie wplecione w całą resztę i w efekcie otrzymaliśmy doskonałe kino przygodowe. Po prostu jakoś łatwiej dało się uwierzyć w wydarzenia przedstawione na ekranie. Natomiast zarówno w "Skrzyni umarlaka", jak i w opisywanym tytule mamy przesyt nierzeczywistych postaci, potworów i sytuacji z załogą "Latającego Holendra" na czele. Scenarzyści zaczęli popuszczać wodze fantazji i wymyślać niestworzone rzeczy, zamiast zaczerpnąć nieco z pirackich legend, sięgnąć do historii i dorzucić szczyptę fantastyki. Przecież dokładnie tak skonstruowano pierwszą część. W gruncie rzeczy mogłem się spodziewać, iż Terry Rossio oraz Ted Elliott (autorzy scenariusza) będą eksploatować konwencję przyjętą w drugiej odsłonie cyklu. Momentami udało im się jednak przebić niektóre dziwne pomysły "Skrzyni umarlaka". Niech za przykład posłuży tu pojawienie się Calypso.

Na szczęście znajdziemy w "Na krańcu świata" również kilka pozytywów. Johnny'ego Deppa w roli kapitana Jacka Sparrowa nie trzeba wymieniać, ponieważ stanowi klasę samą w sobie. Natomiast należy zwrócić uwagę na Geoffrey'a Rusha jako Barbossę. To bezsprzecznie największy atut filmu. Rush genialnie kreuje postać nieco szalonego kapitana i jest poważną konkurencją dla Deppa. Już w "Klątwie Czarnej Perły" Barbossa stał się jedną z najciekawszych postaci. Występ w trzeciej części tylko utwierdza w tym przekonaniu. Z innych ciekawych postaci warto wspomnieć o ojcu Jacka Sparrowa, którego kreuje Keith Richards, gitarzysta zespołu "The Rolling Stones". To właśnie na nim Depp wzorował swojego bohatera.
Końcową potyczkę również zaliczam do niewątpliwych plusów obrazu. Choć niewielka, to jednak wciąż bardzo efektowna z kilkoma naprawdę rewelacyjnymi pomysłami (w tym Barbossa udzielający kapitańskiego ślubu, czy pojedynek Sparrowa z Davy Jonesem). A wszystko to wśród huku armat, szczęku szabli i szalejącej wokół burzy. Całość wykonano perfekcyjnie pod względem technicznym i zupełnie nie razi fakt, iż nie ma w tym za grosz realizmu. Sztuką jest przedstawić coś nierzeczywistego w taki sposób, by widz przymknął oko na niedorzeczności. Twórcom "Na krańcu świata" udało się to w scenach końcowych, ale już podczas pierwszych dwóch godzin nie poszło im tak gładko. Wróćmy jednak do zalet. Technicznie ten film to majstersztyk - efekty specjalne najwyższej próby (autorstwa znanej z wysokiej jakości Industrial Light & Magic), muzyka doskonale komponująca się z obrazem (choć osobno już nie tak dobra), świetne zdjęcia okrętów i śliczne plenery (szczególnie te rzeczywiste, a nie wygenerowane w pamięci komputerów).

Podsumowując, "Na krańcu świata" mocno rozczarowuje. Film jest miejscami nużący, zatraciło się gdzieś tempo z rewelacyjnej pierwszej części. Zamiast obrazu przygodowego z elementami fantastyki otrzymaliśmy obraz fantastyczny z elementami kina przygodowego. Mimo wszystko jednak najnowsza superprodukcja stanowi całkiem solidną rozrywkę i jeśli komuś przypadła do gustu "Skrzynia umarlaka" to i na ostatniej odsłonie trylogii będzie się dobrze bawił. Warto poczekać do końca napisów, ponieważ twórcy, zgodnie z duchem serii, przygotowali nam niespodziankę w postaci dodatkowej sceny. Można również spodziewać się kolejnych przygód na karaibskich wodach - wszak sukces komercyjny filmu jest zapewniony. Jeśli tylko scenarzyści przywrócą klimat pierwszej części, to z chęcią zamustruję się na "Czarną Perłę".



PIRACI Z KARAIBÓW:
NA KRAŃCU ŚWIATA


Tytuł oryginalny:
Pirates Of The Caribbean: At World's End
Czas trwania: 168 minut
Rok produkcji: 2007, USA
Reżyseria: Gore Verbinski
Scenariusz: Ted Elliott, Terry Rossio
Muzyka: Hans Zimmer
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Produkcja: Jerry Bruckheimer

Wystąpili: Johnny Depp, Orlando Bloom,
Keira Knightley, Bill Nighy, Yun-Fat Chow, Jack
Davenport, Jonathan Pryce, Stellan Skarsgard,
Tom Hollander, Naomie Harris, Jonathan Pryce

e-mail
Autor recenzji:
Piotr Żymełka - DIRK

Klub Miłośników Filmu, 31.05.2007