Powoli dobiega końca seria o Harrym Potterze. W Hollywood właśnie kręci się siódma część sagi, którą zobaczymy podzieloną na dwa filmy. Ponieważ już niedługo kura przestanie znosić złote jajka, pora poszukać następnej. Na następcę Pottera wybrano Percy'ego Jacksona, syna Posejdona, który próbuje ułożyć sobie normalne życie na Ziemi, ale, niestety, ciągle miesza się w sprawy bogów z Olimpu. W pierwszej części Percy musi odnaleźć Piorun Piorunów, skradzioną broń Zeusa. Jeżeli mu się nie uda, wybuchnie wojna pomiędzy bogami, a polem bitwy będzie nasz świat. Saga ma pięć części, pewnie będą kolejne, więc będzie co ekranizować i wyciągać pieniądze od małoletnich widzów, spragnionych magicznych przygód i baśniowych światów.

Reżyserem "Percy'ego Jacksona" został Chris Columbus, twórca ważny dla kina familijnego lat 90. i pierwszej dekady XXI wieku. Ci starsi widzowie zawdzięczają mu dwie części "Kevina samego...", które nieustannie śmieszą nas w święta Bożego Narodzenia oraz "Panią Doubtfire", młodsi natomiast zawdzięczają mu pierwsze dwie części "Harry'ego Pottera". Na dodatek w obsadzie, obok młodych aktorów, znalazła się niemała plejada gwiazd: Pierce Brosnan, Uma Thurman, Sean Bean, Rosario Dawson oraz Steve Coogan.

Wstęp mamy już za sobą, teraz pora odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania: Czy "Percy Jackson" jest filmem udanym i czy naprawdę mamy do czynienia z następcą Pottera? Na oba te pytania odpowiedź brzmi "NIE". "Percy Jackson" nie jest filmem udanym i nie, nie będzie on nowym "Harrym Potterem". Nowy film Columbusa to bezmózga papka dla amerykańskich dzieci, film zrobiony bez pomysłu i polotu, z płaskimi jak papier postaciami, kiepskim scenariuszem i naprawdę złym aktorem w roli tytułowej.


Mój bezlitosny przejazd po nowym filmie twórcy "Kevina samego w domu" zacznę od tego, co w tym filmie jest najgorsze, czyli od kretyńskiego scenariusza. Zacznijmy od głównego bohatera. Typowa szkolna oferma, ze spapranym życiem rodzinnym. Na dodatek ma dysleksję i ADHD. Z filmu dowiedziałem się, że dysleksja jest spowodowana faktem, że mózg półbogów jest zaprogramowany na czytanie języka greckiego, nie angielskiego, stąd problemy w szkole. A ADHD to po prostu szał bitewny odziedziczony po tej boskiej stronie rodziny. Super, teraz każdy nadpobudliwy amerykański bachor będzie wiedział, że jego nieumiejętność czytania powodowana jest jego nadzwyczajnością.

Jak na film dla fanów Pottera przystało, mamy trójkę bohaterów. Dwóch chłopców i dziewczynkę. Dziewczę to jest córką Ateny i po swojej mamie odziedziczyło mądrość i zdolności strategiczne. Przynajmniej tak mówią, bo kiedy przychodzi co do czego, to jakoś tego nie widać. Podobnie jak Hermiona w "Harrym Potterze" jest nieskończonym źródłem wiedzy o świecie magicznym, tak Annabeth to chodząca encyklopedia świata mitycznego. Ale jeśli chodzi o spryt czy taktykę, to na polu bitwy nasza pani strateg zachowuje się, za przeproszeniem, jak głupia dupa.

Przejdźmy teraz do przygód naszych nastoletnich herosów. Mają one strukturę gry komputerowej. Bohaterowie mają wytyczony cel, do którego mają się udać. Na końcu czeka ich walka z bossem - którymś z mitycznych stworów. Nudne i przewidywalne to.


A teraz moja ulubiona część, czyli czego z nowego filmu Columbusa można się dowiedzieć o greckiej mitologii. Ten akapit zawiera spoilery, więc dalej czytasz na własną odpowiedzialność. Zacznę może od informacji, gdzie mieszkają greccy bogowie. Jeśli myślisz, drogi czytelniku, że w Grecji, to grubo się mylisz. Greccy bogowie, jak sama nazwa wskazuje, mieszkają w USA. Olimp znajduje się na szczycie Empire State Building, a wejście do Hadesu znajduje się pod legendarnym napisem "Hollywood". Wszyscy bogowie mówią świetnie po angielsku i nie używają w ogóle Greki. Wszystkie dzieci bogów to Amerykanie. Pewnie dlatego, że bogowie nie mówią w innym języku niż angielski, więc trudno by im było wyrwać jakąś pannę mówiącą w innym języku.

Pomimo kiepskiego scenariusza film Columbusa byłby w miarę oglądalny, gdyby nie tragiczny dobór odtwórcy głównej roli. Do niedawna nic nie miałem do Logana Lermana. Za dzieciaka miał kilka niezłych ról ("Efekt motyla", "Malowany dom"), za nastolatka też nie był zły ("3:10 do Yumy", "Gamer"). Niestety, w filmie, który miał zrobić z niego nowego idola dzieci i młodzieży, jest fatalny, drewno najwyższej klasy. Wygląda jak młodszy brat Zaca Efrona i dorównuje oryginałowi w braku jakiegokolwiek aktorskiego wyczucia. Jeśli do tego dołożymy brak chemii między głównymi bohaterami, to film leży i kwiczy.

Do obejrzenia tej padaczki zachęciła mnie, wspomniana wcześniej plejada gwiazd. Niestety, dałem się nabrać, bo gwiazdy pojawiają się na ekranie na chwilę, wypowiadają dwa, trzy zdania i znikają. Jedynie Pierce Brosnan ma dłuższą rolę i na dodatek wypada ona na plus. Chiron pełniący rolę "mistrza" Percy'ego jest chyba najlepszą postacią w całym tym teatrzyku lalek.


Przejdźmy do pozytywów. Będzie to bardzo krótka wyliczanka: Brosnan, ładne zdjęcia, całkiem w porządku muzyka. Nawet nieźle wypada polski dubbing. Aktorzy są nieźle dobrani do postaci i dają z siebie wszystko, żeby zrobić niewykonalne - dobrze zdubbingować film aktorski. Na tym lista plusów się kończy.

Uwaga dla rodziców, którzy myślą o puszczeniu dzieci na ten film. Kilkuletnia dzieciarnia, która siedziała na sali, śmiała się co chwilę, więc chyba im się to podobało. Jeśli jednak dbasz o rozwój intelektualny swojego dziecka i nie chcesz, żeby podświadomie obcowało z tym gniotem, to lepiej włącz mu na DVD "Niekończącą się opowieść" albo "Kevina samego w domu".

"Percy Jackson" raczej nie spełni oczekiwań producentów i nie stanie się drugim "Harrym Potterem". Nie wskazują na to wyniki finansowe, ani sam poziom produkcji. Nie sądziłem, że w kinie familijnym da radę zrobić coś gorszego od przygód nastoletniego czarodzieja. Jak widać producenci z Hollywood umieją mnie zadziwić i kiedy już jestem pewien, że dno zostało osiągnięte, oni robią nowy film, który pokazuje, że zawsze jest coś pod dnem.

3/10



wytwórnia - Fox 2000 Pictures, 2010
reżyseria - Chris Columbus
scenariusz - Craig Titley
wg powieści - Ricka Riordana
produkcja - Mark Radcliffe, Michael Barnathan, Mark Morgan
zdjęcia - Stephen Goldblatt
muzyka - Christophe Beck
efekty wizualne - Kevin Scott Mack, Christopher Townsend
czas projekcji - 118 minut

wystąpili

Logan Lerman
Brandon T. Jackson
Alexandra Daddario
Jake Abel
Sean Bean
Pierce Brosnan
Steve Coogan
Rosario Dawson
Uma Thurman

(Percy Jackson)
(Grover)
(Annabeth)
(Luke)
(Zeus)
(Brunner / Chiron)
(Hades)
(Persephone)
(Medusa)

Autor recenzji: Piotr Kocięcki - DON VITO [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 3 marca 2010
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF