Strona główna KMF


Wakacje w Ugandzie


Idi Amin - jeden z wielu ludzi zalegających na ulicach Ugandy. Perspektywy otworzyli przed nim dopiero Anglicy, wcielając go do armii i wysyłając na krwawe ekspedycje, które przyniosły mu uznanie przełożonych. Wsławił się jako bokser, a jeszcze większy rozgłos zapewniło mu wymordowanie, w 8 lat, do 300 tys. ludzi (może 200 tys. więcej, szacunki są rozmaite). Umożliwiła mu to zdobyta władza, uzyskana dzięki karabinom i poparciu dawnych kolonizatorów (wszak jego poprzednik to prokomunistyczny Obote, zatem jego obalenia musiało zostać wpisane w bezkompromisowe, zimnowojenne idee, a okupienie tych idei masowym mordem było najwyraźniej nie nazbyt wysoką ceną...). W Ugandzie zapanował terror, barwnie opisywany przez śp. Kapuścińskiego, ludzie znikali, przed śmiercią byli torturowani, a ich krzykom mogli przysłuchiwać się przechodnie. Krwawy dyktator nikomu nie ufał, przeżył wiele zamachów na swą osobę, zrujnował kraj, zdobył międzynarodową sławę, także dzięki fantastycznym planom, jak chociażby wyrażenie chęci odłączenia Szkocji od Wielkiej Brytanii (której to nazywał się pogromcą).




Odtwórca roli dyktatora (Forest Whitaker) dał popis najwyższych zdolności aktorskich, chociaż nie jest to opowieść o afrykańskim szaleńcu i mordercy. Nie jest to film o Aminie. Gdyby tak było, należałoby pójść w stronę znacznie większej ilości faktów, może także niedomówień i legend. Kanibalizm, kolekcjonowanie głów przeciwników - to wdzięczne tematy dla kina. Tego jednak w obrazie nie odnajdziemy, nacisk zostaje położony na zupełnie inne zjawisko, jak zderzenie dwóch zupełnie odmiennych rzeczywistości. Tej z której przybywa młody lekarz, będący nieodpowiedzialnym dzieciakiem i tej, która wciąż ulegają tworzeniu, która po upadku kolonializmu została zostawiona sama sobie, ale też do której wciąż mieszają się przedstawiciele mocarstw. Świat to niebezpieczny, trudny, przesiąknięty krwią i strachem. Widz natomiast zmuszony jest przyjąć punkt widzenia młodego doktora Nicholasa Garrigana (James McAvoy), spojrzeć tak, jak on patrzy na wydarzenia, w których centrum się znalazł, a znalazł całkiem przypadkowo. Ów młody Szkot ukończył studia medyczne, jednak nie był ani szczęśliwy, ani dumny ze swych osiągnięć, dusił się w domu rodzinnym, nie mogąc sobie poradzić z silną presją, jaką wywierała na niego osoba ojca. W jego obecności chłopak czuł, że sam jest nikim. Nie był tak mądry, nie był tak dobrze wykształcony, a skoro nie potrafił sobie z tym poradzić, zdecydował się na wyjazd. Musiał uciec jak najdalej, a "najdalej" zostało całkiem precyzyjnie określone - Uganda. Odważny? Szlachetny? Idealista? Nie do końca, o czym przekonamy się już na początku, gdy podczas podróży rzuci się na łóżko z dziewczyną, poznaną w autobusie. Po przyjeździe do nędznej wioski nie nauczy się nagle odpowiedzialności. Zajmowanie się chorymi szybko go znuży, zainteresowanie swe skieruje ku lekarce (Gillian Anderson), która znajduje się w cieniu swego męża (czyżby dusza pokrewna?) - tak bardzo dobrego, pomocnego. Ona jednak nie zdecyduje się rzucić w ramiona Nicholasa, bowiem w przeciwieństwie do niego, nie myśli w pierwszej kolejności o sobie. Młody doktor szybko zmienia także teren swojej pracy. Otóż po tym, jak Aminowi przydarzył się niegroźny wypadek, a chłopak opatrzył mu dłoń, dyktator zainteresował się dzieciakiem. Wielką radość wzbudziła w nim informacja, że chłopak jest Szkotem, szybko zaproponował mu pracę w znacznie lepszych warunkach. Nicholas przyjmuje ofertę, pomimo, ze w pierwszej chwili odmawia... zaczyna się nowy rozdział jego życia. Stanie się najbliższą osobą dla dyktatora, a jednocześnie najmniej zorientowaną w tym wszystkim, co wokół się dzieje...




Fakt, że opowiedzianą historię widzimy jego oczyma, zupełnie usprawiedliwia jej humor i początkową sielankowość. Gdy słyszymy huk i strzały, a w oddali unosi się dym, to oznacza, że właśnie odparto atak wrogów. Wszystko jest więc okey, można wrócić do zabaw w basenie, tamto wydarzenie to odległa rzeczywistość... Nicholas Garrigan jest typowym wykształconym idiotą, nie mającym pojęcia, że jeden głupi krok może pozbawić życia kogoś, kto naprawdę stara się coś zrobić dla afrykańskiego kraju. Gardzi angielskimi politykami, jest przy tym zafascynowany "miejscowym" Aminem, który deklaruje, że jest z "tego ludu" i dla "tego ludu" zrobi coś dobrego. Jak na ironię to Anglicy zagwarantowali Aminowi swoje poparcie, ci sami Anglicy, względem których młody Szkot będzie mógł zademonstrować swoją niechęć. Kwestia protekcji pojawia się daleko w tle, pada w jednym ze zdań, ale oczywiście chłopak nie wiele z tego, co słyszy, pojmuje. Nie jest złą osobą, ale niestety głupota bywa czymś dużo groźniejszym, aniżeli zło.


Młody lekarz jest właściwie każdym z widzów. Lustrem osób, które mają zapał, skażonych rysą szlachetności, która to rysa niknie pod wpływem rzeczywistości. Jest jednocześnie symbolem porażki wygodnego idealizmu, przyjemnego zaślepienia i beztroskiego egoizmu. To zblazowany dzieciak, pragnący przygody, który się stanie (jak określił to hOps) adwokatem diabła. Wybiera wygodę, bowiem jest ciekawsza, bowiem ma szansę poczuć się ważny, doceniony przez kogoś, kto ma większe znaczenie niż jego ojciec. I ten ktoś proponuje mu, że razem będą zmieniać świat. Tylko, że to zmienianie świata przenosi się z małej wioski, gdzie jest zbyt dużo ludzi potrzebujących pomocy, do willi, biur, nad basen...




Aktorzy spisali się wyśmienicie. Oczywiście przedstawienie kradnie jeden człowiek: Forest Whitaker, który stworzył kreację swego życia. Gdy się śmieje, sprawia, że tak łatwo jest go pokochać, gdy wpada w złość - budzi paraliżujący strach. W sposób niezwykle płynny przechodzi z jednego nastroju w drugi, nie sposób rozgraniczyć dawanego przedstawienia od jego humorów. Czujność budzi już sam początek, kiedy Amin przemawia do zebranych ludzi, zapewnia, że jest jednym z nich, bawi się wraz z tłumem, obiecuje zmiany na lepsze... a obok stoi żołnierz z karabinem, jego oczy mechanicznie wpatrują się w zebranych... brutalne ostrzeżenie, którego nie jest świadomy nikt z tłumu. Chociaż przyjmujemy punkt widzenia Szkota, wiemy jednocześnie dużo więcej niż on, nie tylko dzięki pouczeniom, przekazywanym przy użyciu kamery, ale także ze względu na znajomość historii. Potępienie lekarza następuje, gdyż pamiętamy jak bardzo krwawe były rządy Amina, jak brutalne i rujnujące kraj. A jednak początkowo dyktator potrafił oczarować. Wielu polityków, wytrawnych graczy, do którego grona nie sposób zaliczyć dr Garrigana, pokładało w nim nadzieje. Łatwo usprawiedliwiać Szkota, który poddał się entuzjazmowi tłumu, można zrozumieć, co czuli tamci ludzie, w jaki sposób odbierali swego nowego władcę. Witali go z ogromną radością, bawili się, tańczyli i to podobało się Nicholasowi. Dużo bardziej sceptycznie całą sytuację oceniła jego towarzyszka, lekarka, lecz chłopak uważał, że powinna Aminowi dać szansę. Łatwo jest ulec czarowi dyktatora, dlatego widz nie musi zadawać sobie pytania, jak to możliwe, aby wykształcony, młody człowiek był tak bezmyślny... hOps zwracał uparcie uwagę, na to, że lekarz nie interesuje się wielce czynieniem dobra, a pragnie przeżyć przygodę. Nie negując oczywistego znaczenia tej drugiej, uważam, że Nicholasa do pewnego stopnia tłumaczy jego wiek i naiwność. Można przypuszczać, że wcześniej żył pod kloszem, stąd niepohamowane pragnienie wolności, uleganie emocjom, które nakazały mu poddać się charyzmie Amina. On jedynie nie otworzył dłoni, aby wypuścić okazję, która została mu do nich włożona, po którą nie musiał nawet sięgnąć... A może nie mam racji, może surowa ocena tej postaci jest jak najbardziej wskazana, a jej usprawiedliwianie wynika z chęci tłumaczenia ułomności każdego z ludzi...




Polityka w tym filmie znajduje się daleko na planie drugim - jest moment wyrzucenia Hindusów, gdzieś w tle konflikt z Izraelem... a wewnątrz kraju ciała pomordowanych, służące jako strawa dla krokodyli... to wszystko jednak jest niczym pierwszy wybuch w filmie - dzieje się dużo dalej. Ważniejsze jest to, jak osoba dyktatora jest odbierana. Widz ulega manipulacji - tak jak młody lekarz. Nicholas leżąc obok żony dyktatora mówi, że może jeszcze chwilę zostanie w Ugandzie. Wyjedzie, gdy zrobi się naprawdę źle. Kobieta odpowiada, że już właśnie jest owo "naprawdę źle". Jest od dawna, ale chłopak tego nie widzi, pomimo że zaczyna być świadomy nieszczęść, których stał się przyczyną. Je można jednak utopić w alkoholu i brnąć mimo to dalej w to wszystko, popełniając kolejny błąd. Pomimo tego, co wokół niego się dzieje, on się wciąż zachowuje, jakby był na wakacjach. Alkohol i seks, a po zakończeniu letniej zabawy łatwe wyrzucenie tego wszystkiego z pamięci. Niestety chłopak wybrał na taki wypoczynek najgorsze z możliwych miejsc i za swoją nieodpowiedzialną postawę będzie musiał zapłacić i tak podskórnych doświadczeń już raczej doktor nie zapomni. Skutecznie pozostają również w umyśle odbiorcy filmu. Trudno się uwolnić od pytania, czy sobie na to wszystko nie zasłużył. Możliwe, że był jednym z niewielu w Ugandzie, który powinni zapłacić za swe zbrodnie (chociaż nieświadome)...


Ten inteligentny, świeży obrazek nie stara się udawać, że wnikliwie zagłębia się w problemy Afryki, nie podejmuje pytania jak to możliwe, że Amin tak długo rządził, nie ocenia postawy "Zachodu", dzięki któremu dyktator prowadził swój szaleńczy, krwawy spektakl. Oczekuje od widza podstawowej wiedzy w tym temacie, rezygnując z wyjaśniania historii. Od siebie natomiast daje znakomite wyczucie tempa, świetnie dobraną muzykę i w sposób niezwykle zgrabny wpisuje opowieść o wydarzeniach dramatycznych w konwencje... kina rozrywkowego. Nie ma też, tak często stosowanego w obrębie jednego dzieła, sztucznego podziału, na kino przygodowe i moralitet. W "Ostatnim królu Szkocji" fabuła przebiega bardzo płynnie, robi wrażenie, bowiem nie stara się wskazać widzowi miejsc, w których ma się śmiać, a w których przejąć losem Ugandy. Śmiech i przerażenie przeplatają się ze sobą, sprawiając, że... film ogląda się z zapartym tchem. Znacznie bardziej gorzkie jest już jednak uświadomienie sobie, że ta przyjemność oglądania ma źródło w fakcie, iż wydarzenia, które widzimy, widzimy oczami totalnego ignoranta... z którym tak łatwo jest się utożsamić...



OSTATNI KRÓL SZKOCJI

Tytuł oryginalny: The Last King of Scotland
Rok produkcji: 2006
Kraj: Wielka Brytania
Czas trwania: 121 minut

Reżyseria: Kevin Macdonald
Scenariusz: Jeremy Brock, Peter Morgan
Według powieści: Giles Foden
Zdjęcia: Anthony Dod Mantle
Muzyka: Alex Heffes

Obsada:
Forest Whitaker   .....Idi Amin
James McAvoy   .....Nicholas Garrigan
Kerry Washington   .....Kay Amin
Gillian Anderson   .....Sarah Merrit
Simon McBurney   .....Nigel Stone
David Oyelowo   .....Dr. Junju


Wyślij e-mail Autorka recenzji:
Iwona Kusion - ARRAKIN
Klub Miłośników Filmu
13.02.2007