Strona główna KMF
DOGRYWKAiROZRYWKA
 


















    „Ocean’s 12” to rozrywka wyborna. Muszę przyznać, że argument „filmowej rozrywkowości” drażni mnie najbardziej we wszelkich krytycznych wypowiedziach, bo zwykło się w ten sposób bronić największe celuloidowe szmiry i reżyserskie bełkoty przyprawione schematyczną akcją i fajerwerkami producenckiej próżności. Byle jaki sensacyjny gniot, którego jedynym zadaniem jest wypełnienie upływającego czasu, bierze się w obronę z uporem maniaka, gdy spełnia podstawowy warunek – nie jest nudny. O logice zapomnijmy, aktorstwie i scenariuszu również, oby się „działo” jak najwięcej. Bo kino to rozrywka przecież, zabawa przede wszystkim. Z tego też powodu boję się filmowej płycizny, w jaką brną uczucia widzów wymagających, powiedzmy to szczerze, niewiele od kina.
    Steven Soderbergh pokazał jęzor, po czym zaśmiał się ze mnie szyderczo. Sequel sporego hitu sprzed 3 lat okazał się wyśmienitą… zabawą i idealnie skrojonym kinem rozrywkowym. Nie jest oczywiście tak, że z miejsca przebaczamy wszelkie błędy i wypaczenia, bo nie spoglądamy ani razu na zegarek. To rzeczywiście szalenie zgrabne kino, do którego jakości trudno mieć jakiekolwiek pretensje, a już wszelkie marudzenie pod nosem i narzekania malkontentów są dla mnie niepojęte. „Ocean’s 12” ma bowiem wszystko, co dobre kino rozrywkowe mieć powinno, a na takowe, jak uczy życie kinomana, panuje wielki deficyt.
    Jest z pewnością inteligentnie – intryga jest na tyle skomplikowana, że z ułożeniem układanki kłopotów mieć nie powinniśmy, choć widzowie lubujący się w kinie schematycznym i efekciarskim nie odnajdą tu tandetnej błyskotliwości nowych bohaterów sensacyjnych filmideł. Soderbergh znakomicie się bawi złodziejską fabułą, czerpiąc z klasyków gatunku ile się da, a przy okazji widać, że realizacja go cieszy. Autor znakomitego „Traffic” ma już w Hollywood na tyle mocne nazwisko, że jego twórczość nie jest spętana producenckimi kajdanami. Okazał się na tyle płodnym i odważnym twórcą, że obok brutalnie komercyjnego „Ocean’s” może sobie pozwolić na realizację skromnego dramatu („Full Frontal”) i niepopularnego kina SF o zacięciu filozoficznym („Solaris”). Pieniądze na produkcję ma, przyjaciół w Hollywood również, na koncie dziesiątki nagród i ambicję, która nie pozwala na spoczęcie na laurach. Artysta to wyjątkowy, czyż nie? Mógł więc reżyser dokonać w swoim dziele eksperymentów montażowych, mógł zaskoczyć absurdalną puentą i pogimnastykować się przy pracy nad scenariuszem, aby całość była wdzięczna i przemyślana, podobnie jak część poprzednia bandyckiej opowieści.
    Pewnym fenomenem są aktorzy, którzy uczestniczą w filmowych projektach Soderbergha. „Ocean’s Twelve” grzeszy nadmiarem wielkich nazwisk w rolach pierwszo- i drugoplanowych. Do złodziejskiej szajki (m.in. Clooney, Pitt, Damon, Affleck, Bernie Mac, Cheadle) szykującej tym razem napad w Europie, dołącza Julia Roberts, a po drugiej strony barykady znajduje się ponętna Zeta-Jones, od której trudno oderwać wzrok (męska część publiczności musi to przyznać). Nie zdradzę fabuły jeśli powiem, że widz ma szansę ujrzeć na ekranie również Bruce’a Willisa w genialnym epizodzie, Alberta Finneya, Vincenta Cassela, Robbiego Coltrane’a. Prawdziwy gwiazdorski zawrót głowy, tym bardziej cenny, że poprowadzony bezbłędnie, z wykorzystaniem potencjału tkwiącego w plejadzie gwiazd.
    „Ocean’s 12” to bardzo przyjemne kino z jednego jeszcze powodu – humoru. Nie jest to li tylko kino sensacyjne ze sprawnie poprowadzonymi wątkami kryminalnymi, ale i świetna komedia rewelacyjnie bawiąca się absurdem, półsłówkami, ironią i mrużeniem oka do widza. Widomo, że wyczyny gangu Oceana są mało wiarygodne, nierealistyczne, przesadzone. W tym tkwi jednak siła Soderbergha, który połączył reżyserską improwizację z robieniem sobie, przepraszam za kolokwializm, jaj ze złodziejskich klisz, przy okazji będąc schematom wierny, jak na twórcę kryminału przystało. Ale czy można pozostać poważnym, gdy na planie pojawia się kilkunastu gwiazdorów, na czele z Pittem i Clooneyem, którzy uwielbiają robić całej obsadzie mniej lub bardziej wybredne żarty? Nie na darmo oni dwaj wraz z Soderberghiem nazywani są największymi hulakami Hollywood, nieprzepuszczającymi żadnej okazji do imprezowania. A gdy dodamy do tego wszystkiego miasto Amsterdam, w którym kręcono większość zdjęć...
    Z tych więc powodów szczerze chciałbym polecić to atrakcyjne w każdym calu kino, bo rozrywką jest bardzo wyjątkową. Niektórzy z Soderbergha szydzą, uważając, że reżyserskie ego przerosło reżyserski talent, a gwiazdozbiór wprowadza chaos powodujący kinowy oczopląs u widza. Jeśli tak, to chciałbym więcej takiego chaosu, takich gwiazd i takich filmów na ekranach. Czego serdecznie życzę sobie i wszystkim czytającym ten tekst.



AUTOR TEKSTU: Rafał Oświeciński - DESJUDI
      

OCEAN'S TWELVE
Rok produkcji: 2004 USA
Reżyseria:Steven Soderbergh
Scenariusz: George Nolfi
Muzyka: David Holmes
Zdjęcia: Steven Soderbergh

Wystąpili:
George Clooney jako Danny Ocean
Brad Pitt jako Rusty Ryan
Julia Roberts jako Tess Ocean
Catherine Zeta-Jones jako Isabel Lahiri
Andy Garcia jako Terry Benedict
Bernie Mac jako Frank Catton
Matt Damon jako Linus Caldwell
Vincent Cassel
Casey Affleck jako Virgil Malloy
Don Cheadle jako Basher Tarr
Elliott Gould jako Reuben Tishkoff
Robbie Coltrane jako Matsui

Klub Miłośników Filmu, 20/01/05



STRONA GŁÓWNA