STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE


Dawno nie oglądałam filmu, w którym można doświadczyć tyle piękna języka francuskiego, tyle piękna bohaterów z mademoiselle Adèle na czele i tyle piękna całości filmu. I jest to piękno prawdziwe, proste i w ogóle nieskomplikowane. Wykorzystane zostały tu bowiem naturalne wnętrza i naturalne plenery. W końcu Francja ma się czym szczycić i czym chwalić. I zdecydowanie robić to powinna. Chwała twórcom, że efekty specjalne sprowadzili do niezbędnego minimum i z wielką starannością starali się odtworzyć Paryż z ostatnich lat tzw. la Belle Époque. Dbałość o szczegóły zachwyca i oczarowuje. Jakże zabawna jest wypowiedź Ramzesa II, który mówi, że przed Luwrem powinna stać piramida. I po co było tyle hałasu i kontrowersji, kiedy ją stawiano 70 lat później, skoro tak zarządził największy faraon?

Jakże miło jest oglądać Adèle (Louise Bourgoin)! Toż to sama kwintesencja Francji. Co za szyk! Co za wdzięk! Urok! Czar! Tego nie znajdzie się za Atlantykiem i długo by szukać w Europie. Francuzki są po prostu stworzone do elegancji. One się z tym rodzą. Żadnego plastiku, żadnego oszustwa. Wszystko to prawda. Jeśli bohaterka spociła się w Egipcie, to z jaką klasą to uczyniła! A jak ona mówi, a jak się porusza. Z resztą nie tylko ona. Tak jest ze wszystkimi bohaterami tego filmu. Jak patrzymy na policjanta, to od razu wiemy, że to Francuz (dobrze skrojony garnitur, sumiaste wąsy, kapelusz). W Pałacu Elizejskim widzimy Prezydenta (Gérard Chaillou), który ma wygląd wielce podobny do oryginału (wierność szczegółu), zaś ministra spraw zagranicznych za wytwornym biurkiem i w wykwintnych wnętrzach. Całość dopełniają trzej naukowcy i jeden myśliwy. Zawsze wyprasowani, zawsze ogoleni, czyści, schludni. Nawet Ferdinand Choupard (Serge Bagdassarian) wracający chwiejnym krokiem z przyjęcia jest pełen jakiejś gracji i stylu. By nie wspomnieć o mumiach, które są wielce sympatyczne i gustowne. To nie jakieś tam wstrętne i odrażające maszkary z piekła rodem. Nie ma tu więc brudu, chamstwa, prostactwa. To mnie niesłychanie raduje, bo takie to rzadkie we współczesnym kinie. Wszystko jest albo przerysowane i przekłamane, albo okropnie sztuczne, nienaturalne. Jeśli widzimy mieszkanie profesora Esperandieu (Jacky Nercessian), to mam wrażenie, że on rzeczywiście tam mieszka. Podobnie jest z mieszkaniem Adèle i Zborowskiego. Kwiaty są kwiatami, a Wieża Eiffla Wieżą Eiffla. Niby proste, a niekoniecznie.

Jednym słowem – czuję się z tym filmem wyjątkowo dobrze. Wręcz wspaniale. Obejrzałam go dwa razy, tak na wszelką wszelkość, aby sprawdzić czy mi ten entuzjazm czasem nie minął. I wszystko jest w porządku. Fabuła jest taka niewiarygodna i taka lekka, że ze smutkiem stwierdziłam, że to już koniec. Ani razu nie patrzyłam na zegarek, jedynie chłonęłam każde słowo padające z ekranu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ten film być może ma jakieś wady, ale ja ich w ogóle nie przyjmuję do wiadomości. Historia rewelacyjna, muzyka przepiękna, aktorzy cudowni, zdjęcia znakomite.

Moja ocena 9/10 koniec i bomba, kto nie oglądał…

Autor tekstu: Kinga Kubicka - KUBECZEK | Klub Miłośników Filmu, 21 czerwca 2011
Oprawa html:
Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]



STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE
Podziel się