Przez ponad 100 lat historii kina, przez dziesiątki tysięcy filmów przewinęło się setki tysięcy rekwizytów. Większość z nich to rzeczy powszechnego użytku, zaadaptowane na potrzeby fabuły. Inne, to elementy powstałe specjalnie dla danego bohatera, miejsca lub scenerii. Niektóre wyczarowano w komputerze, inne zbudowano od podstaw, a jeszcze inne przebudowano lub podrasowano, na bazie przedmiotów faktycznie istniejących. Gdzieś na skrzyżowaniu wyobraźni twórców i możliwości wykonawczych przeróżnych firm, dochodziło z czasem do ciekawych spotkań, w wyniku których powstawały filmowe rekwizyty na tyle ciekawe i innowacyjne, że przykuwały uwagę widza, pozostając jednocześnie idealnie wtopionymi w filmowy świat, elementami wyposażenia bohatera, lub niezapomnianą dekoracją miejsca akcji. Nie będziemy tu sięgać do magii Stana Winstona, więc nie będzie tu nic o endoszkielecie T-800, czy facjacie Predatora. Nie będzie też nic o mieczach świetlnych, ani o APC z "Aliens" - które nie powstały w oparciu o istniejące przedmioty / pojazdy, bo wszystko o czym przeczytacie poniżej, posiada rzeczywistą 'bazę', czy wręcz realne odpowiedniki w postaci rzeczy faktycznie istniejących i będących w ogólnym użytku, w naszym świecie. Niniejszy artykuł skupiać się będzie zatem na rekwizytach, które na planie filmowym naprawdę działały / funkcjonowały, bez większej (bądź żadnej) ingerencji komputera. Będzie tu mowa o idealnym połączeniu pomysłu z wykonaniem i finalnym wykorzystaniem danego rekwizytu w filmie. Rzeczy tu opisane, to w większości produkty faktycznie istniejących firm, dostosowane, bądź zaprojektowane specjalnie na potrzeby konkretnego filmu, lub dla potrzeb bohatera. Nie spodziewajcie się jednak, że znajdziecie tu coś o butach Ripley (o nazwie 'Alien Stomper'), które specjalnie do filmu Camerona wykonała firma Reebok. Wszystkie bowiem opisane poniżej 'niesamowitości', odegrały w filmach konkretne role dramaturgiczne, a nie były jedynie rekwizytami, służącymi jako wypełniacz ekranu, czy zwykły przedmiot codziennego użytku.



Zacznijmy od firmy Audi, która na potrzeby futurystycznego thrillera "I, Robot", od podstaw zaprojektowała i wykonała super nowoczesny pojazd, którym po ulicach Chicago A.D. 2035 porusza się detektyw Del Spooner. Co więcej, część pojazdów jakie możemy ujrzeć w filmie Alexa Proyasa, to autentyczne Audi A6, seryjnie produkowane samochody, 'ucharakteryzowane' na przyszłościowy wygląd. Auto, którym porusza się Spooner (Will Smith), to Audi RSQ (skrót od 'Rescue' - co ma podkreślać aspekt bezpieczeństwa samochodu), który nie jest podobny do żadnego seryjnie produkowanego modelu Audi, a jedyną cechą zdradzającą jego korzenie jest tzw. 'pojedyncza rama grilla' (wlot powietrza), którą AUDI wprowadziło na rynek wraz z nowym modelem A6. Do tego dochodzą jeszcze cztery zazębiające się okręgi - czyli znane wszystkim logo firmy. Na planie "I, Robot" istniały trzy modele samochodu: kompletnie wyposażona wersja jeżdżąca, model wnętrza i model wraku (po 'wypadku' w tunelu). Auto na planie poruszało się oczywiście na kołach, a słynne kule zostały dorobione dopiero w postprodukcji, jako efekt wizualny. Z drugiej strony, w jeżdżącym egzemplarzu
RSQ nie widać tak naprawdę na czym porusza się samochód, co zostało sprytnie zamarkowane odpowiednią zabudową, gdzie obracające się za pokrywami koła, sprawiają wrażenie, że pojazd toczy się właśnie na kulach. Otwierane do góry drzwi (podobnie jak koncepcja samochodu poruszającego się na kulach) to pomysł Alexa Proyasa, choć nie jest to oczywiście jego wynalazek - istnieje wiele seryjnie produkowanych samochodów z drzwiami otwieranymi w ten sposób. Zresztą kino już raz tego sposobu użyło: patrz "Powrót do przyszłości" i DeLorean. Prace nad Audi RSQ trwały 10 tygodni, a efekt końcowy przeszedł na ekranie najśmielsze oczekiwania. Auto jest eleganckie, futurystyczne, funkcjonalne i przede wszystkim przyciąga wzrok - w końcu jeździ nim sam Will Smith ;). RSQ jest wynikiem pracy designerów z Audi i jak sami przyznają, wygląd tego samochodu jest zapowiedzią drogi, którą ta firma może obrać w najbliższych latach, projektując samochody przyszłości.



Zdecydowanie jednym z najciekawszych rekwizytów stworzonych kiedykolwiek do filmu jest samolot z "Poszukiwaczy zaginionej Arki", przy którym Indiana Jones stoczył krwawą bójkę z niemieckimi mechanikami, a przede wszystkim z jednym z nich, łysym twardzielem, rozszarpanym ostatecznie przez płaty jednego ze śmigieł. Futurystyczny Flying Wing (Latające skrzydło) został wybrany przez Stevena Spielberga, by odpowiednio zaprezentować zaawansowanie techniczne i postęp w lotnictwie hitlerowskich Niemiec. Norman Reynolds, scenograf, wykorzystał prototyp Flying Wing znajdujący się na stanie Northrop Corporation. Warto w tym miejscu wspomnieć, że firma Northrop odpowiedzialna jest za stworzenie prawdziwego Latającego skrzydła w postaci bombowca strategicznego (niewykrywalnego dla radarów), czyli wartego 2 miliardy dolarów B-2 (oblatanego w roku 1980) i używanego do dziś w lotnictwie USA. B-2 stał się - nawiasem mówiąc - w roku 1996, bardzo ważnym elementem filmu "Broken Arrow" Johna Woo. Northrop skonstruował także w 1946 roku, bombowiec XB-35 (Wybudowano jedynie 3 egzemplarze z planowanych dwustu, a samolot nigdy nie został wprowadzony do użytku), bliźniaczo podobny do filmowej maszyny Spielberga, stworzonej w oparciu o plany Northrop Corporation i rysunki Rona Cobba, wykonane na potrzeby "Poszukiwaczy zaginionej Arki". Pierwsze projekty samolotu do "Poszukiwaczy zaginionej Arki" przewidywały, że Flying Wing posiadał będzie (podobnie jak
autentyczny XB-35 - na zdjęciu powyżej)) cztery silniki. Ostateczna wersja znana z filmu, posiada dwa. Tym jednak, co najwyraźniej odróżnia samolot z filmu twórcy "E.T.", od faktycznie istniejących, jest kształt skrzydeł - prawdziwe Latające skrzydła mają absolutnie płaski kształt, u Spielberga mają kilka - ciekawszych dla kamery i widza - załamań. Aby stworzyć tę szczególną, filmową maszynę bez ogona i kadłuba, musiano zbudować makietę (w Anglii), czym zajęło się Vickers Aircraft Company, a następnie pomalować całość w EMI Elstree Studios (w Londynie). Aby rzeczoną konstrukcję przetransportować na plan filmowy do Tunezji, konieczne było podzielenie jej na części, które wysłano osobno, celem ich ponownego złożenia już na planie filmu. Jak wiadomo, do sekwencji lotu (planowanej przez Spielberga) nigdy nie doszło, gdyż Flying Wing posłużył ostatecznie jako gigantyczny, mozolnie toczący się po pasie startowym, atrakcyjny wizualnie, interakcyjny element dekoracji w scenie bójki. Bójki, zakończonej ostatecznie widowiskowym wysadzeniem tej niezwykłej maszyny w powietrze. Szkoda jedynie, że tylko takim sposobem mogła wzbić się w powietrze ;).



W kadrze pojawia się Blain (Jesse Ventura), prący naprzód energicznym krokiem. Za jego plecami wybucha snop ognia, on tylko spluwa przez ramię i zaczyna strzelać z sześciolufowej broni, którą kilka minut wcześniej wyjął z pokrowca mówiąc: "Czas zapłaty". W ułamku sekundy, w tumanach ognia i kurzu, kilku partyzantów zostaje zmiecionych z powierzchni ziemi... Może to dość odważne stwierdzenie, ale "Predator" miał trzech głównych bohaterów; Arnolda Schwarzeneggera, Predatora i Old Painless - działko, które w rękach dzierżył Jesse Ventura. Nigdy przedtem (i tylko raz potem - w "Terminatorze 2") w filmie kinowym nie pojawiła się ta potężna broń, robiąca w ciągu kilku sekund sieczkę ze wszystkiego, w co trafiają wystrzelone z niej kule. Wszyscy, począwszy od ekipy filmowej, poprzez Jesse'ego Venturę, widzów "Predatora", na specjalistach od efektów specjalnych skończywszy, nie kryli zachwytów nad działkiem Old Painless, które w opinii wielu, pozostaje do dziś najbardziej niesamowitą bronią wykorzystaną w filmie. Old Painless to tak naprawdę karabin maszynowy M134 Minigun - kaliber 7,62mm, montowany na co dzień w śmigłowcach bojowych, takich jak: Bell OH-58 Kiowa, UH-60 Black Hawk - jako działko na specjalnym statywie, obsługiwane przez strzelca (tak właśnie standardowo, pokazano M134 w "Matrixie" - na pokładzie śmigłowca Agusta-Bell 212), czy w AH-1G HueyCobra - jako podwójne działo zainstalowane w wieżyczce strzelniczej pod dziobem helikoptera. M134 mierzy nieco ponad 80 centymetrów długości i waży niemal 30 kilogramów. To jedynie waga samej broni, wraz z wyposażeniem, w którego skład wchodzi system kontrolny, silnik, baterie zasilające itp. Należy do tego dodać wagę taśmy z nabojami, która w przypadku 1500 sztuk wynosi 58 kilogramów, a 4000 sztuk - aż 128 kg. Szybkostrzelność tego zabójczego działka (zaczyna strzelać w ciągu 0,5 sekundy od naciśnięcia spustu - czas potrzebny na rozruch mechanizmu obrotowego sześciu luf) to 3000 strzałów na minutę, zatem już w tym miejscu pojawia się w "Predatorze" - świadomie przez twórców poczynione - przekłamanie, gdyż Blain strzela z działka dobrze około 30 sekund, a później Mac kosi z niego (już z mniejszą gracją od potężnie zbudowanego Ventury) w kierunku dżungli, przez minutę i 14 sekund - nieprzerwanego ognia, co daje jakieś 3750 wystrzelonych nabojów, czyli ważącą mniej więcej 120 kilogramów taśmę z nabojami. Dodając do tego wspomniane wyżej 30 kg wagi samej broni, otrzymujemy ciężar w okolicach 150 kilogramów, co dla jakiegokolwiek żołnierza działającego w terenie, byłoby nie do uniesienia. Nawet zresztą bez 120-kilogramowej taśmy z amunicją dźwiganą w podajniku na plecach, byłaby taka broń absolutnie niepraktyczna dla piechura, ze względu na trudne nią manewrowanie i zbyt mozolne kierowanie na cel, nie mówiąc już o krótkich, kontrolowanych seriach ;). Dlatego też, nie istnieje M134 w wersji ręcznej, a Old Painless zostało skonstruowane (przebudowane z M134) specjalnie z myślą o filmie McTiernana. Jesse Ventura z dumą zresztą głosił, że jest pierwszym człowiekiem na świecie, który strzela z M134, trzymając go w rękach. Sceny z użyciem Old Painless w "Predatorze" należą dzięki tej potężnej broni, do najbardziej monumentalnych i spektakularnych strzelanin w historii
kina akcji. Old Painless znalazło się w "Predatorze" jako swoisty hołd dla westernów, w których samotny bohater strzelał z sześciolufowego działa (za pomocą korby) do zastępów wroga, jak choćby w "Wyjęty spod prawa Josey Wales" czy "Dzika banda". Dzisiejsze M134 General Electric jest zresztą w prostej linii potomkiem działka, stworzonego w roku 1862 przez Richarda Jordana Gatlinga - do dziś też, wszelkie odmiany sześciolufowych działek (M134 Minigun, M61 Vulcan, GAU-8/A Avenger) nazywane są w skrócie Gatling Gun. Dźwięk wydawany przez filmową Old Painless, nie jest oryginalnym dźwiękiem, jakie wydaje M134 - ten był zbyt mało filmowy ;). W "Terminatorze 2" (Arnold widać pozazdrościł Jesse'emu Venturze zabawy z tą bronią ;) odgłos ręcznej wersji M134 jest jeszcze inny. I na koniec sympatyczny komentarz od człowieka, który pozostanie zapamiętany jako pierwszy 'ręczny' użytkownik M134: Jesse Ventura zapytany, jakie to wrażenie strzelać z takiej broni, odparł: "To jak strzelać z piły łańcuchowej" ;).



Cytat z filmu: "Nie wygląda zwyczajnie. Nie lata zwyczajnie, ponieważ nie jest zwyczajny. Cały jest opancerzony blachą pancerną grubości 2,5cm. Z przodu umieszczone jest 20mm działko sterowane elektrycznie. Posiada 6 luf, które wystrzeliwują 4000 pocisków na minutę. To jest gorsze niż tornado!". Takimi słowami przedstawiono widzom głównego bohatera filmu Johna Badhama: supernowoczesną maszynę bojową, stworzoną dla potrzeb policji w USA. Faktycznie, śmigłowiec Błękitny grom na ekranie robi niezapomniane wrażenie, przede wszystkim swoim agresywnym, wzbudzającym respekt, futurystycznym wyglądem. Do tego dochodzi pokaźne działko zamontowane z przodu (czyżby jakiś kuzyn M134 opisanego wyżej? ;). Sceny z udziałem tej latającej machiny, są niezwykle widowiskowe, a nad Błękitnym gromem przez cały czas trwania filmu, unosi się aura tajemniczości i obcowania z czymś niecodziennym, co tylko pomaga w budowaniu trzymającej w napięciu opowieści. Jest w "Błękitnym gromie" kilka nieścisłości i przekłamań; przede wszystkim nikt przy zdrowych zmysłach nie wpuściłby dwóch F-16 (samoloty bojowe) nad miasto pełne ludzi, aby za pomocą rakiet powietrze - powietrze zlikwidowały 'szaleńca w śmigłowcu'. Także wstępne słowo na początku filmu, wypowiedziane jest na wyrost i z dużą dozą przesady, bowiem próbuje się widzom wmówić, że "Urządzenia, broń i systemy policyjne przedstawione w tym filmie są prawdziwe, i nadal używane w Stanach Zjednoczonych". Ok., śmigłowce policyjne tak, F-16 tak, ale Błękitnego groma nie używa żadna policja w USA. Nie używa go też wojsko, ani nikt inny, bo Błękitny grom zaistniał tylko dla potrzeb filmu i tylko w dwóch egzemplarzach: jeden latający i jeden do zdjęć na ziemi - który dziś poniewiera się gdzieś na placu w Meksyku, u prywatnego kolekcjonera, zdemontowany, zniszczony i niekompletny. Błękitny grom to nic innego jak mocno przerobiony, francuski helikopter Aerospatiale SA 341/342 Gazelle, oblatany w 1967 roku. Maszyna ta została wybrana
nieprzypadkowo, gdyż sama w sobie wyglądała już dość interesująco; szczególnie wylot turbiny silnika z tyłu, pod płatami śmigieł poziomych, oraz zabudowany tylny, niewielkich rozmiarów wirnik pionowy. Przeróbki dostosowujące SA 341/342 Gazelle do filmu Badhama, mogły ograniczyć się zatem jedynie do przedniej części maszyny - czego znakomity efekt widać na ekranie. Po obejrzeniu filmu, wielu widzów kręciło nosem na finałową scenę walki, w której Frank (Roy Scheider) wykonywał Błękitnym gromem obrót o 360 stopni (tak zwaną pętlę), co nawet na początku filmu zostało wyśmiane przez antagonistę Franka, Cochrane'a (Malcolm McDowell). Lecz według danych technicznych, Aerospatiale SA 341/342 Gazelle, w rękach dobrego, naprawdę dobrego pilota, jest w stanie wykonać ten, zdawałoby się niewykonalny przez helikopter, manewr. Poza tym, Aerospatiale SA 341/342 Gazelle uważany jest za jeden z najszybszych śmigłowców świata; potrafi latać z prędkościami przekraczającymi 200 mil na godzinę. W 2005 roku, na AIR SHOW w Radomiu, na wystawie statycznej prezentowany był opisany tu Gazelle SA - zdjęcie na początku tekstu.



Podobnie jak w przypadku opisanym powyżej, środek lokomocji odgrywa w filmie Zemeckisa kluczową rolę, wszak właśnie w DeLoreanie przerobionym na wehikuł czasu, odbywają się najważniejsze dla fabuły "Powrotów do przyszłości" skoki w czasie. Wehikuł nie mógł wyglądać zwyczajnie (choć pierwotnie rozważano wykorzystanie przerobionej przez Dr. Browna lodówki ;), a wybór do roli tak nietuzinkowego samochodu, jakim był w swojej oryginalności DeLorean, okazał się strzałem w dziesiątkę. Ten, wyprzedzający - nie tylko wyglądem - czas w którym powstał, samochód, to dzieło Johna DeLoreana, który zrezygnował z objęcia dyrektorskiego stanowiska w General Motors, na rzecz skonstruowania od podstaw, własnego samochodu. Samochodu, który miał spełniać wszelkie normy ekologiczne, miał też być niezwykle bezpieczny, supernowoczesny (podgrzewane lusterka, elektryczne szyby, otwierane do góry drzwi) i co równie ważne: szybki, ładny i z charakterem. Prace nad projektem DeLoreana DMC-12 rozpoczęły się w roku 1974, a do sprzedaży trafił on w roku 1981, stając się wielkim hitem. W tym też roku, z taśmy produkcyjnej zjeżdżało około czterystu sztuk DeLoreana w ciągu tygodnia. Nieoczekiwanie, w roku 1982 popyt na to niezwykłe auto spadł tak bardzo, że fabrykę trzeba było zamknąć, a produkcję zakończyć. Sam John DeLorean wplątał się w tym czasie w aferę narkotykową i produkcji samochodu jego marzeń, już nigdy nie udało się wznowić. DeLorean DMC-12 dziś jest atrakcją w świecie miłośników motoryzacji i... filmu, z wielu powodów: jego karoseria wykonana jest z nierdzewnej blachy kwasowej, na której nie ma nawet grama farby (powierzchnia nadwozia wygląda dzięki temu jak polerowane aluminium), a auto dzięki silnikowi 2,8L i 130KM potrafi rozwinąć prędkość około 240km/h. Nic jednak nie rozreklamowało DeLoreana tak, jak słynna trylogia Roberta Zemeckisa, w której wehikuł czasu prowadzony przez Michaela J. Foxa, osiąga magiczne 88Mph (czyli 140km/h) i w niezwykle widowiskowy sposób, we wtórze błysków i ognistej smugi, przebija się przez czas, lata w roku 2015 i jeździ po torach kolejowych w roku 1885. Do oryginalnego samochodu dorobiono tylko 'techniczny bałagan' w bagażniku, przebudowano wnętrze
(gdzie zamontowano kondensator i 'panel kontrolny'), dodano kilka stalowych rurek na przednich nadkolach, oraz wielkie dysze wylotowe z tyłu auta, a nad kołami tylnymi poprowadzono grube rury (niewiadomego przeznaczenia ;). I tak powstał swoisty kult samochodu z "Powrotu do przyszłości". Każdy kto widział trylogię Zemeckisa, nie zapomni nigdy, jak wielką rolę odegrał tam niezapomniany DeLorean. Żaden zresztą samochód nie odbił swojego piętna na świecie filmu i nie wbił się w świadomość widzów tak mocno, jak zrobił to futurystycznie wyglądający, będący dziś gratką dla kolekcjonerów, DMC-12. Na koniec warto nadmienić, że jeden egzemplarz DeLoreana, ściągnęli do Polski w roku 2002 twórcy "Hakera". Dzięki temu, w scenie nakręconej na parkingu warszawskiej Galerii Mokotów, możemy podziwiać podróbkę sceny z "Powrotu do przyszłości", w której DeLorean w oparach dymu wyjeżdża po pochylni z wnętrza ciężarówki.



Był opis samolotu, śmigłowca, samochodów i broni... na koniec zatem zejdźmy na wodę, aby zapoznać się z najciekawszym przedstawicielem wodnego środka lokomocji, jaki został przebudowany dla potrzeb filmu. To, że Mariner tak szybko potrafił uciekać wrogom, czy też równie szybko za nimi podążać, nie jest wcale filmową fikcją, gdyż potężne trimarany, rozwijając prędkości dochodzące do 70km/h, są obecnie najszybszymi jachtami na świecie. Nazwa trimaran wzięła się od tego, że jacht ten posiada - w odróżnieniu od katamaranu - trzy kadłuby: jeden główny i dwa mniejsze kadłuby boczne. Taka konstrukcja sprawia, że trimarany są praktycznie niemożliwe do przewrócenia na bok (dlatego w "Wodnym świecie" w scenie ciągnięcia trimaranu za maszt przez uwiązany samolot - nie było szans przewrócenia pojazdu Marinera), chyba, że po wyskoku z wielkiej fali wbiją się w wodę i przekoziołkują przez dziób. Przy tak masywnej i ogromnej konstrukcji (mogą pochwalić się wagą około 8 ton, długością ponad 20 metrów, szerokością w granicach 16 metrów i masztem o wysokości 30 metrów, co daje ogromną powierzchnię żagla!) trimarany są bardzo trudne do manewrowania - standardowa załoga takiego kolosa to osiem osób. To jednak, że Mariner żeglował podtuningowanym (dodano np. Harpun) na potrzeby obrazu Kevina Reynoldsa trimaranem
samotnie, nie jest wcale filmowym przekłamaniem, bowiem w roku 2005 Brytyjka Ellen MacArthur na jachcie B&Q/Castorama (na zdjęciu powyżej), pobiła rekord samotnej żeglugi dokoła Świata (71 dni, 14 godzin, 18 minut i 33 sekundy). Cóż, jeśli coś w filmie "Wodny świat" zasługuje na uznanie i zapamiętanie, to jest nim właśnie środek lokomocji głównego bohatera: wielki, szybki, zdrowo pordzewiały, ale robiący ogromne wrażenie, pływający kolos, który potrafi również z maestrią poruszać się po spokojnych wodach, na tle zachodu słońca. Jednak to scena z początku filmu, w której wkurzony Mariner rusza by wydobyć z wody swoje znalezisko (w jego kierunku grzeją już Smokerzy na skuterach) robi największe wrażenie. To właśnie w momencie, gdy kamera robi odjazd od rozpędzonego trimaranu, z małą sylwetką Kevina Costnera pośrodku (w tle słychać dynamiczny, świetny kawałek muzyki Jamesa Newtona Howarda), najlepiej widać wielkość i szybkość tego przykuwającego uwagę, filmowego jachtu Marinera.



Źródła:
  • Predator - wydanie DVD Special Edition
  • Audi Magazyn - numer 3/04
  • Książka: "Modern fighting helicopters" wyd. Tiger
  • http://www.autocentrum.pl
  • http://www.motionpicturearmourer.com
  • http://world.guns.ru/machine/minigun-e.htm
  • http://www.spartacus.schoolnet.co.uk/FWWgatling.htm

    Dziękuję za pomoc:
    Alieenowi (Old Painless), Hunterowi (Flying Wing), Arrakin (Trimaran), Dejnie (tłumaczenie) i Adiemu (korekta)


  • e-mail
    Autor tekstu: Rafał Donica - DUX

    Klub Miłośników Filmu, 23.08.2005