Strona główna KMF

 
    Narkotyki sprawiają przyjemność. Tego typu konkluzja jest dość nieprzyjemna i kontrowersyjna, lecz fakt pozostaje faktem - narkotyk daje doświadczenia niczemu nie podobne, zawłaszczające ciało i duszę na kilka miłych momentów. Narkotyki zażywano od zawsze. Nie dość, że filozofowie ateńscy odkryli dość wcześnie halucynogenne właściwości haszyszu, to nawet "Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy" wspominają o narkotycznej żywicy w miarę często słowami Szecherezady opowiadającej bajki radujące serca i dusze o przyjemnościach palenia, a nawet jadania haszyszu. Timothy Leary, główny piewca "społeczeństwa LSD", zwykł porównywać doznania narkotyczne do nabożeństw religijnych w których niespotykane doświadczenia o charakterze transcendentnym prowadzą do odkrycia dotychczas niezbadanych przez nikogo właściwości mózgu. Zagubienie czasoprzestrzenne to uradowanie, przerażenie, koszmarny i jednocześnie zachwycający ontologiczny sen. Leary często używał zwrotu "podłączenie się", co znaczyć mogło objawienie się świata niedostępnego ludzkim zmysłom tkwiącym na padole ziemskim. Z "ojcem LSD" zgodziłby się zapewne jeden z najwybitniejszych pisarzy polskich, Witkacy Witkiewicz, który popełnił, trudno obecnie dostępne w naszym kraju, dzieło "Narkotyki" opisując bez zażenowania swe eksperymenty między innymi z opiatami, kokainą i haszyszem. Autor lekturowych "Szewców" piórem niemalże poetyckim daje upust swym fantazjom snując opowieści o narkotycznych stanach przy których tworzył śmiało swe dzieła. Już "Pożegnanie jesieni" posiada kilka znakomitych opisów wizji kokainowych, które inaczej niż "rozkoszą" Witkacy nie nazywa.
    Świat filmu również nie stroni od narkotyków, ba! narkotyki stają się niekiedy wręcz jedną z wartości najważniejszych bez których pewne obrazy nie zaistniałyby, a ich twórców nikt, nigdy i nigdzie by nie kojarzył. Marilyn Monroe, Elvis Presley, Robert Mitchum, John Belushi, Judy Garland, Drew Barrymore, River Phoenix, Robert Downey Jr., Christian Slater. Wielkie gwiazdy, wielkie kariery, ale ich nazwiska na zawsze pozostaną przypruszone zabójczą kokainą/heroiną. O krok od zgonu pod wpływem narkotyków był John Waters i obsada jego filmu "Pink Flamingos". Nie lepiej działo się na planie "Czasu Apokalipsy" Francisa Forda Coppoli w którym Martin Sheen i Marlon Brando spędzali na planie tygodnie mając w żyłach rozpuszczoną kokainę i LSD. Nie są oni jedynymi mieszkańcami Hollywood popadającymi w poważne romanse z narkotykami, bo jak wieść niesie w nocnych klubach Fabryki Snów gwiazy kina i telewizji lekką ręką wydają tysiące dolarów na nielegalne przyjemności.


    Począwszy od lat 60. kiedy ruchy kontrkulturowe zrodzone w akademickich campusach poczęły wcielać w życie filozofie wolnościowe mając w pamięci wykłady Timothy'ego Leary, poprzez słoneczne lata Woodstock i erę disco, skończywszy na hedonistycznym przełomie wieków, mamy do czynienia ze stałą obecnością wszelkich narkotyków w świecie filmu. Jedni zwykli pokrzykiwać, że wszelkie nałogi prowadzą niechybnie jeśli nie do śmierci, to na pewno do psychicznej i fizycznej niewoli w jaką popada uzależniony; ci drudzy, o podejściu bardziej liberalnym, nic nie robili sobie z palenia marihuany i łykania wszelkiej maści kwasów. Podobnie same filmy - nie raz zdają się propagandą anty- bądź pronarkotykową, stawiają odważne tezy albo unikają powagi usilnie starając sie wciągnąć widza w nieziemski filmowy odlot.
    Gdyby Karol Marx żył pod koniec wieku XX z pewnością za opium mamiące ludzi nie uznałby religii, a właśnie narkotyki...

    Oto lista 16 filmów najciekawiej opowiadających o narkotykach.


16. REEFER MADNESS aka TELL YOUR CHILDREN
czyli niezamierzona śmieszność

    Rok 1937. Bodajże na zamówienie rządu USA powstaje dzieło propagandowe o zgubnych skutkach zażywania cannabis sativa. "Tylko dla dorosłych!", "Women Cry For It - Men Die For It!" głosiły hasła promujące film w kinach. Kilku uczniów w szkole na przedmieściach wielkiego miasta poczęło popalać marihuanę, co zaowocowało otwarciem bram piekieł czyli: gwałtami, zabójstwami i innymi, niegodnymi prawych obywateli, zachowaniami. Bynajmniej ten obraz edukacyjny nie wzbudzał śmiechu na sali, choć dzisiaj reakcje są z goła odmienne, a "Reefer Madness" traktowany jest jako niezamierzona komedia godna podpisania przez wielkiego Eda Wooda. Niemniej klasyk, w pewnych środowiskach kultowy.



15. HEMP FOR VICTORY
czyli miliony hektarów konopii

    "Gdy greckie świątynie były jeszcze nowe, konopie indyjskie już od wieków służyły całej ludzkości. Przez tysiące lat, nawet do teraz, roślina ta używana była do produkcji lin i ubrań, szczególnie na Dalekim Wschodzie". Tak zaczyna się słynny film o pożytkach z uprawy konopii indyjskich, tak potrzebnych Stanom Zjednoczonym w czasie II wojny światowej do produkcji lin i ubrań dla dzielnych, amerykańskich żołnierzy. Film stworzony został przez Departament Rolnictwa w 1942 roku i zawierał m. in. ostrzeżenie przed niewłaściwym wykorzystywaniem nasion. Aby hodować legalnie marihuanę należało mieć zgodę ministerstwa. Uprawa konopii indyjskich była w tym czasie bardzo dochodowa, ale oczywiście nie skończyło się wyłącznie na produkcji lin. ..


14. ŻE ŻYCIE MA SENS
czyli o samotności w blokach z wielkiej płyty

    Jedyny polski przedstawiciel na tej liście. Kino prawdziwie niezależne, na tyle jednak dobre, że dystrybutor zdecydował się w 2000 roku na wprowadzenie filmu do kin w całej Polsce. Krok ryzykowny, bo kino offowe nigdy nie miało wcześniej okazji na konfrontację z masową publicznością. O co się rozchodzi? Mamy grupkę przyjaciół na jednym z blokowisk w zachodniej Polsce. Dość ambitni, żeby wyrwać się ze stagnacji w którą popadli. Pojawia sie jednak chłopak z sąsiedztwa, który oprócz miłego towarzystwa, dobrej zabawy na imprezach, proponuje eksperymenty z narkotykami. I próbują. "Że życie ma sens" to mocny, prawdziwy portret pokolenia młodych ludzi zmagających się z dość trudną, przygnębiającą rzeczywistością końca XX wieku. Film zrobiony przez grupę Sky Piastowskie - filmowych amatorów, aktorskich naturszczyków - dość szczerze mówi o narkotykowym uzależnieniu i jego niedłącznej towarzysce - samotności. Razić może morał, nazbyt banalny, ale odwaga reżysera, Grzegorza Lipca, zasługuje na uznanie, bo rzadko (wręcz nigdy) mamy szansę zobaczyć na polskich ekranach obraz młodzieży spędzającej bezużytecznie całe dnie pod blokami. Z nieodłączną lufką w zębach.


13. KOMEDIE HIP-HOPOWE (?)
czyli zblantowani chłopcy i ich foki

    Niejako oddzielny filmowy gatunek, który doczekał się kilkunastu już filmów oscylujących wokół seksu, zabawy i oczywiście marihuany. Głównymi bohaterami (oprócz wszelkiej maści skrętów) są zawsze czarnoskóre gwiazdy amerykańskiego hip-hopu, grające zazwyczaj siebie, zapraszające na plan swoich kumpli i rodziny, zawsze tworzący muzykę, a niekiedy i scenariusze. Luźna atmosfera panuje na planie, a dym z jointów ulatnia się z ekranu wszelkimi porami, co cieszy wesołą gawiedź, zazwyczaj w luźnych portkach, bo dla nich, przede wszystkim, tego typu widowiska są przeznaczone. Treść jest pretensjonalna. Mamy więc zawsze kumli, ziomali, czarnuchów (w znaczeniu pozytywnym, nic obraźliwego), obok nich foki, a blant zazwyczaj w zębach. Albo rozkręcają podupadającą myjnię samochodową ("The Wash", w rolach głównych Snoop Doggy Dogg, Dr. Dre), albo idą na studia na których zdają wszelkie egzaminy przy pomocy "magicznego zioła" ("How High", w rolach głównych Method Man, Redman), zdarza się też, że bohaterowie siedzą i nic nie robią, no może czasem uciekają przed dealerem dla którego winni są pieniądze ("Friday", "Next Friday", "Friday After Next" w roli głównej Ice Cube). Kto lubi oglądać na ekranie olbrzymie skręty, foki wydymające piersi i fabuły doszczętnie przesiąknięte wiadomym dymem, na tego typu filmach bawił sie będzie znakomicie.




Miejsce 12. - 9. ----->

Miejsce 8. - 5. ----->

Miejsce 4. - 1. ----->


STRONA GŁÓWNA

AUTOR ARTYKUŁU: Rafał Oświeciński - DESJUDI