Strona główna KMF
 













- Czy kiedykolwiek brał pan kokainę?
- Mój Boże, tak! I to dużo. Ale tylko wtedy, gdy byłem uzależniony od heroiny.


    Pewnego późnego, wrześniowego wieczoru 1951 roku, w czasie smętnego przyjęcia, William Burroughs zaproponował swej małżonce, Joan, zabawę w Wilhelma Tella. William wyjął rewolwer, jego żona nieśmiało postawiła na głowie szklankę z niedopitym drinkiem. Burroughs dokładnie wymierzył, po czym oddał strzał z dwóch metrów. Pech w tym, że szklanka rozbita nie została. Zaskoczony William uświadomił sobie po chwili, że kula utknęła na dobre w czole żony, która padła trupem na miejscu. To był tragiczny początek literackiej kariery czołowego eksperymentatora amerykańskiej bohemy artystycznej.
    Nazywają mnie dezynsektorem. Zajmowałem się kiedyś truciem karaluchów i patrzyłem na ich taniec brzucha w żółtym środku owadobójczym. Moje obecne zadanie: odnaleźć żywych i dokonać ich eksterminacji. Zniszczyć nie ciała, tylko matryce – zwierza się Burroughs w swej narkotycznej powieści „Nagi lunch”, na podstawie której David Cronenberg stworzył równie enigmatyczny, deliryczny świat. Film, powstały w 1991 roku, jest spotkaniem dwóch artystów zafascynowanych obrzydliwą stroną natury ludzkiej – dziką, niczym nie skrępowaną przemocą, perwersyjnym seksem, odrażającą fizycznością żywych ciał. Obaj - jeden poprzez słowo pisane, drugi poprzez taśmę celuloidową – badali stan zniewolonej, ludzkiej świadomości. Nie sama choroba czy narkotyczne uzależnienie ich interesuje, a raczej odczuwanie tychże, drażnienie zmysłów, tworzenie nowego rodzaju wrażliwości. Fascynuje ich pewnego rodzaju mutacja uczuć człowieka, jego doświadczeń, jego postrzegania świata. Cronenberg dzięki „chorobom” stara się ukazać samotność i izolację bohaterów – w erotycznym amoku działają bohaterowie „Crash” i „Dreszczy”, w „Musze” Jeff Goldblum przemienia się w odrażającą muchę, w „eXistenZ” wszechobecna manipulacja zaciera granice rzeczywistości, „Pająk” natomiast jest projekcją duszy schizofrenika. Uwielbiam seks jako chorobę weneryczną – powiedział niegdyś słynny Kanadyjczyk – chciałbym przyjąć punkt widzenia wirusa. Identyfikuję się z pasożytami wywołującymi gorączkę seksualnej agresji.
    „Nagi lunch” jest ekranizacją heroinowych halucynacji. Bardzo sugestywną, oryginalną, nietypową. Cronenberg połączył powieściowe wątki z biografią jej autora, co zaowocowało obrazem niejednoznacznym, nawet szokującym. William Burroughs napisał swą książkę w środku swego narkotycznego uzależnienia. Wzbudziła ona zachwyty jednych i pogardę drugich, niemniej na stałe wpisała się do kanonu amerykańskiej literatury powojennej. Kluczem do zrozumienia „Nagiego lunchu” jest sam Burroughs. „Wysoki, dziwny i nieprzenikniony, bo wyglądający zwyczajnie, jak nieśmiały urzędnik bankowy z twarzą patrycjusza o wąskich, bladych ustach” – tak pisał o nim Jack Kerouac, przedstawiciel generacji beatników, młodych, bogatych artystów. Brał wszystko: morfinę, heroinę, Dilaudid, Eukodal, Pantopon, Diokodid, Diosan, opium, Demerol, Dolofen, Palfium wprowadzając je do swojego organizmu na wszelkie możliwe sposoby: doustnie, dożylnie, domięśniowo, doodbytniczo. Psychodelikami w rodzaju LSD pogardzał, gdyż uważał te używki za niegodne prawdziwych mężczyzn. Wszystko brał świadomie, świadomie był też uzależniony. Z tego powodu cierpiał, ale i przyznawał również, że narkomania była jego natchnieniem, inspiracją. Jego pierwsza powieść, „Ćpun”, jest zapisem ponurych stanów świadomości. „Nagi lunch” to już ekspresyjne dzieło opisujące fikcyjny świat Interzone. To powieść eksperymentalna, szczególnie pod względem formy – Burroughs pociął tekst na akapity, posklejał je w innej kolejności, dodał fragmenty innych, obcych tekstów. Kojarzyć się to może z artystycznym collage dadaistów i z surrealistycznym malarstwem przeniesionymi w sferę słowa pisanego. Burroughs nie był jedynie pisarzem. Ceniony był również jako głos w wielu dyskusjach intelektualnych z pogranicza socjologii i filozofii. Jedno ze słynniejszych jego haseł brzmiało: „Język jest wirusem”. Człowiek to jedyne zwierzę – pisał Burroughs - które uwięziło czas. Uwięziło go dzięki wynalazkowi słowa pisanego, które zapobiega utracie wiedzy – kolejne pokolenia przekazują sobie zgromadzony kapitał informacji.

Rżące konie obnażają wielkie żółte zęby, ryczą krowy, wyją psy, kopulujące koty kwilą jak niemowlęta, wielkie knury z nastroszonymi szczecinami krzyczą głośno: "Hura! Hura!"

    Wróćmy jednak do filmu. „Nic nie jest prawdą, wszystko jest dozwolone” – głosi motto filmu Davida Cronenberga. Rzeczywistość łączy się z halucynacją, prawda miesza się z fałszem. W świecie Interzone narkotyczne urojenia nie są pozbawione autentycznych emocji. Bohater filmu, grany przez Petera Wellera, jest specjalistą od dezynsekcji. Zabija robale wtłaczając między meble, listwy i pod podłogę kilogramy morderczego proszku. Ów proszek okazuje się być narkotykiem, który ćpają wszyscy i od którego wszyscy są uzależnieni, włącznie z jego trupiobladą żoną (Judy Davis) i nim samym... Nie wiem czy jest sens streszczać całą historię, która zrodzona jest z narkotycznej delirki głównego bohatera. „Nagi lunch” oferuje szeroką gamę narkotycznych koszmarów zrodzonych w wyobraźniach Williama Burroughsa i Davida Cronenberga. Wielkie, mięsożerne pareczniki brazylijskie, galaretowate, oślizłe mugwumpy, uzębiona wagina, kopulująca maszyna do pisania, humanoidalny potwór również kopulujący, tym razem w „trójkącie” z ludźmi. Zestaw uzupełnia widok śmierdzącej rzeźni olbrzymich stonóg, z których wytwarza się silny narkotyk, i gadająca odbytnica. Obok tych naturalistycznych obrazków dostrzec można paranoję, w którą wpada główny bohater. Pod wpływem trutki na karaluchy widzi wielkiego robala zdradzającego mu tajemnicę o żonie, która okazuje się być agentem Interzonu. Śledztwo doprowadza go do zaskakujących rozwiązań – współmałżonka nie tyle okazuje się szpiegiem, ale nie kobietą (ani nie mężczyzną), homoseksualistą, robalem, a w końcu parecznikiem na usługach innych, blond-włosych robali (Julian Sands) gwałcących w klatkach młodych gejów. To nie brzmi dziwnie. To czysta paranoja zniewolonego umysłu.
    Interzone to kraina pozbawiona wszelkich zasad, to zniekształcone oblicze rzeczywistości, projekcja heroinowego umysłu i wyobraźni. „Moralność to nonsens” – mówi Burroughs. Rzeczywiście, w świecie ćpuna zasady moralne ulegają zatarciu, przewartościowaniu. Surrealistyczne halucynacje zbyt często trafiają na ścieżki wydeptane przez rzeczywistość emocjonalną, a w tym właśnie czai się ból doznawany przez narkomana – brak świadomości gdzie leży granica między rzeczywistością a narkotycznym snem. Dlatego Burroughs uważał, że słowa są w stanie zapanować nad ludzkim umysłem. Bo słowa potrafią uporządkować świat, potrafią odkryć wartości poszczególnych elementów świata. Narkotyk zapanuje nad ciałem, ale słowo, język jest w stanie w sensowny, prawdziwy sposób montować wszelkie zdarzenia, mimo delirycznego nastroju. Do końca swoich dni (zmarł 2 sierpnia 1997, miał wówczas 87 lat) Burroughs był orędownikiem swobodnego, niczym nie skrępowanego dostępu do narkotyków, które uważał za przejaw wolności. I oczywiście jej źródło.
    Ambicje intelektualne Davida Cronenberga w związku z „Nagim lunchem” są dla widza bardzo zaskakujące. Stworzył on dzieło nie podlegające jednoznacznej ocenie, ba! które nawet trudno ocenić w jakikolwiek sposób. Film jest szokujący, dla niektórych na pewno obrzydliwy i wstrząsający. Wydawać się może i bełkotem, ale byłaby to, w moim mniemaniu, ocena zupełnie niesprawiedliwa. Cronenberg odważnie podszedł do narkotykowego koszmaru Burroughsa – zafascynowanie tajemniczą, chorobliwą stroną natury człowieka, pozwoliło mu uchwycić i zobrazować myśli człowieka będącego pod wpływem najtwardszego z narkotyków - heroiny.
    Przerażające i fascynujące.

AUTOR RECENZJI: Rafał Oświeciński - DESJUDI
      








NAKED LUNCH
reżyseria: David Cronenberg
scenariusz: David Cronenberg (na podstawie książki Williama S. Burroughs'a)
muzyka: Ornette Coleman, Howard Shore
producent: Jeremy Thomas
zdjęcia: Peter Suschitzky
scenograf: Carol Spier
kostiumy: Denise Cronenberg
montaż: Ronald Sanders
casting: Deirdre Bowen
kierownictwo artystyczne: James McAteer
dekoracja planu: Elinor Rose Galbraith
obsada: Peter Weller jako Bill Lee
Judy Davis jako Joan Frost/Joan Lee
Ian Holm jako Tom Frost
Julian Sands jako Yves Cloquet
Roy Scheider jako Doktor Benway
Monique Mercure jako Fadela
Nicholas Campbell jako Hank
Michael Zelniker jako Martin
Robert A. Silverman jako Hans
Joseph Scoren jako Kiki
Peter Boretski jako głos monstrum
Yuval Daniel jako Hafid
John Friesen jako Hauser
Sean McCann jako O
Howard Jerome jako A.J. Cohen




STRONA GŁÓWNA