Jakiś czas przed premierą "Mrocznego Rycerza" w Internecie pojawiła się ankieta, która niby to miała być rozsyłana do krytyków oceniających nowy film Christophera Nolana. Do wyboru były jedynie same superlatywy, a w opcjonalnym pytaniu ankietowany był zobowiązany zaznaczyć, że Heathowi Ledgerowi należy się Oscar. Tak się składa, że niżej podpisany całkowicie się w ten schemat wpisuje i ma pełną świadomość, że Ameryki w poniższej recenzji nie odkryje, a jedynie napisze, co mu się podobało i co go zirytowało, a na końcu mimo wszystko wystawi najwyższą możliwą notę.
A teraz wstęp właściwy.

Rok 2008, rokiem komiksowych ekranizacji. W kwietniu Marvel pokazał wszystkim, jak powinien wyglądać superhero movie nakręcony z jajem i na luzie, wpuszczając do kin "Iron Mana". Teraz na duże ekrany w Polsce wchodzi produkcja sygnowana logiem wydawnictwa DC, które jest znacznie mniej filmowo płodne niż konkurencja i chciałbym w tym miejscu napisać, że nadrabia to jakością, ale niestety - bywa z tym różnie.

Na początek coś, co wszyscy już wiemy z wielu innych recenzji: "Mroczny Rycerz" jest najdoskonalszym, choć oczywiście nie najwierniejszym - i chwała twórcom za to - przeniesieniem komiksu o superbohaterze na taśmę celuloidową. I można by się zastanawiać, czy nie najlepszą ekranizacją komiksu w ogóle. Kiedy wychodziłem po seansie z sali lubelskiego Cinema City, w głowie kołatała mi się jedna myśl; myśl, która towarzyszyła mi również podczas opuszczania kina po obejrzeniu "No Country For Old Men" - "chyba właśnie widziałem jeden z najlepszych filmów w życiu".
Gotham zmieniło się. Nadal jest ono zepsute i przepełnione mętami oraz złoczyńcami, a mimo to zmieniło się. Odkąd na niebie daje się zauważyć charakterystyczny znak nietoperza, coraz więcej przestępców zaczyna się bać. Słowa młodego Wayne'a sprawdziły się i Batman stał się symbolem. Jednak każda idea znajduje swoich naśladowców, i podobnie jest w tym przypadku - w mieście pojawili się naśladowcy Człowieka-Nietoperza, którzy chcą wymierzać sprawiedliwość na własną rękę. Coraz bardziej daje znać o sobie jeszcze jeden człowiek - Joker - przestępca bez nazwiska, bez zasad i bez zahamowań. Nadzieją dla pogrążającego się w chaosie miasta ma być nowo wybrany prokurator okręgowy - Harvey Dent, ostatni sprawiedliwy, "rycerz w lśniącej zbroi".

Ciężko nie porównywać "Rycerza" do pierwszego "Batmana" wyreżyserowanego przez Tima Burtona. Jack Nicholson wpisał się swoją kreacją do historii kina, a Gotham widziane oczami twórcy "Edwarda Nożycorękiego" zadziwiało i zadziwia nadal, nawet mimo dziewiętnastu lat na karku i znacznego, technicznego (jak na dzisiejsze standardy) "niedomagania". Gdyby ktoś mnie teraz spytał, którą wizję "Żartownisia" uważam za lepszą, mógłbym oczywiście odbić pytanie argumentami w stylu: "tu nie ma co porównywać, obaj byli świetni, a ich role różne, a poza tym inne czasy, inna konwencja", i tak dalej. Mówię jednak wprost - rola Heatha Ledgera jest dla mnie objawieniem, a "nowego" Jokera można bez żadnej przesady postawić obok, nie przymierzając, Hannibala Lectera.
Gdyby anarchia miała twarz, to byłaby to poznaczona bliznami, wymalowana na biało, czarno i czerwono twarz klauna. Klauna, który nie ucieka się do korzystania ze śmiesznych "zabaweczek". Klauna, który nie błaznuje, ale jest zabawny, choć jednocześnie przerażający. Joker z filmu Nolana działa podobnie jak Joker Burtona, ale jednocześnie... subtelniej? Zarówno jeden, jak i drugi chciał zaprowadzić w mieście chaos. "Ci cywilizowani ludzie będą się zjadać nawzajem. Zobaczysz." mówi postać Ledgera i nie potrzebuje do spełnienia swoich zapowiedzi ton toksycznego gazu. Jemu wystarczy telefon. I uśmiech.

Co było motywem działania złoczyńców w poprzednich filmach o Nietoperzu? Zemsta, wyższa wartość, niesprecyzowana dokładniej chęć niszczenia. Nowy Joker ma jasno określony cel, choć działa bez planu. Chce udowodnić ludziom, że ich zasady są w rzeczywistości nic nie warte.

Częstym zarzutem wobec filmu Burtona jest uczynienie z Jokera zabójcy rodziców Bruce'a. Pozwoliło to jednak na ciekawe poprowadzenie postaci i przedstawienie zależności pomiędzy bohaterem, a antybohaterem. Nolan robi to samo, z tym, że na "większą skalę" - skoro Batman jest symbolem, to świat przestępczy również może wykreować swój symbol (a w zasadzie to może wykreować się sam) jako odpowiedź - akcja powoduje reakcję. I właśnie w ten sposób jest przedstawiony Joker - nie jako osoba posiadająca imię i nazwisko, a raczej jako niemal nadprzyrodzona siła, która przetacza się przez miasto.
Z boku, przyćmiony kreacją Ledgera, stoi jeszcze Aaron Eckhart, czyli Dwie Twarze. Można było się spodziewać, że jego wątek zostanie potraktowany po macoszemu, ale poświęcono mu wystarczającą ilość ekranowego czasu, a w połączeniu z wyśmienitą grą aktorską otrzymujemy drugą z kolei najciekawszą postać "Mrocznego Rycerza". Jest to postać złożona, choć na początku niemal kryształowa. Twórcy uniknęli największej wpadki, której się obawiałem - Harvey nie zmienia się w złoczyńcę "ot tak", zaraz po wypadku, a wykazuje podejrzane zachowanie już wcześniej.

Jak prezentuje się reszta filmu? Świetnie rozpisane dialogi, wyjątkowo zaskakujące zwroty akcji, rewelacyjne zdjęcia, techniczny majstersztyk i, niestety, kilka zgrzytów. O wizji Nolana zwykło się mówić, że jest realistycznym przedstawieniem historii Batmana. Gdyby rozpatrywać film w ten sposób, okazałoby się, że jest w nim wiele niedociągnięć i błędów. Według mnie należy raczej mówić o konwencji "pseudo-realistycznej", ponieważ nie wierzę, że człowiek, spod ręki którego wyszły "Prestiż" i "Memento" coś przeoczył. Jest to wizja "nolanowska" - reżyser czerpie garściami z komiksów, ale pogłębia postaci i robi to w taki sposób, że wszystko staje się bardziej "do przełknięcia" dla osób uczulonych na wszelkie opowieści obrazkowe. Jednak jest jeden motyw/ rekwizyt, do którego nie mogłem się przekonać i myślę, że każdy, kto obejrzy "Mrocznego Rycerza" będzie wiedział, o co mi chodzi.
To nie jest film idealny, nie zasługuje na pierwsze miejsce na liście filmów wszech czasów, nie jest bez wad. Kocha się jednak nie za, ale pomimo, a wszystkie niedociągnięcia zostają zrównoważone przez całokształt, tracą na znaczeniu i znikają. Zupełnie jak ołówek ze sztuczki Jokera.

Ocena: 10/10


wytwórnia - Warner, Legendary Pictures, DC Comics, 2008
reżyseria - Christopher Nolan
scenariusz - Christopher Nolan, Jonathan Nolan
zdjęcia - Wally Pfister
muzyka - James Newton Howard, Hans Zimmer
montaż - Lee Smith
scenografia - Nathan Crowley
efekty wizualne - Nick Davis, Christian Irles, Laya Armian
czas projekcji - 152 minuty


Christian Bale
Heath Ledger
Aaron Eckhart
Michael Caine
Maggie Gyllenhaal
Gary Oldman
Morgan Freeman
Monique Curnen
Cillian Murphy
Eric Roberts


Bruce Wayne / Batman
Joker
Harvey Dent / Two-Face
Alfred Pennyworth
Rachel Dawes
por. James Gordon
Lucius Fox
Ramirez
Scarecrow
Salvatore Maroni


Autor recenzji: Maciek Poleszak - CIUNIEK [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 6 sierpnia 2008

STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF