Strona główna KMF

Melodia, ruch, czas
czyli analiza jednej sekwencji


"Leon zawodowiec" stał się kontrowersyjnym filmem. Z jednej strony jest kolejną sensacją w dorobku Bessona, infant terrible francuskiego kina, który jest jednym z młodych reżyserów, będących jego nadzieją. Z drugiej był krytykowany za komiksowość, np. w porównaniu do "Nikity". Według niektórych jest to spowodowane koprodukcją z Amerykanami, co zmusiło reżysera do pewnych uproszczeń. Jednak filmowi udało się przemycić treści sprawiające, że za każdym gdy go oglądamy, odsłania przed nami coś nowego.

Opowiada historię płatnego zabójcy, który żyje równie bezrefleksyjnie i bezuczuciowo jak roślinka, którą hoduje. Nagle w jego życie wkracza mała dziewczynka, której rodzinę bestialsko zabili skorumpowani, sprzedający narkotyki policjanci. Mała przypadkowo unika śmierci i chowa się u Leona. Jej problemy stają się jego problemami. Żeby odpowiednio się nią zaopiekować Leon zmienia sposób życia - uczy się czuć. Prowadzi go to do śmierci: nowy Leon jest zbyt miękki w stosunku do policyjnych oprawców, za miękki do prowadzenia bez zmian swego poprzedniego życia.

W filmie mimo dość dużej liczby postaci, występują tylko trzy osoby dramatu, resztę nazwałabym po prostu osobami. Są nimi oczywiście Leon, Matylda i Stan - policjant. To oni w sposób istotny wpływają na akcję, to oni wpływają na melodię.

W scenie poprzedzającej interesującą mnie sekwencję, Matylda spotyka na klatce schodowej Leona. Mimo że ma rozbity nos, znowu otrzymała porcję wrzasków i poszturchiwań od rodziny, spotkanie to wyzwala z nich delikatną skrzypcową muzykę. Niesie ona wprawdzie w sobie mroczne tony - styl życia Leona i nieszczęśliwe dzieciństwo dziewczynki, ale jest pełna nadziei. Znamionuje początek jakiegoś porozumienia.

 



Interesująca mnie sekwencja rozpoczyna się w chwilę później, korzystając z tej samej linii melodycznej. Rozpoczyna się symbolicznym detalem - zbliżeniem zegara ściennego w mieszkaniu Leona, wskazującego za cztery dwunastą. Wraz z tyknięciem wskazówki do muzyki wprowadzona zostaje nowa, bardziej ponura nuta. Wprowadzony zostaje nowy czas.

 



Kamera z kuchni Leona przenosi się na korytarz, pojawiają się nowe osoby; kamera robi powolny podjazd w ich kierunku. Daje się zauważyć teatralizacja zachowań tych postaci, objawiająca się ich poruszaniem się w kadrze: idą tak, jakby się nam przedstawiali, jeden po drugim, niektórzy obracają się ukazując się ze wszystkich stron, potem przechodzą poza pole naszego widzenia. Niektórzy wprowadzają do melodii nowe motywy, ale są one na tyle delikatne, że wydają się być nieistotne. Muzyka nabiera siły, zbliżając się do - w istocie - osoby nią zawiadującej, osoby dramatu, do Stana. Wtedy milknie, gdyż chce on powiedzieć: "Lubię tę chwilę ciszy przed burzą!". Zdaniami tymi nie tylko każe muzyce zamilknąć, informuje nas także, że zaraz rozegrają się burzliwe sceny.

 
 
 



Nie tylko muzyka odczuwa prymat Stana nad sobą, także kamera porusza się tak, jak on jej zagra - pokazuje go na przykład od góry, choć nie robi tego dla innych osób - żeby zarejestrować to, jak reaguje on na wzięte przed chwilą narkotyki. Kiedy policjant idzie w kierunku mieszkania dziewczynki i jej rodziny, cały czas trzyma się go pokazując w półzbliżeniu: Stan przechodzi obok swoich kolegów, wysuwa się na czoło, gdyż jest tu najważniejszy, to on zaczyna akcję.

 



Melodia dźwięków asynchronicznych miesza się z dźwiękami synchronicznymi. Każda osoba, której dotyczyć będą zbliżające się wydarzenia ma swoje miejsce na partyturze, ma swoją kwestię, zaś dyrygentem jest Stan. Porusza się po mieszkaniu Matyldy jak twórca owej melodii, aktywując kolejne postaci. Zastrzelona przez niego w kąpieli matka rodziny wydaje z siebie dziwny jęk, uciekająca przed nim starsza córka krzyczy na pomoc, przestraszony ojciec ciężko sapie przy kominku, koledzy biorąc Stana za "wroga" (kiedy przechodzi przez korytarz) podskakują ze strachu, a później wrzeszczą z ulgi. Muzyka milknie znowu, kiedy chce on coś powiedzieć - zaczyna rozprawiać bowiem o wielkich kompozytorach.

 
 



Cała sekwencja opiera się na odniesieniu do melodii: rytm kroków Stana, jego monologi o Mozarcie, Brahmsie, wymachiwanie rękoma jakby dyrygował jakąś wielką orkiestrą, markowanie gry na fortepianie na gzymsie kominka, matka słuchająca walkmana w kąpieli, narkotyki znajdujące się ostatecznie w kiczowatym, plastykowym radiu, jeden z policjantów przeglądający płyty, drugi, który kłóci się z nim, o to czy zna się na muzyce. Czasami nawet melodia skomponowana do filmu stara się dojść do ideału synchroniczności, imitując na przykład dźwięk wydawany przez wiszące z sufitu paciorki, kiedy przechodzi przez nie Stan; milknący, kiedy paciorki się uspokajają.

 
 



Kiedy muzyka filmowa milknie, jej funkcję przejmują dźwięki synchroniczne, lecz tylko te wybrane - reżyser wyciszył wszystkie naturalne odgłosy: ulicy, zegarków, sąsiadów. Montaż polifoniczny jeszcze podkreśla podobieństwo postaci do instrumentów w orkiestrze: Policjanci robią rumor przeczesując mieszkanie, matka w wannie symbolizowana jest przez cieknącą wodę, martwa córka gra ciszą, ojciec cały czas sapie. Montaż jest krótki, podkreśla, że każdy ma tu swoje miejsce, ale nie jest najważniejszy. Najdłuższe ujęcia poświęcone są Stanowi.

 



Dużą rolę odgrywa słuch, wydaje się, że są nim obdarzeni tylko - Stan i Leon, a w dalszej części sekwencji Matylda. Leon nawet przez zamknięte drzwi mieszkania, siedząc w kuchni słyszy, że dzieje się coś dziwnego i wyglądając przez judasza podgląda oprawców. Stan słyszy wszystko, co dzieje się w mieszkaniu, wcześniej mówi o słuchaniu jak rośnie trawa, nawet w trakcie przemowy o swoich preferencjach muzycznych wyczuwa obecność kolegi, któremu każe przeszukiwać lokal. Ich słuch podkreślony jest jeszcze przez kontrast z przygłuchą sąsiadką z piętra. W sekwencji jest kulminacja, moment, w którym jeden z policjantów przebija nożem łóżeczko, pod którym ukrywa się czteroletni braciszek Matyldy, a jej ojciec zaczyna strzelać - do której przygotowują nas detale noża i spustu strzelby, wraz ze zbliżającymi się do niej palcami ojca.

 
 



Ale kulminacja ta nie jest poparta muzyką, gdyż dzieje się poza obszarem działania Stana. Wtedy też traci on prymat - raniony w ramię (narkotyki przestają działać), staje się cieniem siebie samego. Teraz nie on podejmuje decyzje, lecz inni robią to za niego - muzyką działań synchronicznych zawiadują jego koledzy. Kamera pokazuje nam obraz z pierwszej osoby, jak w grach komputerowych, co zupełnie wyklucza już Stana, który pokazywany jest zawsze w półzbliżeniu. Widzimy tylko rękę, trzymającą pistolet, miejsce po kulach, uciekającego chłopczyka, jednego z policjantów zastrzelonego przez ojca, który później próbuje uciec i ginie od kul Stana.

 
 



Matyldę w sekwencji pokazuje reżyser w spowolnieniu, co kontrastuje z tym, co dzieje się u niej w domu. Jest zadowolona, bo kupuje nowemu przyjacielowi mleko. Wydaje się to podkreślać istnienie Matyldy jeszcze w czasie sprzed "za cztery dwunasta", kiedy to oprawcy przyszli wykonać wyrok. Oddaje się codziennym obowiązkom, robi zakupy, wraca do domu - kiedy jej rodzina już nie żyje. W taki sam sposób - spowolniony - pokazana jest ucieczka braciszka spod łóżka, on także nie należy - chociażby duchem - do czasu rozgrywających się wydarzeń, jest niewinny, za mały, aby zrozumieć co się dzieje. Nie boi się.

 



Ten spowolniony ruch w pokazywaniu Matyldy kończy się, kiedy uzyskuje ona świadomość tego co stało się jej rodzinie. Wtedy reżyser porzuca taki sposób pokazywania jej: porusza się ona już normalnie, tkwiąc w wydarzeniach tak, jak i inni. Także wtedy wykazuje się podobnym do Leona i Stana słuchem: słyszy o czym mówią miedzy sobą oprawcy, jakby stali tuż obok niej a nie znajdowali się głęboko, w dość rozległym przecież mieszkaniu.

Jednak to nie Leon, ale codzienne przyzwyczajenia ratują Matyldę. Jeden z policjantów podejrzewając, że to ona jest właśnie nieobecną podczas ataku dziewczynką podchodzi pod drzwi Leona. Ale, słysząc grający telewizor, rezygnuje.

Sekwencje kończy wdarcie się odgłosów syren policyjnych dobiegających z ulicy do aseptycznego obrazowania dźwiękami. Zostaje przełamana przestrzeń kreowana tylko przez muzykę skomponowaną i odgłosy strzałów oraz strachu i konania. Czas sprzed przybycia policji zastępuje czas "po dwunastej".

Recenzja filmu


AUTOR TEKSTU:
Joanna Szlachtewicz - BUPU
      bupu@wp.pl
FOTO: DUX