STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE



Pragnienie prowadzące do destrukcji

Motorem akcji filmu Kobieta, która pragnęła mężczyzny jest szaleńcze zachowanie kobiety, wywołane romansem. Reżyser postawił na ukazanie psychiki kobiety w obliczu obłędnego zauroczenia mężczyzną. Duńska fotografka mody, Karen, na jednej z sesji fotograficznych we Francji poznaje wykładowcę z Polski, Maćka. Ujrzawszy go po raz pierwszy w restauracji, zdaje sobie sprawę, że wcześniej śniła o nim. Zdeterminowana tym przypadkiem i wiarą w jego moc, bez zastanowienia zaczyna śledzić mężczyznę, zapoznaje się z nim. Po kilku krótkich, przypadkowych spotkaniach pełnych wahania i zakłopotania ze strony obojga, dochodzi do gwałtownej konsumpcji znajomości. To początek romansu, który jest rwaną serią kontaktów, spotkań i zbliżeń. Maciek podchodzi do sprawy nonszalancko. Natomiast Karen zostaje pod wrażeniem spotkania mężczyzny ze snów, podnieca ją cała sytuacja, powoli się angażuje. Komplikacjom sprzyja fakt, że oboje kochanków ma już swoje szczęśliwe rodziny: Karen jest matką anielskiej Josefine oraz żoną przystojnego i opiekuńczego Johana, Maciek ma małego synka i elegancką żonę. Końcowi romansu sprzyja geografia, gdyż ona mieszka w Dani, a on w Polsce. Jednak parze "sprzyja" również los: Karen dostaje zlecenie na sesję fotograficzną w Polsce, akurat w Warszawie, gdzie pracuje Maciek...

Początkowo romans ma charakter czysto fizyczny. Pikanterii dodaje mu fakt, że Karen wyśniła sobie Maćka. To główny powód, jaki zachęca ją, by najpierw go poznać, a później znajomość kontynuować, aż w końcu zakochać się. Jednakże jest to dziwna, toksyczna miłość. Z biegiem czasu główna bohaterka popada w miłosny obłęd, coraz mniej obchodzą ją rodzina i praca, a coraz bardziej wyłącznym celem staje się seks z kochankiem. Jej zachowanie staje się irracjonalne i co gorsza, destrukcyjne. On z kolei jest wyrachowany, świadomie wiedzie podwójne życie: idealnego męża oraz uwodziciela. Maciek chce i nie chce tego romansu, w sumie to mógłby go zakończyć, zachowuje się brutalnie i czule jednocześnie. To on ma decydujący głos w tym układzie. Udanym, acz może zbyt akademickim chwytem filmowym, wydaje się nazwisko głównego bohatera, który nazywa się... Kochański. Jakby nie patrzeć, pasuje do osoby, która naprzeciwko oficjalnego rodzinnego mieszkania, ma drugie - specjalnie przeznaczone na romanse.

Realistyczna codzienność romansu przeplata się ze snami bohaterów, które mają dla nich znaczenie prorocze, bądź determinują ich zachowanie, jak to jest w przypadku Karen. Oniryczność nadaje fabule również otwartą, a jednocześnie klamrową kompozycję. Wizje senne korelują z wątkiem psychologicznym, są jednym z zabiegów subiektywizujących narrację. Kamera często obiera kobiecą perspektywę, patrzymy na świat oczyma Karen. Dzieje się to podczas, wymienionych już, snów, jak również w trakcie niemej obserwacji obiektu zauroczenia, czy też retrospekcji ze zbliżeń z ukochanym. Zapewne wiele osób uzna film za typowo kobiecy, mając na uwadze przyjęty kobiecy punkt widzenia, który lustruje jej psychikę.

Niestety, ale sfery psychiki nie udało się do końca trafnie pokazać. Aktorzy grający Karen: Sonja Richter i Maćka: Marcin Dorociński, nie podołali zadaniu. Odtwórcy głównych ról momentami są tak nieprzekonujący, że zapominamy o romansie, a myślimy o tym, kiedy Maciek zmieni minę, czemu Richter tak słabo kłamie, że o kiepskiej scenie z nożem nie wspomnę. Co najgorsze, scenom łóżkowym również brak wiarygodności. Śmielsze sceny erotyczne, które mogły być dobre, dzięki temu, że właśnie nie wszystko widać, niestety wyglądają słabo, są odegrane mechanicznie. I chyba nie można tego tłumaczyć zamierzonym przez realizatorów chłodem uczuć w postawach zimnej Karen i jej ordynarnego kochanka.

Atmosferę "zlodowacenia" uczuć oraz otoczenia, uzyskano dzięki kolorystyce scenografii i kostiumów, które utrzymano w tonie chłodnych barw. Nawet czerwień dodatków wydaje się zimna. Oświetlenie tworzy mroczną atmosferę, wydobywa szarości i czernie. Do tego dochodzą obskurne plenery Warszawy: hotel, pustostany, zaniedbane mieszkania i kamienice, a w tle, określony jako wytwór stalinizmu - Pałac Kultury i Nauki - jako symbol stolicy Polski.

Oziębłość zachowań i otoczenia współtworzy psychologiczny aspekt filmu. Współgra z tym biologiczny wymiar seksualności. Ale jednak naturalistyczna, można powiedzieć, że zwierzęca erotyka, zanadto okrojona jest z emocji. Momentami film wydaje się zbyt szorstki i płaski. Nie pomaga fotograficzność zdjęć filmowych (którą nieco tłumaczy zawód Karen), objawiającą się w przestrzennych i kolorystycznych kompozycjach kadru: ujęcia oniryczne, scena w restauracji, w której spotkali się główni bohaterowie, czy też plenery sesji modowych. Mało naturalnie (i mniej fotogenicznie) wyszło wtopienie w film reklam: artykułów spożywczych, czy też warszawskiej WSH. Reklamowane produkty kłują w oczy i na pewno nie przydają filmowi artyzmu.

Scenariusz zafundował zbyt wiele przypadkowych splotów akcji, które mają za zadanie łączyć historię w całość. Historię, która specjalnie zaskakująca nie jest. Za to (zabrzmi paradoksalnie) wiarygodnie wypadło irracjonalne zachowanie Karen. Jak wiadomo, chorobliwie zakochana kobieta jest zdolna do wszystkiego, zatem nie powinno dziwić, że w tym przypadku logika i rozum ustępują uczuciom. Romans z samotności i braku realizacji w życiu osobistym, które tylko pozornie jest idealne, czy też nuda i rutyna codzienności, kobiety posiadającej właściwie wszystko? Być może obie diagnozy są słuszne. Jedno jest pewne, reżyser przedstawił studium obłędu kobiety, prowadzącego do autodestrukcji i jej upokorzenia. Poniżenie dobrze ukazuje scena posiłku, w której Karen jedząc chleb z dżemem w zniszczonym ciemnym mieszkaniu, obserwuje kamienicę naprzeciwko, gdzie rodzinne śniadanie spożywa szczęśliwa, niczego nie podejrzewająca rodzina Maćka.

Filmów z "trójkątem" w roli głównej nie sposób zliczyć. Chwytliwy motyw. Temat ten lepiej niż Per Fly w "Kobiecie, która pragnęła mężczyzny" zrealizowano w doborowo obsadzonym "Fatalnym zauroczeniu" (reż. Adrian Lyne, 1987), gdzie dramat obyczajowy przechodził w thriller, czy też w osławionym, paradygmatycznym "Ostatnim tangu w Paryżu" (reż. Bernardo Bertolucci, 1972), w którym dzięki chłodnej kolorystyce udało się przedstawić niezaspokojone i chorobliwe pożądanie.

OCENA 6/10

Kvinden Der Dromte Om En Mand

Tytuł polski: Kobieta, która pragnęła mężczyzny
Czas trwania: 100 minut
Rok produkcji: 2010, Czechy, Polska

Reżyseria: Per Fly
Scenariusz: Per Fly, Dorthe Warno Hogh
Muzyka: Kristian Eidnes Andersen, Stefan Nilsson
Montaż: Morten Giese, Morten Hojbjerg
Zdjęcia: Harald Gunnar Paalgard

Wystąpili:
Sonja Richter Karen
Marcin Dorociński Maciek
Michael Nyqvist Johan
Alberte Blichfeldt Josefine
Tammi Ost Marie
Charles Lelaure Jacques


Autorka recenzji: Ewelina Świeca
Oprawa HTML: Maciek Poleszak - CIUNIEK
Klub Miłośników Filmu, 29 lipca 2011
Podziel się

STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE