Strona główna KMF





Park Jurajski - ciekawy scenariusz, nowatorskie efekty specjalne oraz wartka akcja. Kasowa adaptacja powieści Michaela Crichtona w reżyserii Stevena Spielberga przeszła już do annałów kina. Od początku było wiadomo że ekranizacja z różnych przyczyn będzie wolna od kilku wątków obecnych w książkowym pierwowzorze. Film kinowy ma zupełnie inny wydźwięk, to kino przygodowe (lub jak kto woli: techno-thriller) i nie ma w nim miejsca na naukowe analizy, które tylko spowalniałyby akcję. Optymalizacja powieści pod kątem scenariusza objęła także dinozaury, realistyczne przeniesienie na ekran niektórych gatunków było w 1993 roku niemożliwe z przyczyn technicznych. Film błyskawicznie zdobył popularność (całkowicie zasłużenie) i zarobił góry pieniędzy, więc nic dziwnego, że widzowie doczekali się już dwóch kolejnych części cyklu. Na potrzeby drugiej części Michael Crichton po raz pierwszy i ostatni napisał kontynuację swojej powieści. Dzięki czemu Steven Spielberg nie musiał się martwić o jakość scenariusza, gdyż "Zaginiony Świat", podobnie jak inne powieści Crichtona, był po prostu znakomity. To jednak nie wystarczyło reżyserowi, który postanowił przemycić do drugiej części motywy i epizody, które nie znalazły się w części pierwszej. W ten sposób sytuacje z pierwszego, książkowego "Parku" powędrowały do filmowej części drugiej. Kolejną niespodzianką jest wykorzystanie książkowych motywów w trzeciej części! Jako miłośnik "Parku" sporządziłem spis tych scen, które spełniają to kryterium. Kolejność jest zgodna z chronologią wydarzeń przedstawionych w książce.


Prawie na samym początku Crichton sugerował, że zwierzęta wydostały się z wyspy. Na mało uczęszczanej plaży mała dziewczynka zostaje zaatakowana przez nieznany dotąd gatunek jaszczurki. To oczywiście procompsognaty, którym udało się uciec z Isla Nublar. Niemalże identyczna scena rozpoczyna "Zaginiony Świat", zmienia się tylko lokalizacja incydentu, zamiast wybrzeża Kostaryki mamy plażę na Isla Sorna.
Podczas pierwszej (i zarazem ostatniej) przejażdżki po parku, Tim zauważa biegnącego w wysokiej trawie velociraptora. Oczywiście podważało to funkcjonalność systemów zabezpieczeń Parku, spostrzeżenie małego chłopca zostało niesłusznie zignorowane. I ponownie podobna sytuacja miała miejsce w "Zaginionym Świecie", tym razem jednak raptory zaatakowały.
Gdy samochody wycieczkowe przejeżdżają obok wybiegu tyranozaurów, następuję awaria zasilania. Ogrodzenie, które nie jest pod napięciem, nie stanowi już przeszkody dla tych ogromnych drapieżników. Pierwszą ofiarą staje się nieobecny w filmowej adaptacji Ed Regis, spec od reklamy zostaje pożarty przez młodego T-rexa. W filmie taki los Spielberg zgotował jednemu z karierowiczów InGenu. Jest to ostatnia ofiara dinozaurów w "Zaginionym Świecie", Peter Ludlow schodzi do ładowni statku i tam ginie w bardzo podobny sposób.
Po ataku tyranozaurów, Alan Grant oraz dzieci zmierzają do centrum dowodzenia. Nad rzeką wsiadają na tratwę, w pościg za nimi wyrusza demoniczny T-rex. Nie identyczna, choć podobna sytuacja ma miejsce w "Jurassic Park III". Ponieważ uciekinierzy nie zmieściliby się na małej tratwie, zastąpiono ją barką, a podążającym za bohaterami potworem jest tym razem Spinozaur.
Dryfująca tratwa dopływa do ptaszarni, olbrzymiej konstrukcji, którą zamieszkują agresywne pterodaktyle. W takim samym miejscu umieścił swoich bohaterów Joe Johnston. Co ciekawe, w obu przypadkach u stóp ptaszarni znajduje się rzeka. No i zmienił się gatunek pterozaurów, ale to już szczegół.
Swobodnie biegającego po Parku T-rexa należało jak najszybciej unieszkodliwić. Korzystając ze środków usypiających, Muldoon strzela do drapieżnika, jednak środek nie zaczyna działać od razu. W "Zaginionym Świecie" Muldoona zastąpił Roland - jeszcze większy twardziel. On także musiał borykać się efektem powolnego działania substancji unieszkodliwiającej drapieżnika.
Uciekając przed tyranozaurem, dzieciaki znajdują schronienie za wodospadem, wiecznie głodny dinozaur i tam zapuszcza swój dziób. Po raz wtóry identyczna sytuacja ma miejsce w filmie. Część z obozowiczów "Zaginionego Świata" chowa się właśnie za ścianą wody, oni także muszą się zmagać z olbrzymim, penetrującym zakątek pyskiem.
Podczas próby przywrócenia zasilania, velociraptory atakują Dr. Sattler. Ucieka ona na dach, ale skoczne zwierzęta docierają i tam. A w "Zaginionym Świecie" identyczne kłopoty ma Sara Harding.
John Hammond oddala się nieco od głównego budynku, otaczają go mali padlinożercy - Procompy, w pojedynkę niegroźne. Staruszek nie potrafi poradzić sobie z małym, ale licznym przeciwnikiem. Ginie na skutek licznych ukąszeń. Taki sam los spotkał Dietera (ponownie "Zaginiony Świat"), oddalił się on nieco od grupy w celach fizjologicznych, następnie został otoczony i zagryziony.
Po bardzo bliskim spotkaniu z raptorami grupka bohaterów dociera na plażę. W celu ostatecznego unicestwienia niebezpiecznych zwierząt, na wyspę przybywa Kostarykańskie wojsko. Zakończenie wykorzystane w części trzeciej, jedynie żołnierze ulegli zmianie, tym razem to Amerykańska armia dokonuje desantu.
Samochody przystosowane do transportu dinozaurów (stanowiące wyposażenie Parku) powędrowały do "Zaginionego Świata", aby służyć złym łowcom na usługach InGenu.
Sam mam mieszane uczucie jeśli chodzi o tego typu zabiegi. Bezczelne wykorzystywanie pierwszej części może trochę drażnić. Spielberg przecież miał do dyspozycji znakomitą książkę, z której mógł (a nawet powinien) czerpać do woli. Johnston może czuć się częściowo usprawiedliwiony, nie miał powieści, która mogłaby być solidną bazą dla scenariusza. Z drugiej strony miło jest zobaczyć na ekranie rzeczy, które z różnorakich przyczyn nie zostały nakręcone wcześniej. Szturm velociraptorów w wysokiej trawie to świetna i dynamiczna scena, gigantyczna ptaszarnia robi niemałe wrażenie, pojazdy łowców czy nieudane próby uśpienia zdenerwowanego tyranozaura na długo pozostają w pamięci. Pozostaje mieć nadzieję, że jeżeli kiedykolwiek powstanie czwarta część cyklu, to będzie ona wolna od zapożyczeń z mocno wyeksploatowanej już powieści "Jurassic Park". Powieści, od której zaczęło się to wszystko...


e-mail
 Tekst gościnny - autor: Dawid Karpiński - DR_BAKIER