|
Pytanie
numer 1:
Czy jako Chrześcijanin powinienem był oglądać film pod tytułem
"Jesus Christ Vampire Hunter"?
Pytanie numer 2:
Czy powinienem napisać
recenzję tak... 'niezwykłego' filmu?
Pytanie numer 3:
Czy palenie papierosów jest szkodliwe? |
 |
Jedynie na ostatnie pytanie mogę odpowiedzieć bez chwili namysłu:
tak, zaś odpowiedzi na dwa pierwsze pozostawiam Twojemu osądowi
drogi Czytelniku, a i zapewne Chrześcijaninie. Zebraliśmy się tu dziś
jednak nie po to, aby roztrząsać kwestię mojego ‘pisać albo nie pisać’,
ale by zastanowić się nad Twoim 'czytać czy nie czytać'. Albowiem jeśli
ja robię źle oglądając "Jesus Christ Vampire Hunter" i o nim pisząc, to
Ty drogi Czytelniku stajesz się niejako współwinnym, gdyż właśnie to
czytasz. Możesz zatem się jeszcze wycofać i przestać czytać w tym
miejscu, ale jeśli przerwiesz, to nie dowiesz się co to w ogóle za film,
ten "Jesus Christ Vampire Hunter" - prawda? Jeśli jednak jesteś
przypadkiem z Ligi Polskich Rodzin, niewiedza i tak nie
przeszkodzi Ci w zbojkotowaniu strony z tą recenzją. Na szczęście nie
masz dostępu do naszego serwera i ze swoim protestem możesz co najwyżej
wyjść przed własny dom. ;)
Drogi Czytelniku, jeśli poczułeś się urażony powyższym wstępem, to
bardzo Cię przepraszam, i pozwolisz, że będę pisał dalej, gdyż bądź co
bądź jestem filmowym krytykiem-amatorem z zamiłowania i moim jako takim
obowiązkiem jest film zrecenzować, a nie da się ukryć, że "Jesus Christ
Vampire Hunter" filmem jest, zatem mogę o nim pisać i nie obawiać się
chyba, że trafi mnie za karę grom z jasnego nieba, tudzież ostrze
ortodoksyjnych kręgów chrześcijańskich, co i plakat "Larry Flynt vs.
People" zamalować potrafią, bombę w paryskim kinie grającym "Ostatnie
kuszenie Chrystusa" podłożyć, czy gaz łzawiący do warszawskiego kina
podrzucić, co by większe wzruszenie u widzów oglądających "Złe
wychowanie" wywołać. Pozwolicie zatem, że do recenzji filmu "Jesus
Christ Vampire Hunter" już przejdę, represji i prześladowań się nie
obawiając, gdyż drżącymi ze strachu rękoma niełatwo na klawiaturze się
pisze. Dochodząc więc do meritum sprawy, o filmie "Jesus Christ Vampire
Hunter" napisać muszę przede wszystkim, że jest... pocieszny (i już sypią
się na mnie gromy, bomby i gaz łzawiący - ja jednak piszę dalej!). Oto
roku pańskiego 2001 na Ziemię powtórnie przybywa Jezus Chrystus, tym
razem jednak nie po to, by ponownie zbawić świat, a w prozaicznym celu obrony
nas wiernych, przed atakiem m.in. lesbijek przemienionych w wampirzyce.
Pierwsze starcie odbywa się na plaży, gdzie Jezus walczy "wręcz" z dwiema
'diaboliques', i po jednym z ciosów szybko wstaje, uderza się pięściami
w klatkę piersiową mówiąc z pewnością siebie: "Ciało Chrystusa!" -
naprawdę sam nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy się nie śmiać,
jednak moje poczucie humoru wygrało i dałem się wciągnąć w pokręconą,
nieco obrazoburczą i nie da się ukryć; po prostu głupią konwencję filmu.
Po chwili Jezus udaje się do fryzjera (gdzie skraca włosy) i salonu
piercingu (gdzie przekłuwa uszy i wkłada kolczyki), aby wyglądem
dostosować się do społeczeństwa A.D. 2001. Spotyka się też z księdzem,
który oddaje mu pieniądze z tacy mówiąc: "Bierz, to tak czy siak Twoje"
;) Jezus za owe pieniądze kupuje drewno do wystrugania kołków, którymi
zamiaruje walczyć z tytułowymi wampirami. Zanim jednak do tego dojdzie,
filmowy Chrystus musi jeszcze stoczyć morderczą walkę z... armią Ateistów. A
ta, to pokaz podwórkowego karate w rytmie techno, tudzież lekkiej muzyki
transowej - zarazem to wszystko jest śmieszne (bo nieodparcie śmieszy) jak i grzeszne (bo
przyznać trzeba, że wyrzuty sumienia podczas oglądania miałem). Film
można potraktować w dwojaki sposób; podłapać konwencję i nie przejmować
się tym, że twórcy główną postacią uczynili religijną ikonę, albo nie
oglądać filmu w ogóle, już po samym tytule ;) Ja wybrałem opcję
pierwszą, gdyż musiałem dowiedzieć się czym ten film jest. Powiem bez
ogródek, że czasu spędzonego z "Jesus Christ Vampire Hunter" nie uważam
za stracony, twórcy zaś nie posunęli się za daleko; nie ma broń Panie
Boże żadnych scen łóżkowych z filmowym Jezusem, nie ma też żartów z
samej religii, choć reżyser i aktorzy chwilami ostro dają w palnik - vide scena
w przymierzalni i Jezus 'zamierzający' wiele mówiącą koszulkę. Pomijając tego typu - balansujące
na granicy dobrego chrześcijańskiego smaku sceny - reszta to już tylko głupawe walki wręcz, śmieszne dialogi, nieco
tandetna i toporna realizacja (przypominająca stylem i krwawą, chwilami
makabryczną konwencją "Bad Taste" Petera Jacksona) i trochę dynamicznej
i wpadającej w ucho muzyki. Całości nie uważam jednak za film
obrazoburczy... choć do takiego mu w sumie niedaleko.
"Jesus Christ Vampire Hunter" mogłem jednak obejrzeć ze spokojem
sumienia, tłumacząc sobie, że skoro zostaliśmy stworzeni na podobieństwo
Najwyższego i mamy jako ludzie poczucie humoru, to i On musi poczucie
humoru mieć i nie zdenerwuje się na mnie, gdy taki film obejrzę. Zresztą
i tak większego stracha powinni mieć Ci, którzy ten niecodzienny film
zrobili, a z tego co wiem, wciąż żyją. Z tą myślą pozostawiam Was drodzy Czytelnicy i idę zamknąć
okno, bo zaczyna się chmurzyć...
|
 |
Jesus
Christ Vampire Hunter
Canada, 2001 / Czas: 85 minut
Reżyseria: Lee Demarbre
Scenariusz: Ian Driscoll
Muzyka: Graham Collins
Wystąpili:
Phil Caracas .... Jesus Christ
Murielle Varhelyi .... Maxine Schreck
Ian Driscoll .... Johnny Golgotha
|
|
Autor recenzji: Rafał Donica - DUX |