Rugby jednoczy Południową Afrykę


Łacińsko brzmiący tytuł najnowszego filmu Clinta Eastwooda nie ujawnia wielu treści, lecz uważniejsza konfrontacja z obrazem rekompensuje wstępny dysonans. Posiłkując się słownikiem, dowiadujemy się, że "invictus" oznacza "niezwyciężony". Bezpośrednio z fabuły zaczerpniemy informację, że termin odnosi się do wiktoriańskiego poematu Williama Ernesta Henleya. W wierszu padają, między innymi, następujące konstatacje: "Sternikiem swoich losów jestem sam; Własnej duszy kapitanem". Przytoczone wersy głęboko zapadły w pamięć i przez 27 lat dopingowały Nelsona Mandelę (Morgan Freeman). Po długoletnim pobycie w więzieniu, Madiba (tak zwracają się do Mandeli rdzenni mieszkańcy Afryki) odzyskuje wolność, następnie wygrywa wybory i obejmuje urząd prezydenta. Piastując posadę pierwszego czarnoskórego lidera RPA, przekazuje kopię utworu poetyckiego Francoisowi Pienaarowi (Matt Demon), kapitanowi narodowej drużyny rugby, "Springbok".

Przywódca wierzy, że przy odpowiedniej strategii i nastawieniu zwycięstwo jest namacalnym celem ekipy. Skąd to sportowe zaangażowanie Mandeli? Pierwszy rok urzędowania zbiegł się z Pucharem RPA w rugby w 1995 roku, impreza, której wymiar wykroczył poza boisko do gry. Nowo obrany zwierzchnik państwa dążył do zdemokratyzowania Republiki, co wiązało się z obaleniem rasistowskiego apartheidu, a narzędziem do tych zmian miało być rugby... Szybko stało się jasne, że doktryna, którą narzucili mieszkańcom Czarnego Lądu biali mieszkańcy kontynentu, nieprzerwanie segreguje obywateli na wielu płaszczyznach społecznych. Generowały się liczne starcia, bo w pamięci niektórych apartheid wyrył się jako czas rozwoju gospodarczego, podczas gdy nowa władza korelowała z bezrobociem, falą migracji, jednak o tych fatalizmach reżyser nie wspomina.

Przebaczenie i pojednanie - te hasła padają z ust Madiny najczęściej. Pierwotnie, dość mglista wizja scalenia społeczeństwa, krystalizuje się w wyniku darowania dawnych win i masowego poparcia dla zespołu rugbistów. Prezydent i Pienaar łączą siły, doprowadzają drużynę do zwycięstwa Pucharu Świata i pojednania rozwarstwionego społeczeństwa. Wyimaginowany scenariusz - zarzucą niektórzy, jednak "niezwyciężony" Eastwood udokumentowuje, że idealizm skutkuje. Amerykańskiemu twórcy udało się zachować równowagę pomiędzy naczelnymi osiami fabuły, aczkolwiek finałowy dwudziestominutowy ciąg obrazujący mecz z Nową Zelandią nieznacznie się dłuży, w sekwencjach zabrakło sportowej walki, rywalizacji i napięcia.


Pomimo drobnych uproszczeń faktograficznych, Eastwood umiejętnie spaja wątek polityczny z historią zawodów rugby. Celuloidowa opowieść o rozgrywkach meczowych, pokonywaniu uprzedzeń, politycznym przywództwie nie zasili pomnikowych hymnów na cześć wielkich autorytetów. Madina, pierwszy czarnoskóry prezydent RPA, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, najsłynniejszy więzień polityczny świata, działacz na rzecz praw człowieka - nietrudno domyślić się, że obserwujemy Mistrza. Za pośrednictwem wybitnej kreacji Morgana Freemana, Mandela wydaje się być ponad nami. Bohater skrywa w sobie ciężar długoletniej izolacji, odosobnienia od rodziny. Jednocześnie, monitorujemy prozę życia prezydenta, kiedy wczesnym rankiem wybiera się na spacer, nosi specyficzne, kolorowe koszule, żartuje z współpracownikami, bo "dla niego nikt, nie jest niewidzialny" oraz gdy traci przytomność wskutek przemęczenia. "Invictus" szkicuje kontekst społeczny towarzyszący początkom prezydentury Maniby, jednak wnikliwszy życiorys polityczny bohatera czy kłopoty gospodarcze ówczesnej RPA pozostają względnie niezauważone.

Kluczem interpretacyjnym filmu nie jest boisko do rugby. Istota znaczeniowa tkwi w pojedynczych sekwencjach, które w przeciwieństwie do kryształowych postaci, poprawności politycznej, czy fasadowych przemian, wzbogacają historię w ton hołdu, nieegzaltowaną edukację, poruszającą serca i stymulującą umysły. Podglądając rodzinę kapitana drużyny rugby, przekonujemy się o stopniowym zjednoczeniu podzielonego kraju. Integrację równie wyraziście demonstrują przedstawiciele ochrony prezydenta. Zarówno Afrykanerzy, jak i Afrykanie łączą siły w imię wspólnego celu - zapewnieniu bezpieczeństwa Mandeli. Funkcję nośników treściwych pełnią również sceny : kiedy prezydent rezygnuje z 1/3 zbyt wysokiej pensji, aby przekazać część na cele dobroczynne; finałowy mecz z Nową Zelandią, który czytelnie uwierzytelnia postęp w jednoczeniu skłóconych obywateli. Puste ulice miasta, wszyscy gromadzą się w pubach, domach na stadionie, Afrykanerzy i Afrykanie, biali policjanci i czarnoskóre biedne dzieci obok siebie kibicują drużynie "Springbok".


Reżyserowi można zarzucić trywializację prawdy historycznej, odnosi się wrażenie, że w ciągu dwóch lat Mandela zajmował się wyłącznie rugby, ustalaniem strategii sportowych. Z celuloidowej taśmy wyłania się figura prezydenta- symbolu, który w istocie był skutecznym liderem. Błyskotliwa gra aktorska i oprawa muzyczna popełniona przez Kyle'a Eastwooda tuszują niedociągnięcia fabuły. Nie bacząc na drobne wpadki, "Invictus" wiarygodnie i zwycięsko obrazuje lidera tęczowego narodu.

6/10




wytwórnia - Warner Bros., Spyglass, Malpaso, 2009
reżyseria - Clint Eastwood
scenariusz - Anthony Peckham
wg powieści - "Playing the Enemy: Nelson Mandela and the Game that Made a Nation" Johna Carlina
produkcja - Clint Eastwood, Morgan Freeman, Roger Birnbaum
zdjęcia - Tom Stern
muzyka - Kyle Eastwood, Michael Stevens
montaż - Joel Cox, Gary Roach
scenografia - James J. Murakami
czas projekcji - 133 minuty

wystąpili

Morgan Freeman
Matt Damon
Tony Kgoroge
Patrick Mofokeng
Matt Stern
Julian Lewis Jones
Adjoa Andoh

(Nelson Mandela)
(François Pienaar)
(Jason Tshabalala)
(Linga Moonsamy)
(Hendrick Booyens)
(Etienne Feyder)
(Brenda Mazibuko)

Autor recenzji: Ewelina Burda - EVELA [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 11 marca 2010
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF