Męski. Przystojny. Czarujący. Pełen osobliwego - nieco szorstkiego, nieco zawadiackiego - uroku. Odważny. Nieustraszony. Inteligentny. Wszechstronny. Chodząca skarbnica wiedzy. Najsłynniejszy na świecie profesor archeologii - Henry Jones Junior. Znany jako Indiana Jones.

Powyższa lista zalet każdą kobietę może przyprawić o miłosny zawrót głowy. Nic dziwnego, że studentki profesora cierpiały na chroniczny syndrom "maślanych oczu". Nie dziwi również fakt, że każda kobieta zaplątana w jedną z niesamowitych przygód Indy'ego, wplątywała się jednocześnie w sieć zauroczenia nietuzinkowym archeologiem.

Doskonale wiemy, co sprawia, że płci pięknej na samo wspomnienie nazwiska Jones, niekontrolowane westchnienie zachwytu wyrywa się z piersi. Ale przyjrzyjmy się teraz drugiej stronie medalu. Przypatrzmy się paniom, dla których to Indy stracił głowę i które choć na chwilę zaprzątnęły jego serce. Poniżej krótki przegląd szczęściar, którym się to udało.


MARION RAVENWOOD
POSZUKIWACZE ZAGINIONEJ ARKI


Córka Abnera Ravenwooda - mentora i przyjaciela Jonesa. Już jako podlotek zadurzona w Indym. Ten jednak szczeniacką miłość traktuje z dystansem, a tym samym łamie niewinne, dziewczęce serce. Zranione uczucie, a także - co gorsze - kobieca duma, dają znać o sobie przy okazji spotkania po latach, kiedy pierwsze co Indy od Marion otrzymuje, to soczysty prawy sierpowy. Marion ma ognisty, nieposkromiony temperament. Uroczo niewyparzony język i niezłomną siłę charakteru. Nie pozwala sobie w przysłowiową kaszę dmuchać, o nie! Nie straszna jej ani armia nazistów, ani banda Arabów, z którymi doskonale radzi sobie przy pomocy patelni. Nawet najcięższe warunki atmosferyczne połyka na śniadanie - nieważne czy to mroźne Himalaje, czy środek upalnej pustyni - i zapija suto wodą ognistą. A głowę do trunków to ona ma! I całe szczęście, bo przydaje jej się zarówno w prowadzeniu własnego biznesu - tawerny w Nepalu o niepowtarzalnym klimacie i klienteli, jak również w preparowaniu podstępnego planu ucieczki z obozu nazistów. Mimo, że przykładem klasycznej piękności nie jest, elektryzuje osobliwym magnetyzmem, pociąga nietuzinkowym sposobem bycia. Na pierwszy rzut oka, można odnieść wrażenie, że elegancja i szyk, to nie do końca jej styl. Typowo męskie wdzianko: płócienne spodnie, obszerna koszula, marynarka - jej strój codzienny. Jeśli jednak zajdzie potrzeba, nie ma oporów by przywdziać zwiewne muśliny, delikatne koronki i przeobrazić się w kobietę powabną i zmysłową. Stanowi mieszankę iście wybuchową. Twarda, nieustępliwa, czasami wręcz oślo uparta, potrafi jednak okazać uczuciowość, tkliwość o którą niejeden bał by się ją podejrzewać. Podsumowując - dla Indy'ego partnerka idealna.


WILHELMINA "WILLIE" SCOTT
INDIANA JONES I ŚWIĄTYNIA ZAGŁADY


Amerykańska piosenkarka pracująca w klubie nocnym Obi-Wan w Szanghaju. Przekorny los rzuca ją w sam środek jednej z niesamowitych przygód Jonesa. Skutkuje to nieoczekiwaną wyprawą do Indii, walką z wyrywającymi serca kapłanami oraz tym podobnymi atrakcjami. Krótko i delikatnie mówiąc - do takich celów dziewczyna stworzona nie jest. A z resztą - do diabła z delikatnością, poprawnością polityczną i uprzejmością. Willie to głupiutka, płyciutka blond lala, której aspiracje kończą się na równo spiłowanych paznokciach. Jazgocząca, nieustannie popiskująca, permanentnie irytująca. Pożytek z niej prawie żaden (poza - trzeba to przyznać - dość imponującym nokautem, tak z pięć razy większego od niej osiłka), ponieważ paraliżuje ją strach na widok wszystkiego, co się rusza, albo nie rusza, albo brzydko pachnie. Ręki do dziury nie wsadzi, bo tam robale. Na słonia nie wsiądzie, bo zwierzak śmierdzi. Po chaszczach łazić nie będzie, bo się utapla. Ech! Naprawdę nic, poza samouwielbieniem niewiadomego pochodzenia w tej kobiecie nie ma. No straszna, STRASZNA wpadka panie Jones! Jak można było dać się omotać komuś tak pustemu? Żeby jeszce dało się z nią chociaż o sztuce porozmawiać... No cóż, epizod z panną Willie jest ewidentnym dowodem na to, że Indy, mimo wielu cnót, zalet i pozytywnych cech, pozostaje nadal tylko mężczyzną i jak każdy przedstawiciel tego gatunku - błądzi. Dlatego też jak najszybciej zapomnijmy o tym incydencie i przejdźmy do kolejnego - zdecydowanie bardziej interesującego i... pikantnego!


DR. ELSA SCHNEIDER
INDIANA JONES I OSTATNIA KRUCJATA


Z pochodzenia Austriaczka. Skończona piękność. Chłodny, niezwykle pociągający typ urody: jasne blond włosy, olśniewające niebieskie oczy, nienaganna figura. Jakby tego jeszcze było mało - nieprzeciętnie inteligentna. Za dowód niech posłuży fakt (oczywiście zakładając, że względy fizyczne nie miały z tym nic wspólnego), że została asystentką światowej sławy archeologa, eksperta w dziedzinie historii Świętego Grala - Henry'ego Jonesa Seniora. Indy'ego poznaje w Wenecji - mieście miłości, które niechybnie przyczynia się do wybuchu namiętności między tym dwojgiem. Podobnie jak jeszcze inne dość specyficzne okoliczności jak np. ucieczka przed próbującymi ich zabić członkami bractwa strzegącego tajemnicy Grala. Powszechnie wiadomo bowiem, że wspólne doświadczenie ekstremalnych sytuacji jest najlepszą podstawą do budowania związku. Tak... Ale dalej. Właścicielka bystrego umysłu, szerokiej wiedzy, która nie boi się w jej poszukiwaniu zstąpić w śmierdzące, pełne szczurów tunele. Jeśli trzeba bez zbednych ceregieli wrzuca swój elegancki, dopasowany żakiecik w błoto, by z błyskiem iście dziecięcej radości w oku eksplorować podziemne katakumby. Zawsze pełna szyku, klasy i elegancji. Posiadaczka doskonałego gustu zarówno jeśli chodzi o modę, jak i mężczyzn - wszak zawraca w głowie nie tylko Indiemu, ale i ... jego ojcu! Ideał, który w wyścigu po serce Jonesa Juniora zaczyna poważnie zagrażać pozycji Marion. Jednak na ideale jest rysa. Elsa pracuje dla nazistów, a Indy'ego nikczemnie wykorzystuje tylko i wyłącznie do własnych celów. Mimo, że fakty ewidentnie świadczą przeciwko niej, nie można jednak do końca przekreślić tej postaci. Tym bardziej, że dokonuje aktu odkupienia, w decydującym momencie ratując skórę obu Jonesów. Niestety - niechybnie za przewinienia w stosunku do Indy'ego - scenarzyści postanowili uśmiercić postać Elsy. Męska solidarność, phi!


MARION WILLIAMS
INDIANA JONES I KRÓLESTWO KRYSZTAŁOWEJ CZASKI


Pojawieniu się kobiety w tej części przygód Indiany, towarzyszy przede wszystkim zaskoczenie, a zaraz za nim ex aequo plasują się impet i rozmach. Jednym słowem mocne wejście. A właściwie powrót. Ponownie bowiem w życie Indy'ego wkracza Marion. Tym razem jako wdowa Williams. Spotkaniu po latach - prawie dwudziestu! - towarzyszy oczywiście ostra wymiana zdań. Mimo, że starsza, bogatsza o bagaż doświadczeń, Marion pozostaje ciągle ognistym, nieokiełznanym temperamentem, któremu lepiej się nie narażać. Ciągle emanuje swoistym zadziornym, buńczucznym urokiem. Pełna wigoru, energii, wewnętrznej niezłomnej siły (brak podobnych walorów zapewne wpędziłby ją w głęboką depresję, kiedy ukochany facet wycofuje się rakiem na tydzień przed ślubem - wstyd Panie Jones!), których czas nie jest w stanie w niej pokonać. Wszystkie te cechy dziedziczy po matce, syn "Mutt", a dokładnie: Henry Jones III. Tak - Marion ciągle zaskakuje :) Zadość czyniąc przeznaczeniu, które w bardzo mało subtelny sposób pokazuje Jonesowi grubym paluchem, która kobieta jest tą jego "drugą połówką", Indy i Marion biorą ślub. I mam nadzieję, że w pełnym szczęścia związku małżeńskim pozostaną do końca życia. A już przynajmniej do następnej części przygód Indiany Jonesa.

Na zakończenie warto przyjrzeć się jeszcze jednej postaci, której niestety, mimo właściwych
predyzspozycji i potencjału nie udało się zagościć w sercu naszego archeologa.


PUŁKOWNIK IRINA SPALKO
INDIANA JONES I KRÓLESTWO KRYSZTAŁOWEJ CZASKI


Pochodząca z Ukrainy agentka KGB. Za zasługi trzykrotnie odznaczona Orderem Lenina. Twierdzi, że posiada zdolności parapyschologiczne. Nawet jeśli - okazały się one podwójnie nieskuteczne w stosunku do Indiany. Nie dość, że nie skłoniły go do współpracy z KGB, to jeszcze nie potrafiły przełamać bezczelnej obojętności na uroki pani pułkownik. A szkoda, bo między tym dwojgiem, aż prosiło się o mały twist uczuciowy. Spalko obdarzona jest chłodnym, elektryzującym typem urody. Nawet szaro-niebieski mundur, w który chodzi zakutana, nie pozbawia jej klasy i kobiecego wdzięku. Wręcz przeciwnie - nadaje im nieco niebezpiecznego, nieco niepokojącego, ale niezwykle kuszącego posmaku zakazanego owocu. Ten wizerunek idealnie dopełnia nieodłączny rapier pani pułkownik, którym posługuje się w sposób mistrzowski, z pozazdroszczenia godną gracją i elegancją. Jeśli powyższe walory zewnętrzne nie potrafiły wzbudzić w Indym choć cienia zainteresowania panią pułkownik, to zdecydowanie powinny to zrobić zalety jej otwartego umysłu, ceniącego ponad wszystko wiedzę i poznanie. Te same wartości wyznaje przecież sam Jones. Ale z drugiej strony - nauczony przykładem Elsy Schneider - Indy słusznie może obawiać się kobiet jednocześnie pięknych i mądrych :) Mimo wszystko szkoda, że nie staliśmy się świadkami zawirowań w iście Bermudzkim Trójkącie: Spalko - Indiana - Marion. Oczywiście nie ulega najmniejszej wątpliwości, że ta ostatnia wyszłaby z niego zwycięsko, a cała historia mogłaby wnieść do przygód Indiany Jonesa szczyptę odświeżającej pikanterii.

Indiana Jones zyskał sobie światową sławę dzięki swoim niesamowitym przygodom: obcował z Boską mocą znalazłszy Arkę Przymierza i Świętego Grala, walczył z wyznawcami makabrycznej religii w Świątyni Przeznaczenia, spotkał się z istotami pozaziemskimi szukając Kryształowej Czaszki - doprawdy niebanalne doznania. Ale czy przypadkiem nie odczuwalibyśmy mniejszej satysfakcji ze śledzenia tych wszystkich niesamowitych wydarzeń, gdyby przy boku naszego dobrego znajomego zabrakło pięknej i niezwykłej kobiety? Zdecydowanie tak. Płeć piękna była siłą napędową niejednej z przygód, która w innym wypadku, byłaby tylko mdłym epizodem. I nie boję się zaryzykować stwierdzenia, że jak bez swojej nieodłącznej fedory i bicza, tak samo Indiana Jones przestałby istnieć bez pięknej pani u swego boku.
e-mailAutor tekstu: Aleksandra Tofil - MAUA
Klub Miłośników Filmu, 6 czerwca 2008