("inepcja" wywodzi się od angielskiego słowa "inept")


Mam problem z "Incepcją". Problem polega na tym, że "Incepcja" nie jest dobrym filmem. Wcale mnie to nie cieszy, bo Christopher Nolan jest jednym z najlepszych współczesnych reżyserów kina rozrywkowego i ostatnią rzeczą, jakiej spodziewałem się w drodze do kina, było rozczarowanie.

Można powiedzieć, że sztuka robienia filmów rozrywkowych polega na umiejętnym okłamywaniu widza - reżyser musi sprzedać bzdury w taki sposób, żeby klient nie zorientował się, że to bzdury. Nolan jest na tym polu mistrzem, ponieważ tak, jak dobry kłamca miesza kłamstwo z prawdą, tak on każdą porcję kiczu miesza z dwoma porcjami realizmu. Taki zabieg pomógł mu przekonać miliony widzów, że film o milionerze-mścicelu ubranym w kostium nietoperza jest realistyczny. Niestety, o ile oglądanie Batmanów wymaga tylko zawieszenia niewiary na wysokim kołku, tak "Incepcja" wymaga okresowego pozbycia się oczekiwań.

Uwaga: krytyka będzie w punktach. I pełna spoilerów!


1. O co tu chodzi?

Nie mam zamiaru opisywać fabuły. Sądząc po wynikach kasowych "Incepcji" i tak już byliście w kinie ze trzy razy. Postaram się w jednym zdaniu napisać o czym traktuje film, żebyśmy wiedzieli na czym stoimy. A zatem:

...prawdę mówiąc łatwiej byłoby streścić "Incepcję", niż napisać czego dotyczy jej treść. Można bez problemu wskazać MacGuffina filmu, czyli element, na którym opiera się fabuła, ale trudno określić cel działań bohaterów, ten jest bowiem tylko pozornie klarowny. Tym celem rzekomo jest zaszczepienie w umyśle młodego biznesmena idei, która zapobiegnie zmonopolizowaniu rynku przez firmę, którą odziedziczył. Nie bez powodu napisałem, że to cel tylko rzekomy.

Na przeprowadzeniu zabiegu incepcji zależy bohaterowi drugoplanowemu - zleceniodawcy zadania. Na pierwszym planie znajduje się jednak inna, ważniejsza i lepiej zarysowana postać. Reżyser skupia się na indywidualnych motywacjach, fobiach, problemach. Testuje zachowania bohatera w krytycznej sytuacji. To bardzo stary zabieg scenariuszowy, dzięki któremu widownia angażuje się emocjonalnie w wydarzenia rozgrywające się na ekranie. Przypomnijcie sobie "Noc żywych trupów", w której zombi schodziły na drugi plan, a na pierwszy wysuwały się relacje i reakcje w dramatycznych okolicznościach.

"Incepcja" nieco różni się od tego typu filmów. Choć Nolan ma do dyspozycji grupę bohaterów, zagłębia się w psychikę tylko jednego z nich - granego przez Leonarda DiCaprio. Mimo wszystko schemat pozostaje taki sam: reżyser chce, żeby widza bardziej interesowało to, co dzieje się z bohaterem, niż status jego misji. Zadanie schodzi na dalszy plan; nawet nie drugi, ale trzeci. W przeciwieństwie do filmów używających podobnej scenariuszowej zagrywki, ostateczny wynik nie ma jednak większego znaczenia niż to, czy bohater poradzi sobie z problemami natury psychologicznej. O ile więc w Nocy żywych trupów, choć eksponowano głównie charaktery postaci, najważniejszą kwestią pozostawało przeżycie, tak w "Incepcji" powodzenie zadania ma bardzo niewielkie znaczenie.

Możecie mi zarzucić, że z tego co napisałem wcale nie wynika, że treść "Incepcji" jest niemożliwa do zdefiniowania. Jakkolwiek skomplikowani byliby bohaterowie, to nadal film o włamywaniu się do cudzego umysłu, prawda?

Nie. Nieprawda.


2. Nie, poważnie, o co tu chodzi?

Nolan chciał zrobić blockbustera idącego pod prąd, więc dodał do swojej opowieści drugie dno. W filmie znajduje się mnóstwo wskazówek sugerujących że nawet to, co uchodzi za rzeczywistość także jest snem. Jest to logiczne z punktu widzenia fabuły, ale nielogiczne z punktu widzenia widza, a nawet scenarzysty. Jeśli bowiem uznać taką interpretację "Incepcja" okazuje się filmem o niczym. No, prawie niczym.

Jeżeli wszystko jest snem DiCaprio (co można zacząć podejrzewać naprawdę szybko), to ja-widz napotykam problem. Po pierwsze - główne zadanie (czyli tytułowa incepcja) nie ma żadnego znaczenia. Misja jest tylko sennym majakiem, a jej niewykonanie nie będzie miało żadnych realnych skutków. Wariant "wszystko jest snem" oznacza, że żaden z bohaterów, a w zasadzie jedyny bohater w wielu postaciach, nigdy nie jest niczym zagrożony. Wiecie, co to oznacza dla filmu, który w 2/3 bazuje na strzelaninach, wybuchach i pościgach? Znaczy to tyle, że Nolan strzela do własnej bramki. Popełnia scenariuszowe samobójstwo. Co z tego, że jednocześnie bohaterowie uczestniczą w ośmiu scenach akcji, skoro one mają miejsce we śnie? Jaki to wszystko ma sens, skoro w zasadzie jedynym ważnym w takim wypadku motywem jest akceptacja śmierci żony Leonarda DiCaprio? Właśnie tak: Nolan nakręcił trzygodzinny film o godzeniu się (we śnie) ze śmiercią żony. Reszta to tylko zbędna otoczka. Scen istotnych dla najważniejszego wątku starczyłoby może na półgodzinną nowelkę.

To rozwiązanie, czyli zupełne niepotrzebne gmatwanie bardzo prostej fabuły, urozmaicanie jej o skoki ze świadomości jednej osoby do drugiej mylone jest ze "scenariuszową głębią". Błąd. Owszem, film jest skomplikowany, a nawet trudny do ogarnięcia za pierwszym razem, ale nie oznacza to, że jest głęboki. Jest po prostu źle napisany, o czym dobitnie świadczą dialogi, w których bohaterowie do samego końca tłumaczą zasady rządzące przedstawionym światem - zasady niepotrzebnie skomplikowane i niejasne. Sam reżyser doskonale wiedział, iż bez stałych wytłumaczeń widz szybko zgubi się w natłoku idiotycznych założeń, toteż nie pozostało mu nic innego, jak wyjaśniać wszystko poprzez rozmowy bohaterów. W efekcie przez większość czasu bełkoczą oni o przekombinowanych regułach nieistniejącego świata.

Skoro Nolan był świadomy wad scenariusza, powinien wiedzieć, że do udźwignięcia jego ciężaru potrzebne będą ciekawi bohaterowie i naprawdę emocjonujące sceny akcji.


3. Gra, której nie da się wygrać

Z bohaterami (czy też jednym bohaterem w wielu postaciach) jest jednak kolejny problem. Zobrazuje go wam pewna gra. Gra nazywa się "określ charakter bohaterów". Polega na przydzielaniu postaciom pasujących do nich przymiotników, ale niezwiązanych z wyglądem czy rolą w drużynie. To tak, jakby opisywać Riggsa z "Zabójczej broni": nieco szalony, niemający nic do stracenia, zdesperowany, a jednocześnie zabawny - itp. A zatem jaka jest bohaterka grana przez Ellen Page?

A jaki jest Joseph Gordon-Levitt?

A reszta? Jacy są pozostali członkowie drużyny? Czy w filmie jest czarny charakter? Jeśli tak, jakie cechy go charakteryzują? Czy w ogóle pamiętacie imiona tych ludzi? Niezdolność do przypisania postaciom cech nie jest oznaką głębi i skomplikowania. Jest oznaką ziejącej scenariuszowej pustki.

Płascy bohaterowie to największa wada "Incepcji", przez którą bardzo trudno zaangażować się podczas seansu. Brak charakteru oznacza brak konfliktów, a to z kolei przekłada się na powalającą nudę. Skoro sami bohaterowie nie żywią żadnych uczuć wobec swojego przeciwnika, dlaczego widz powinien to robić, a w efekcie przejmować się, czy zdołają wykonać zadanie? Bezzasadne sceny akcji zyskują zatem kolejną cechę: są wyprane z jakichkolwiek emocji. Może chociaż ładnie wyglądają?


4. Ten film jest niebieski

"Incepcja" to najbardziej niebieski film świata. To jedyna wyróżniająca cecha jego warstwy wizualnej. Imponujące efekty nie robią wielkiego wrażenia, jako że są pozbawione kontekstu - jako się rzekło, sceny akcji nie mają uzasadnienia i są tylko pustą pokazówką. Ponadto, jak na film za 160 milionów, na dodatek traktujący o snach, "Incepcja" jest bardzo mało oniryczna. Pojawiają się głosy, że o to chodziło - że przedstawione sny są celowo realistyczne - ale mieć do dyspozycji taki budżet i zrobić pozbawiony wyobraźni film o snach, to gorzej niż skompletować obsadę z najlepszych karateków świata i nie umieścić w filmie ani jednej sceny walki.

Nolan od czasu do czasu próbuje wykreować oniryczne widoki, ale zupełnie nie rozumie specyfiki snów. Ich wyjątkowość nie polega na tym, że śniący tworzy imponujące krajobrazy przypominające scenografię z filmów katastroficznych. Charakterystyczne dla snów są raczej szczegóły niepasujące do ogólnie rozpoznawalnej wizji świata. Dobrym przykładem byłyby książki zapisane dziwacznymi literami, które jednak śniący potrafi odczytać, albo kwadratowe koła poruszających się normalnie samochodów. Mimo ogromnego budżetu "Incepcja" nie uchwyciła nawet ułamka wyjątkowości sennych obrazów. Nolan postawił na niepotrzebną widowiskowość - u niego przed przebudzeniem senna scenografia wali się jak podczas trzęsienia ziemi. Czy wasze sny kończą się w ten sposób?

Budżet może być paradoksalnie wadą filmu, ponieważ do wykreowania onirycznej atmosfery nie potrzeba góry pieniędzy. Potwierdził to wiele razy David Lynch, którego względnie tanie filmy są o wiele bardziej "senne" niż "Incepcja". Udowadniali to także twórcy "Donniego Darko", "Koszmaru z ulicy Wiązów", "Las Vegas Parano", "Requiem dla snu", "Zakochanego bez pamięci"... Gdyby reżyser musiał wysilić wyobraźnię, a nie procesory, mógłby powstać znacznie lepszy film.


5. Trzygodzinny zwiastun

Dwa gwoździe do trumny "Incepcji" to muzyka i montaż. Już w Batmanach Nolan wykazywał skłonności do nierozróżniania form filmowych. Cięcie dialogów i przeplatanie ich innymi scenami w połowie słowa można wybaczyć w zwiastunach, tak samo, jak rytmizowanie akcji coraz bardziej dramatyczną, "budującą się" muzyką. W pełnym metrażu trailerowa stylistyka sprawdza się kiepsko. Jeśli film jest adaptacją komiksu na taką formę można przymknąć oko, gdyż wpisuje się w konwencję ogólnego przesadyzmu, lecz w "Incepcji" zwiastunowy montaż jest męczący.

Co gorsza, przez większość filmu muzyka stara się stworzyć wrażenie, że już za moment stanie się coś wielkiego, nadejdzie ogromna, niesamowita kulminacja - dzieje się tak nawet w spokojnych scenach dialogowych. A kiedy wreszcie dochodzi do kulminacji kompozytor uderza z taką pompą, z tak przegiętą dramaturgią, że uszy zwijają się w trąbkę starając się ochronić przed nawałnicą kiczu. Rozumiem jednak konieczność drastycznego zastosowania środków pobudzających: scenariusz jest pozbawiony jakichkolwiek emocji, więc za ich wywołanie musi odpowiadać część formalna.


6. Nolan może załatwić krytykę najtańszą wymówką świata

W Internecie, a zwłaszcza na IMDB, pojawiło się wiele negatywnych recenzji "Incepcji", ale ich autorzy zostali zakrzyczeni przez fanów filmu twierdzących, że krytycy nie ogarniają wizji Nolana. Z takim argumentem nie sposób walczyć. Zwłaszcza w przypadku obrazu, który z założenia jest otwarty na interpretacje. Grono osób zaślepionych miłością do "Incepcji" jest tak duże, że dochodzi do sytuacji, w której filmu nie można nie lubić, ponieważ nielubienie oznacza z automatu niezrozumienie. Każdy krytyk zostaje napiętnowany jako idiota, a przecież film nie jest głęboki, zaś trudność w jego odbiorze może wynikać tylko z bezsensownego skomplikowania bardzo prostej fabuły. Jednak Nolan może machnąć ręką na podniesione przeciwko niemu argumenty i z przebiegłym uśmiechem powiedzieć, że tak miało być. "Incjepcja" jest oderwana od rzeczywistości, a zatem każdą jej wadę można usprawiedliwić celowością - co ochoczo robią zwolennicy filmu. Tania wymówka.

"Incepcja" ma interesujący pomysł wyjściowy, ale na tym jej zalety się kończą. Oglądanie filmu przypomina przyglądanie się grze komputerowej. Fabuła jest nieistotna, króluje forma - ale widz nie może docenić nawet tego, jako że brak mu zaangażowania. Treść jest miałka i nudna, nie niesie żadnej głębszej myśli, nad którą można by się zastanowić po seansie. Nolan dał ciała, choć na jego obronę można powiedzieć, że spadł z wysokiego konia.





wytwórnia - Warner Bros., Legendary Pictures, 2010
scenariusz i reżyseria - Christopher Nolan
produkcja - Christopher Nolan, Kanjiro Sakura, Emma Thomas
muzyka - Hans Zimmer
zdjęcia - Wally Pfister
montaż - Lee Smith
efekty specjalne - Paul J. Franklin, Pete Bebb, Rob Hodgson
czas projekcji - 148 minut

wystąpili
Leonardo DiCaprio
Joseph Gordon-Levitt
Ellen Page
Tom Hardy
Ken Watanabe
Dileep Rao
Cillian Murphy
Tom Berenger
Marion Cotillard
Pete Postlethwaite
Michael Caine
(Cobb)
(Arthur)
(Ariadne)
(Eames)
(Saito)
(Yusuf)
(Robert Fischer, Jr.)
(Browning)
(Mal)
(Maurice Fischer)
(Miles)

Autor analizy gościnnej: Michał Puczyński - MILITARY [e-mail] | Klub Miłośników Filmu, 9 sierpnia 2010
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

ANALIZY | RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF



comments powered by Disqus