Strona główna KMF
        

Z mieszanymi odczuciami wychodziłem z seansu "Hellboya". Film jest na pewno lepszy od crapów pokroju "Daredevil", "X-Men" czy (mimo wszystko) "Hulk", jednak do dwóch pierwszych części "Batmana" niestety mu sporo brakuje. Kolejnej ekranizacji komiksu (tym razem Mike'a Mignoli) podjął się Guillermo del Toro. Po latach starań i sukcesie "Blade 2" dostał wreszcie od wytwórni ponad 60mln$ i mógł zacząć przygotowywać się do realizacji. "Hellboy" to jeden z ulubionych superbohaterów meksykańskiego reżysera i od początku widział w tej roli Rona Perlmana, z którym pracował już przy swoim debiutanckim horrorze "Cronos", oraz przy wspomnianym "Blade 2". Długo trwało przekonywanie producentów, że aktor charakterystyczny jakim niewątpliwie jest Perlman (wszyscy pamiętają jego pierwszorzędną kreację Salvatora w "Imieniu Róży") jest idealnym kandydatem. Na szczęśćie udało się i Perlman w swojej pierwszej pierwszoplanowej roli w wysokobudżetowej produkcji sprawdził się znakomicie.


   


Hellboy wybija się in plus pośród większości komiksowych bohaterów. Istota z piekła rodem, cała czerwona z rogami, ogonem i nieodłącznym cygarem w zębach. Mimo swojego pochodzenia pracuje dla tajnej agencji zajmującej sie badaniem zjawisk paranormalnych i walką z tym co nieznane przeciętnym śmiertelnikom. Po prostu walczy z innymi potworami dla dobra ludzkości :) Cyniczny, zdający sobie sprawę z własnej siły, brawurowo zagrany przez Rona Perlmana ma w tym filmie najlepsze teksty. Może tylko za często powtarza "crap" kiedy coś mu nie wyjdzie. W agencji są też inne kreatury - Abe Sapien (człowiek-ryba) i Liz Sherman (panienka o telekinetycznych zdolnościach). Jednak drugą najciekawszą postacią w filmie jest mechaniczny, wyprodukowany w Moskwie Kroenen. Ale to nie on jest głównym czarnym charakterem. Tym razem zniszczyć świat pragnie nie kto inny jak... Grigori Rasputin!


   


Film rozpoczyna się obiecująco. Obserwujemy eksperymenty nazistów mające na celu wydostanie z otchłani chaosu jakiegos przerażającego stwora. Jesteśmy świadkami narodzin Hellboya, który jednak trafia w ręce Amerykanów. 60 lat później widzimy jak pracuje dla agencji - właśnie został wysłany na akcję do muzeum. Niestety później na dobrą godzinę siada tempo. Film wręcz zaczyna być nudny (może niepotrzebnie całość trwa ponad 2 godziny?). Postać Johna Mayersa, byłego agenta FBI który staje się jednym z głównych bohaterów tego filmu jest zupełnie bez wyrazu. Do tego zaczyna być coraz więcej scen zupełnie nie pasujących do takiego widowiska. Hellboy zakochany i wzdychający do niewiasty wzbudza pusty śmiech, co chyba nie było zamierzeniem twórców. Jeszcze gorzej jest kiedy wysłuchuje porad od 9-letniego brzdąca popijającego mleko. W tym momencie najgorsze słowa cisną się pod adresem producentów. Wszystko wskazywało na to, że będzie to mroczna brutalna opowieśc dla starszych odbiorców. Zostało parę scen pasujących do kategorii wiekowej R, wiele jednak złagodzono by całość była strawna dla takich 9-latków, jak ten na filmie. Po raz kolejny producenci zadecydowali że otrzymamy produkt niepełny. Może kiedyś na DVD wyjdą usunięte sceny... Trochę dziwna to postawa, bo w USA większość czytelników komiksów (a także graczy video) to osoby już pełnoletnie. Takie filmy od 18 lat jak "Blade", "Blade 2" czy "Kruk" radziły sobie całkiem nieźle w box-office. Za to pamiętamy klęskę remake'u "Rollerballa", który był kręcony jako rated R, by później przemontować go od nowa pod okiem wrednych cenzorów i wypuścić na rynek już z kategorią PG-13. No trudno.


   


W tym filmie zbyt dużo rzeczy mnie irytowało. Pomijając sztuczny acz obowiązkowy happy-end czy cięcia cenzorów. Po prostu miało być znacznie mroczniej... a wcale nie było. Brakowało mi jakiejś głębi, a tak otrzymałem jedynie dobrą, acz pustą rozrywkę. Przynajmniej końcówka nie zawodzi, bo pojedynek z potworem niczym z mitologii Lovecrafta faktycznie znakomity. Jest oczywiście mnóstwo efektów wizualnych (niezłych jak na budżet 66mln$ choć przypominam sobie o połowę tańszy "Underworld", w którym efekty były na podobnym poziomie). Jednak dopiero nadchodząca wielkimi krokami druga część "Spider-Mana" za 200 milionów dolarów pokaże mistrzostwo i efekty specjalne na miarę XXI wieku. W filmie z bardziej znanych aktorów występuje jeszcze John Hurt (jako profesor Broom, przybrany ojciec Hellboya) oraz Selma Blair. Guillermo del Toro nie tylko film wyreżyserował, ale był także współautorem scenariusza. Ja jednak wolę wcześniejsze nieamerykańskie filmy tego zdolnego meksykańskiego reżysera. Wprawdzie po bardzo udanym debiucie pełnometrażowym "Cronos" miał wpadkę w postaci "Mimic", ale później zrehabilitował się jednym z bardziej klimatycznych ghost story ostatnich lat. Nakręcił w Hiszpanii "El Espinazo del diablo", znany również w Polsce z telewizji i kaset wideo pod tytułem "Kręgosłup Diabła".


   


Jeśli jesteś miłośnikiem komiksów i znasz dobrze tę serię, odnajdziesz wiele smaczków z poszczególnych zeszytów wydanych przez Dark Horse Comics. Natomiast pozostali, którzy nie mieli styczności z twórczością Mike'a Mignoli, mimo niewątpliwych wad powinni zobaczyć film dla Rona Perlmana. Gdyby nie jego rola, byłby to kolejny przeciętniak w morzu tych mniej udanych ekranizacji komiksów, których aż tak dużo (za dużo) powstaje.



HELLBOY
Rok produkcji: 2004, USA ; Czas trwania: 122 min.


Reżyseria: Guillermo Del Toro
Scenariusz: G. Del Toro, Peter Briggs
Na podst. komiksów Mike'a Mignoli
Zdjęcia: Guillermo Navarro
Montaż: Peter Amundson
Muzyka: Marco Beltrami

Data premiery w USA: 2.04.2004
Data premiety w Polsce: 8.10.2004

Wystąpili:
Ron Perlman (jako Hellboy)
John Hurt (jako profesor Broom)
Selma Blair (jako Liz Sherman)
Rupert Evans (jako John Myers)
Karel Roden (jako Grigori Rasputin)
Ladislav Beran (jako Kroenen)


e-mail
 Autor recenzji: Michał Klimaszewski - GR@IL