Strona główna KMF
        

Na pierwszą część "Harrego Pottera" czekałem z ogromną niecierpliwością. Kiedy wreszcie pojawiła się w Polsce, wraz ze znajomymi wybrałem się do Białegostoku, aby ją obejrzeć. Z kina wyszedłem rozczarowany i zdegustowany. I to nie przez straszny polski dubbing, ale ... absolutny brak magii! Trójka bohaterów przechodzi z jednego pustego pomieszczenia do drugiego, czasami mijając pozostałych zajętych nauką uczniów, których nienaturalność i obojętność przyprawia o dreszcze (jakby byli z "Inwazji porywaczy ciał"!). Nie pomogła nawet wspaniała muzyka Williamsa ani cała masa efektów specjalnych. Dlatego, po takim szoku, wiedząc, że reżyserem znowu jest pan Columbus, na drugą część do kina nie poszedłem, ale obejrzałem sobie w domu na video i choć w tym przypadku było trochę lepiej, to wciąż opowiadanej historii brakowało wyrazu. Z tego powodu odetchnąłem z ulgą, gdy dowiedziałem się, że Chris Columbus zrezygnował z kręcenia kolejnych części, aby ustąpić miejsca innemu, znacznie bardziej utalentowanemu i ambitniejszemu reżyserowi – Alfonsowi Cuaronowi. Nazwisko te kojarzy się wszystkim głównie ze świetnym "I twoją matkę też", czyli opowieścią drogi o końcu przyjaźni, nakręconej przy niewielkim budżecie, skromnie i z mało znanymi aktorami. Tym razem w ręce Cuarona powierzono adaptację 450-stronicowej książki, ogromny, 130-milionowy budżet, znanych i utalentowanych aktorów, najlepszych charakteryzatorów, scenografów, twórców efektów specjalnych oraz niezastąpionego kompozytora Johna Williamsa. Mając taką ekipę, talent i możliwości, udało się stworzyć świetny film na podstawie bardzo dobrej książki.

 
   


Dla Harrego, Hermiony i Rona, trójki nierozłącznych przyjaciół, trzeci rok w Hogwarcie rozpoczyna się w sposób wyjątkowo niepokojący. Z Azkabanu, najpilniej strzeżonego i najbardziej przerażającego więzienia dla czarodziejów ucieka groźny morderca Syriusz Black. Harry dowiaduje się, że Black doprowadził do śmierci jego rodziców, a teraz chce dokończyć swoje dzieło zabijając ich syna. Z tego powodu do szkoły przybywają Dementorzy, więzienni strażnicy, niebezpieczne istoty przypominające demony, którzy potrafią nie tylko potrafią odkryć najgłębsze ludzkie lęki, ale i zabrać człowiekowi duszę. Wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczą, że Black jest coraz bliżej. Harry zaprzyjaźnia się z nowym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią – Profesorem Lupinem, oraz poznaje nowy przedmiot – Wróżbiarstwo, którego uczy ekscentryczna, sprawiająca wrażenie nieco szalonej Profesor Trelawney. Od braci Rona - Freda i Georga otrzymuje Mapę Huncwotów, która oprócz wszystkich sekretnych przejść pokazuje położenie wszystkich osób znajdujących się w zamku. Jego przyjaciel, gajowy Hagrid zostaje nauczycielem Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami, ale już pierwsza lekcja kończy się niepowodzeniem – Hipogryf o imieniu  Hardodziób, sprowokowany, atakuje Draco Malfoya, za co zostaje skazany na śmierć. Profesor Trelawney przekonuje Harrego, że jest w wielkim niebezpieczeństwie, ale dopiero jej niepokojąca wizja (jedyna chyba prawdziwa) uświadamia mu, w jak ciężkim jest położeniu. I film i książka może pochwalić się wieloma wątkami pobocznymi, które łączą się ze sobą tworząc spójną fabułę. Można pogubić się wśród niektórych faktów, dlatego proponuję obejrzeć (mimo wszystko) poprzednie części, przeczytać "Więźnia Azkabanu" i bardzo uważnie śledzić akcję zapamiętując wszystkie szczegóły i wątki. Nic nie jest tu wyłożone na tacy, a złożenie historii w całość sprawia sporą satysfakcję.



   


Pierwszą bardzo widoczną zmianą w stosunku do poprzednich części jest sam styl opowiadania historii, co widać już od sceny w domu Durlsey’ów – chwiejąca się lekko kamera pokazuje całkiem przeciętne, nieciekawe życie mugolskiej rodziny. Dopiero nagły wybuch złości Harrego sprawia, że wśród tej rutyny zaczyna dziać się coś niezwykłego i kompletnie nienaturalnego, co zostaje zilustrowane w wyraźnie odmienny sposób. Później, gdy Harry trafia do "Dziurawego Kotła", podziwiamy magiczny świat w pełnej okazałości – niezwykła, staroświecka architektura, zajęci swoimi sprawami goście, personel używający czarów do sprzątania lokalu, nieuporządkowane pomieszczenia pełne różnych tajemniczych przedmiotów - a wszystko to tuz obok zwyczajnego Londynu! Mocno zaznaczona granica między dwoma światami jest widoczna zaledwie przez kilka minut, gdyż później trafiamy w sam środek akcji, skąd do nie-magicznego świata skąd nie ma już powrotu.
Nowy Hogwart nie jest już tak bajkowym miejscem. Pełen niezwykłych przedmiotów, "żywych" obrazów i utrzymany w mrocznej stylistyce, robi o wiele większe wrażenie, a co za tym stoi - jest znacznie bardziej przekonujący względem cukierkowatej wizji Columbusa. Scenografia jest znacznie bardziej interesująca i rozbudowana w stosunku do poprzednich części. Pojawia się wiele elementów nie uwzględnionych w książce, takich jak wieża zegarowa z wahadłem, niepokojące rzeźby czy piękna fontanna na dziedzińcu. Świetnym pomysłem była częściowa zmiana szkolnych szat, strojów do Quidditcha oraz pojawienie się całkiem zwykłego, codziennego ubioru, co podkreśla, że uczniowie Hogwartu nie różnią się tak bardzo od swoich nie-magicznych rówieśników. 



   


Cuaron skupił się w tej części na głębszym przedstawieniu bohaterów jako nastolatków, którzy oprócz nauki mają też własne hobby, zainteresowania, problemy i rozterki. Bohaterowie z wystraszonych, wyciszonych małolatów powoli stają się poważniejsi, bardziej odpowiedzialni, oraz, co idzie w parze z okresem dojrzewania - bardziej impulsywni. Harry Potter nareszcie przeciwstawia się Dursleyom, zamiast cicho siedzieć w kącie i zgadzać się na wszystkie ich rozkazy. Hermiona przestaje tłumić złość i ostentacyjnie wychodzi z lekcji Wróżbiarstwa, wcześniej zrzucając ze stołu szklaną kulę, pokazując tym samym swój stosunek do tego przedmiotu. Ron natomiast staje się bardziej odpowiedzialny za siebie i swoich przyjaciół; stawia się Malfoyowi i jego bandzie mimo, że jest zdany tylko i wyłącznie na siebie. Poza tym widać zmiany wśród poboczne postaci, jak np. u Neville’e Longbottom’a, który przestaje być wieczną ofiarą, a próbuje przełamać swój lęk dotyczący Snape'a (tak nawiasem mówiąc moim zdaniem Neville jest jedną z ciekawszych drugoplanowych postaci książki, co widać szczególnie w piątym tomie). Hagrid przejmuje funkcję nauczyciela, a co za tym idzie, staje się jeszcze bardziej opiekuńczy i zapracowany. Dzięki takiemu zabiegowi reżyser daje nam do zrozumienia, że postaci historii, podobnie jak każdy przeciętny człowiek, zmieniają się, cały czas stają się lepsze i bliższe widzowi. Jest kilka scen przypominających zwykły dzień wśród zwykłych nastolatków, na przykład zabawa magicznymi cukierkami pozwalającymi wydawać odgłosy maszyn i zwierząt, która dla mnie kojarzy się z wieczorną grą w karty w gronie najbliższych kumpli z internatu, albo wspólna nauka w Wielkiej Sali, gdzie oprócz studiowania potężnych tomów można luźno porozmawiać czy wspólnie poczytać gazetę.
Największym plusem filmu oraz tworzącym niesamowity klimat zabiegiem są setki szczegółów, jakich można dopatrzyć się podczas poszczególnych scen: samo-sprzątająca miotła i lewitujące naczynia w "Dziurawym kotle", ruchome plakaty "Have you seen this wizard?", zdjęcie rodziców i rysunek w pokoju Harrego - dzięki takim drobnym elementom, świat przedstawiony w "Harrym Potterze i więźniu Azkabanu" wydaje się być znacznie bardziej realistyczny, interesujący i ... magiczny, bo mniej uporządkowany i trudniejszy do wytłumaczenia. Alfonso Cuaron dodaje też coś od siebie: wspomniane wcześniej słodycze, główki voo-doo (breloczki J ), mijające pory roku i różne w związku z tym zachowania bijącej wierzby. Wydaje mi się, że jest to
jeden z tych filmów, które można oglądać kilkadziesiąt razy i za każdym znajdować coś nowego (mój faworyt w tym przypadku to "Shrek"). Oglądając wprost nie mogłem wyjść z podziwu dla talentu reżysera, który potrafił ożywić ten magiczny świat, nadać mu rytm i taki niezwykły klimat.



   


Zapewne film nie byłby aż tak dobry, gdyby nie gra aktorów. O ile w pierwszej i drugiej części Daniel Radclife był beznamiętny i nieinteresujący, o tyle w tej części nareszcie zaczyna okazywać jakies emocje: krzyczy, śmieje się, rozmawia - staje się po prostu (nareszcie) naturalny i bliższy swojemu książkowemu odpowiednikowi. Emma Watson od początku potrafiła zaintrygować postacią Hermiony, ale dopiero teraz nadała swojej postaci głębszy rys psychologiczny - z sympatycznej kujonki stała się pewną siebie, inteligentną i odważną dziewczyną. Ron według Ruperta Grinta to wciąż zapominalski i niepewny chłopak, który dla przyjaciół mógłby skoczyć w ogień. Czytałem ostatnio wypowiedź Daniela Radclife'a, który opowiadał o reżyserze i jego pomocy dla głównych odtwórców ról przy pracy nad rolą. Cuaron zadał im do napisania wypracowanie na temat rozwoju postaci - od roku pierwszego do trzeciego pobytu w Hogwarcie. Daniel (Harry) oddał najszybciej swoją jednostronicową pracę, ale satysfakcja zniknęła, gdy Emma (Hermiona) następnego dnia przyniosła swoją 16-stronicową rozprawkę. Rupert (Ron) natomiast wpadł na pomysł, żeby odwlekać oddanie, wymyślając z przyjaciółmi (przez te kilka lat na planie w końcu musieli się zaprzyjaźnić) ciągle nowe wymówki w stylu "pies zjadł moją pracę domową" i do dziś jej nie oddał - zupełnie jak mógłby to zrobić jego bohater. Pomysł okazał się starzałem w dziesiątkę i jak widać, wyraźnie zmienił nastawienie aktorów do odtwarzanych ról. Moim zdaniem Cuaron przez to jedno, w gruncie rzeczy proste ćwiczenie zaintrygował młodych aktorów granymi przez nich postaciami i zintegrował jako paczkę przyjaciół.

 
   

Drugi plan to przede wszystkim dość krótka, ale jak zwykle zapadająca w pamięć rola Gary'ego Oldmana jako tytułowego Więźnia Azkabanu. Syriusz Black w jego interpretacji to mieszanka szaleństwa, grozy i tajemniczości. Emma Thompson, znana i lubiana angielska aktorka wcieliła się w rolę Profesor Trelawney; jej nienaturalnie wielkie okulary i dziwny styl bycia pokazuje wyraźnie, że ta kobieta patrzy w przyszłość... i nic poza tym. Remus Lupin w wykonaniu Davida Thewlisa to inteligentny, służący pomocą i bardzo sympatyczny człowiek, ale posiadający swój własny mroczny sekret. Wcielający się po raz kolejny w rolę profesora Snape'a Alan Rickman wzbudza niepokój, ale jest zarazem opiekuńczy i jak każdy dobry nauczyciel, z wielkim zaangażowaniem dba o edukację swoich podopiecznych. Michael Gambon, zastępujący Richarda Harrisa w roli dyrektora szkoły, profesora Dumbledore'a, staje się (z całym szacunkiem dla poprzednika) o wiele ciekawszy, bardziej interesujący i, zbliżając się stronę książkowego pierwowzoru, bardziej charyzmatyczny. Oczywiście, więcej powiedzieć nie można, ponieważ polski dubbing idealnie uniemożliwia jakąkolwiek głębszą interpretację. Może nie jest tak źle jak w przypadku pierwszej części - aktorzy (lektorzy) wczuli się w swoje role (tak, jakby sam film zdał się im ciekawszy i wart głębszych emocji) i widać większe zaangażowanie z ich strony, niestety niektóre dialogi wciąż przypominają słuchowiska radiowe. Pomijając zaniedbania w stylu "postać mówi, ale lektor już skończył". Oczywiście zdecydowanie polecam wszystkim wersję oryginalną - angielski akcent jest wspaniały J. Całość uzupełnia wspaniała muzyka Johna Williamsa. Największą zaletą poprzednich Potterów była właśnie wspaniała ilustracja muzyczna... ale tym razem jest ona jeszcze lepsza; mroczniejsza, klimatyczna, rozbudzająca wyobraźnię (niesamowite uzupełnienie sceny z "zegarkiem")..


   


Niesamowite wrażenie robią efekty specjalne. Animacja hipogryfa Hardodzioba, będącego połączeniem orła i konia jest bardzo szczegółowa - zwierze wciąż jest w ruchu, bacznie przygląda się bohaterom, drapie się, rozgląda na boki, jego pióra poruszają się na wietrze - bije od niego niezwykła naturalność. Oglądam dość sporo produkcji tego typu, ale nawet Jacksonowskie Olifanty nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak pojedynczy, szczegółowo dopracowany stwór. Idąc dalej, twórcy skorzystali z zasady, że najlepsze efekty specjalne to te, których nie widać i nie da się ich rozpoznać. Z tego powodu wiele szczegółów znajduje się na drugim planie - przebiegający stwór, postaci z obrazów przebiegające z ram do ram, bijąca wierzba gubiąca liście. Komponuje się to idealnie z wizją reżysera, tworząc niezwykły, niezbadany świat pełen tajemnic. Trzecia część "Harrego Pottera" to jedna z najlepszych adaptacji literatury, jaką miałem okazję obejrzeć oraz najciekawszy film fantasy ostatnich lat (pomijając oczywiście trylogię Jacksona i kilka anime J ). Dopiero teraz widz poznaje prawdziwe znaczenie słowa "magia". W trzeciej części przygód trójki młodych czarodziei dzieje się tak dużo jak w poprzednich dwóch, tak samo szybko i dynamicznie. Znowu jest piękna muzyka, dobre aktorstwo, efekty specjalne, wciągająca fabuła. Ale jest też coś innego. Coś, czego brakowało dla filmu "Harry Potter i kamień filozoficzny" i dla jego drugiej części, czyli "Harry Potter i komnata tajemnic" oraz wielu innym obrazom, niekoniecznie o podobnej tematyce. Rzecz ta jest dość trudna do uchwycenia w dzisiejszym kinie, praktycznie nieosiągalna w superprodukcjach. Dodatkową trudność sprawia fakt, że jest to adaptacja bardzo popularnej powieści dziecięcej, czyli materiał o charakterze wyjątkowo komercyjnym W takim wypadku trzeba mieć wielki talent, żeby ją oddać. Chodzi oczywiście o magię kina.



Harry Potter i Więzień Azkabanu
(Harry Potter and the Prisoner of Azkaban)
Rok produkcji: 2004, USA / Wielka Brytania; Czas trwania: 146 min.



Reżyseria:
Alfonso Cuarón
Scenariusz: Steven Kloves
Zdjęcia: Michael Seresin
Muzyka: John Williams

Występują:

Daniel Radcliffe (jako Harry Potter)
Rupert Grint (jako Ron Weasley)
Emma Watson (jako Hermione Granger)
Gary Oldman (jako Syriusz Black)
Alan Rickman (jako Profesor Snape)


 


e-mail
 Autor recenzji: Karol Baluta - KAROL