STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA



Tak samo, ale lepiej...

Za każdym razem, gdy zaczyna się realizacja kolejnej części przygód Harry'ego Pottera, dzieciarnia i młodzież całego świata zaczyna śledzić wszelkie ciekawostki z planu, szuka nowych fotosów, a każdy trailer pokazujący coraz to nowe sceny z produkowanego filmu, jest na wagę złota. Nigdy nie dałem się wciągnąć w wir potteromanii. Do dziś nie przeczytałem żadnej książki z serii i do dziś nie mogę do końca pojąć na czym polega fenomen postaci, z którą tak naprawdę nikt za bardzo nie może się identyfikować. To pewnie dzięki spełnianiu dziecięcych marzeń o czarowaniu i nadnaturalnych zdolnościach, Harry Potter tak celnie trafił w umysły dzieciaków, nastolatków i starszych czytelników - widzów na całym świecie. I mimo, że nie czekam jak na szpilkach na każdy nowy film o Potterze, to zawsze, niejako z obowiązku, każdą część oglądałem. I za każdym razem się dziwię, że znów mi się podobało. O ile jednak każdy film serii uważam za co najmniej dobry, tak mam z nimi wszystkimi taki problem, że po upływie kilkunastu miesięcy od seansu nie za bardzo już pamiętam co było w której części, a plakatów, gdyby nie były podpisane tytułem, nie potrafiłbym dopasować do konkretnego filmu.
"Harry'ego Pottera i Księcia Półkrwi" zapamiętam jednak z pewnością znacznie lepiej i na dużo dłużej niż poprzednie części. Miałem bowiem wielką przyjemność i zaszczyt być w dniu 21 lipca na specjalnym pokazie przedpremierowym filmu, w kinie IMAX, na warszawskiej Sadybie. "Księcia Półkrwi" otworzyła trwająca piętnaście minut spektakularna, wgniatająca w fotel sekwencja 3D, której głównym atutem była scena rozpadnięcia się wielkiego mostu. Później kazano widzom zdjąć okulary i film leciał już po bożemu, czyli na płasko, jednak w dalszym ciągu zaletą seansu był ogromny ekran kina IMAX.

Przede wszystkim "Harry Potter i Książę Półkrwi" nie nudzi, co przy 153. minutach seansu jest nie lada wyczynem. Po drugie jest w nim mnóstwo bardzo wysokich lotów humoru, związanego przeważnie z sercowymi rozterkami głównych bohaterów, którzy zamiast na czary, coraz częściej poświęcają swój czas na całowanie się po kątach. Rozanielony Ron, który po spożyciu eliksiru miłości spada na podłogę z oparcia kanapy, jako żywo przypomina nieskoordynowane wyczyny Martina Lawrence'a po spożyciu tabletki extasy w "Bad Boys 2". Podobnie szaleje sam Harry Potter, który po wypiciu eliksiru szczęścia zachowuje się jak lekko naspidowany - a wszystko to zagrane na wysokim poziomie, bez nuty fałszu czy taniego błaznowania. Znalazł się też w filmie jeden dość hardcore'owy żart, a bynajmniej taki się wydaje w polskiej wersji językowej. Otóż Dumbledore trzymając w dłoni gazetę z ładną panią na okładce, mówi, że zabiera ją ze sobą, bo lubi "robótki ręczne". Albo to odważny dowcip słowny, wpleciony w listę dialogową przez polskich tłumaczy, albo jakiś błąd w przekładzie, podobny do tego z "Transformers 2: Zemsta Upadłych", gdzie zdanie, w którym rodzice Sama mówili o przerobieniu jego pokoju na kino domowe (oryg. "home theatre") przetłumaczono: "Przerobimy twój pokój na domowy teatrzyk". Nevermind, idziemy dalej. Główni aktorzy wyraźnie wkroczyli w dorosłość, co najbardziej widać po Ronie, który wygląda z całej trójki aktorów najbardziej dojrzale.
Wszystko w "Harrym Potterze i Księciu Półkrwi" stoi na podobnym lub takim samym poziomie jak w poprzednich częściach - mówimy oczywiście o poziomie bardzo wysokim. Aktorstwo, efekty wizualne (jak zwykle widowiskowy, zapierający dech w piersiach mecz Quiditcha), muzyka (tym razem Nicholas Hooper), reżyseria Davida Yatesa (który, począwszy od "Zakonu Feniksa", wyreżyseruje Pottera do ostatniej części), charakteryzacja, stroje - to wszystko sprawia, że po raz kolejny przeniosłem się do magicznego świata Hogwartu i po raz kolejny zostałem nim dosłownie oczarowany. Wielka w tym zasługa doskonałych, epickich zdjęć Bruno Delbonnela - niektórych, zapierających dech ujęć wież Hogwartu mogliby mu pozazdrościć nawet twórcy "Władcy pierścieni".

UWAGA - TEN FRAGMENT ZDRADZA ISTOTNE ELEMENTY FILMU!
Małym minusem tej części jest duża ilość podobieństw merytorycznych do... wspomnianego przed chwilą "Władcy pierścieni". Oczywiste jest przede wszystkim podobieństwo Czarnego Pana do Saurona - obydwaj istnieją gdzieś poza czasem i przestrzenią, bez warstwy cielesnej, nie pokazują się zbyt często i wysługują się swoimi szpiegami / cieniami - w "Harrym..." są to Dementorzy, we "Władcy..." Nazgule oraz czarodziejami / magami na swoich usługach: Snape / Saruman. Saurona można było zniszczyć za pomocą pierścienia, tu potrzebnych jest do tego kilka przedmiotów, w których ukryte są fragmenty duszy Mrocznego Pana. Ale największe podobieństwo dostrzegłem nieoczekiwanie w postaci Dumledore'a, który zarówno z wyglądu, jak i tragicznego końca, jakiego doświadczył, skojarzył mi się wprost z Gandalfem Szarym i jego śmiercią w Morii. Aha, zapomniałbym o scenie w jaskini, gdy spod wody zaczęły wychodzić wychudzone szkielety, przypominające Golluma... Nic to, każda epicka opowieść o walce dobra ze złem jedzie na podobnych schematach i chyba nie ma co się szczególnie tego czepiać. Równie dobrze, w miejsce Pana Ciemności mógłbym podstawić Lorda Vadera z "Gwiezdnych Wojen", a w miejsce mentora Luke'a, Obi Wana Kenobiego - Profesora Dumbledore'a, więc kończę już temat podobieństw Pottera do "Władcy pierścieni" i jeśli coś tu wyolbrzymiłem lub kompletnie się w moich porównaniach mylę, wybaczcie mi.
KONIEC UWAGI!
Bohaterowie dojrzewają, coraz więcej w świecie Pottera się wyjaśnia, robi się coraz mroczniej, kulminacja nadciąga wielkimi krokami i przyznać muszę, że o ile po seansach poprzednich części nie czekałem jakoś szczególnie na kontynuację, tak po "Harrym Potterze i Księciu Półkrwi" nabrałem wielkiej ochoty żeby zobaczyć jak się to wszystko skończy. "Harry Potter and the Deathly Hallows" jest już w realizacji - tym razem wraz z milionami fanów na całym świecie będę czekał na film (a w zasadzie na dwa filmy) jak na szpilkach! A skoro "Książę Półkrwi" wzbudził we mnie taki zapał i tak mnie wciągnął w świat Harry'ego Pottera, świadczy to o filmie Yatesa bardzo dobrze. Marsz więc do kin moi drodzy potteromaniacy i niemaniacy też, bo naprawdę warto zobaczyć nowego Harry'ego, a jeśli macie taką możliwość, koniecznie wybierzcie się do IMAXa - wielkie wrażenia gwarantowane!


Wytwórnia - Warner Bros. Pictures, 2009
reżyseria - David Yates
scenariusz - Steve Kloves
zdjęcia - Bruno Delbonnel
muzyka - Nicholas Hooper
montaż - Mark Day
czas projekcji - 153 minuty


Daniel Radcliffe
Rupert Grint
Emma Watson
Michael Gambon
Jim Broadbent
Helena Bonham Carter
Alan Rickman
Tom Felton


Harry Potter
Ron Weasley
Hermiona Granger
Albus Dumbledore
Horacy Slughorn
Bellatrix Lestrange
Severus Snape
Draco Mafloy



Autor recenzji: Rafał Donica - DUX | Klub Miłośników Filmu, 22 lipca 2009
STRONA GŁÓWNA | RECENZJE KMF | NAPISZ DO AUTORA