Strona główna KMF
 

















COOL KOMUNIZM

    Przyznam, że tęsknię za Polską Republiką Ludową. Oczywiście jest to tęsknota dośc przewrotna i naiwna, bo pachnie ona budkami z watą cukrową i chińskimi, kolorowymi gumkami, a smakuje jak czekolady czekolado-podobne i cytronady (czyli niezidentyfikowany żołty płyn w woreczkach plastikowych z cieniutką słomką w komplecie), które sprzedawano w czasie pochodów pierwszomajowych. Nie obchodził mnie manipulatorski ton Dziennika TV, za to przepadałem za Misiem Uszatkiem bądź kojącym głosem Jana Suzina tłumaczącego wszelkie filmy. W mojej pamięci, PRL istnieje jako zbiór symboli, bynajmniej skażonych jakimś piętnem czy politycznym bezsensem. Jest to epoka dość fascynująca, bo szalenie nostalgiczna, żyjąca jedynie w dziecięcych wspomnieniach.
    Osobistym tonem zacząłem ten tekst, ale "Good Bye Lenin!" Wolfganga Beckera w sposób dość nachalny przywołuje czas już dawno miniony. Tutaj rzecz tyczy NRD, choć pisząc o tym filmie nie wypada nie wspomnieć o sentymencie do komunizmu w dawnym Bloku Wschodnim, który po więcej niż dekadzie przybrał postać szalenie nostalgiczną. Przedziwne eksperymenty zwane "realnym socjalizmem" i "demokracją ludową" dzisiaj są jedynie dźwięcznymi hasłami, którymi przerzucają się akademicy i publicyści, za to świadomość społeczna kieruje się ku licznym symbolom tworzącym swoisty leksykon niedawnych, choć zamierzchłych już czasów. Według sondaży publicznych 2/3 Polaków ocenia I Sekretarza PZPR, Edwarda Gierka, bardzo pozytywnie, a "złota" (bo na kredyt) epoka gierkowska, wespół z Polską międzywojenną, budzi niemalże same dobre skojarzenia. Bo i każdego było stać na mieszkanie, bezrobocia nie było (gdyż było przestępstwem w państwie socjalistycznym), a każdy chodził w pepegach bądź czeszkach. Obecnie wszelkie symbole - wspomnienia, przedmioty, pamiątki, klimaty tamtych lat - stają sie obiektami kultowymi.
    Całe jednak szczęście, że największy hit zza Odry nie stał się li tylko naiwno-sentymentalną farsą. To świetna przede wszystkim historia, która, niejako przy okazji, bawi się obiektami dzisiejszego kultu. Opowieść zaczyna się w momencie przełomowym dla historii współczesnych Niemiec. 7 października I sekretarz DDR, Erich Honecker, obchodzi hucznie 40-lecie niemieckiej republiki ludowej, na ulicach tysiące demonstrantów wyglądających z nadzieją Gorbaczowa. Wśród nich Alex, syn socjalistycznej aktywistki. Tak się pechowo składa, że matka spotyka syna całkiem przypadkowo, gdy ten ładowany jest do wozu STASI. Widok ten powoduje nie tylko omdlenie, ale i zawał serca, a w końcu śpiączkę. Matka przesypia w szpitalu 9 miesięcy. Aż 9 miesięcy, bo NRD w tym czasie upadło, mur berliński runął, zmienił się kanclerz, a młodociani pionierzy porzucili swe czerwone chusty. Przed wypisaniem ze szpitala lekarz ostrzega Aleksa, że wszelkie emocjonalne wstrząsy mogą spowodować kolejny, już śmiertelny, zawał serca. Wszystko w co święcie wierzyła dzielna komunistyczna aktywistka legło przecież w gruzach. NRD nadawał sens jej działalności czyli pisania zaangażowanych i krytycznych listów w celu ulepszenia komunistycznego systemu. Wyszła niejako "za mąż" za NRD po ucieczce męża do Niemiec Zachodnich. Zdaje sobie z tego sprawę Aleksander. Wspólnie z siostrą i kolegą z pracy postanawiają więc zbudować atrapę Enerde, która będzie bezpiecznym światem rekonwalescentki. Zaczyna się gorączkowe poszukiwanie ginących powoli z życia codziennego symboli: ogórków spreewaldzkich i kawy Mocca Fix. Bohater musi coraz bardziej improwizować wyjaśniając zdezorientowanej matce znaczenie wielkiej flagi Coca-Coli czy dementując docierające informacje o zburzeniu muru (teoria Alexa jest dość przewrotna). Posuwa się nawet do spreparowania programu telewizyjnego, który stanie się popisem dla kolegi z zapędem reżyserskim. Przyznam, że trochę współczułem biednej i skołatanej kobiecinie, którą wszyscy wokół oszukują, knują intrygi i mnożą podstępy. Może matka zniosłaby prawdę o rzeczywistości lepiej niż sądzili jej najbliżsi?
    Mógł Wolfgang Becker mnożyć byty ponad miarę czyli szafować wciąż symbolami NRD. Ale nie, "Good Bye Lenin" jest czymś więcej niż zbiorem ironicznych spojrzeń na "ruskie" Niemcy. Wcale banalnie przedstawiono problem transformacji. Enerdowcy przeżyli w kilka miesięcy to, co my przeżywamy od lat czternastu (a końca nie widać). Z dnia na dzień pojawiły się restauracje fastfood, zachodnie żarcie, coca-cola i wielkie pieniądze pobratymców z sąsiedztwa. Jest kilka scen w filmie niesamowicie strasznych i śmiesznych jednocześnie, szczególnie, jak się wydaje, dla Polaków. Codzienne malkontenctwo naszego narodu, wieczne narzekanie na brak pieniędzy, pracę, polityków - bez wątpienia często zasadne! - nie są i wschodnim Niemcom obce. I to wywołuje przewrotny, gorzki uśmiech: poniżani, wyśmiewani, biedni Ossi są podobni do portretu narodu polskiego malowanego najczęściej farbami szalenie pesymistycznymi, pełnymi irracjonalnych uprzedzeń, fobii (vide retoryka Leppera, Giertycha). A można w "Good Bye Lenin" zauważyć to wspólne doświadczenie, choć jego opisanie mogłoby być podparte stekiem banałów. Warto samemu odkryć ten inny, choć swojski świat.
    Mało pretensjonalnie wyglądają też w dziele Beckera związki między bohaterami. To zasługa niemalże mistrzowskiego scenariusza, który zbudował postacie z krwi i kości, bardzo wiarygodne, choć to historia przecież fantastyczna. Warto szczególnie zwrócić uwagę na bardzo emocjonalny epizod z ojcem Aleksa, który został zmuszony do porzucenia wschodniego Berlina, a co za tym idzie i swojej rodziny do której wrócić nie miał szansy przez kilkanaście lat. Historia uczy, że nie był to dramat jednego człowieka, a tysięcy rodzin niemieckich rozdzielonych siłą - w "Good Bye Lenin" ojciec jednej z nich był szykanowany przez policję, a ta, jak wiadomo, należała do najbrutalniejszych w "demoludach". Nie ma więc w filmie taniej ckliwości i łatwych chwytów melodramatycznych, które możnaby nazwać kupą nic nie znaczących truizmów. Bez znajomości kontekstu polityczno-społecznego łatwo uznać film Wolfganga Beckera za mało istotny, jesli nie banalny. A to błąd krzywdzący bardzo dobre i ważne dzieło.
    Wyrażę jeszcze raz wdzięczność niemieckiemu reżyserowi, że nie zrobił filmu "gadżetowego", że oparł się pokusie infantylizacji wschodnioniemieckiej historii. Ostalgia (od niem. ost - wschód) to obecnie zjawisko kultowe, popularne. W państwowej telewizji obejrzeć można "DDR Show" prowadzony przez idolkę lat 80-tych, Katarinę Witt; po jego emisjii można wybrać sie do jednej z wielu komunistycznych knajp, a następnie w co drugim sklepie zakupić modne koszulki z podobizną Che Guevary. Zniewolenie przez metki i niepewność własnej tożsamości zrodziły modę na komunistyczną rupieciarnię, która stała się "cool". Można uznać falę ostalgii za niebezpieczną, bo zaciera policyjny, brutalny charakter NRD. Ale z drugiej strony żartobliwe potraktowanie przeszłości zwraca uwagę jedynie na wspomniane symbole: ogórki spreewaldzkie, trabanta, wartburga i koszule pionierów. "Good Bye Lenin" przypomina te fenomeny, przywołuje też tęsknotę za latami dzieciństwa, młodości. W tym czai się siła tego filmu, jego niesamowita popularność (największy hit kasowy Niemiec od 1989 roku). Całe szczęście jednak, że pod dawką komediowej farsy znaleźć można autentycznie przejmujący i zastanawiający dramat jednostek ludzkich wrzuconych przypadkowo w wir historii z której uwolnić sie nie mogli przez wiele lat. Również obserwacja przemian społecznych w Niemczech jest szalenie ciekawa, bo choć od polskich różniące się, to możliwość konfrontacji dwóch światów dostarczyć może niektórym kilku natrętnych i intrygujących przemyśleń.
    Naprawdę warto wybrać się do kina.

AUTOR RECENZJI: Rafał Oświeciński - DESJUDI
      

GOOD BYE, LENIN!
Niemcy 2003
premiera w Polsce: 14.11.2003
reżyseria: Wolfgang Becker
scenariusz: Wolfgang Becker, Bernd Lichtenberg
muzyka: Yann Tiersen
producent: Stefan Arndt
zdjęcia: Martin Kukula
scenograf: Lothar Holler
kostiumy: Aenne Plaumann
montaż: Peter R. Adam
casting: Simone Baer
obsada: Daniel Bruhl jako Alexander Kerner
Katrin Sas jako Christiane Kerner
Maria Simon jako Ariane Kerner
Chulpan Khamatova jako Lara
Florian Lukas jako Denis
Alexander Beyer jako Rainer
Burghart Klaußner jako Robert Kerner
Michael Gwisdek jako Dyrektor Klapprath
Christine Schorn jako Pani Schafer
Stefan Walz jako Sigmund Jahn




STRONA GŁÓWNA