STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE



W czasach, gdy epatujące przemocą filmy zawładnęły masową wyobraźnią, stając się źródłem bezrefleksyjnej rozrywki, Michael Haneke nakręcił "Funny Games U.S.", odważny w swej brutalności dramat, demaskujący ohydę i absurdalność popkulturowej fascynacji przemocą.

"Funny Games U.S." to historia szczęśliwej rodziny, która chcąc spędzić krótki urlop, z dala od miejskiego zgiełku, przyjeżdża nad jezioro, do swojego otoczonego białym płotem, uroczego domku z wystrojem niczym z kart żurnala. Spokój i błogość wakacyjnej sielanki zniweczy koszmar zbrodni z chwilą, gdy w domu Georga i Ann pojawi się dwóch młodych mężczyzn, których jedynym celem będzie okrutne morderstwo.
Ta, oscylująca na granicy banału, schematyczność fabuły rysuje się jednak tylko w pierwszym wrażeniu. Z czasem Haneke wciąga widza w przewrotna grę, co chwila zakłócając wzór, jaki w naszym przekonaniu "powinien" funkcjonować w ramach hollywoodzkiego thrillera z wyraźnym podziałem na oprawców i ofiary. Łamanie konwencji jest tu widoczne już na poziomie bohaterów. Terroryzujący rodzinę znacznie odbiegają od zakorzenionych w społecznej świadomości portretów maniakalnych psychopatów - ogarniętych furią prostaczków, z wyrazem twarzy automatycznie określającym przynależność do społecznego marginesu. Peter i Paul są bardzo kulturalni, grzeczni o wręcz nieskazitelnych manierach. Chwilami ma się wrażenie, że ubrani w biel, roztaczają nad sobą aurę świętości. Jednak miła aparycja skrywa niebywałe okrucieństwo, niezrozumiałe tym bardziej, że nie poparte wyrażanymi pobudkami. Ta dwójka jest do tego stopnia biograficznie niezdefiniowana, że przypisuje sobie różne, zaczerpnięte z kreskówek, czyli od nierzeczywistych postaci, imiona takie jak Tom i Jerry czy Beavis i Butt-Head, by za chwilę, niczym apostołowie, wołać do siebie Peter i Paul. Biograficzna tabula rasa, którą można zapisać dowolnym życiorysem, ma jeden cel: nakreśla zdystansowany i beznamiętny portret zła, które nie wzrusza z prostego powodu, nie daje się usprawiedliwić, choćby życiową traumą. Jest po prostu integralnym pierwiastkiem ludzkiej natury, irracjonalnym, niemniej niezaprzeczalnie obecnym. A fakt, że jeden z bohaterów próbuje się tłumaczyć służy tylko zabawie i prowokacji.

Prowokacją jawi się także bierność, z jaką rodzina poddaje się makabrze. Co prawda wszyscy są sparaliżowani strachem, a ich zachowanie zapewne jest bardziej naturalne niż nie jeden heroiczny wyczyn, ale z drugiej strony trudno oprzeć się wrażeniu, iż nawet nie próbują oni podjąć realnej walki o własne życie, jakby godząc się z zastanym losem. W pierwszych sekwencjach, gdy Ann będzie miała ku temu szansę nie wykorzysta jej. Taka postawa z perspektywy obserwatora dramatu jest co najmniej niewygodna. Irytuje, podsycając niegasnące przez całą projekcję przeświadczenie o sztuczności sytuacji, mocno prowokowanej w momentach, w których Paul zwraca się bezpośrednio do kamery jakby świadomy zamknięcia w celuloidowym świecie. Niczym gospodarz teleturnieju, gdzie jedyne, co można wygrać to szybka lub wolna śmierć. To on jest panem sytuacji w pełni odpowiedzialnym za scenariusz widowiska. Dlatego w pewnym momencie opuszcza swój krwawy plac zabaw, przekonany, że George i Ann i tak nie wydostaną się z matni z bardzo prozaicznej przyczyny - oznaczałoby to koniec filmu.
Oczywiście, wiadomym jest, że to iluzja jest matką kina. Teoretycznie akceptujemy więc wszystko, co migocze na ekranie, zazwyczaj jednak nawet największa artystyczna wariacja ląduje w ramionach odpowiedniej konwencji, łatwo poddającej się racjonalizacji. W tym przypadku, Haneke zawiesza nas gdzieś pomiędzy głębokim autentyzmem a ostrą imaginacją, łączy ponury koszmar z rozrywką, świadomie i przy zachowaniu całkowitej powagi sprowadza do granic absurdu. Taka zabawa jest emocjonalnym gwałtem - szyderczym i okrutnie wykalkulowanym. Jego apogeum przychodzi z chwilą, gdy Paul sięga po telewizyjnego pilota. Tym samym Haneke ostatecznie demaskuje wykreowaną przez płynące zewsząd przekazy medialne rzeczywistość upozorowania, która ożywia wiele realności, a my, widzowie, mając w ręku pilota, decydujemy, czy chcemy być jej częścią, czy też nie. Stylizując swój film na telewizyjne show, Haneke kpi z mediów, w których agresja staje się częścią wielkiej machiny konsumpcji i niczym lawina nie porusza, nie zastanawia, zamykając się tylko feerią kolorowych obrazków, trwających tyle, ile zmiana programu.

Warto wspomnieć o tym, że Haneke już raz dotknął problemu mediów i przemocy. W 1992 roku realizując głośny "Benny video", którego nastoletni bohater ucieka w świat telewizji, gdzie w zderzeniu z marazmem codzienności wszystko wręcz kipi emocjami. Okrutna zbrodnia, której się dopuszcza, choć zdaje się być tylko obrzydliwą zabawą niedojrzałego dzieciaka, jest niemym krzykiem o odrobinę uwagi, swoistym katharsis, które ma zbliżyć jego nudny żywot do telewizyjnej arkadii. "Benny Video" otwarcie oskarża media o celebrowanie przemocy prowadzące do emocjonalnej znieczulicy. O ile ten film pozwalał na obserwacje skutków medialnej ekstazy z bezpiecznego dystansu o tyle "Funny Games U.S." zakotwicza nas w samym jej sercu, swoistym mikroświecie, w którym widza zrównuje się z ofiarą biernie oczekującą na rozwój wydarzeń, z kimś, kto nie może znieść całego widowiska, ale bardzo chcę wytrwać do końca, zastygły pomiędzy obrzydzeniem i strachem a niepohamowaną ciekawością. Taką bezkompromisową perspektywą zdarzeń, Haneke stworzył jeden z ważniejszych i odważniejszych filmów o wartościach, a raczej ich rozproszeniu w zgiełku współczesnej kultury, powodującym kompresje agresji i przemocy. Film odpychający i fascynujący zarazem.
Jest jeszcze jeden bardzo ważny aspekt, którego nie mogę tu pominąć. Otóż zrealizowany w 2007 roku "Funny Games U.S." jest remakem o dziesięć lat młodszego "Funny Games", jego dosłownie identyczną kopią, tyle że zrealizowaną w Ameryce. Tym samym, Haneke opowiada już raz zaistniałą historię - powtarza ujęcia i sceny, tylko dialogi wkłada w usta innych, bardziej znanych, aktorów. Wskrzeszając te same dylematy na przestrzeni dekady, Haneke dochodzi do banalnych, ale ważnych wniosków - oto jesteśmy kulturowym monolitem, niezależnie od szerokości geograficznej, tak samo poddającym się medialnej manipulacji i tak samo odurzonym popkulturowym narkotykiem.

Funny Games U.S.

Tytuł polski: Funny Games U.S.
Czas trwania: 111 minut
Rok produkcji: 2007, USA, Wielka Brytania, Niemcy

Reżyseria: Michael Haneke
Scenariusz: Michael Haneke
Montaż: Monika Willi
Zdjęcia: Darius Khondji

Wystąpili: Naomi Watts, Tim Roth, Michael Pitt, Brady Corbet

Autorka recenzji: Hanna Kowalska - HANESKA
Obróbka HTML: Maciek Poleszak - CIUNIEK
Klub Miłośników Filmu, 28 marca 2009
STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE