Totalny pesymizm


Udając się na film "Ewa" (w reżyserii Adama Sikory i Ingmara Villqista) powinniśmy się nastawić na to, że w trakcie seansu zostanie nam zaaplikowana ogromna dawka pesymizmu. Reżyser nie oszczędza widzów w ogóle - przedstawia smutną do bólu historię prostej rodziny ze Śląska, żyjącej w dzisiejszych czasach. Głównym problemem Gizy (żony i matki) oraz jej męża Erwina jest brak pieniędzy i perspektyw na dalsze, lepsze życie. On - czternaście lat pracował jako górnik, obecnie bez stałego zatrudnienia, wraz z kolegami zajmuje się dorywczymi pracami, na przykład zbieraniem złomu. Ona - młoda, całkiem zgrabna, ale zaniedbana i zmęczona życiem kobieta, podobnie jak mąż bezrobotna, po prostu zajmuje się domem. Dwójka dojrzewających dzieci jakoś sobie radzi, córka pasjonuje się tańcem, syn gra w piłkę, marzy o nowym komputerze. Mimo trudności finansowych - pustej lodówki, starego komputera i braku 50 złotych na wycieczkę dla dziecka, rodzina trzyma się razem, biesiaduje wspólnie ze znajomymi, cieszy się z sukcesów dzieci.

Sytuacja finansowa ma szanse się poprawić, gdy Giza za pośrednictwem koleżanki dostaje pracę jako gosposia u pewnej bogatej kobiety. Wszystko ładnie, pięknie - "szefowa" Monika ceni Gizę za jej pracę, w związku z tym awansuje ją na sprzątaczkę, a następnie na kelnerkę w prowadzonym przez siebie klubie nocnym. Giza dostaje nawet pieniądze na poprawienie swojego image'u, a także otrzymuje służbowy telefon (ku uciesze rodziny). Giza jest z siebie dumna, poprawia się jej samopoczucie, robi się pewniejsza siebie, w przeciwieństwie do męża, któremu coraz gorzej idą poszukiwania pracy, traci wiarę w swoje możliwości - w szczególności po wypadku (w trakcie jednej z dorywczych prac) obserwujemy, jak Erwin traci poczucie własnej wartości. A pracująca i zaradna żona wcale nie działa motywująco na męża - wręcz przeciwnie, partner całkowicie się załamuje, widząc radzącą sobie z trudnościami Gizę. W dodatku Erwin ładuje się w bardzo niekorzystną pożyczkę. Kryzys męża po części wywołany jest ostatnim "awansem" żony, która zostaje prostytutką, bo jak się okazuje, kobieta, która na początku zatrudniła Gizę do sprzątania domu, jest nikim innym tylko właścicielką klubu nocnego, w którego ofercie są usługi seksualne.


Film Sikory, mimo wielkich chęci jak najtrafniejszego przedstawienia problemu społecznego - bezrobocia i prostytucji wśród matek/żon, nie przekonuje - fabuła filmu jest przewidywalna i nic nowego specjalnie nie przynosi. Poza tym w scenariuszu coś się nie klei, brakuje płynności, tak zwanej "przezroczystości", która pozwala nam się skupić na treści. W szczególności na początku filmu, opowiadana historia rozpada się na cząstki-sceny, w których kiepskie dialogi brzmią bardzo drętwo. Wszystko to wynika ze scenariusza i momentami z gry aktorów. Nie przekonują sceny, w których prezentuje się Erwina wraz z kolegami w trakcie pracy, jak również scena z pożyczkodawcą, jakby spadającym z nieba. Sceny te wyglądają sztucznie. Zakończenie filmu, prowadzące do pierwszej sceny, tworzy klamrę, która zostawia bohatera i widza w sytuacji bez wyjścia, patowej, totalnie przygnębiającej, bo końcowy wydźwięk historii - że mimo wszystko rodzina trzyma się razem - raczej nie jest pocieszający i nie daje poczucia ulgi. Rozumiem, że w filmie miało nie być klasycznego happy endu, tylko właśnie taki gorzki koniec z prorodzinnym przesłaniem, ale niestety, w zakończeniu, podobnie jak w przypadku całości scenariusza, czegoś zabrakło.

Plusem scenariusza jest to, że bohaterowie, Ślązacy, posługują się gwarą, co wprowadza nas w klimat przedstawianego miejsca. Co prawda są momenty, w których nie rozumiemy, co mówią bohaterowie, ale to akurat nie jest aż tak rażące i nie przeszkadza. Ogólny sens wypowiedzi, rozmów, ujęć w których słyszymy śląską gwarę jest zrozumiały, wynika z kontekstu.


Szaro, brudno, ciemno, biednie - tak wygląda ukazany fragment Śląska, otoczenie i dom bohaterów filmu. Miejsce, które wykreowano w "Ewie", jest ostatnim, w jakim chcielibyśmy się znaleźć. Nawet nocny klub i jego tancerki raczej nie zachwycają i nie podniecają. Aczkolwiek zdjęcia same w sobie są niesamowite, ich autorem jest sam A. Sikora. Brutalna rzeczywistość przedstawiona jest jak seria obrazów, zdjęć - wręcz dzieł sztuki. Już sam początek filmu daje nam do zrozumienia, w jakim stylu on będzie: proste, ascetyczne, a jednocześnie dopracowane, idealnie przemyślane obrazy. Scenografię zbudowano z dbałością o każdy szczegół, tak by w wysublimowany sposób ukazać nam brzydotę analizowanych miejsc i sytuacji. Chleb, uchwyt na szklankę, pusta lodówka, ubrania bohaterów, wszystko to buduje klimat nędzy i przygnębienia. Ukazany Śląsk nie zachwyca, przeraża i zasmuca. Bardzo ważną rolę odgrywa oczywiście oświetlenie: światło, a właściwie jego brak (aż oczy bolą od wypatrywania przedmiotów w mroku), tworzą klimat przyprawiający o ciarki. A jak już się rozjaśni, zastosowane oświetlenie nie daje poczucia ciepła lecz wydobywa chłód i brzydotę miejsca. Do tego dochodzi brak muzyki ilustracyjnej, obecne są jedynie dźwięki, które wywołują otoczenie i sytuacja. To również czynnik budujący klimat "Ewy". Muzyka nie podpowiada nam, co mamy poczuć, to obrazy, ich kompozycja, scenografia oraz oświetlenie decydują o tym, co czujemy i myślimy.

Jeśli chodzi o aktorstwo, na uwagę zasługują kreacje głównych bohaterów (B. Lubos-Święs - Giza, Andrzej Mastalerz - Erwin), to one budują całą dramaturgię historii i "ciągną" film. Reszta ról jest typowo dalszoplanowa, wypełnia otoczenie i raczej nic wielkiego ani znaczącego do całości nie wnosi. Do tego kiepskie, momentami nieklejące się dialogi.

Reasumując "Ewę": totalny pesymizm, naturalizm i brutalna szarość życia codziennego śląskiej rodziny przedstawione za pomocą niezwykłych zdjęć z przemyślaną kompozycją i oświetleniem. Szkoda tylko, że wszystko psuje rozpadający się scenariusz, czego niestety nie da się nie zauważyć, a nieudolne dialogi i brak łączności między scenami niewybaczalnie kłują w oczy.



wytwórnia - Magic Production, Silesia-Film, 2010
reżyseria - Adam Sikora, Ingmar Villqist
scenariusz - Adam Sikora, Ingmar Villqist
produkcja - Marta Pielasz, Agata Sikora, Magdalena Nowacka
zdjęcia - Adam Sikora
muzyka - Olo Walicki
montaż - Beata Walentowska
scenografia - Katarzyna Sobańska, Marcel Sławiński
kostiumy - Ilona Binarsch
czas projekcji - 108 minut

wystąpili

Barbara Lubos-Święs
Andrzej Mastalerz
Anna Guzik
Aleksandra Popławska
Robert Talarczyk
Justyna Święs
Dawid Smaczny
Jan Skrzek
Tomasz Stangrecki
Marcin Kocela
Grażyna Bułka
Monika Radziwon

(Giza)
(Erwin)
(Monika)
(Basia)
(Leon)
(Mirela)
(Maciek)
(kierowca mercedesa)
(łysy mężczyzna)
(agent)
(Brygida)
(urzędniczka)


Autorka recenzji gościnnej: Ewelina Świeca [e-mail]
Klub Miłośników Filmu, 1 października 2011
Oprawa html: Adrian Szczypiński - ADI [e-mail]

RECENZJE | STRONA GŁÓWNA KMF


Podziel się