Strona główna KMF
        

Mamy oto kolejny film Larsa von Triera - wielkiego prowokatora, z którym widzowie nie mają lekko, gdyż reżyser ten raczej nie jest w stosunku do nich zbyt pobłażliwy. W przypadku jego najnowszego dzieła sytuacja ma się podobnie.


Od strony fabularnej Dogville prezentuje się stosunkowo jasno, może wręcz banalnie. Rzecz się dzieje w USA w latach 30-tych XX wieku w czasie Wielkiego Kryzysu. Do niewielkiego miasteczka położonego w Górach Skalistych przybywa młoda piękna kobieta, Grace, uciekająca przed bandą gangsterów. Pierwszą osobą, którą spotyka w Dogville jest Tom, lokalny "filozof" uważający się za pisarza, którego ulubioną tematyką jest kwestia moralności.

 

Tom pracuje właśnie nad przeprowadzaniem dla 15-osobowej dorosłej społeczności Dogville pogadanek o akceptacji i otwarciu się na inne osoby. Jako że prosząca o schronienie Grace doskonale nadaje się do zilustrowania omawianej kwestii, Tom postanawia niejako wykorzystać ją, aby udowodnić, że mieszkańcy Dogville są do wspomnianej otwartości zdolni i na tyle dobroduszni, aby przyjąć uciekinierkę do swojego grona, przynajmniej na okres próbny. Wyrażają zatem zgodę, aby Grace spróbowała w ciągu dwóch tygodni zyskać ich sympatię oferując im pomoc w codziennych pracach.

 

Od tego momentu Tom będzie występował jako mediator pomiędzy społecznością miasteczka, a Grace. Grace, kobieta o "alabastrowych dłoniach" oraz ubiorze i wyglądzie sugerującym dostatnie życie, przystępuje do wykonywania różnych prac fizycznych, w oczach mieszkańców Dogville niby nieprzydatnych, lecz jak się z czasem okazuje - niezbędnych. Uciekinierka opiekuje się więc dziećmi, bierze udział w pracach w ogrodzie i sadzie, wspiera rozmową starszych mieszkańców. Chociaż nie wszyscy od razu się do niej przekonują, po okresie próbnym Grace społeczność Dogville w drodze głosowania pozwala jej zostać w miasteczku. Sympatia mieszkańców do kobiety wzrasta, podobnie jak uczucie Toma. Ludzie traktują ją z szacunkiem, pomagają w przygotowaniu dla niej mieszkania, wynagradzają za wykonaną pracę, a także kryją przed najazdami gangsterów czy policji szukających informacji na temat uciekinierki.

 

Idylla ta trwa do wywieszenia przez policję pierwszego ogłoszenia dotyczącego zaginionej Grace. Od tego momentu mieszkańcy Dogville zaczynają mieć wątpliwości, gdyż nie wyjawiając informacji o uciekinierce wchodzą poniekąd w konflikt z prawem. Aby stłumić wyrzuty sumienia zaczynają coraz wyżej cenić swoją łaskawość w stosunku do Grace i żądają od kobiety coraz większej rekompensaty za okazaną jej dobroć. Obarczają ją coraz większą ilością pracy, zmniejszają wynagrodzenie, stopniowo też znika dla niej sympatia. Sytuacja znacznie się pogarsza po wywieszeniu w miasteczku listu gończego za Grace, która miała być zamieszana w serię kradzieży w bankach. Wątpliwości mieszkańców nie zmniejsza fakt, że kradzieży tych dokonano w czasie, gdy Grace już przebywała z nimi. Z czasem paranoja zatacza coraz większe kręgi: Grace zostaje zgwałcona, niedługo po tym wszyscy mężczyźni z miasteczka przychodzą do niej ulżyć swoim seksualnym chuciom, każdorazowo szantażując ją wydaniem jej odpowiednim władzom.


Próba ucieczki Grace kończy się niepowodzeniem. Upodlana kobieta oskarżana jest o wszystkie popełnione w miasteczku przewinienia, włącznie z domniemaną kradzieżą pieniędzy, co kończy się zakuciem Grace w łańcuchy. Zniewolenie Grace ułatwia zarówno nocne poczynania mężczyzn, jak i dzienne poniżanie jej przez kobiety, dzieci i starszych z miasteczka. W końcu odwraca się też od niej jej główny zwolennik, mediator i ukochany, Tom. To on właśnie postanawia się jej pozbyć kontaktując się z gangsterami, przed którymi Grace ucieka. Podczas rozmowy między nią a szefem gangsterów, który okazuje się być jej ojcem, dowiadujemy się o pobudkach, które zmusiły Grace do ucieczki oraz o jej przemożnej chęci wybaczania ludziom, która przez taki długi czas trzymała ją wśród mieszkańców Dogville. Przy ostatecznym rozliczeniu z nimi kobieta dochodzi jednak do wniosku, że ludzie ci nie zasłużyli na jej wybaczenie i wydaje rozkaz spalenia miasteczka i rozstrzelania jego mieszkańców. Toma, głównego powiernika i zdrajcę, zabija osobiście. Pozostawia przy życiu tylko psa, który cudem ocalał z pożaru.


Cóż, gdyby fabuła ta została przedstawiona w tradycyjny, powiedzmy hollywoodzki, sposób, byłby to widowiskowy komercyjny "wyciskacz łez" z mocną, czarno-białą puentą. Historię tę von Trier umieścił jednak w zupełnie innej, zaskakującej formie. Film został podzielony na 9 rozdziałów poprzedzonych prologiem. Każdy rozdział opatrzony jest przeważnie dosyć rozwlekłym tytułem. Graficzny podział filmu i napisy to oczywiste odwołanie do kina niemego. Przydługawe tytuły natomiast przywodzą mi na myśl angielskie powieści łotrzykowskie z XVIII wieku, takie jak na przykład Historia życia Toma Jonesa, Henry'ego Fieldinga, w których tytuły rozdziałów stanowiły jakoby skrót ich zawartości. Zresztą, odniesień do tego typu powieści przygodowych w Dogville można znaleźć więcej. Głównym ich elementem wspólnym jest oczywiście zdystansowany, wszechwiedzący Narrator, który dosyć ironiczne komentuje rozgrywające się wydarzenia i w często zgryźliwy sposób tworzy obraz społeczeństwa Dogville, a w uogólnieniu, całych "US of A". Tyle, że bohaterom filmu nie jest zbytnio do śmiechu, a cała fabuła nie przypomina lekkiej opowiastki a la Tom Jones, lecz raczej poważny wywód filozoficzny o ludzkiej naturze. Graficzne ramy filmu to nie jedyne zaskoczenie dla widza.


Kolejnym i najbardziej uwypuklonym zabiegiem formalnym jest dwuwymiarowe, rysunkowe przedstawienie tytułowego miasteczka. W prologu, gdy Narrator przedstawia Dogville i jego mieszkańców, widzowie mają możliwość przyjrzenia się mieścinie z lotu ptaka. Ich oczom ukazuje się plan "miasta" rozrysowany kredą na podłodze studia, z zaznaczeniem "domostw" poszczególnych bohaterów, nazw ulic oraz bezpośredniego otoczenia miejscowości. Jedyne przedmioty "prawdziwe", czyli trójwymiarowe, to te, które funkcjonują jako "rekwizyty" niezbędne do opowiedzenia historii. Mamy zatem "ławkę staruszek", na której będą przesiadywać niektóre z postaci opowieści, dzwon, wybijający godziny, witrynę sklepową najdroższego sklepu w Dogville, czy ruiny młyna, w których znajdzie schronienie Grace. Pozostałe, mniej istotne obiekty, zostają jedynie naszkicowane - włącznie z psem Mojżeszem i krzakami agrestu. Konwencja umowności dominuje przez cały film - bohaterowie pantomimicznymi gestami odgrywają otwieranie i zamykanie drzwi czy zrywanie owoców. Bertolt Brecht, Samuel Beckett, egzystencjalizm, to chyba główne i najbardziej widoczne w filmie odniesienia do tradycji teatru.


Czas się teraz zastanowić, co nam taka mieszanka formy i treści daje. Z jednej strony mamy najeżoną symboliką historię o moralności, hipokryzji i małomiasteczkowości, jak również, przez symboliczne przedstawienie mieszkańców Dogville, zjadliwą demaskację American Dream. Sama nazwa miasta, Dogville, czyli "Psie miasto", również niesie w sobie wiele znaczeń, a do jej pierwszego członu można znaleźć w filmie kilka odniesień. Mamy zatem wypowiedź jednego z bohaterów, Chucka, według którego miejscowy pies, Mojżesz, powinien być karmiony samymi kośćmi, aby mógł właściwie strzec miasta. Tom, chociaż pisze powieść o miasteczku zbliżonym do Dogville nie chce nadać mu takiej samej nazwy, gdyż potrzebuje bardziej uniwersalną. Grace porównuje złych ludzi do psów, gdyż tak jak one postępują zgodnie ze swoją naturą i dlatego właśnie są godni współczucia. Jej ojciec uważa natomiast, że właściwe traktowanie psów nie powinno być związane z wybaczaniem, lecz dyscypliną, "trzymaniem na smyczy", gdyż jedynie wówczas można je czegoś nauczyć. Grace w Dogville została przez jego mieszkańców potraktowana właśnie jak taki pies, uwiązana na smyczy, aby pokazać jej, gdzie jest jej miejsce. Sytuacja ta jest o tyle paradoksalna, że to właśnie społeczność Dogville, a nie Grace, jest owymi psami, o których ojciec dyskutuje z córką. Grace w stosunku do mieszkańców "Psiego miasta" zastosowała obydwie wspomniane "metody" - najpierw kierowała się współczuciem i wybaczaniem, w ostatecznym rozliczeniu postanowiła jednak dać im srogą nauczkę, właśnie za postępowanie zgodnie z ich ewidentną prawdziwą naturą. Mojżesz, jedyny "rzeczywisty" pies wśród psiarni Dogville, jest natomiast jedyną istotą, która przeżywa pożar miasta. Grace oszczędza go, a jego wrogość w stosunku do niej tłumaczy tym, że kiedyś zabrała mu kość. W ten sposób po raz kolejny powraca do miłosiernego wybaczania innym. Mniej lub bardziej symbolicznych wypowiedzi na temat ludzkości zapewne można by się było doszukać więcej. W zasadzie cały film z powodu wyniosłych dialogów, mocno przerysowanych i jednolitych postaci oraz jasno sformułowanego problemu moralnego, można by uznać za uniwersalną przypowieść, egzemplum, traktujące o kondycji duchowej człowieka. Byłaby to wówczas dodatkowo przywieść w przypowieści odzwierciedlająca strukturę chińskich szkatułek, gdyż taką przypowieść-ilustrację "na potrzeby" swoich zapędów filozoficznych tworzy także Tom, skutecznie do tego wykorzystując uciekinierkę.


W takiej interpretacji zastosowanie przez Triera opisanej formy byłoby uzasadnione, gdyż podporządkowane treści historii. Uzasadnione byłoby przedstawienie domów bez ścian, dachów, okien i drzwi, ponieważ w tak małej społeczności są one nie potrzebne: wszyscy przecież wiedzą o wszystkich, a jeśli istnieją jakiekolwiek tajemnice, to tylko "publiczne". "Rysunkowe wersje" psa Mojżesza i krzaków agrestu można by było uzasadnić tym, że opowieść dotyczy ludzi, dlatego też wszelkie inne "formy życia" zostały zredukowane do minimum, aby skupić uwagę widzów na głównym temacie. Wówczas dostalibyśmy uniwersalną przypowieść o tematyce zbliżonej do doskonałej Maleny Giuseppe Tornatore, czy niezliczonych innych filmów, włącznie z milionem produkcji telewizyjnych, traktujących z mniejszym lub większym powodzeniem o pokrewnych rozterkach ludzkości. Ale czy na pewno? No bo przecież, z drugiej strony, mamy ten cudaczny podział graficzny i irytującą czasami dwuwymiarowość oraz umowność, które bardziej rozpraszają zamiast koncentrować. Mamy jednolitych i wyolbrzymionych do bólu bohaterów lubujących się w nienaturalnych dialogach (pod tym względem niedoścignionym mistrzem okazuje się po raz kolejny Tom). Mamy wreszcie dosyć dziwne, jakby niewspółmierne do całości zakończenie, które ma niewiele wspólnego z moralną nauką, jaka powinna zostać skierowana do mieszkańców Dogville, nie mówiąc już o ironicznych i często kąśliwych komentarzach Narratora, który na całą historię patrzy raczej z pobłażaniem niż zainteresowaniem. I wreszcie - nie daje mi spokoju fakt, że w innym "opakowaniu" ten "moralitet" stałby się iście hollywoodzką produkcją. Zatem, czy Dogville jest oryginalnym, acz kolejnym uniwersalnym egzemplum o ludzkiej naturze, czy też jeszcze jedną prześmiewczą karykaturą prowokatora Larsa? "Antystudium" wyświechtanej tematyki filmowej? Trudno powiedzieć, a na jednoznaczną odpowiedź reżysera nie ma co liczyć. Nie udziela nam jej również Narrator, który zapewne jest alter ego samego twórcy. Niemniej jednak, znając dotychczasowe "wybryki" von Triera, skłaniałabym się do tej drugiej interpretacji, chociaż przy pierwszych refleksjach tuż po obejrzeniu filmu z miejsca ją odrzuciłam. Nie jest to jednak film, który można szybko zaszufladkować i wyrzucić z pamięci. I o to chyba właśnie chodzi.



e-mail
 Autor tekstu/analizy: Patrycja Domagała - PAT