STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE



Woody Allen powraca. Po europejskim tournee i czterech filmach (z czego trzy przystanki w Londynie i mała wizyta w Barcelonie) reżyser ponownie zawitał do miasta, którego od wielu lat jest symbolem. "New York, New York" - aż chciałoby się zaśpiewać na cześć tej decyzji. Wraz z realiami Wielkiego Jabłka wraca stary Woody Allen. Wiąże się to przede wszystkim ze scenariuszem filmu, który przeleżał w szufladzie ponad 30 lat. I tak oto, nowy film reżysera przywodzi na myśl "Annie Hall" i serwuje historię, na którą wszyscy jego fani czekali od dawna.
Sam Allen przejawia się w filmie w postaci swojego alter ego - Borisa Yellnikoffa (w tej roli znany z "Seinfelda" i "Pohamuj swój entuzjazm" Larry David). Boris to typowy allenowski bohater - 70-letnia zrzęda, hipochondryk, mizantrop i neurotyk. Swego czasu był szanowanym fizykiem i, jak twierdzi, otarł się o nagrodę Nobla. Dzisiaj niedoszły samobójca widzi jedynie głupotę, bezsens i okrucieństwo otaczającego go świata, sam oczywiście uważając się za ostatniego mędrca i geniusza. Skłonności do 'filozofowania' ujawniają się w postaci nietuzinkowych, często spiskowych teorii dotyczących istoty życia. Życie Borisa składa się z codziennych rutynowych aktywności w rodzaju dwukrotnego odśpiewywania "Happy Birthday" przy myciu rąk i hymnu narodowego przed skorzystaniem z publicznej toalety. W poukładany żywot bohatera niespodziewanie wkracza kobieta. Grana przez Evan Rachel Wood (dopiero teraz widzę, że dziewczyna potrafi zagrać), postać to słodka jak cukierek, głupiutka 20-latka imieniem Melody, która uciekając z domowego południa przypadkiem trafia pod dach Borisa. Początkowo nasz bohater chce się jej pozbyć, ale z czasem postanawia dziewczynie przekazać część swoich wątpliwych racji i wiedzy. Między bohaterami tworzy się więź, a role nauczyciela i ucznia powoli przestają być takie oczywiste.

Nowy film Allena to przede wszystkim zabawa z widzem. Już w pierwszej scenie zburzona zostaje 'czwarta ściana' i Boris zwraca się wprost do widzów. Staje się komentatorem, który z wielkim dystansem i jeszcze większą ironią przedstawia kolejne wydarzenia. I chociaż widzimy i słyszymy Larry'ego Davida, to i tak czujemy, że z jego ust płyną słowa samego reżysera. Tak, Allen znowu daje wyraz swojemu przemądrzałemu ego i, jak wynika to z ostatniej kwestii, "tylko on widzi cały obraz". I za to go lubimy - za to przekonanie o nieomylności. Takiego Allena w ostatniej dekadzie bardzo brakowało.
Film jako komedia broni się całkiem nieźle. Błyskotliwe dialogi osiągają szybkość pocisków karabinu maszynowego, a interesujący scenariusz obfituje w mnóstwo jednozdaniowych żartów. A kpi się tutaj z wszystkiego - z inteligencji, małomiasteczkowego południa, artystycznej bohemy, religijnych tradycji, kobiet, Żydów, a nawet widzów filmu. Odczuwalny jest tutaj humor dominujący w latach 70-tych, np. pomysł posyłania dzieci na obozy, także koncentracyjne. Po przerobieniu, dopisaniu kilku dowcipów o Talibach i Viagrze - scenariusz miał być funkcjonalny w dzisiejszych czasach. Niestety, i to chyba największa wada filmu, tak się nie dzieje. Schemat związku 70-latka z 20-latką, trójkąty miłosne, homoseksualizm - to wszystko nie szokuje już tak bardzo, jak mogłoby w latach 70. Dzisiaj widz potrafi przyjąć te wątki jako rodzaj komediowego standardu i przechodzi obok nich bez większych emocji.

Od strony aktorskiej otrzymujemy popisy szczególnie żeńskiej części obsady. Moim skromnym zdaniem, David wywiązał się ze swojej roli poprawnie, ale dużo chętniej widziałbym w niej samego reżysera. Na plus można zaliczyć pewien rodzaj polotu i świeżości, który wnosi do filmu. O wiele bardziej rzucają się w oczy role kobiece. Evan Rachel Wood gra postać, która przypomina trochę nieco mądrzejszą Mirę Sorvino z "Jej Wysokość Afrodyta". Znana bądź nieznana dotąd z mniejszych ról, tutaj dowodzi, że stanowi materiał na dobrą aktorkę. Jej Melody jest w swojej naiwności i afektywności bardzo przekonująca. Jednakże prawdziwy aktorski popis gotuje nam, występująca w drugoplanowej roli matki dziewczyny - Patricia Clarkson. Szalona i nadekspresyjna Marietta po prostu kradnie show od momentu pojawienia się na ekranie. Aktorka ewidentnie buduje sobie drogę do tytułu królowej ról drugoplanowych.
Nie sposób też nie wspomnieć o całkowicie odrębnym bohaterze tej historii. Mówię oczywiście o NYC, czyli 'mieście, które nigdy nie śpi'. Odgrywa ono tutaj bardzo znaczącą rolę, albowiem to pod jego wpływem ulegają zmianie wszyscy bohaterowie. Zróżnicowanie rasowe i kulturowe, środowisko artystyczne i wszechobecna wolność - zarówno poglądowa, jak i seksualna, to cechy Nowego Jorku, jakim go widzi i widział Woody Allen. Obok tego miasta po prostu nie można przejść obojętnie.

W ostatnich słowach zawarte będą moje ostatnie baty. A skierowane zostaną oczywiście do polskiego dystrybutora, który nie tylko opóźnił premierę filmu w naszym kraju o rok, ale ponadto nie potrafił wymyślić dobrego tłumaczenia jego tytułu. "Whatever works" najpierw tłumaczono jako "Jakby nie było" (co jeszcze nie byłoby najgorsze), aby później zrobić z tego "Co nas kręci, co nas podnieca". Gwoli ścisłości tytuł filmu znaczy dosłownie "Cokolwiek działa". I szczerze mówiąc taki tytuł oddałby w całości jego sens. Bo właśnie to Allen chce powiedzieć. Człowiek w jego mniemaniu powinien robić cokolwiek działa, aby podtrzymać fałszywą wizję szczęścia w okrutnym świecie. Właśnie tak. Cokolwiek działa. A na mnie nowy film Allena - zdecydowanie działa.

7/10

Whatever Works

Tytuł polski: Co nas kręci, co nas podnieca
Czas trwania: 92 minuty
Rok produkcji: 2009, USA, Francja

Reżyseria: Woody Allen
Scenariusz: Woody Allen
Zdjęcia: Harris Savides
Montaż: Alisa Lepselter

Wystąpili:
Larry David Boris Yellnikoff
Evan Rachel Wood Melody St. Ann Celestine
Patricia Clarkson Marietta Celestine
Henry Cavill Randy Lee James
Conleth Hill Leo Brockman
Ed Begley Jr. John Celestine


Autor recenzji: Jakub Dzierżawski - DeeZee
Oprawa HTML: Maciek Poleszak - CIUNIEK
Klub Miłośników Filmu, 11 kwietnia 2009
STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE