Strona główna | Artykuły | Napisz do autora | Forum

Tytuł

Christopher Nolan od początku stanowił nie lada zagwozdkę. W jego filmach próżno było szukać nadziei, a mimo to zdobywały one publiczność, z czasem wręcz masową. Jak to możliwe? Bez wątpienia miała na to wpływ atrakcyjna forma, w jakiej podawał swoje przemyślenia. Za każdym razem jest to, z grubsza upraszczając, sensacyjny thriller. Także "Batmany". Reżyser pamiętał również, że kluczem do sukcesu są gwiazdy. Angażuje je w swoje projekty począwszy od pierwszego amerykańskiego filmu. Z dotarciem do widza nie miał (bo nie chciał mieć) żadnego problemu. Jest to stuprocentowo hollywoodzki reżyser. Kręci kino jak najbardziej popularne, filtrując je jednak przez swoją wrażliwość. Idzie zatem śladem takich twórców, jak Hitchcock, Kubrick, Polański czy Spielberg. Nigdy nie zapomina o widzu, jednocześnie nigdy nie wyrzeka się siebie. I nie jest to kompromis. Tak postrzega kino. Jego miłość do kina jest zresztą nie do przeoczenia. Już pierwszy pełny metraż - "Śledząc", choć zrealizowany jeszcze w Anglii, przez świadomy wybór czarno-białej estetyki informuje, że to hołd dla kina noir. Plakaty z Marilyn Monroe i "Casablanki" w mieszkaniu głównego bohatera dają wyraźny sygnał, że tylko kino szerokoformatowe z nietuzinkowymi personami w obsadzie go interesuje. Jego uczucie do kina przejawia się również w przypominaniu zaśniedziałych, niegdyś bardzo znanych i, co istotne, utalentowanych aktorów, którzy z jakichś przyczyn wylecieli za burtę tej ostro kołyszącej się łajby, jaką jest kariera w USA. Tego zaszczytu dostąpili m.in. Rutger Hauer, Eric Roberts, Tom Berenger, a już wkrótce Matthew Modine. Oczywiście Nolan nie byłby tam, gdzie jest, gdyby nie talent i oryginalność. Talent to rzecz niepodlegająca dyskusji. Nolan musi go mieć, skoro współpracuje z największymi studiami filmowymi, które nie szczędzą pieniędzy na realizację jego śmiałych wizji. W czym zatem przejawia się oryginalność Nolana? Po czym poznać Nolana?

Nolan zdjęcie 1

Po garniturze i zadbanej, starannie uczesanej fryzurze. To, rzecz jasna, żart, ale sporo mówiący o bohaterze artykułu. Ten mający irlandzkie korzenie i podwójne, amerykańsko-brytyjskie obywatelstwo reżyser nigdy nie chodził do szkoły filmowej. Być może żeby zyskać poważanie u ekipy filmowej, każdego dnia zdjęciowego pojawia się ubrany jak na oficjalne spotkanie. I choć dziś jest to już zupełnie niepotrzebne, jego formalistyczny strój to jego druga skóra. Tym samym ten absolwent literatury londyńskiego uniwersytetu ma w sobie coś z kafkowskich bohaterów, zawsze szczelnie zamkniętych w swych uniformach, które definiowały, a nawet determinowały ich los. Sztywny ubiór uniemożliwiający swobodę ruchów jest ekwiwalentem ich widzenia świata. Ten jawił im się jako pułapka, w której bezbronna jednostka musiała wykazać się nie lada wysiłkiem, by się z nim zmierzyć, by i tak ostatecznie się poddać. Osaczenie, nieufność, przekonanie, że można polegać wyłącznie na sobie, nieumiejętność, a nawet niechęć do współpracy z innymi, skłonność do izolowania się od innych ludzi, czasem paranoja, to odczucia, które bez trudu można znaleźć w bohaterach Nolana.

Już w krótkometrażowym "Doodlebug" (1997) dane jest nam oglądać nawiedzonego osobnika, który bez opamiętania ugania się za jakimś insektem po swoim niewielkim mieszkanku. Gdy udaje mu się go wreszcie dopaść, zabija go swoim butem. Problem w tym, że tym robakiem jest... on sam, uśmierca zatem samego siebie. Monstrualny but rozgniata go na miazgę. Rzeczą, która go najbardziej irytowała, był on sam. Człowiek jest li tylko nędznym robakiem, wartym nie więcej niż rozdeptania.

Nolan zdjęcie 2

Ażeby poradzić sobie w świecie, który jawi się jako zagrożenie, miejsce brudne i pełne zła, jedynym wyjściem jest swoista adaptacja. Przetrwanie umożliwi przybranie takich barw ochronnych jak podłość, przebiegłość, zdolność do zrobienia komuś krzywdy. Człowiek jest zły, mówi Nolan. W jego świecie niewiele jest miejsca na dobro, współczucie czy litość. Nolan przekonuje, że w głębi duszy ludzie, wybierając między tym, co słuszne, a tym, co się opłaca i/lub jest wygodne, zdecydują się na to drugie. Nawet jeśli się zreflektują, staną po właściwej stronie, to będzie już za późno i świat wymierzy im karę. Między innymi strach przed nią paraliżuje człowieka odbierając mu godność i skłaniając do wybrania łatwiejszego wyjścia. Tu się też Nolan różni od Kafki. Pisarz odbierał ludziom wybór. Reżyser idzie dalej, on im go daje i dlatego jest daleko bardziej przerażający. Jego bohaterowie świadomie wybierają zło. Zrobią wszystko, żeby uzyskać szczęście. A "wszystko", jak wiadomo, jest bardzo groźne. "Wszystko" może oznaczać, że zdobycie upragnionego celu, choćby nie wiadomo jak był fantasmagoryczny, pociągnie za sobą rezygnację z jakichkolwiek zasad, przekroczenie granic wyznaczonych przez szczytowe osiągnięcie istoty ludzkiej: moralność.

Ale coś tąpnęło, coś się zmieniło, mrozy puściły i nastała wiosna. Zeszłoroczna "Incepcja" to już inny Nolan. Już na pierwszy rzut oka widać, że odchodzi on od poprzednich filmów. Ostatnie dzieło Nolana jest bowiem... kolorowe. Są to barwy trochę zgaszone, przytłumione, ale obok wcześniej zawsze dominujących czerni i granatów pojawiają się dotychczas niespotykane czerwienie, zielenie, brązy. Świat Nolana może jeszcze nie jest promienny, może nie ma w nim wiele światła, ale na pewno nie jest tak mroczny jak w poprzednich utworach.

Nieprzypadkowe wydaje się tu nazwisko głównego bohatera - Cobb. Już jeden nolanowski bohater tak się nazywał. Pochodzi z filmu "Śledząc" i również był złodziejem. Cobb z "Incepcji" (Leonardo DiCaprio) ma miłą aparycję, nieskazitelną powierzchowność grzecznego chłopca, tymczasem Cobb z fabularnego debiutu Nolana (Alex Haw) był brunetem o wąskich oczach i cwaniackim wyrazie twarzy. DiCaprio wygląda w swym smokingu jak arystokrata, Haw - jak zwykły urzędnik. Jest inaczej. Dlaczego? Ale po kolei.

Nolan zdjęcie 3

"Śledząc" (1998) to niejako kontynuacja "Doodlebug". Bohaterem jest również trochę zdziwaczały odludek (gra go zresztą ten sam aktor: Jeremy Theobald). Również zamieszkuje obskurne mieszkanie i również dąży do autodestrukcji. Przedstawia się jako Bill, acz w napisach końcowych reżyser pozbawia go tego imienia określając go "Młodzieńcem". Młodzieniec jest pisarzem, tak przynajmniej mówi. Zamiast pisać, codziennie obiera sobie za cel jakiegoś przechodnia i podąża za nim wymyślając mu jakiś życiorys. W ten sposób trafia na niejakiego Cobba, sympatycznego równolatka, ale przede wszystkim złodzieja i włamywacza. Młodzieniec zainteresowany nie tyle zyskiem, co atrakcyjnością procederu nowego kolegi zaczyna naśladować quasi-mentora. Jest jeszcze dziewczyna (zawsze jakaś jest). Blondynka. A to w kinie czarnym może oznaczać tylko jedno (patrz: "Dama z Szanghaju" czy "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy"). I znaczy. To oszustka, femme fatale. Mówi, że jest w tarapatach i że szuka pomocy. Czy Młodzieniec jej odmówi? Oczywiście, że nie. Pakuje się w kłopoty. Kłopoty, które dotychczas znał zapewne tylko z kart książek. Mowa tu o gangsterskich porachunkach, użyciu broni, morderstwie. Montaż "atrakcji" kończy się dla niego więzieniem. Wychodzi na jaw, że to przyjacielski Cobb pociągał za wszystkie sznurki. W tym pojedynku przegrać musiał młody. Nolan może i spogląda na niego ze współczuciem, ale nie kryje też politowania. Za głupotę i naiwność się płaci. W ostatnich kadrach dostrzegamy niknącego w tłumie Cobba. To on fascynuje Nolana. Reżyser może mu nie dopinguje, ale zdaje się doceniać jego umiejętność przetrwania w brudnym, czarno-białym świecie. Cobb wybrał czerń. I dobrze na tym wychodzi.

Nolan zdjęcie 4

To Cobb był bardziej intrygującą postacią i dlatego też to poniekąd on został bohaterem następnego filmu Nolana, czyli "Memento" (2000). Lenny Shelby to również oszust, tylko trochę innego pokroju. Oszukuje własne ja. Wmawia sobie, że jego żona została zamordowana, a on sam był tego jedynym świadkiem. Poszukiwanie mordercy utrudnia mu choroba, na którą zapadł w trakcie owej napaści, tj. "pamięć krótkotrwała". Lenny pamięta, kim jest i wszystko do momentu wypadku. Od tamtej pory zapomina jednak wszystko, co mu się wydarza, zaledwie po okresie pięciu minut. Ledwie poznani ludzie po chwili stają się dla niego kompletnie obcy. W takiej sytuacji może zostać bardzo łatwo zmanipulowany, co też się dzieje. Przygodnie spotkana kelnerka, Natalie wykorzystuje go do załatwienia swych ciemnych interesów. Lenny posuwa się do zabójstwa. Co straszne, nie przychodzi mu to z trudnością. Lenny pomimo swego ewidentnego upośledzenia radzi sobie w tym zepsutym środowisku wręcz doskonale, a że przy tym zastrzeli osobę lub dwie, cóż, w brutalnym świecie na przemoc odpowiada się przemocą. Osoba chora zawsze może liczyć na litość (zwłaszcza u widza). Tak też jest i z Lennym. Współczujemy mu, bo myślimy że jest na straconej pozycji. Sytuacja się zmienia, gdy dowiadujemy się, że taki los jest wynikiem jego własnego wyboru. W krótkich momentach świadomości zaprzeczał istnieniu swojej żony - ta nie została zabita, lecz zostawiła go, bo nie mogła z nim wytrzymać. Przypominającego mu o tym anioła stróża, policjanta Teddy'ego musi spotkać z jego rąk śmierć. Bruździł w świecie Lenny'ego złożonym ze złudzeń, przypominał mu, kim jest naprawdę. A przecież nikt tego nie lubi. Nikt nie chce znać całej prawdy o sobie.

Nolan zdjęcie 5

Z prawdą borykać się musi również Will Dormer, bohater filmu "Bezsenność" (2002). Ten zasłużony policjant z wydziału zabójstw przybywa ze słonecznej Kalifornii na odciętą od świata Alaskę, aby rozwikłać zagadkę brutalnie zamordowanej siedemnastolatki. Nie przyjeżdża jednak, bo chce - to pewnego rodzaju ucieczka. W macierzystym Los Angeles poluje na niego wydział spraw wewnętrznych, albowiem Will dopuścił się przestępstwa. Oskarżonemu o torturowanie i zabójstwo chłopca podrzucił dowód niezbędny, aby dosięgła go ręka sprawiedliwości. Will stoi w obliczu tak wypuszczenia na wolność psychopaty, jak własnej kompromitacji i niechlubnego końca kariery. Co wydaje się trudniejsze do przełknięcia? Nim Will dobrze się zastanowi, zdąży również - przez przypadek - zastrzelić partnera i przyjaciela, a zarazem jedynego świadka w prowadzonej przeciwko niemu sprawie. Szczęście w nieszczęściu - Will w ten sposób umyka oskarżeniu, aliści w zapomnianym przez Boga miejscu, gdzie nawet noc nie zagląda (trwa okres "białych nocy"), dopada go bezsenność. A jak sam mawia: "dobry glina nie śpi z powodu śledztwa, zły - z powodu sumienia". Którym jest Will? Nie mamy wątpliwości, widząc jak sabotuje dochodzenie, gdy zaczyna współpracować z poszukiwanym oprawcą. Will jest dobrym detektywem, ale nie jest dobrym policjantem. Niedaleko mu do jego przeciwnika. Obydwaj zatuszowali zbrodnie, aby uniknąć konsekwencji. Nikt poza nimi nie zna prawdy. W ostatniej chwili Will opamiętuje się i dopada mordercę. Jest już jednak za późno, by stawić czoła prawdzie. W nagrodę będzie mógł nareszcie zasnąć. Ale czy ostatni sen może być nagrodą?

Nolan zdjęcie 6

Spać nie może również Bruce Wayne. Dręczy go wspomnienie z dzieciństwa: bandyta zastrzelił jego rodziców, a on nie zrobił nic, by temu zapobiec. Poczucie winy przerodziło się w gniew, a ten, skumulowany, znalazł wyraz w zamaskowanym mścicielu, który postanawia walczyć z przestępczością, niesprawiedliwością i korupcją trawiącymi rodzinne miasto Wayne'a - Gotham. Batman Nolana (A.D. 2005) to jednak zupełnie inny Batman niż dotychczas wszystkim znany. Dużo się tu mówi o moralności i praworządności, o wewnętrznym pragnieniu odrodzenia tych wartości. Tymczasem w finale Człowiek-Nietoperz co prawda ratuje mieszkańców miasta przed zagładą, lecz po wygranym pojedynku ze sprawcą tego niebezpieczeństwa - Ra's Al Ghulem, choć ma możliwość uratowania go od niechybnej śmierci, pozwala mu zginąć. Batman miał być odtrutką na zło wylewające się z ulic Gotham, a okazuje się być nie lepszy niż zwalczani przez niego kryminaliści. Batman jest inny, bo inny jest też Wayne. U Nolana jest niewykształcony (porzucił naukę w Princeton), niezbyt bystry (o rady musi prosić... lokaja), wyręcza się innymi (inż. Lucius Fox), zaś kwestie etyczne musi tłumaczyć mu, do tego łopatologicznie, koleżanka z piaskownicy, dziś asystentka prokuratora okręgowego. Jedyne co potrafi Wayne, to walczyć. Przydatne, gdy wiadomo, kto jest wrogiem. Wayne (a więc i Batman) nie ma zatem fundamentów, zasad. Bez tego nie da się być bohaterem. Z tej anty-bohaterskiej (i wypaczającej komiksową tradycję) wizji tej postaci, reżyser - skruszony - wycofa się w kontynuacji pt. "Mroczny Rycerz" (2008).

Nolan zdjęcie 7

Nowym zagrożeniem dla Gotham będzie niejaki Joker, wbrew imieniu, mało zabawny jegomość. Rozpętuje on w mieście istne piekło szerząc chaos i panikę, terror i strach. Próby racjonalnego zrozumienia jego dążenia do zniszczenia muszą spełznąć na niczym. Batman zwycięży szaleńca, z tą różnicą, że jemu nie pozwoli zginąć. Już wie, jak należy postępować. Oczyszczając miasto z przestępczości może już odejść na spoczynek. Bohaterem może zostać ktoś bez maski, jednostka nie działająca ponad prawem. To prokurator okręgowy, Harvey Dent. Ten okazuje się jednak szaleńcem: zabija paru policjantów. Batman jest znowu potrzebny. Stanie się banitą i męczennikiem - weźmie te zbrodnie na siebie, pozwoli się ścigać, ażeby utrzymać w mieście żmudnie osiągnięty porządek. To już nie Batman, to Mroczny Rycerz. I, choć osławiony, na zawsze pozostanie legendą.

Nolan zdjęcie 8

Legendę gwarantują nie tylko dobre uczynki, ale i tzw. prestiż (zarazem tytuł filmu z 2006r.) - popisowa sztuczka magiczna. Dla prestiżu Robert Angier i Alfred Borden, iluzjoniści z przełomu XIX i XX wieku zrobią wszystko. Angier zaangażuje się w ryzykowne (zwłaszcza naówczas) eksperymenty naukowe - wchodząc w kontakt z wysoce naelektryzowanym polem magnetycznym stworzy własne, żywe sobowtóry i już nigdy nie dowie się, czy jest prawdziwym, "tym pierwszym" Angierem. Natomiast Borden poświęci połowę swej osobowości dzieląc całe swoje życie z bratem bliźniakiem, nigdy nie będąc w pełni sobą. Tworzenie iluzji było dla nich sposobem na życie. Ba!, właściwie było ich życiem. Prawdziwa była tylko śmierć. Przyjdzie tak po pierwszego, jak po drugiego. Tylko ona może uciąć nie mający końca pojedynek obydwu bez przywileju ogłoszenia zwycięzcy. Iluzja (czyli oszustwo) sprawdza się tylko na scenie - tam ogranicza ją czas występu. Publiczność chętnie pozwoli się zwieść nie dociekając w jaki sposób. Płaci za to. W życiu czas jest nieograniczony. Nie przeszkadza to jednak, by własne życie również uczynić oszustwem. Z tym że wówczas cena jest dużo wyższa.

Nolan zdjęcie 9

Oszukiwać się nie chce już Dom Cobb. Wraz z żoną, Mal, zajmowali się wnikaniem do ludzkiej podświadomości i zabudowywaniem jej nowymi światami. Gdy ich czas pobytu w nieprawdziwym świecie zaczął się niebezpiecznie wydłużać Cobb postanowił wracać do rzeczywistości. Ponieważ Mal była temu przeciwna, przeprowadził na niej incepcję - włamał się do jej umysłu i zaszczepił jej myśl, że świat, w którym przebywa jest ułudą. Zrobił to w dobrej wierze, ale postąpił źle. Sposób, który wybrał okazał się w skutkach katastrofalny: Mal, będąc przekonaną, że nic jej nie może grozić, popełnia samobójstwo. Od tej pory rezyduje jako poczucie winy w umyśle Cobba. Ponieważ jego zajęcie wymaga schodzenia do podświadomości, na swej drodze nieustannie spotyka ukochaną i nieustannie przed nią ucieka. Mimo, że w umyśle stanowi dla niego i jego współpracowników zagrożenie, Cobb nie chce pozwolić jej odejść. Nie potrafi bez niej żyć, nawet jeśli jest nieprawdziwa. Magazynuje o niej wspomnienia. Ostatecznie rozmowa z widmem przeszłości i przyznanie się do winy przynosi mu upragniony spokój. Jego świat odzyskuje równowagę. Koniec oszustw, koniec złudzeń i koniec snów.

Nolan zdjęcie 10

Czyżby Nolan zaczął wierzyć w człowieka? Tytuł jego kolejnego projektu to "The Dark Knight Rises", czyli: "Mroczny Rycerz powstaje/podnosi się". Zaiste, brzmi to w przypadku Nolana niezwykle budująco.


Autor artykułu: Przemysław Kapela | Klub Miłośników Filmu, 25 listopada 2011

Obróbka: Piotr Żymełka - DIRK

Strona główna | Artykuły | Napisz do autora | Forum