STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE



No dobra, Wielkoludzie, Ty i ja... Nigdy tego nie robiliśmy, ale trudne czasy wymagają radykalnych środków. Nazywam się Hank...*
(Hank Moody vs Jezus na krzyżu; Californication, sezon I, Pilot)


Uwaga: artykuł zawiera mocno niecenzuralne słownictwo oraz może stanowić obrazę uczuć wszelakich!

Jeśli nie masz 18 lat - NIE CZYTAJ! Jeśli masz 18 lat, ale poniższy test pt."Trzy słowa do Czytającego" nie zakwalifikuje Cię do grona szczęśliwców, mogących wyjść cało (fizycznie i psychicznie) z konfrontacji z niniejszym opracowaniem - NIE CZYTAJ!

Test pt. "Trzy słowa do Czytającego":
Jeśli widzisz napisane czarno na białym lub w innym zestawieniu kolorystycznym słowa: jebać, dupczyć, pierdolić to
  1. czujesz silną potrzebę wyspowiadania się lub przynajmniej znalezienia duchowego pocieszenia, najlepiej w słowach samego Ojca Dyrektora, płynących kojącą ból wydymanych gałek ocznych rzeką z głośników desperacko włączonego radioodbiornika, nastawionego na znaną wszem i wobec częstotliwość
  2. od razu umierasz, w dodatku w poczuciu skrajnej nieczystości oraz dalszego pośmiertnego i permanentnego cielesnego oraz duchowego zbezczeszczenia, na wieki wieków zamykającego Ci drogę do zbawienia, tudzież wiekuistego szczęścia
  3. zaczynasz marszczyć Freda, męczyć węża (niepotrzebne skreślić) na samą myśl o tym, o czym możesz przeczytać w dalszej części niniejszego artykułu...
- Witaj, Hank. - Przepraszam, siostro. Właśnie próbowałem pogadać z siostry mężem, wiszącym tam u góry...
- Mogę w czymś pomóc?
- Nie, nie chciałbym sprawiać kłopotu realnej osobie.
- Nie sprawiasz mi kłopotu, Hank. Właśnie po to tutaj jestem.
- Chodzi o to, że przechodzę kryzys wiary. Mówiąc wprost, nie mogę pisać. Co naprawdę jest do bani, bo jestem pisarzem. Zawodowym. I nie jestem w stanie stworzyć nawet cholernego orzeczenia. Przepraszam, zapierdoliłem... no i znowu... przepraszam.
- Cóż, normalnie zasugerowałabym Ojcze Nasz lub kilka Zdrowaś Mario... Ale nie sądzę, żeby to pomogło. Więc może ci obciągnę? Czy po obciąganiu poczujesz się lepiej?
- Chcesz mi obciągnąć?
- Coś mi mówi, że sam ci się nie obciągnie, Hank.
- Nie, ale... Ale ty jesteś zakonnicą.
- Kurewsko gorącą zakonnicą.
- Słodkie dzieciątko Jezus... Hank zmierza do piekła...
(Hank Moody vs zakonnica, która nakryła go na pogawędce z Jezusem na krzyżu; Californication, sezon I, Pilot)


Rozwiązanie testu "Trzy słowa do czytającego":
  1. jeśli jesteś mężczyzną i zakreśliłeś odpowiedź "c" - CZYTAJ DALEJ, pod warunkiem, że moherowy beret nie jest Twoim ulubionym nakryciem głowy, a jeśli już jest, to że gen poczucia humoru nie zaniknął w twoim organizmie na wskutek mutacji wstecznej, spowodowanej notorycznym praniem mózgu, doświadczanym przy słuchaniu w/w znanej wszem i wobec rozgłośni
  2. jeśli jesteś kobietą i NIE zakreśliłaś odpowiedzi "a" oraz "b" - również CZYTAJ DALEJ, aczkolwiek miej na uwadze, że czynisz to tylko i wyłącznie na własne ryzyko, a jeżeli (pomimo ostrzeżenia) zagłębisz się w tekst, a przez przypadek jesteś wyjątkowo wojującą feministką z zerowym współczynnikiem tolerancji na treści o wyraźnie seksistowskim zabarwieniu, mam Ci do powiedzenia tylko jedno: This is the man's world! Zagościłaś między nami jaskiniowcami, co oznacza mniej więcej tyle, że winą za mentalny gwałt na samej sobie możesz obarczyć tylko i wyłącznie samą siebie
  3. jeśli natomiast jesteś kosmitą i nie zakreśliłeś żadnej odpowiedzi, bo dopiero co wylądowałeś na naszym ziemskim zadupiu, z mocnym postanowieniem przegooglowania całego internetu (na pierwszy ogień biorąc na warsztat niniejszą skromną publikację) w poszukiwaniu wartościowego materiału edukacyjnego, mającego wzbogacić twoją rasę z odległej galaktyki o zacne informacje o nas, czyli maluczkich galaktycznych pędrakach, pociesznie egzystujących gdzieś na skraju kosmicznego zapomnienia - absolutnie poniższego NIE CZYTAJ, bo wiedza wyniesiona z publikacji potrzebna jest tobie i ziomkom twoim jak (nie przymierzając) kurewsko gorącej zakonnicy potrzebna jest do zaspokojenia wszetecznych chuci kiełbasa... w plasterkach.
Gra wstępna, czyli ja cię liżę, a ty śpisz

- Chcesz się pieprzyć?
- Tak.
- Oh! Zamieszaj w moim sosie! Tak, pieprz mnie swoim na wpół-czarnym kutasem. No dalej. Weź czekoladę! Czekolada! Weź czekoladę!
- Tak, czekoladę.
- No, głuchy jesteś? Weź czekoladę!
- Tak.
- Oh! Polej mnie nią. No dalej. Posmaruj mnie nią. Zrób ze mnie swoją małą babeczkę. No, zlizuj!
- Cholera! To cholernie dobra czekolada.
- Dzięki. Sama ją robiłam. No dalej! Gwałć mnie! O tak! Uczyń mnie swoją suką! Pierdol mnie jakbym była Al-Kaidą!
(Hank Moody vs dopiero co poznana przez niego Chloe, kurwa, Mets, będącą nr 2 na liście ulubionych
kucharek pieprzonej Ameryki; Californication, sezon II, odcinek V pt. "Vaginatown")


Oto Hank Moody: pisarz, który nie musi już pisać, bo pasywny dochód, jaki osiągnął po opublikowaniu poczytnej i z sukcesem przeniesionej na ekran książki pt. "Bóg nienawidzi nas wszystkich", pozwala mu na zawodowe nieróbstwo, od czasu do czasu okraszane jakimś kaprysem, mającym pozór czegoś, co można od biedy nazwać aktem zajęcia zarobkowego (np. pisanie bloga za kasę w sezonie pierwszym, czy wykłady na uczelni w sezonie trzecim "Californication"). Dzięki temu Hank Moody dysponuje nadmiarem wolnego czasu, jaki może zagospodarować w znacznie ciekawszy sposób, niż robi to lwia część ludzkiej populacji, zapętlona w globalny oraz indywidualny "Dzień świstaka", kręcący się głównie wokół nic nie znaczących pierdół, mających charakter głównie zawodowy. Hank ma wszystko w dupie, bo nie idzie do pracy, a tym samym nie żyje problemami innych ludzi, co zwalnia go z obowiązku aseksualnego wylizywania każdej dupy, jaka nawinie mu się pod rękę. Problemem Hanka nie jest to, jak zadowolić kierownika, dyrektora, klienta itd. Problemem Hanka jest głównie to, jak zadowolić samego siebie, najlepiej poprzez zadowalanie kobiet, o których zadowolenie nie musi zresztą dbać nic a nic. Hank kocha kobiety, a kobiety kochają Hanka, dzięki czemu liczne akty seksualnych podbojów (szczęśliwie finalizowanych) są w jego wykonaniu dziecinnie proste...

- No więc o czym chciałaś pogadać, laleczko?
- Cóż, troszkę myślałam...
- Myślałaś?
- Zamknij się! Wiesz...
- Tak?
- Akceptuję cię.
- Co?
- Akceptuję cię takiego, jakim jesteś.
- O, akceptujesz mnie? Dzięki.
- Nie słuchasz, głupku.
- Słucham.
- Akceptuję cię takiego, jakim jesteś. Nie chcę cię zmieniać. Myślę, że dobrze nam razem. Z dzieckiem czy bez, z przyciętymi nasieniowodami czy nie... Chcę być z tobą. Straciłam lata na idealizowaniu...
- Jesteś pewna, że nie chcesz kawy?
- Nie. Myślę, że kochałam ideę miłości...
- Herbaty?
- Nie, dzięki. Podoba mi się to, co nas łączy.
- Jesteś głodna?
- Nie. Ale teraz wiem, że cię kocham. Zakochałam się w tobie, Hanku Moody.
(Jilly Robinson vs Hank Moody; Californication, sezon III, odcinek VIII pt. "The Apartament")


Generalnie jest tak, że to kobieta wybiera mężczyznę, który myśli, że ją wybrał, o czym Hank doskonale wie. Nie zabiega więc o względy przypadkowo napotkanych kobiet, a jeśli już to czyni, to czyni to niejako mimochodem i tak jakby od niechcenia. A ponieważ jest szczęśliwym skurwielem, stanowi akuratny wybór dla niemal każdej pięknej pani, z którą akurat się zetknie. Hank spotyka kobietę, Hank pieprzy kobietę - tak to w telegraficznym skrócie wygląda.

- Dlaczego po prostu się nie zamkniesz i nie będziesz uprawiał ze mną miłości? Możesz mnie też pierdolić, walić, rypać. Wybieraj.
(Felicia Koons do Hanka; Californication, sezon III, odcinek VIII pt "The Apartament")


Oczywiście Hank ma też inne problemy (głównie natury rodzinnej, plus kryzys twórczy oraz kryzys wiary), ale na te spuszczę zasłonę milczenia. Tu jedynie skupię się na pieprzeniu - w kontekście świata Hanka, czyli człowieka, który jest, a którego tak naprawdę nie ma, chociaż mógłby być, gdyby tylko chciał. Istotne jest jednak to, że o ile Hank mógłby po prostu być, o tyle TY (czytający niniejszy tekst) nigdy nie będziesz nie tylko nim, ale nawet namiastką niego - nawet gdybyś bardzo tego chciał, albo nawet, gdybyś bardzo tego nie chciał. O czym poniżej...

- Nie, nie chcę cię uderzyć, Hank. Chcę tylko zrozumieć, jak ty to robisz?
- Co takiego?
- Cóż, widocznie masz to coś, co silnie łączy cię z kobietami. Nieważne co zrobisz, nieważne jak wielkim jesteś dupkiem, im to odpowiada. Jesteś cholernym zaklinaczem kobiet.
(Stacy Koons vs Hank Moody; Californication, sezon III, odcinek VIII pt "The Apartament")


A oto Ty: zjebany życiem Ojciec Polak (lub obciążony zjebanym dziedzictwem Syn Ojca Polaka), dla którego szczytem wyuzdania jest lizanie patelni przy zgaszonym świetle. Nie zrozum mnie źle, ale bez względu na to, jak światowym jesteś skurwielem - i tak jesteś seksualnym burakiem.
- Felicia jest cudowna. Piękna żona, cudowna matka. Zakochałem się w niej w chwili, gdy ją zobaczyłem. Wiedziałem, że to ta jedyna. Z drugiej strony, zawsze była pełna rezerwy.
(...)
- Nigdy nie lubiła oralu. A cokolwiek tam było, wyschło u niej po ślubie.
- Tak...
- Nigdy tego nie rozumiałem.
- No proszę...
- Facet lubi, jak mu się obciąga. Wiesz, jak to jest.
- Może gdybyś brał czasami cholerny prysznic? Myślisz, że kobieta naprawdę chce obciągać facetowi, który właśnie zszedł z kortu tenisowego? Albo właśnie wrócił z przejażdżki rowerowej? Myślisz, że chcę zdjąć twoje przepocone spodenki i ci obciągnąć? Obrzydliwość!
(Stacy Koons vs Hank Moody vs Felicia Koons; Californication, sezon III, odcinek VIII pt. "The Apartament")


Nawet, jeśli podążasz z duchem czasu i w pocie czoła dbasz o swój zajebisty look, nawet, jeśli korzystasz z porad jakiegoś nawiedzonego guru od mody czy innego zniewieściałego stylisty i za ich radą pielęgnujesz swój perfekcyjnie opracowany image, w imię jakiego regularnie odwiedzasz siłownię i solarium, jesz ekologiczne żarcie, czytasz poradniki dla super-podrywaczy, napisane przez mistrzów NLP, a ponadto golisz jaja i pachy oraz generalnie dbasz o higienę intymną - i tak nie jesteś i nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody. I nie chodzi nawet o to, że Hank Moody nie istnieje, bo nawet gdyby istniał i nie był li tylko tworem czyjejś wyobraźni, niczego by to nie zmieniło. Zawsze patrząc na Hanka będziesz widział faceta, którym nigdy nie będziesz, bo zawsze będzie Cię dzielić od niego przepaść nie do przebycia, bo przepaść o trzonie kulturalno-społeczno-geograficzno-religijnym, a także seksualno-intelektualnym. Ograniczając się w tym momencie do aspektu kulturalno-społecznego z zimną krwią wyliczę:
  • jeśli wierzysz w siłę gry wstępnej, opartej na utrwalanym od pokoleń stereotypie, skutecznie rozpropagowanym przez mocno już zakurzone karty dzieła "Sztuka kochania" Michaliny Wisłockiej - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli ze łzami w oczach oglądasz scenę z "Krótkiego filmu o miłości", w której Olaf Lubaszenko dotyka Grażyny Szapołowskiej, po czym kończy, zanim zaczyna - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli umknęła Ci mentalna rewolucja, jaka w ostatnich latach miała miejsce u ciebie w domu, u ciebie w pracy, u ciebie w mieście, a nawet u ciebie na wsi, czyli po prostu wszędzie wokół ciebie, a która polegała na ewolucji Polki z Matki-Polki w mocno wyzwoloną pod wieloma względami Kobietę-Polkę, która teraz chce po prostu brać i mieć, bez zbędnego pieprzenia o pierdoleniu - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli nie wiesz, że jedno świństewko wyszeptane do uszka na dzień dobry ma większą moc sprawczą niż tysiąc romantycznych słów wypłakanych w poduszkę na dobranoc - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli wchodząc do kuchni myślisz tylko o jedzeniu, co jest regułą, od jakiej nie odstępujesz nawet na okres 9 i pół tygodnia w skali roku - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli nie wierzysz, że jazda na maśle może być świetnym wstępniakiem do naprawdę ostrego tanga - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli w trudzie i znoju budujesz, po to, by być, zamiast być po to, by stać - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • Na początku trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie - mawiał Mistrz Hitchcock; jeśli wierzysz, że jest to tylko recepta na udany thriller - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody!

- Runkle. Jesteś najsmutniejszym pierdołą, jakiego kiedykolwiek widziałam! Dla ciebie szklanka jest zawsze w połowie pusta, prawda? Nigdy w połowie pełna?
- W tej chwili moja żona jest do połowy wypełniona Rickiem Springfieldem!
- Dokładnie to mam na myśli! Mężczyźni. Jesteście największą bandą cip, jaka istnieje.
(Sue Collini vs Charlie Runkle; Californication, sezon III, odcinek VI pt "Glass Houses")


A teraz, żeby cię dobić, mam dla Ciebie garść złych wieści: nawet, jeśli olewasz konwencjonalną grę wstępną, słusznie wierząc w jej usypiającą moc, a także jesteś w pełni świadomy seksualnego wyzwolenia kobiet z bliskiego i dalszego sąsiedztwa, co zresztą zdarza ci się czasami skrupulatnie wykorzystać, a w dodatku nic a nic nie rusza cię Kieślowski i na dokładkę masz kasy jak lodu, chociaż nie zapierdzielasz od świtu do nocy i nie wylizujesz niechcianych dup oraz jajec, dzięki czemu nie wstajesz po to, by walczyć, tylko stajesz po to, by pieprzyć - i tak nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody. Co pozwolę sobie rozwinąć poniżej...
Akt bolesny, czyli w imię Ojca...

Czuję się tak, jakby sam Bóg zerżnął mnie w dupsko. A potem... potem... go wyjął i spuścił mi się na twarz.
(Charlie Runkle, po ostrym pijaństwie z Hankiem Moody; Californication, sezon III, odcinek X pt. "Dogtown")


Bo choćbyś nie wiem jak się wytężał, na twoich barkach wciąż tkwi ten ciężar, czyli napomknięte powyżej zjebane dziedzictwo, już nie tyle rodzinno-pokoleniowe, ile bardziej narodowo-pokoleniowe. Jako sterany życiem Ojciec Polak (lub równie sterany życiem Syn Ojca Polaka) dźwigasz na swoich barkach pieprzony ciężar martyrologii narodu całego, tego męczennika wśród narodów, rzucającego głęboki cień na wszystkie aspekty twojej nędznej egzystencji. Czy tego chcesz czy nie, brzemię dziejów nie do końca minionych towarzyszy ci od kołyski i będzie ci towarzyszyć aż po grób. Zostałeś geograficznie uwarunkowany, czyli niejako automatycznie "pobłogosławiony". I nie zmienia tego fakt, że dzisiaj jest trochę inaczej niż wczoraj. Owszem, obracasz się w innej scenografii, będącej pozorem nowej i lepszej rzeczywistości, w jakiej łatwiej jest udawać, że się nie udaje. Ale co z tego, skoro udawanie to jednak tylko i wyłącznie udawanie?

Wkraczasz do sypialni. Tam czeka na Ciebie Trójca Przenajświętsza, a także rozpalona do czerwoności służebnica Pańska, czyli wodząca Cię na pokuszenie kobieta - być może matka, być może żona, a na pewno kochanka. W przeciwieństwie do Ciebie ona już dawno przetrawiła ustrojową metamorfozę i zaadoptowała się do nowych czasów, dla niej tak jakby lepszych, a dla ciebie tak jakby gorszych. Bo nowa rzeczywistość to nowe wyzwania, a nowe wyzwania to woda na młyn bolesnej jak krzyż Pański męki, twojej męki. Trwożnie patrzysz na świętości, wiszące na ścianach, a potem na kobietę, tą rozpasaną bestię, łypiącą na ciebie wielkim wilgotnym, jakby uzewnętrznionym Trzecim Okiem. O dziwo, na ten widok nareszcie rośniesz - dosłownie i w przenośni. Po całym dniu kajania się u stóp chlebodawców nareszcie zaczynasz czuć się jak mężczyzna, jak chłop, jak ojciec, dziad i pradziad, którzy byli i są solą ziemi. Zrzucasz ciuchy i przyrzekając w duchu rychłą spowiedź i solenną poprawę już, już masz zamiar ruszyć do ataku, kiedy nagle uświadamiasz sobie ze zgrozą, że oto nie jesteś godzien, by być synem swego ojca, wnukiem swego dziada oraz prawnukiem swego pradziada! Bo wiesz, że twoje czyny i twoje słowa świadczą nie tylko o tobie, ale i o nich. Biada Ci, jeśli o tym zapomnisz, biada! To co robisz ma być wyrazem szacunku dla wiary, rodziny i tradycji, w obliczu jakich nie wypada ot tak po prostu sobie dupczyć. Bo co by na to powiedzieli ojciec, dziad i pradziad, którzy żyli i żyją zawsze ku chwale Boga i Ojczyzny? Co by na to powiedział ksiądz dobrodziej, który w imieniu całej Konferencji Episkopatu grzmi z ambony o grzechu śmiertelnym, wygrażając palcem wszystkim bezecnym grzesznikom, uskuteczniającym seks przedmałżeński przed małżeństwem oraz małżeński poza małżeństwem, przez co już teraz skazali się na wieczne potępienie oraz męki piekielne? Jak zwykł mawiać Adaś Miauczyński: Dżizus, kurwa, ja pierdolę! Jak tu cieszyć się seksem, skoro - parafrazując Kanta - rzecz to sama w sobie przyjemna, gdyby nie te ruchy niegodne męczennika?

- Spójrz. To jest jak jeden z tych obrazków z Jezusem, (...) które obserwują twój każdy ruch.
(Hank Moody, Californication, sezon II, odcinek VI pt. "Coke Dick & the First Kick")


Pamiętaj: nigdy Ty ani synowie Twoi nie osiągniecie tego poziomu wyluzowania, jakiego tak bardzo zazdrościcie Hankowi Moody! Bo do usranej śmierci będziecie dźwigać na barkach swoich mniej lub bardziej eksponowane poczucie winy, będące dziedzictwem uświęconej przeszłości. Szybkie numerki pod krzyżami, rozmieszczonymi strategicznie we wszystkich sypialniach świata, twojego świata? A może przyjacielski trójkącik w obliczu świętych obrazków, rozmieszczonych j/w? Albo odrobina perwersji w cieniu oprawionego w ramki Papieża lub - nie daj Boże - samego Boga, czyli tak jakby wyobrażenia Boga? Cóż, kac moralny to najmniejsza kara, jaka może Cię za to spotkać! A żeby przelać czarę goryczy, wyliczę:
  • jeśli słyszysz Hymn Narodowy i spoczywasz, zamiast stać - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli płoniesz z żądzy i wierzysz, że przez to skończysz płonąc - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli zawsze robisz to po to, by począć - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli nie pożądasz żony bliźniego swego - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli zaczynasz od Hip Hip Hurra, a kończysz na Mea Culpa - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli myślisz, że hańbisz, kiedy pieprzysz - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli wierzysz, że mordujesz, kiedy szczytujesz i nie prokreujesz - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
  • jeśli uważasz, że się zbawiasz, bo się umartwiasz - nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody
Pamiętaj: nawet, jeśli radości dupczenia nie mąci ci żaden wyrzut sumienia, nawet, jeśli nigdy nie płaczesz nad rozlanym mlekiem i nawet, jeśli posuwasz żony najlepszych przyjaciół i najgorszych wrogów, a dziedzictwa zjebanego nie doświadczasz, bo zostałeś poczęty w hippisowskiej komunie lub podczas festiwalu rockowego w Jarocinie, w dodatku przez wielu bezimiennych ojców naraz - i tak nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody! Cel nie zawsze uświęca środki, a wiara nie zawsze czyni cuda. Bo tak.
Godziny szczytu, czyli pusty magazynek

- To był tylko czubeczek. Tylko czubeczek, potem wystrzeliłem.
(Charlie Runkle; Californication, sezon II, odcinek VII pt. "In a lonely place")


I oto wystrzelałem całą amunicję, dzięki czemu dobrnęliśmy szczęśliwie do końca tego pieprzenia o pierdoleniu, jakie tak naprawdę mogłoby nigdy się nie skończyć. A teraz, kiedy już udowodniłem Ci, że nigdy nie będziesz taki jak Hank Moody, mam dla Ciebie dobrą nowinę: Ty wcale nie musisz być taki jak Hank Moody! Bo, parafrazując Franka Drebina: chociaż Twoje życie przypomina groch z kapustą, to wiedz, że to jest twój groch i twoja pieprzona kapusta.

- Nie mogę uwierzyć, że spałeś z nimi wszystkimi.
- To nie takie proste, serduszko.
- Z wszystkimi.
- Tak. Przypuszczalnie tak było.
- Dlaczego?
- Nie wiem.
- To mi nie wystarczy. Chcę wiedzieć dlaczego. Musi być jakaś przyczyna. Spraw, żebym zrozumiała.
- To po prostu się stało.
- Dlaczego robisz takie rzeczy?
- Ponieważ jestem idiotą.
(Hank Moody vs Becca, jego nastoletnia córka; Californication, sezon III, odcinek VIII pt. "Tthe apartament")


Pamiętaj, że nie wszystko złoto, co się świeci, a nawet najlepszy seks nie jest lekiem na całe zło! Wierz mi lub nie, ale nawet sam Hank Moody czasami nie chciałby być taki jak... Hank Moody!

Droga Karen...
Jeżeli to czytasz, oznacza to, że miałem odwagę to wysłać. Co jest dla mnie dobre. Nie poznałaś mnie zbyt dobrze, ale jeśli spróbujesz, zrozumiesz, że mam tendencje do ciągłego gadania o tym, jak trudne jest dla mnie pisanie. A to... to jest najtrudniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek napisałem. Nie jest łatwo to powiedzieć, więc po prostu to powiem. Poznałem kogoś. Przypadkowo. Nie szukałem tego. Nie dochodziłem do tego. To było jak burza. Ona coś powiedziała. Ja też coś powiedziałem. Wiedziałem, że chcę spędzić resztę życia na tej rozmowie. Teraz przeczuwam, że ona może być tą jedyną. Jest kompletnie szalona... Sprawia, że się uśmiecham... (...) To Ty, Karen. Taka jest dobra wiadomość. Zła jest taka, że nie wiem, co zrobić, by być teraz z Tobą. I to mnie przeraża jak cholera. Ponieważ nie jestem teraz z Tobą, mam przeczucie, że się zagubimy. Świat jest wielki, zły, pełen zawirowań i zakrętów. Ludzie mrugają i przegapiają ten moment... moment, jaki mógłby zmienić wszystko. Nie wiem co się z nami dzieje, i nie potrafię Ci powiedzieć, dlaczego powinnaś tracić na mnie swój czas... Ale, cholera, pachniesz wspaniale... Pachniesz domem. I parzysz wspaniałą kawę. To się liczy, prawda? Zadzwoń.
Twój niewierny Hank Moody
(Californication, sezon II, odcinek X pt. "In utero")


*Wszystkie tłumaczenia autora.


Californication

Tytuł polski: Californication
Czas trwania: 30 minut / odcinek
Rok produkcji: od 2007, USA
Twórca: Tom Kapinos

Wystąpili:

David Duchovny
Natascha McElhone
Madeleine Martin
Evan Handler
Pamela Adlon
Hank Moody
Karen
Becca Moody
Charlie Runkle
Marcy Runkle

Autor artykułu: Bolesław Dochuński-Duchoński - BD-D
Obróbka HTML: Maciek Poleszak - CIUNIEK
Klub Miłośników Filmu, 28 marca 2009
STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE