UMARŁ KRÓL, NIECH ŻYJE KRÓL

Dobrych filmów mamy w kinach ostatnio jak na lekarstwo. Kinematografia zaczyna przypominać węża, który z braku lepszych pomysłów zabiera się za swój własny ogon. Kolejne wysokobudżetowe produkcje już na pierwszy rzut oka rażą wtórnością, a przy bliższym poznaniu zwyczajnie nużą. Na szczęście kultura niczym przyroda nie znosi próżni, więc biblijne „siedem lat tłustych” stało się udziałem seriali. Oczywiście nie mam tu na myśli polskich, skądinąd fascynujących pod pewnymi względami, produkcji dla masochistów. Na małych ekranach laptopów niepodzielnie królują seriale amerykańskie. No i dobrze. Chwała Bogu, mamy Internet!

PODWÓJNE ŻYCIE WALTERA WHITE'A. BREAKING BAD

Z pewnością znacie już Dr. House’a, Dextera, zdesperowane żony z Wisteria Lane czy Hanka Moody’ego. Poznajcie Waltera White’a. Walt mieszka w prowincjonalnym mieście w Nowym Meksyku. Jest nauczycielem chemii, po godzinach dorabia sobie pracą w myjni samochodowej. Ma kiepski samochód, niespłacony dom, żonę w ciąży, nastoletniego syna z porażeniem mózgowym i marne siedem tysięcy dolarów na koncie. Jakby tego było mało, lekarze diagnozują u niego nieuleczalnego raka płuc. Breaking Bad spokojnie mogłoby być sequelem Poważnego człowieka braci Coen.

Walter White, inaczej niż Larry Gopnik, nie dywaguje nad tym, „dlaczego ja?”, tylko zabiera się do działania, tym bardziej, że odkrywa w sobie niezwykle pożądane na lokalnym rynku umiejętności. Walt jest bowiem świetnym kucharzem. Metamfetamina, którą gotuje razem ze swoim byłym uczniem Jessem, jest najlepsza w całym stanie. Sukces przynosi mu ogromne pieniądze, ale też sporo kosztuje: żona nie może się dowiedzieć, konkurencja nie śpi, wspólnik ma trudny charakter, a w dodatku jego własny szwagier – policjant wydziału antynarkotykowego postanawia za wszelką cenę dorwać genialnego kucharza. No i jeszcze chemioterapia.

POZNAJ NAUCZYCIELA SWOJEGO

Co w BB takiego odkrywczego? Tajemnice prowincjonalnych miasteczek demaskował już przecież David Lynch, tak w filmach pełnometrażowych (Blue Velvet), jak i w serialach (chwila ciszy w hołdzie Twin Peaks). Drogę „od frajera do gangstera” pokazał już F.F Coppola w kanonicznym Ojcu chrzestnym. Z filmów o przepychankach amerykańskiej policji z kartelami narkotykowymi na amerykańsko-meksykańskim pograniczu można by stworzyć oddzielną filmotekę (dość wspomnieć o Traffic Stevena Sonderbergha czy To nie jest kraj dla starych ludzi braci Coen). Nawet metamfetamina przebija się ostatnio do głównego nurtu – kilka miesięcy temu w kinach można było obejrzeć Do szpiku kości Debry Granik z kucharzem mety w roli głównego trupa. W serialach mieliśmy już sfrustrowanych gangsterów (Rodzina Soprano), jak i porządnych handlarzy trawki (Weeds). Co więc w BB takiego odkrywczego?

Vincentowi Gilliganowi, twórcy serialu, udało się jednocześnie nawiązać do najlepszych tradycji wszystkich tych filmów, jak i uniknąć ich błędów. W Breaking Bad nie ma uproszczeń i moralizatorstwa. Wszystko sprowadza się do prostego pozornie dylematu: cel uświęca środki: tak czy nie? Granica między dobrem a złem okazuje się być niepewna niczym ta między USA i Meksykiem. Najlepiej widać to na przykładzie Waltera i jego wspólnika Jessego – podział na tego dobrego i tego złego, który z początku wydaje się widzowi taki oczywisty, rozmywa się w miarę rozwoju sytuacji. Może, jak mawiał pewien szatan: człowiek z natury jest dobry i tylko kłopoty mieszkaniowe mają na niego fatalny wpływ? A może, cytując innego klasyka: człowieczeństwo rzeczywiście jest przereklamowane i nasi bohaterowie są tylko samolubnymi, prymitywnymi zwierzętami pełzającymi po ziemi? Niewiele łatwiejsza będzie o odpowiedz na pytanie bardziej trywialne, ale też znacznie bardziej ekscytujące: złapią ich czy nie?

HOME CINEMA TV

Największym atutem serialu Gilligana są główni bohaterowie: Walter i Jesse, brawurowo zagrani przez Aarona Paula (posłuchajcie jego Yo bitch!) i Bryana Cranstona, słusznie zresztą nagradzanego przez ostatnie trzy lata nagrodą Emmy dla najlepszego aktora dramatycznego. Trudne relacje Jessego i Walta, pełna wzlotów i upadków działalność Heisenberg and Co., oraz równolegle do tego prowadzone śledztwo agenta Hanka Schroedera (Dean Norris) składają się na trzymającą w napięciu akcję, nie pozbawioną elementów czarnego humoru. Dość wspomnieć odcinek, w którym Jesse usiłuje wyegzekwować należne mu pieniądze od pary przedsiębiorczych ćpunów czy ten, w którym obaj wspólnicy próbują szantażować prawnika. Nie brakuje też gry z konwencją i autoironii. Zawód przestępcy okazuje się być ciężkim kawałkiem chleba, zwłaszcza dla takiego amatora jak nauczyciel chemii. Rewelacyjna jest scena, w której Jesse i Walt umawiają się z swoim „odbiorcą” na odludnym wysypisku śmieci. Co my robimy cholera wie gdzie? –„interesuje się odbiorca” – zamknęli supermarket?

Dotychczasowe trzy sezony tworzą spójną całość: błahe, zdawałoby się, wydarzenia zasygnalizowane zupełnym mimochodem przez czwartego aktora drugoplanowego na trzecim planie, nabierają później charakteru kluczowego, zmieniając BB w produkt do wielokrotnego użytku. Do tego dochodzi rewelacyjna ścieżka dźwiękowa (Dave Porter ma nosa do muzyki niczym sam Quentin Tarantino – można więc posłuchać zarówno Micka Harveya, TV on the Radio czy Caroliny Slim aż do Koop, Nancy Sinatry czy J.J. Cole’a) i zdjęcia – zwłaszcza te z kamperem zagubionym na meksykańskich pustkowiach. Aż szkoda, że ten ekran komputera taki mały.

Ocena: 8/10

Autor tekstu: Anna Dranikowska | Klub Miłośników Filmu, 22 czerwca 2011
Oprawa html: Filip Jalowski - FIDEL [e-mail]



STRONA GŁÓWNA      RECENZJE | ANALIZY | ARTYKUŁY      FORUM DYSKUSYJNE
Podziel się