RECENZJE | ARTYKUŁY | STRONA GŁÓWNA KMF

FILMOGRAFIA BRACI COEN


Podziel się



Na początek dwa banały.
1. Przełom pierwszej i drugiej dekady XXI wieku należy do braci Coen.
2. Joel i Ethan to jedni z najważniejszych współczesnych twórców filmowych, co udowadniają od kilku lat.

To jedni z najbardziej płodnych i oryginalnych artystów. Choć nie podbijają list przebojów, stać ich na nie schlebianie powszechnym gustom. Nie boją się eksperymentowania z treścią i formą, nie czują strachu przed przerabianiem na nowo klasyków filmowych. I tacy już są od 25 lat - niepokorni i nieprzewidywalni.

Kilka istotnych faktów:
  • Joel i Ethan wychowani zostali w St. Louis Park, żydowskiej dzielnicy Minneapolis w stanie Minnesota
  • Ojciec, Edward Coen, był wykładowcą ekonomii na lokalnym uniwersytecie, a matka, Rena, historykiem sztuki
  • Obaj bracia mają wyższe wykształcenie - Joel skończył reżyserię na New York University, a Ethan filozofię na Princeton.
  • Żoną Joela jest Frances McDormand, która zagrała w ich sześciu filmach. Żoną Ethana jest Tricia Cook, montażystka ich filmów. Obie pary mieszkają na stałe w Nowym Jorku.
  • Pierwszą prawdziwą filmową robotą Joela była praca przy montażu "Martwego zła" Sama Raimiego
  • Od 1990 roku autorem zdjęć do wszystkich filmów był Roger A. Deakins (jeden wyjątek: "Tajne przez poufne" z 2008 roku)
  • Roderick Jaynes to pseudonim artystyczny braci, którym podpisują się pod montażem swoich filmów
  • Ich filmy były 33 razy nominowane do Oscara (w różnych kategoriach oczywiście), ale Oscarów zdobyli tylko 6

    Oto przegląd ich twórczości: od najsłabszego do najlepszego filmu. 54 osoby z KMF i Forum KMF dokonało oceny ich twórczości, przydzielając odpowiednią ilość punktów (w skali 1-10) każdemu z filmów. A to, co nam wyszło, jest rankingiem filmów braci Coen i jednocześnie drogowskazem dla tych, którzy ich filmografię chcą poznać dokładniej.




    THE LADYKILLERS
    Ladykillers, czyli zabójczy kwintet
    Rok produkcji: 2004
    Budżet: 35 mln $
    Zarobił: 39 mln $
    W rolach głównych: Tom Hanks, Irma P. Hall, Marlon Wayans, J.K. Simmons

    Średnia punktów: 5,66

    W jednym zdaniu: grupa idiotów próbuje zabić starszą panią

    Zdecydowanie najsłabszy film Coenów, który jednocześnie słaby nie jest. Ot przeciętna komedia pomyłek, ani zła, ani dobra, ani coenowska. Średniactwo pierwszej klasy z - trzeba to uczciwie przyznać - świetną rolą Hanksa, który na planie szaleje, ale w żadnym momencie nie przekracza granicy śmieszności. To po prostu fajny film, dzięki któremu niedzielne popołudnie przed telewizorem nie będzie czasem straconym. Ale czy tylko tego powinno wymagać się od Joela i Ethana? [desjudi]

    Pierwszy kiepski film braci Coen, jaki mi przyszło obejrzeć. Sama intryga średnio mnie wciągnęła, postacie w ogóle nie zainteresowały, a czarny humor, który przecież tak lubię, w tym przypadku mnie zwyczajnie drażnił. [Alieen]

    Pierwszy remake w filmografii obu panów. I niestety pierwsza, i na dobrą sprawę jedyna wpadka. Choć film zarobił na siebie (ledwo, bo ledwo), to niestety poległ w oczach widzów i krytyków. Choć Hanks gra tu niesamowicie, a całość nieźle się ogląda, to jednak cały czas ma się wrażenie, że to już nie są ci sami Coenowie. Fakt, sporo gagów bawi, ale to tylko gagi, jakich w kinie pełno. Fakt, aktorski zespół znowu spisuje się znakomicie, ale gdzie temu do pierwowzoru z Alekiem Guinessem. Brak tu pazura, typowo ceonowskiego, zakręconego klimatu i - przede wszystkim - brak oryginalności i stylu, który doskonale cechował wszystkie ich pozostałe filmy. Ten jeden jedyny raz Coenowie zawiedli, co - o ironio! - wcale nie oznacza złego produktu. [Mefisto]

    Ciekawostka: Słowo "fuck" pada z ekranu tylko 89 razy. Bruce Campbell ma w tym filmie cameo. Kto go znajdzie?

    Zwiastun






    INTOLERABLE CRUELTY
    Okrucieństwo nie do przyjęcia
    Rok produkcji: 2003
    Budżet: 60 mln $
    Zarobił: 35 mln $
    W rolach głównych: George Clooney, Catherine Zeta-Jones, Billy Bob Thornton, Goeffrey Rush, Cedrik the Entertainer, Richard Jenkins

    Średnia punktów: 6,40

    W jednym zdaniu: Klasyczna i klasowa komedia romantyczna o pani, która chce wykiwać pana.

    To jeden z najmniej docenianych filmów Coenów. Niesłusznie, bowiem klasy "Okrucieństwa nie do przyjęcia" nie wolno mierzyć za pomocą tego, czy kogoś śmieszy, czy nie. To fantastyny pastisz i hołd zarazem dla amerykańskich "screwball comedies" z lat 30. i 40. Clooney bawi się zarówno swoim ekranowym wizerunkiem, jak i Cary'ego Granta, niekwestionwanego króla "screwball comedies". Zeta-Jones bawi się stereotypami niegdysiejszych femme fatale. Rush dostosowuje się do ogólnego szaleństwa konwencji, tak samo Cedric the Entertainer. A bracia Coen, używając nieco zapomnianej konwencji, komentują, wyszydzają, bawią się i już jak najbardziej na poważnie - są po prostu sobą. A scena z pomyleniem inhalatora z bronią to już czysta klasyka! [Beowulf]

    Na wstępie muszę przyznać, ze na słowo komedia reaguję wstrętem, a na słowo komedia romantyczna - silną alergią. Tymczasem komedię romantyczną braci Coen kupuję bez mrugnięcia okiem! Typowy dla tego gatunku filmowego schemat "od nienawiści do miłości", ale z fenomenalnym aktorstwem, błyskotliwymi, naprawdę śmiesznymi dialogami i galerią ciekawych osobliwości na drugim planie, tworzy naprawdę świetne połączenie i sprawia, że do filmu zawsze chętnie wracam, kiedy mam ochotę obejrzeć coś, co mnie rozśmieszy, a nie zostawi z poczuciem zażenowania, jak większość współczesnych komedii... [Rozalia]

    Tym razem bracia sięgają po komedię romantyczną i... znowu jadą po bandzie. Tym razem jednak coś nie do końca zagrało i film z reguły umiejscawiony jest w dolnej części ich filmografii. Trochę niesłusznie, bo to bardzo celna, pełna odniesień i przede wszystkim trafnych dialogów satyra (tja, co jeszcze nowego?), która bawi-strasząc. Fakt, że brak tu jakichś większych fajerwerków, a całość nie ma może tego pazura, co ich najlepsze dzieła, ale narzekać nie można. Film świetnie się ogląda i gra w nim Zeta-Jones, na którą zawsze przyjemnie popatrzeć - nieważne, jak wielką by nie była suką. A tu jest ogromną. [Mefisto]

    Ciekawostka: to najdroższy film Coenów, a przy tym jedna z ich największych porażek finansowych w Stanach, która została zrekompensowana sukcesem na świecie (ponad 100 baniek). Catherine Zeta-Jones próbowała naśladować aktorstwo Katherine Hepburn - z jakim skutkiem, trudno wyrokować, ale boską Hepburn trudno podrobić, czyż nie?

    Zwiastun






    THE HUDSUCKER PROXY
    Rok produkcji: 1994
    Budżet: 30 mln $
    Zarobił: 2,8 mln $
    W rolach głównych: Tim Robbins, Jennifer Jason Leigh, Paul Newman, Bruce Campbell, Charles Durning

    Średnia punktów: 6,79

    W jednym zdaniu: o idiocie, który okazał się nie takim wielkim idiotą, za jakiego był uważany.

    Jeden z moich ulubionych filmów braci, w czym jestem bardzo odosobniony, gdyż film jest z reguły nielubiany i poległ przez to w kinach. Ale mi się podoba. Podoba mi się jego baśniowa, utrzymana w konwencji snu i nawiązująca m.in. do filmów Capry konwencja. Podoba mi się naszpikowana detalami i szalonymi, często przegiętymi pomysłami fabuła. Podoba mi się celowo przeszarżowane aktorstwo i atmosfera paranoi, która wypełnia każdy kadr. Podobają mi się kapitalne, cięte i wypowiadane z prędkością karabinu maszynowego dialogi. No i ten, no... dynks też jest fajny. [Mefisto]

    Gdybym miał w skrócie powiedzieć, co podcina skrzydła temu tytułowi, wskazałbym na Jennifer Jason Leigh, która przede wszystkim swoim spudłowanym akcentem burzy wszelkie filary wiarygodności tego mocno przecież skonwencjonalizowanego filmu. Jest tu kilka fantastycznych, niezapomnianych scen: skaczący z okna Hudsucker, dzieciak kręcący hula-hop czy genialny wręcz motyw z podwójnym szwem spodni Paula Newmana. Szkoda tylko, ze po nakręconej z wielkim polotem i wyczuciem stylu pierwszej połowie, druga trochę klapnie. No i ten wątek romantyczny taki bezpłciowy. Wolę oryginalnego Caprę. [Jakuzzi]

    Ciekawostka: późniejszy "The Man Who Wasn't There" to swoisty spin-off tego filmu. Poza tym to największa finansowa wpadka braci - przy wcale nie tak małym budżecie zarobił ledwo 10% tego, co kosztował.



    Zwiastun






    THE MAN WHO WASN'T THERE
    Człowiek, którego nie było
    Rok produkcji: 2001
    Budżet: 20 mln $
    Zarobił: 7,4 mln $
    W rolach głównych: Billy Bob Thornton, Frances McDormand, Richard Jenkins, Scarlett Johansson, James Gandolfini, Tony Shalhoub

    Średnia punktów: 6,81

    W jednym zdaniu: O fryzjerze z papierosem w ręku, który nie przejmuje się absolutnie niczym.

    Czarna opowieść z Billim Bobem Thortonem w roli znudzonego życiem i gardzącego swoją własną pracą fryzjera, męża zdradzanego przez żonę, z którą dawno już stracił porozumienie i człowieka zdającego sobie sprawę z bezsensu własnej egzystencji. Powolnie wbijamy się w jego monotonne, typowe, czarno-białe życie i widząc w jego problemach tyle własnych, gorąco kibicujemy mu, gdy decyduje się na zmiany - mimo iż niejednokrotnie postępuje w sposób godny potępienia. Cały film składa się z przeplatanych sobą fragmentów, w których wydaje nam się, że wszystko zmierza ku dobremu, a okazuje się być na odwrót i momentów, kiedy wydaje nam się, że wszystko się sypie, a tymczasem niespodziewane los sprawia, że dziwnymi zbiegami okoliczności Ed wychodzi z kłopotów. Zamotane, ale ten dziwny manewr sprawia, że film jest niezmiernie fascynujący i wciągający. No i do tego fenomenalny BBT - jego powolne ruchy, mało dynamiczna mimika twarzy, nieodłączny papieros, specyficzny sposób patrzenia... Po prostu rola życia Billy'ego. Mimo iż opinie krytyków nie były zbyt pochlebne, dla mnie to najukochańszy film Coenów i jeden z najwspanialszych filmów, jakie widziałam. "Nie byłem tym rodzajem istoty, która może zabić inną. Byłem tylko fryzjerem. Byłem podobny do nich. Zwykłym bytem, który nie odnalazł swego miejsca...." [Rozalia]

    Raczej "Film, którego nie było". Dokładnie takie wrażenie ma się po seansie. Wlokące się, przegadane (w najgorszym tego słowa znaczeniu!) flaki z olejem o bohaterach tak ciekawych, że aż można sobie wyłamać szczękę od ziewania. Trudno powiedzieć, co to miało być. Czarna komedia? W ogóle nieśmieszna. Dramat? Zbyt dziwaczne toto na dramat. Niby jest tu niezła obsada, całość jest ładnie nakręcona, ale przez cały czas trwania filmu nie można się wyzbyć wrażenia, że jest on o niczym, i do niczego nie prowadzi. To też pozostawia po sobie - pustkę typową dla obrazów niemiłosiernie średniackich. [Hitch]

    Ciekawostka: Film był nakręcony w kolorze, a następnie przekonwertowany na czerń i biel. Podobno jest gdzieś tam jedna jedyna kopia z kolorowym oryginałem.

    Zwiastun






    BURN AFTER READING
    Tajne przez poufne
    Rok produkcji: 2008
    Budżet: 37 mln $
    Zarobił: 60 mln $
    W rolach głównych: , George Clooney, Brad Pitt, John Malkovich, Frances McDormand, Tilda Swinton, Richard Jenkins, J.K. Simmons

    Średnia punktów: 6,96

    W jednym zdaniu: głupki w posiadaniu ściśle tajnych nieistotnych informacji



    300% Coenów w Coenach, czyli rewelacyjna komedia. Idealna satyra na kino szpiegowskie oraz film o tym, do czego zdolna jest kobieta, kiedy chce sobie zrobić operację plastyczną. Dzieje się dużo i w szybkim tempie. Przyjemnie jest obejrzeć inteligentną komedię, w której my wiemy, o co chodzi, ale żaden z bohaterów już nie. Wszystko to "Tajne przez poufne" zawdzięcza nie tylko rewelacyjnemu scenariuszowi i znakomitej reżyserii, ale przede wszystkim idealnie dobranej obsadzie. Najjaśniejsze punkty to Brad Pitt i George Clooney. Pierwszy z nich wygląda fatalnie, ale wszystkie ruchy, jakie wykonuje, fryzura, za duży garniturek sprawiają, że jest cudny. Drugi jest jak zawsze przeuroczy, odrobinę paranoik, odrobinę dziwak, mitoman, seksoholik, wszystkiego po trosze, a razem - super przystojny facet, z którym chyba każda umówiłaby się na randkę. Kroku dotrzymują im Tilda Swinton jako zimna i antypatyczna suka oraz rewelacyjna Frances McDormand jako owładnięta manią poprawienia swojej urody i znalezienia "Pana Właściwego" pracownica klubu fitness.[Eorath]

    Kolejny chłodniej przyjęty film Coenów i kolejny ich twór, który na to nie zasłużył. BAR bowiem to jeden wielki, wytykający palec, drwiący w sposób perfekcyjny z ludzkiej głupoty, ufności, nieufności, zacofania, relacji i przypadkowości naszego życia. To rewelacyjna komedia absurdu, który, choć dość przyziemny, to niewiele ustępuje temu, który prezentowało ońgiś trio ZAZ. To także - jak zwykle u nich, o czym się czasem zapomina - fantastyczna galeria szurniętych postaci, które tym razem, skryte pod przykrywką normalności, reprezentują każdego z nas. Ha! Pewnie dlatego film nie przeszedł. [Mefisto]

    Dla Brada Pitta, Malkovicha i intrygującej Swinton. Za to, że w kinie śmiałem się jak potępieniec, a dobry humor nie opuszczał mnie przez następny tydzień, dzięki czemu radośnie pracując znacząco przyczyniłem się do wzrostu krajowego PKB. [Burial]

    Niesamowita jazda po bandzie. Ubawiłem się wspaniale i dziękuję Coenom za tak inteligentna komedię. Praktycznie od pierwszej minuty dostajemy masę świetnie rozpisanych dialogów, masę bekowych gagów. Cała obsada aktorska zaczynając od Malkovica kończąc na Pittcie wypadła znakomicie. Widać było, że na planie mieli niezły ubaw. [Danus]

    Ciekawostka: jedyny tytuł, do którego zdjęć nie zrobił Roger Deakins od początku ich wspólnej współpracy. To również 3 odsłona "Trylogii idiotów", jak zwykli nazywać swoje utwory Coenowie ("Bracie, gdzie jesteś", "Okrucieństwo nie do przyjęcia").

    Recenzja Jimiego

    Zwiastun






    RAISING ARIZONA
    Arizona Junior
    Rok produkcji: 1987
    Budżet: 6 mln $
    Zarobił: 22 mln $
    W rolach głównych: Nicolas Cage, Holly Hunter, John Goodman, William Forsythe

    Średnia punktów: 7,19

    W jednym zdaniu: Komedia o porwaniu jednego z pięcioraczków

    Pierwsza komedia braci Coen to twór niezwykły nawet jak na nich. Z jednej strony, mamy do czynienia z humorem typowym dla kreskówek z lat 40-tych, z drugiej - z ciepłą, rodzinną komedią, o którą tych twórców byśmy nigdy nie podejrzewali. Historia porwania niemowlęcia przez świeżo upieczone małżeństwo policjantki i złodziejaszka opowiedziana jest z taką czułością, a jednocześnie, z taką wariacką energią, że aż chce się wrzeszczeć z radości. Bo to radocha widzieć koszmarne sny Nicolasa Cage'a, które zamieniają się w rzeczywistość, gdy powołany do życia zostaje motocyklista z piekła rodem, łowca głów lubujący się w wysadzaniu małych zwierzątek. Bądź, gdy z więzienia uciekają kumple głównego bohatera (dosłownie wychodzą z błota), albo gdy ów bohater musi wiać po skoku na mały market - niemal zwierzęca energia rozsadza cały ekran. Ale jest też Holly Hunter, która przeżywa prawdziwy dramat, ponieważ nie może zostać matką. I ten melancholijny ton na końcu, gdy bohater widzi swoją przyszłość - spokojny i normalny dom. Jak na wiecznie prześmiewczych ironistów, jest to zaskakujący obrazek. [Crash]

    Patrząc z perspektywy dzisiejszych czasów jest to jeden z tych filmów, w których Nicolas Cage jest zwyczajnie zajebisty w swej roli (tak, tak). Ba! To wręcz jego najlepsza rola komediowa, których wbrew pozorom nie miał wcale tak mało. Ale poza Mikołajem Klatką mamy tu także suspens, niesamowitą ilość gagów, świetną satyrę na amerykańskie społeczeństwo, fajny film drogi i kidnapping w jednym! Nie można nie lubić! [Mefisto]

    Ciekawostka: główną rolę miał zagrać Kevin Costner, ale odrzucił propozycję. "Raising Arizona" to również ulubiony film Edgara Wrighta ("Shaun of the dead", "Hot Fuzz", "Scott Pilgrim")

    Zwiastun





    O BROTHER, WHERE ART THOU?
    Bracie, gdzie jesteś?
    Rok produkcji: 2000
    Budżet: 26 mln $
    Zarobił: 45 mln $
    W rolach głównych: George Clooney, John Turturro, Tim Blake Nelson, John Goodman, Holly Hunter, Charles Durning

    Średnia punktów: 7,27

    W jednym zdaniu: odyseja więźniów na amerykańskim Południu w bluegrassowym rytmie

    Braci adaptacja homerowskiej "Odysei", w dodatku umiejscowiona w Mississipi lat 30. XX wieku i zaprawiona potężną dawką country i gospel. Nic więc dziwnego, że film niespecjalnie przyjął się w Europie, a i w samych Stanach bywało różnie. Znowu jednak mamy do czynienia z niesamowitym klimatem, całą masą dwuznacznych gagów i ukrytych znaczeń, celnymi i ciętymi uwagami na temat tamtejszego społeczeństwa, oraz osobliwym kinem drogi. Aha, rewelacyjnego Bridgesa zastępuje równie niesamowity Clooney, który rozbraja w roli skazańca Everetta. To trzeba zobaczyć samemu. [Mefisto]

    Nie wiedzieć czemu długo się opierałem jednemu z lepszych kin drogi, ale gdy już ujrzałem, to pokochałem. Muzyka, muzyka i jeszcze raz muzyka. Najlepszy film o skazańcach, głupocie i pięknej ludzkiej naiwności, jaki dane było ujrzeć moim patrzałkom. [Burial]

    Ponoć znak zapytania w tytule przynosi pecha produkcji. Nie w tym przypadku. Coenowie bazując na Homerowskiej "Odysei" stworzyli niesamowite połączenie filmu drogi, przygody i komedii, okraszając całość rewelacyjną sferą muzyczną (ze świetnym utworem "Man of Constant Sorrow" na czele). Całość osadzili na gorącym Południu USA w latach 30, a bohaterami uczynili trzech zbiegów-niedojdy. Film wsysa jak wir. Jest cholernie klimatyczny, zabawny, ciekawy, oryginalny i zdatny do oglądania ciągle od nowa, do czego też zachęcam. Śmiało można postawić obok klasyki gatunku, "Blues Brothers". [Hitch]

    Ciekawostka: Coenowie ponoć nigdy nie czytali dzieła Homera, a Clooney zgodził się zagrać bez czytania scenariusza. Największym sukcesem okazała się ścieżka dźwiękowa, która nie dość, że sprzedała się w zawrotnej ilości 5 milionów kopii, to jeszcze zdobyła miano "Najlepszego albumu roku" na rozdaniu Grammy, a piosenka "Man of Constant Sorrow" królowała na liście Billboardu.



    Zwiastun






    BLOOD SIMPLE
    Śmiertelnie proste
    Rok produkcji: 1984
    Budżet: 1,5 mln $
    Zarobił: 4,2 mln $
    W rolach głównych: John Getz, Frances McDormand, M. Emmet Walsh, Dan Hedaya

    Średnia punktów: 7,39

    W jednym zdaniu: zazdrosny mąż chce zabić swą żonę i jej kochanka rękoma prywatnego detektywa.

    Debiutancki film braci Coen. Świetny, trzymający w napięciu thriller. Przede wszystkim jest mrocznie, jest groźnie i akcja toczy się tak spokojnie, że napięcie grozy jest tylko potęgowane przez te powolne ruchy kamer i ascetyczny montaż. To zaleta tego filmu, że akcja nie leci na łeb na szyję przez co też niewielu osobom może się spodobać, które są przyzwyczajone do Bourneów, w których dominuje dziki montaż i czasem nie wiadomo o co chodzi. Sekwencja około 20 minut lub nawet więcej bez słów i scena kopania dołu to mistrzostwo świata. Duża zasługa w zbudowaniu tego klimatu to głównie zasługa nocnej scenerii i gry aktorów. Na pozór może się wydawać, że jest to bardzo prosta fabuła, aczkolwiek może i jest ale została zrealizowana w już nie taki prosty sposób. [B2ka]

    Niesamowity debiut braci. Film skromny i stonowany, ale niezwykle klimatyczny i trzymający w napięciu od drugiej (bo pierwsza jest wprowadzeniem) do przedostatniej sceny (bo ostatnia to koniec). Może nie ma tu jeszcze wszystkich cech charakterystycznych dla ich twórczości (oraz Jeffa Bridgesa), może nie są to jeszcze CI Coenowie, których uwielbiają tłumy, ale trudno wyobrazić sobie lepszy start. [Mefisto]

    Ciekawostka: Aby zdobyć fundusze na swój pierwszy film Coenowie chodzili z 2-minutowym zwiastunem "Blood simple" od drzwi do drzwi. W ciągu niecałego roku uzbierali w ten sposób 750 tysięcy dolarów. Podobno było im łatwiej ze względy na żydowskie pochodzenie. Podobno. Na pewno korzenie im nie przeszkodziły.
    To również ich jedyny film, który został potem zremakowany - uczynił to Zhang Yimou ("Hero", "Zawieście czerwone latarnie").

    Zwiastun





    TRUE GRIT
    Prawdziwe męstwo
    Rok produkcji: 2010
    Budżet: 38 mln $
    Zarobił: 168 mln $
    W rolach głównych: Jeff Bridges, Hailee Steinfeld, Matt Damon, Josh Brolin, Barry Pepper

    Średnia punktów: 7,44

    W jednym zdaniu: nastolatka i szeryf-pijak poszukują mordercy.

    Drugie podejście do remakowania innych (czyżby Coenom kończyły się pomysły?) i... tym razem zwycięstwo! Z sielankowego, odrobinę nudnawego pierwowzoru (który bracia ponoć olali, robiąc po prostu kolejną adaptację powieści) za pomocą jedynie kilku kosmetycznych zmian zrobili film zdecydowanie bardziej mroczny i dramatyczny, nie pozbawiony jednakoż osobliwego humoru i uszczypliwej ironii. Różnic wiele nie ma, ale sporo wnoszą do klimatu i opowieści. No i znowu pojawia się Jeff Bridges (który dostaje nominację do Oscara za tą samą rolę, za którą lata temu nagrodzono starzejącego się Johna Wayne'a), więc film po prostu nie może być zły! I nie jest. [Mefisto]

    Letni western, dramatu w nim tyle co kot napłakał, generalnie wszystko odbyło się w konwencji "wsiadamy na konia i jedziemy przeżywać przygody", mimo to jednak film podobał mi się. O tym, że film mi się spodoba, dowiedziałem się bardzo szybko, bo zaraz na samym początku, tuż po tym jak głos narratorki z offu powiedział: You must pay for everything in this world, one way and another. There is nothing free except the grace of God. No i co by nie mówić, scena z wisielcem była jedną z lepszych - niepokojąca i świetnie nakręcona. Cogburn i Mattie jadą konno przez las, nagle zatrzymują się - w oddali dostrzegają zwłoki zawieszone na drzewie. Mattie zadaje w tym momencie jedyne rozsądne pytanie, jakie powinna zadać 14-letnia dziewczyna, widząc trupa wiszącego na gałęzi kilkanaście metrów nad ziemią - "Czemu go tak wysoko powiesili?" - na co Cogburn odpowiada zapijaczonym głosem: "Nie wiem. Pewnie uznali, że będzie przez to jeszcze bardziej martwy". [Mental]

    Dobry film, choć szału nie robi. Jedni piszą o kinie familijnym, inni o letnim westernie, jeszcze ktoś inny napisał o filmie nostalgicznym - i właściwie każdy ma po trochu racji. "Prawdziwe męstwo" nieźle się ogląda, bywa brutalne, choć bez przesady, nie za dużo akcji, ale jak już jest to konkretna. Film raczej gadany, ale na szczęście dialogi są jego mocną stroną. Sporo czarnego humoru, który ratuje film od nudy, bo niestety nowość Coenów ma do tego predyspozycje. [Crash]

    Bardzo solidna rzecz. Aktorstwo (Bridges - rewelka), twórcze podejście do remake'u (choć oryginał ledwo pamiętam), realizacja i brutalny klimat - to się udało. Do gustu nie przypadli mi antagoniści (brudas Pipper i śmieć Brolin - oczywiście odnoszę to do postaci, nie aktorów ), których mogli braciszkowie napisać od nowa i z głębią. No, ale jest jak jest, a wyszło bardzo zjadliwie. Mimo tych pochwał - jedna uwaga. Gdyby nie to, że twórcami są Coenowie, na pewno wiele osób nie sięgnęłoby po film z tego gatunku. Ot, magia nazwisk. [Anielski_pył]

    Ciekawostka: jak dotąd najbardziej kasowy film Coenów - w samych Stanach zarobił blisko 170 milionów. W końcu Amerykanie lubią westerny nawet gdy są antywesternami.

    Recenzja Anny Dranikowskiej

    Zwiastun






    A SERIOUS MAN
    Poważny człowiek
    Rok produkcji: 2009
    Budżet: 7 mln $
    Zarobił: 9 mln $
    W rolach głównych: Michael Stuhlbarg, Richard Kind, Fred Malamed, Sari Lennick, Aaron Wolff

    Średnia punktów: 7,44

    W jednym zdaniu: film o nieszczęśliwym Żydzie.

    Coenowie trzymają formę, zarówno artystyczną, jak i minimalistyczną. Co prawda ilość wątków i (mind)tricków wcale nie jest mniejsza od ich poprzednich filmów, ale wyraźnie czuć tu mniejszy budżet i skromniejszą formę opowieści, co tylko wychodzi filmowi na dobre. Na olbrzymi plus należy zaliczyć (po raz pierwszy w ogóle!) brak znanych facjat - w obsadzie nie znalazła się ani jedna gwiazda i jedynie Richard Kind w roli wujka Arthura może zaświecić w mózgu przeciętnego kinomana lampkę, która i tak po chwili zgaśnie. Drugim plusem, który dla wielu jest także minusem, to wyraźnie inny klimat opowiadanej historii - tym razem jest koszerna aż do bólu, przez co całość z pozoru wydaje się niezrozumiała i pusta. Na szczęście tylko z pozoru. Czarna komedia nie tylko dla Żydów. [Mefisto]

    Kompletnie do mnie nie trafił. Dla mnie zdecydowanie najsłabszy film reżyserów - słabszy nawet niż "Ladykillers". Nuda, nuda i jeszcze raz nuda - ledwie wytrwałem do napisów końcowych. [Alieen]

    Świetny film! W judaistycznych zagadnieniach dopiero raczkuję, ale nie sposób docenić to, co Coenom udało się idealnie - ukazanie człowieka, który jest stłamszony i przez owe kilka tysięcy lat tradycji, i przez dzisiejszy świat, gdzie obrzędy religijne mieszają się z muzyką rockową oraz dużą ilością trawy spalanej przez żydowską młodzież. Paralela do Hioba jak najbardziej widoczna. Konstrukcja postaci też jest stworzona na wzór biblijny, czyli ludzie rozerwani pomiędzy swoim doczesnym życiem, a silnym zakorzenieniem w judaizmie. I jak zwykle u Coenów - ten senny klimat oraz banda neurotycznych postaci. [El-Kal]

    Ciekawostka: film nakręcono w 44 dni, a trailer tegoż wygrał w Złotych Krabach za rok 2010.

    Recenzja Przemysława Kapeli

    Zwiastun






    MILLER'S CROSSING
    Ścieżka strachu
    Rok produkcji: 1990
    Budżet: 14 mln $
    Zarobił: 5 mln $
    W rolach głównych: Gabriel Byrne, Marcia Gay Harden, John Turturro, Jon Polito, Albert Finney, Steve Buscemi

    Średnia punktów: 7,57

    W jednym zdaniu: wojna gangów w czasach prohibicji.

    Bardzo dobry thriller gangsterski braci. Dość kameralny film, taki w stylu kryminałów z lat 50. Scen akcji niewiele, to właściwie kino gadane, gdzie główny bohater grany przez świetnego Gabriela Byrne'a łazi z miejsca na miejsce i "załatwia swoje sprawy". Cały film jednak trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. W rankingu ulubionych filmów Coenów zajmuje u mnie 4 miejsce. [Pitero]

    Jeśli w jakimś gatunku filmowym istnieją filmy jednocześnie znakomite, jak i zapomniane, to kino gangsterskie ma swojego przedstawiciela w "Ścieżce strachu". Wszyscy bowiem pamiętają o "Dawno temu w Ameryce" (chyba najwybitniejszy przedstawiciel), "Nietykalnych" (powstałych w tym samym czasie) czy "Wrogach publicznych" (najgłośniejszy tytuł gangsterski z ostatnich lat), nie mówiąc już o oczywistej oczywistości, czyli "Ojcu chrzestnym", a ignorują istnienie znakomitego filmu Coenów, który ma wszystko to, za co cenię kino braci: rewelacyjny "gadany" scenariusz i charakterystyczne role dobrych i złych (Gabriel Byrne rządzi). Dobre, mocne kino gatunkowe, jakie nie wpada często na ekrany. [desjudi]

    Ciekawostka: Podczas pisania skryptu do "Ścieżki strachu" bracia Coen wpadli w totalny kreatywny dół. Wzięli z tego powodu kilka tygodni urlopu, podczas którego powstał scenariusz filmu o załamaniu pisarskim, czyli "Barton Fink".

    Zwiastun





    BARTON FINK
    Rok produkcji: 1991
    Budżet: 9 mln $
    Zarobił: 6 mln $
    W rolach głównych: John Turturro, John Goodman, Judy Davis, Michael Lerner, John Mahoney, Tony Shalhoub, Steve Buscemi

    Średnia punktów: 8,13

    W jednym zdaniu: alegoryczna opowieść o pisarzu bez weny twórczej.

    Klaustrofobiczna i paranoiczna historia o niemożliwości pisania i tym samym zadowolenie siebie. Najlepsza rola Johna Turturro, który idealnie wcielił się w postać niejednoznaczną, tkwiącą na skraju załamania psychicznego i kreatywnej fiksacji, czyli stanu, w którym obecni są wszyscy ci, którzy bardzo chcą i mogą, ale z różnych przyczyn się nie udaje. Jak zawsze u Coenów: cudny scenariusz. Należy sie jednak wszystkim ostrzeżenie - nie jest to łatwy i przyjemny film. To jazda bez trzymanki po głowie twórcy. [desjudi]

    Film ciężki do sklasyfikowania, ale jak dla mnie jest to mistrzowskie ujęcie tragi-komedii, najlepsze dziełko Coenów. Niesamowity klimat, powalająca gra aktorska - zresztą jeśli chodzi o Goodmana i Turturro to prawie zawsze są to role, które zapadają w pamięć. Wielki plus za scenografię, duszny klimat i Coenowskie tempo akcji. [Burial]

    Jeden z moich mniej ulubionych filmów braci, być może z uwagi na ciężki, klaustrofobiczny klimat, który jest na tyle specyficzny i na tyle inny od pozostałych ich filmów, że odrobinę męczy. Ale klasy temu tytułowi odmówić nie można. Odmówić nie można jej też dwóm Johnom - Turturro i Goodmanowi, którzy wspinają się tu na wyżyny swoich umiejętności, oferując prawdziwie kuriozalną, a przy tym mroczną jazdę bez trzymanki każdemu, kto zechce poświęcić im te dwie godziny czasu. Naprawdę warto! [Mefisto]

    Ciekawostka: to pierwszy film w historii, który otrzymał trzy najważniejsze nagrody na festiwalu w Cannes - Złota Palmę, Najlepsza Reżyseria i Najlepszy Aktor. Oprócz tego warto wiedzieć, że Coenowie pisali scenariusz już pod konkretnych aktorów: Johna Turturro, Johna Goodmana, Jona Polito i Steve'a Buscemiego.

    Zwiastun






    BIG LEBOWSKI
    Rok produkcji: 1998
    Budżet: 15 mln $
    Zarobił: 17 mln $
    W rolach głównych: Jeff Bridges, John Goodman, Steve Buscemi, Phillip Seymour Hoffman, Peter Stormare, John Turturro, Tara Reid, Flea

    Średnia punktów: 8,56

    W jednym zdaniu: film o kolesiu, któremu nasikano na dywan.

    Ta postać i ten film wykracza poza doznania czysto filmowe - Coenowie wyłożyli pewną filozofię egzystencjalną, która polega na nieprzejmowaniu się, czyli wyluzowaniu w tych fragmentach życia, w których wyluzować się wypada; tak prewencyjnie, ot aby uciec przed przedwczesnym zawałem chwytam w mig tę myśl, choć nie stosuję niestety. Fajnie że są tacy kolesie, jak Lebowski. Gdzieś tam. Wyluzowani za nas wszystkich. [desjudi]

    Tak! To ten film z Jeffem Bridgesem w roli najbardziej wyluzowanego kolesia w historii kinematografii! I dokładnie dlatego każdy od razu zawyża ocenę filmu przynajmniej o dwa oczka. Cóż, warto. Co poza tym? To samo co zawsze u Coenów, tylko tym razem (podobnie jak w "Hudsucker Proxy") bez hamulców i bez skrupułów. Za to z kręglami, sikaniem na dywan, zaszyfrowanymi penisami, Białym Ruskiem, gangiem nihilistów i kowbojem-narratorem. Takie coś zdarza się raz na.... zresztą czy to ważne? Ważne, że zdarzyło się choć raz Coenom. [Mefisto]

    Cenię przede wszystkim za to, że jest tak naprawdę filmem o niczym - mimo to ogląda się go z niesłabnącym zachwytem. Pokazać na ekranie tak mało intrygującą fabułę - mistrzostwo. Poza tym i tutaj kolejny raz popis daje Goodman i Turturro, choć ten drugi epizodycznie tylko. No i Dude wraz z nazistami nihilistami.. [Burial]

    Ciekawostka: 292 - tyle razy padają z ekranu fucki i ich odmiany. Poza tym ciuchy, które nosi Koleś są prywatnymi, codziennymi ubraniami Jeffa Bridgesa. A sam film był oficjalnie polecany przez Norweski Związek Kręglarzy.

    Recenzja Desjudiego

    Recenzja Ciuńka

    Zwiastun






    FARGO
    Rok produkcji: 1996
    Budżet: 7 mln $
    Zarobił: 24 mln $
    W rolach głównych: Frances McDormand, William H. Macy, Peter Stormare, Steve Buscemi

    Średnia punktów: 8,62

    W jednym zdaniu: o tym, jak nie porywać żon dla okupu.

    Opus magnum braci i film, po którym usłyszał o nich w końcu cały świat (no dobra, amazońscy Indianie Yanomami wciąż nie mają o nich pojęcia, podobnie jak mongolskie sieroty z Dalandzadgadu). I faktycznie, film posiada wszystko to, do czego twórcy nas przyzwyczaili i czego można by od nich wymagać (może z wyjątkiem Bridgesa) - jest dziwnie, jest klimatycznie, jest ironicznie, jest komediowo, jest satyrycznie, jest dramatycznie, jest sensacyjnie, a nawet i refleksyjnie. Ale przede wszystkim jest bardzo, ale to bardzo dobrze i pewnie dlatego jest to jeden z ich najbardziej cenionych (coenionych?) filmów. Trza znać. [Mefisto]

    Powalający klimat - rzadko kiedy film jest tak zimny jak Fargo i to nie tylko dlatego, że akcja ma miejsce przy ujemnych Celsjuszach. Niby proste zadanko, a przeradza się w krwawą jatkę przypadkowych, i w tej sytuacji trzeba powiedzieć, pechowych osób.Jak nie lubię H. Macy'ego, tak tutaj wkomponował się idealnie ze swoją ciapowatością, a Stormare, gejzer słów, to po prostu Stormare - marka sama w sobie. [Burial]

    Mocne, brutalne kino. Drugi moim zdaniem - po "No Country for Old Men" - najlepszy film braci. McDormand jeszcze lepsza niż w "Blood Simple", Buscemi jak zwykle ponadprzeciętny, a Peter Stormare to geniusz w kreowaniu psychola. [Alieen]

    Ciekawostka: powstała telewizyjna kontynuacja filmu w reżyserii Kathy Bates (!), w której nie zagrał nikt z oryginału. Ponoć jest całkiem niezła. Ponadto: ani sekunda filmu nie została nakręcona w autentycznym Fargo. I jeszcze: film nie jest oparty na faktach, choć mówi o tym plansza tytułowa - chodziło o to, że Coenowie chcieli by widzowie uwierzyli w tę nieprawdopodobną historię.


    Zwiastun






    NO COUNTRY FOR OLD MEN
    To nie jest kraj dla starych ludzi
    Rok produkcji: 2007
    Budżet: 25 mln $
    Zarobił: 74 mln $
    W rolach głównych: Tommy Lee Jones, Josh Brolin, Javier Bardem, Woody Harrelson, Kelly Macdonald

    Średnia punktów: 8,91

    W jednym zdaniu: Psychopatyczny morderca i gliniarz tuż przed emeryturą na tropie przypadkowego złodzieja.

    Arcydzieło światowego kina. Wiem, że TO słowo, użyte w kontekście oceny jakiegoś współczesnego filmu, często jest brane za przesadę lub niepotrzebne nikomu znamię, niemniej jest to kino perfekcyjnie skrojone i absolutnie bez słabych punktów, w którymkolwiek kierunku byśmy nie spojrzeli. Klasyk i basta! Wystarczy spojrzeć na jego miejsce w naszym rankingu na najlepsze filmy pierwszej dekady XXI wieku - mocne 2. miejsce świadczy o filmie najlepiej. [desjudi]

    Cenię za to, że pod płaszczykiem sennego, pustynnego amerykańskiego południa przemyca mrożącą krew w żyłach historię - niektórych usypia, innych niesamowicie pobudza. Ta druga grupa jest mi jak najbardziej najbliższa - jak zwykle plejada świetnych aktorów i jak dla mnie esencja tego, co krytycy nazywają kinem Coenów. [Burial]

    Interesujący jest fakt, że średnio spodobał mi się ten film po seansie kinowym. Zdanie całkowicie zmieniłem po dwóch kolejnych seansach w domowym zaciszu. Obecnie to dla mnie zdecydowanie najlepszy film Coenów - minimalistyczny, surowy, przesiąknięty niezwykłym klimatem. Rola (i postać) Javiera Bardema to absolutne mistrzostwo świata. [Alieen]

    Jeżeli "Fargo" było ich opus magnum, to "No Country..." musi być kamieniem filozoficznym. To film totalny. To ich ying i yang. To Ethan i Joel w formie kompletnej, a oscarowy deszcz jaki na nich zań spadł jedynie to potwierdził, przy okazji przypominając światu o ich istnieniu (i mocno wypromowując autora powieściowego pierwowzoru, Cormaca McCarthy'ego). To jednocześnie kapitalne podsumowanie ich całego dorobku, jak i zupełnie nowy kierunek w tymże - kierunek niby bardziej serio, ale przez to w jakiś sposób jeszcze bardziej przewrotny i wymyślny, niż dotychczasowe "jaja". [Mefisto]

    Ciekawostka: To jedyny zdobywca najważniejszego Oscara w ostatniej dekadzie, który w premierowy weekend zarobił mniej niż 2 miliony dolarów.

    Recenzja Desjudiego

    Recenzja Mentala


    Zwiastun






    Autor opracowania: Rafał Oświeciński {desjudi} [e-mail]
    Klub Miłośników Filmu, marzec 2011


    RECENZJE | ARTYKUŁY | STRONA GŁÓWNA KMF