Strona główna KMF



Ropa jak krew


Choć za podstawę "Aż poleje się krew" posłużyła Paulowi Thomasowi Andersonowi powieść Uptona Sinclaira portretująca środowisko amerykańskich nafciarzy u początków XX wieku, to nakręcony na jej podstawie film nie jest epicką sagą w rodzaju "Dawno temu w Ameryce". Od realiów społecznych o wiele bardziej interesują reżysera jednostkowe losy głównego bohatera, Daniela Plainview, który natrafiwszy na ropę rozpoczyna budowę potężnej firmy z determinacją graniczącą z szaleństwem. Jego celem nie jest zysk, same pieniądze zdają się interesować go o wiele mniej niż władza i zaspokojenie własnych chorobliwych ambicji. To właśnie ta postać, przerażająca, odpychająca i zarazem groteskowa, wypełnia sobą ekran niemal bez reszty.




"Aż poleje się krew" to dwie i pół godziny w towarzystwie człowieka, który wydaje się być niemal całkowicie pozbawiony ludzkich uczuć, zaś otaczających go ludzi, nawet najbliższych, traktuje czysto instrumentalnie, niczym elementy maszynerii wydobywczej. Doświadczenie byłoby zapewne nieznośne, gdyby nie aktorski kunszt Daniela Daya-Lewisa. Każdy występ odtwórcy pamiętnej roli Christy'ego Browna z "Mojej lewej stopy" jest wydarzeniem, bowiem na ekranie można go oglądać niezwykle rzadko, a jest to bodaj jedyny dziś aktor o dużym nazwisku, który metodę Stanisławskiego ma w małym palcu (zapewne u lewej stopy ;)).


Pod reżyserskim okiem Andersona, Daniel Day-Lewis daje prawdziwy koncert. Jego Daniel Plainview, choć ma wszelkie cechy socjopaty, jest jednocześnie postacią zarówno tragiczną, jak i groteskową. Choć konsekwentny w realizacji swoich celów, potrafi w przypływie gniewu rzucić na szalę wszystkie dotychczasowe osiągnięcia. Furia Daniela ma w sobie coś z występów komedianta, przypomina bezładne miotanie się na scenie ku uciesze gawiedzi. Tyle, że w tym teatrze widzowie nie mogą czuć się bezpieczni, siedząc wygodnie na swoich fotelach. Ekranowa rzeczywistość niemal wylewa się na salę kinową niczym czarny potok ropy. Efekt osiągnięty jest nie tylko dzięki ekspresyjnej grze Day-Lewisa, ale i fantastycznym zdjęciom Roberta Elswita. Kiedy tryskająca z odwiertu ciecz zalewa na chwilę obiektyw, czuć niemal jej duszący zapach.




Fantastyczna rola pierwszoplanowa i doskonała praca kamery to najważniejsze atuty "Aż poleje się krew". Szkoda jednak, że adaptując na potrzeby ekranu powieść Sinclaira, Paul Thomas Anderson nie pokusił się o nieco wyraźniejszy rysunek realiów, w których cała historia jest osadzona. Jego film mógłby nosić podtytuł "Sceny z życia tyrana", bowiem jest to raczej ciąg sekwencji połączonych osobą głównego bohatera niż pełnokrwista, wielowątkowa panorama. Postacie drugiego planu ukazane są tak, jak muszą się zapewne jawić Danielowi Plainview - jako statyści w przeżywanym przezeń dramacie namiętności, rozbuchanych ambicji i opętańczej furii.


Moje krytyczne uwagi wynikają jednak nie tyle z warsztatowych czy artystycznych słabości filmu, co z oczekiwań, jakie miałem przed seansem. Miałem nadzieję na barwny, poruszający fresk, w którym losy wyrazistych bohaterów splatają się z przemianami społeczno-gospodarczymi, jakie miały miejsce w czasach, kiedy amerykański kapitalizm szczerzył swój umorusany ropą pysk. Zamiast tego dostałem porażające studium socjopatii. Gdyby Anderson zwielokrotnił perspektywę, jego dzieło byłoby może pod pewnymi względami bogatsze, ale byłby to jednocześnie zupełnie inny film - zapewne mniej zaskakujący.



AŻ POLEJE SIĘ KREW


Tytuł oryginalny: There Will Be Blood
Rok produkcji: 2007
Kraj: USA
Czas trwania: 158 minut


Reżyseria: Paul Thomas Anderson
Scenariusz: Paul Thomas Anderson
Na podstawie powieści: Upton Sinclair
Zdjęcia: Robert Elswit
Muzyka: Jonny Greenwood


Obsada:
Daniel Day-Lewis   .....Daniel Plainview
Paul Dano   .....Eli Sunday
Kevin J. O'Connor   .....Henry Brands
Ciaran Hinds   .....Fletcher Hamilton
Russell Harvard   .....H.W. Ailman
Mary Elizabeth Barrett   .....Fannie Clark
Colleen Foy   .....Mary Sunday


Wyślij e-mail Autor recenzji:
Paweł Marczewski - SHANDOR
Klub Miłośników Filmu
21.02.2008