Strona główna KMF



[UWAGA! TEKST ZDRADZA WAŻNE ELEMENTY FABUŁY FILMU!]



KEVIN LOMAX I JOHN MILTON


Czy diabeł może zaszkodzić człowiekowi, który w niego nie wierzy? Jaką postać może przyjąć w czasach, gdy jego utrwalony przez lata groteskowy obraz demona z rogami i ogonem już tylko śmieszy? Czy upiorny książę ciemności, upadły anioł prowadzący odwieczną walkę z Bogiem o duszę ludzką, najstarszy z buntowników, ucieleśnione zło o tysiącu imion i twarzy może jeszcze przerazić i zniewolić? Właśnie, co właściwie kryje się w tym zagadkowym pojęciu "wolna wola"? Hektolitry atramentu i ryzy papieru sięgające wagowo kilku ton zużyto na niekończące się polemiki o zagadkę wolnej woli, ingerencję Boga w życie ludzkie i o symbolicznej walce dobra ze złem we wszystkich wymiarach. Temat jest śliski, ba! Niebezpieczny; co człowiek, to opinia, i pojawia się pytanie, czy w ogóle jest możliwość rozumowego poznania odpowiedzi, przynajmniej na tym świecie. Jest to także temat wciąż żywy i niewyczerpane źródło inspiracji.




Tym razem swoją koncepcję przedstawia Taylor Hackford. Oto jego bohater. Niejeden z nas może się z nim identyfikować, niejeden na pewno mu zazdrości. Kevin Lomax to młody i piekielnie (hmmm...) zdolny prawnik. Nietrudno w to uwierzyć, widząc go w akcji. Tańczy niemal przed ławą przysięgłych, przyjmuje dumne pozy, efektownie ciska dowodami rzeczowymi, pełen oburzenia rzuca oskarżenia pod adresem zapłakanej dziewczynki, która śmiała oskarżyć jego klienta (a swojego nauczyciela), o molestowanie seksualne. Widzimy też tego właśnie klienta, jest mały i nalany, ma nikczemne spojrzenie i lubieżny uśmiech, a zażenowanie dziewczynki i jej pełne upokorzenia zeznania zdają się go wyraźnie podniecać. Jego wina jest oczywista, wyrok skazujący wisi w powietrzu, a jednak...jednak Lomax potrafił zetrzeć z twarzy przysięgłych wyraz współczucia, potrafił wzbudzić w nich nieufność do chlipiącej, skrzywdzonej ofiary. Wygrał.


Ktoś mógłby powiedzieć, że po prostu jest dobry, że wykonuje swoją pracę, że każdy ma prawo do obrony. Ale nie sposób pozbyć się wrażenia że coś tu nie gra. Lomax jest z siebie dumny, upaja się sobą samym. Chwilowe opamiętanie, kiedy przejęty zgrozą patrzy sobie w oczy, to rozdroże. Zdejmuje wtedy obrączkę, ten symboliczny fakt, którego wymowę poznamy później, jest bardzo istotny. Mógłby zrezygnować ze sprawy, postąpić w zgodzie z obudzonym na chwilę sumieniem... ale on wraca na salę i wygrywa. Wobec takiego obrotu sprawy nie wydaje się dziwne, że potężna kancelaria prawnicza, ogromny nowojorski moloch, pragnie by Lomax wstąpił w szeregi jej pracowników. Kevin jest szczęśliwy. Szczęśliwy, mimo obaw i ostrzeżeń matki, szczęśliwy, chociaż zapomina o potrzebach i ambicjach żony, która nade wszystko pragnie dziecka. Tylko matka dostrzega złowrogi cień kładący się na życiu Lomaxa, ale jest zbyt zalękniona, zbyt cicha i za bardzo przytłoczona własnymi demonami, by ustrzec syna.




Kevin decyduje się przyjąć ofertę i wyrusza, jak sądzi, na podbój świata. Czy męczy go jakieś niedobre przeczucie? Nie. Jeszcze nie wtedy. Ma czysty, dźwięczny głos i ożywione ruchy. Bije od niego entuzjazm. Na widownię wkracza John Milton. Przełożony Lomaxa, właściciel firmy. Człowiek, jak się zdaje, obdarzony pełnią władzy, i niebezpiecznie fascynujący. Na dźwięk jego schrypniętego głosu wszyscy milkną z szacunkiem. Kiedy przestaje na chwilę mówić, jego głębokie, nasycone spojrzenie zdaje się prześwietlać rozmówcę, przenikać na wskroś. Jest serdeczny, ale jego serdeczność jest nieoswojona, jakby w jednej chwili mogła przerodzić się w nienawistną wrogość. Przyciągający, obezwładniający wdzięk Miltona wydaje się nie mieć konkretnego źródła. Trudno wyczuć, czy kryje się w jego niezłomnej pewności siebie, czy w jego władzy, która sprawia wrażenie nieograniczonej. Milton na dachu swojego wieżowca, z panoramą miasta przed sobą, ma pod stopami cały świat. A świat go słucha. Uważnie. Jego wpływy sięgają wszędzie, jego możliwości są niewyobrażalne. Trzyma w garści swoich klientów, wie o nich wszystko.


Gdzie jest wielka władza i wielkie pieniądze, tam jest wielki brud. Ale Kevin jeszcze sobie tego nie uświadamia. Milton osacza go powoli, z wielką znajomością sztuki. Doskonale wie, jak z nim postępować. Po mistrzowsku igra z jego wolną wolą. Ponad głową Lomaxa ścierają się największe siły i świat pędzi szybciej niż on jest w stanie postrzec. Wobec wieczności jego dni są tylko mgnieniem. My widzimy, jak szaleją nad nim barwy i żywioły. On wciąż patrzy przed siebie. Dlatego umyka mu dramat, jaki przeżywa jego żona, ignoruje lęki, które prześlizgują się błyskawicznie przed jej oczami przyjmując przerażające formy jak z koszmaru sennego. Nie jest w stanie pojąć przytłaczającej, beznadziejnej samotności, która stała się udziałem jego żony. W konsekwencji popełnia błąd, przed którym ostrzega mądre chińskie przysłowie: uważaj, czego sobie życzysz. Rezygnuje z kobiety, która mu ufa, z miłości, z rodziny - dla sprawy którą prowadzi. Robi to z własnej, nieprzymuszonej woli. Podejmuje ostateczną decyzję. Właściwie podjął ją już wcześniej, czego symbolem jest zdjęcie obrączki w przerwie rozprawy o molestowanie seksualne. Jeżeli wróci na salę i wygra, straci wszystko co kochał i w co wierzył... Rozmawiajmy z ludźmi. Nie bądźmy tymi, z którymi "nikt nigdy tyle nie rozmawiał". Bowiem może pojawić się skłonność, by zbytnio zaufać pierwszemu, który to zrobi. Zwłaszcza, jeśli będzie umiał rozmawiać. Będzie umiał najprostszemu gestowi nadać wymiar erotyczny. Będzie umiał opętać. Omamić. Zniszczyć. "Oto ja posyłam cię jak owcę między wilki..."




Przerażony, roztrzęsiony, złamany Kevin na którego oczach żona poderżnęła sobie gardło z ostatnim "kocham cię" na ustach, dowiaduje się prawdy. John Milton jest Szatanem. John Milton jest jego ojcem.


"Mów mi tato..."


Na kompletnie wyludnionym Manhattanie rozpoczyna się ostatni akt krwawej tragedii, którą Kevin, wzorem Makbeta, sam sobie zgotował. Jest pusto i absolutnie cicho, jakby czas i przestrzeń przestały mieć znaczenie - przestały istnieć.


John Milton, po raz kolejny w dziejach, spojrzał kpiąco w oczy swojego najwyższego adwersarza. Odwiedził Go w jego świętym przybytku i rzucił Mu wyzwanie.


OSTATECZNA ROZGRYWKA OJCA I SYNA


Gdzie jest Bóg? Teraz właśnie Kevin bardzo potrzebuje Boga. Rozgląda się za Nim i przywołuje Go, bo tutaj, w zacisznym gabinecie Miltona, stanął w przedsionku piekła. Milton jest w swoim żywiole. Z rudowłosą córką - nowym wcieleniem bułhakowskiej Helli, ucieleśnieniem erotycznych pragnień Kevina - u boku, roztacza przed synem upojne wizje. Obiecuje mu niekończącą się rozkosz, przyjemność bez końca. To, co my nazywamy Apokalipsą, dla Kevina stanie się pasmem sukcesów. Jeśli tylko da Miltonowi to, czego ten najbardziej pragnie - rodzinę. Zapytany o Boga Milton reaguje śmiechem. Jego płomiennego monologu nie powstydziłby się nawet Hamlet. "Bóg to kpiarz" mówi. Twierdzi, że jeśli ktoś kocha człowieka, to tylko on, ten, który ma tak wiele imion. On jest "fanem człowieka"!




Co może uratować Kevina? Bóg jest daleko. Przyjemność jest blisko. Wystarczy sięgnąć ręką. I wtedy ta obrączka, którą niegdyś lekkomyślnie zdjął, staje się dla niego źródłem siły. Wciąż jest wolny. Wciąż może decydować o sobie. Wolna wola!


"Już czas. Wolna wola, tak?"


ZWYCIĘSTWO OSTATECZNE?


Kevin Lomax, młody zdolny prawnik, broni nauczyciela oskarżonego o molestowanie seksualne. Wie już, że jego klient jest winny. Wie, że nie może go dalej bronić. Podejmuje decyzję, rezygnuje z dalszej obrony. Wraca na salę, gdzie czeka kibicująca mu żona, która uśmiecha się do niego...


CZY TO KONIEC?


Do jakich drzwi w sercu człowieka może pukać diabeł w tych nieznośnie zracjonalizowanych czasach? Czy może jeszcze mieć wpływ?


"Próżność. To mój ulubiony grzech..."





Tytuł polski: Adwokat Diabła
Rok i kraj produkcji: 1997 / USA, Niemcy
Czas trwania: 144 minuty

Reżyseria: Taylor Hackford
Scenariusz: Jonathan Lemkin, Tony Gilroy
Na podstawie powieści: Andrew Neiderman
Zdjęcia: Andrzej Bartkowiak
Muzyka: James Newton Howard

Obsada:
Keanu Reeves   .....Kevin Lomax
Al Pacino   .....John Milton
Charlize Theron   .....Mary Ann Lomax
Jeffrey Jones   .....Eddie Barzoon


Wyślij e-mail Autorka tekstu:
Karolina Chymkowska - DEJNA
Klub Miłośników Filmu
03.09.2004