Strona główna KMF






"Szklana Pułapka" (nieśmiertelne tłumaczenie tytułu, które do kolejnych odsłon serii pasuje jak pięść do nosa :)) w reżyserii Johna McTiernana to zarazem klasyka kina akcji, jak i jeden z jego najlepszych przedstawicieli, o ile nie najlepszy. Ten film odświeżył nieco gatunek czyniąc bohaterem człowieka z krwi i kości (a nie niezniszczalnego, przypakowanego herosa), którego motywy działania jak i okoliczności zmagań z gagatkami, są w miarę dopuszczalne w granicach logiki i zdrowego rozsądku. John McClane (fenomenalnie zagrany przez Bruce'a Willisa) cierpi, męczy się, krwawi, w bezradnych sytuacjach przeklina, a liczne rany odbijają się na jego kondycji. Za przeciwników także ma ludzi a nie np. armię radzieckich klonów, których kasuje niekończącą się serią z M60. Terrorystów oblegających budynek Nakatomi jest raptem 12, a zabicie jednego to dla Johna często kwestia ogromnego wysiłku i masy bólu.

Od chwili premiery "Szklana Pułapka" nieco się postarzała, głównie za sprawą kiepskiego przygotowania aktorów i ekipy pod względem używania broni palnej, toteż śmieszą postawy strzeleckie bandziorów, czy McClane trzymający palec na języku spustowym, a pistolet przy głowie. Biegnący do drzwi Nakatomi oddział SWAT to już w ogóle parodia działań tego typu jednostek. Mimo kilku wad techniczno-realizacyjnych (w sumie niezauważalnych dla niezainteresowanych militariami), "Die Hard" to przykład filmu, który wywołuje prawdziwe emocje. John to sympatyczny facet, który momentami jest nieco zgryźliwy, ale widz kibicuje mu od początku do końca, gdyż ma wrażenie oglądania zmagań prawdziwego człowieka, będącego w złym miejscu, o złej porze (czyli względnie każdy może kiedyś trafić w sam środek sytuacji, w której być go nie powinno). Przygody nowojorskiego detektywa w Los Angeles stały się kasowym przebojem, a duet Willis-Rickman, udowodnił, że kino akcji też może być polem do aktorskich prób, a ich artystyczne zmagania na ekranie zaowocowały jednymi z najlepszych kreacji na kontach obydwu panów.

2 lata po premierze i sukcesie pierwszego obrazu, John McClane powraca w udanej kontynuacji, tym razem w reżyserii Renny'ego Harlina. Choć nieprawdopodobieństw i uproszczeń namnożyło się, to poważne potraktowanie tematu jak i staranność przy realizacji (z uczuleniem na zachowanie kluczowych plusów pierwszej odsłony) sprawiły, że otrzymaliśmy film utrzymujący świetny klimat poprzednika i zarazem nową emocjonującą historię. Tylko teraz zmagania nie toczyły się w ciasnym wieżowcu, a na międzynarodowym lotnisku, zatłoczonym z powodu świąt. Choć w ramach zasady tworzenia sequela, w myśl której wszystkiego ma być więcej, dostaliśmy zwiększoną liczbę zdarzeń naginających prawdopodobieństwo, to jednak większość z nich nie przekracza granicy dobrego smaku, a te którym się to udaje, zostają szybko przykryte atutami produkcji i zapomniane.

Trzy lata po kolejnym triumfie McClane'a, mieliśmy okazję znów podziwiać tego jakże ludzkiego bohatera w akcji, po raz kolejny w reżyserii Johna McTiernana. Tym razem John musiał wyjść na miasto i razem z przypadkowo spotkanym "hebanowym Samarytaninem" (uroczo miotający się po ekranie Samuel L. Jackson), rozwiązywać różne zagadki, na które błędna odpowiedź oznaczała wybuch w jakimś bardzo zatłoczonym miejscu. W porównaniu z poprzednimi częściami obszar działań bohatera znów się zwiększył; dodano więcej wybuchów, krwi i zwrotów akcji (pomimo których fabuła trzymała się kupy, a cała intryga była spójna i wciągająca); raz jeszcze nie przekroczono granicy głupoty. Ponownie mieliśmy do czynienia z doskonałym kinem akcji, momentami przewyższającym pierwowzór!

Po umiarkowanym sukcesie kasowym trzeciej części temat Johna McClane'a ucichł. Przebąkiwano coś o czwartej odsłonie, jednak ani Willis, ani żaden z poprzednich reżyserów nie palił się do tej roboty. Na nieszczęście dla całej kinematografii, postanowiono jednak odświeżyć serię, a reżyserię zaproponowano młodemu twórcy młodzieżowego kina akcji o wampirach i wilkołakach (seria "Underworld" autorstwa Lena Wisemana). W efekcie dostaliśmy jeden z najgorszych filmów wszechczasów, którego NIC nie łączy z poprzednikami. Nawet na siłę wydumany tytuł "Live Free or Die Hard"... To, co odróżnia czwartą część serii, to kompletne zerwanie z ideą w miarę realistycznego kina akcji i logicznych zwrotów fabularnych. Na dodatek film został zredukowany do obrazu skierowanego dla młodszej widowni. Brzmi absurdalnie? I takie jest w istocie! Twarde, brutalne i wulgarne kino zostało zastąpione niedzielną, popołudniową ramówką Polsatu!

Tekst ten powstał z powodu mojego zażenowania poziomem "filmu akcji z Brucem Willisem z 2007 roku". Dodatkowo zachęcony poprzednimi analizami z serii "50 Prawd Objawionych Przez..." dokonałem karkołomnego wyczynu kaskaderskiego... Obejrzałem ponownie ten teatr absurdu i głupoty, by przedstawić 50 prawd jakie wyniesiemy z seansu. Tak więc, żyj wolno albo Szklana Pułapka...



Prawie jak śmieszny pomocnik...
01. Wszyscy młodzi hakerzy są skrajnie niedożywionymi lub skrajnie otyłymi frajerami, nie będącymi w stanie zrobić nic sensownego ze swoim życiem.

02. Ludzie żyjący komputerami (czytaj: mający cały czas pozdejmowane obudowy i nonstop grzebiący w środku), nie są w stanie zauważyć paru kilogramów C-4 w środku.

03. Wyszkoleni komandosi-najemnicy wolą wszystko wysadzać w powietrze niż załatwiać sprawy po cichu za pomocą noża lub broni z tłumikiem (aż tak się boją wychudzonych nerdów?)

04. Wszystkie komputery mają zainstalowany system operacyjny opierający się na płynnej, błyskającej grafice.

05. Włamanie się do sieci FBI wyłącza monitory.

06. Najbardziej tęgie głowy w FBI to modelka w żakiecie, wysportowany Azjata z kucykiem i Latynos z sterylnie czystą koszulą przez dwie doby.

07. John McClane nie klnie. W świecie "Die Hard 4.0" nie istnieją brzydkie słowa.

Oby tylko moja koszula się nie zbrudziła...
08. Nałogowy palacz rzuca papierosy, ot tak, bez problemu. Nie wiadomo jakiej użył cudownej metody. Poza tym, w świecie "Die Hard 4.0" papierosy nie istnieją.

09. Alkohol też.

10. John McClane przeprasza ludzi. Wielokrotnie, i to najczęściej tych, którzy działają mu na nerwy.



Co ja robię w tym filmie?
11. Wszystkie kobiety to fotomodelki. Z wyjątkiem matek skrajnie otyłych hakerów, to pewnie kwestia genów.

12. W FBI nie istnieje pojęcie sytuacji alarmowej. Nieważne, że idzie koniec świata, nie da się ściągnąć ludzi, bo jest dzień niepodległości i trzeba prosić o pomoc policję.

13. Ludzie "wiszą" sobie przysługi, nie browary :)

14. Wszystkie operacje na komputerach wykonuje się za pomocą szybkiego walenia w przypadkowe klawisze (ale Enter trzeba wcisnąć powoli i spokojnie). W świecie "Die Hard 4.0" myszka nie została wynaleziona.

15. Wszyscy hakerzy mieszkają raczej skromnie, ale stać ich na miliony limitowanych zabawek, gadżetów, drogie komputery i rachunki za prąd.

16. Żeby udowodnić, że jesteś policjantem nie wystarczy legitymacja i odznaka. MUSISZ pokazać broń. Inaczej nie będziesz cool.

17. Wszyscy są cool.

18. Amerykańscy cyber-terroryści najmują do pomocy francuskich parkourowców. Wydają im rozkazy po angielsku, a akrobaci odpowiadają po francusku i wszyscy się rozumieją. To pewnie dzięki napisom na dole ekranu.

Wiecznie rozbeczany bad-guy.
19. Terroryści używają prototypowych karabinów, które nie są jeszcze "na dobre" w wojsku. Ale Ruscy z bazaru na pewno mają już całą partię produkcyjną.

20. Pięciu terrorystów, młodych i doskonale wyszkolonych, uzbrojonych w nowoczesną broń nie może poradzić sobie z dziadkiem strzelającym z jednej "dziewiątki". W dodatku przespali chyba zajęcia z czarnej taktyki w szkole dla terrorystów.



Francuzi nie krwawią nawet po zmieleniu.
21. Nie istnieje coś takiego jak brutalna śmierć :). Kiedy wypadasz z okna, na dole zawsze będzie samochód, który powstrzyma twoje ciało od rozlania się po chodniku. Nawet wpadając w jakiś wirnik, nie pozostanie po Tobie nawet kropelka krwi - po prostu znikniesz pomiędzy łopatkami.

22. Wszyscy poza McClanem nie krwawią. Są także ze specjalnej masy puddingowej, która wchłania kule.

23. Krew McClane'a z czasem wsiąka w skórę.

24. Jakaś wyższa siła zawsze powstrzyma cię od zobaczenia brutalnych detali. Najdłużej można patrzeć na przemoc przez sekundę.

25. Uderzenie człowiekiem o kontener na śmieci z prędkością pędzącego auta nie jest śmiertelne. Grozi tylko paroma obtarciami.

26. Tak samo rzucenie o ścianę budynku. I upadek z helikoptera.

27. Francuscy parkourowcy (biegający po ścianach i skaczący po balkonach akrobaci-amatorzy) nie używają zabezpieczeń przed wypadnięciem ze śmigłowca, kiedy strzelają przez otwarte drzwi.

28. Nie prowadź wymiany ognia z francuskim parkourowcem strzelającym do ciebie z helikoptera. Wjedź w hydrant, z którego woda go strąci.

Nie martw się, krew zaraz wsiąknie...
29. Hakerzy wyjęci spod prawa korzystają z najnowocześniejszych technologii używanych przez rząd. Mają nawet dostęp do komputerów przesłuchujących rozmowy telefoniczne.

30. W tunelu w którym dochodzi do ogromnej kraksy są tylko samochody. Kierowcy wyparowali. Pewnie cały tunel słyszał, jak John kazał iść pod ścianę.



John Locke anyone?
31. Kiedy kończy ci się amunicja, a wciąż ściga cię helikopter, jest jedno racjonalne rozwiązanie. Weź radiowóz i jedz prosto w stronę śmigłowca. Nie martw się - samochód jest z niezniszczalnego stopu metali z kosmosu. Żadna kula z broni maszynowej cię nie dosięgnie. Potem wyskocz z auta a ono samo popędzi wprost na budkę, która zadziała jak skocznia i katapulta w jednym, tworząc z samochodu pocisk samonaprowadzający.

32. Za pomocą Internetu i kilku hakerów można przejąć władzę nad wszystkim. Wszystkim.

33. Mała Azjatka Ninja żyje chyba według doby Facetów w Czerni. Miała czas wyszkolić się mistrzowsko w kung-fu, w hakowaniu i w fitnessie. A ma raptem dzwadzieścia-kilka lat.

34. Chudziutka modelka kung-fu, wytrzyma kilka ciosów w twarz od rosłego faceta i rzut o regał, który później się na nią zwali (regał, nie facet). Wstanie, pobije faceta i wyrzuci go przez okno jak gdyby nigdy nic. Wytrzyma też potrącenie przez SUVa, jadącego z pełną prędkością.

35. Ubranie McClane'a jest ze specjalnych włókien, które reagują na absurdy świata dookoła. Im więcej nieprawdopodobnych przygód cię spotka - tym jest czystsze.

36. W świecie "Die Hard 4.0" wszyscy używają Rexony. Jest upalne lato, kryzysowa sytuacja, ludzie giną, wielki stres, ale nikt nawet nie poluźni krawata ani nie będzie miał zapoconej koszuli (patrz sterylnie czysty Latynos).

37. Dyrektorem FBI możesz zostać już w wieku 30 lat.

38. Nikt nie pomyśli żeby włączyć reflektory w samochodzie, kiedy w tunelu gaśnie światło.

Robię złą minę bo jestem zły!
39. Cyber-terroryści są także specjalistami od makiet i miniatur, dzięki czemu są w stanie przygotować mistyfikację wysadzenia Kapitolu.

40. Road Assist może odpalić na odległość samochód. W dodatku nic nie jest w stanie unieumożliwić jego operatorom komunikowanie się z kierowcą nawet jeśli wszelkie metody łączności nie działają.




Wchłaniam kule! Wchłaniam kule!
41. Po wprowadzeniu przez policję nowych taktyk i postaw strzeleckich, doświadczony policjant wciąż trzyma palec na języku spustowym a broń przy głowie. Były członek rządu podobnie.

42. Jeśli chcesz obezwładnić terrorystę strzel jego pistoletem w kaburze w jego własną stopę. Doświadczeni terroryści nigdy nie zabezpieczają broni. No i noszą specjalnie zaprojektowane kabury, umożliwiające taki manewr.

43. Wytatuowany i przypakowany latynoski żigolak, ulizany na Alvaro, jest specjalistą od broni a także, oczywiście, wybitnym hakerem.

44. Ponad 50-letni policjant porusza się po pędzącej ciężarówce z gracją młodego kaskadera.

45. Zawalony natłokiem pracy, policjant, który boi się latania, na pewno znajdzie czas, żeby iść na kurs pilotażu i zdać go śpiewająco.

46. Nowoczesny myśliwiec nie ma szans w starciu z ciężarówką. Może strzelać wszystkim co ma i zniszczyć wszystko wokoło, a TIR będzie miał co najwyżej kilka dziur w masce, bo jak wiadomo strzelanie pociskami dużego kalibru prosto w silnik nie zakłóca jego pracy. Kierowcy też na pewno uda się przeskoczyć na samolot i z pomocą boskiej opatrzności strącić go na ziemie, zeskoczyć na zawaloną autostradę, wstać i iść dalej.

47. Młody chłopak zupełnie nie przejmuje się tym, że ma przestrzelone kolano i nigdy już nie będzie normalnie chodził.

48. Za pomocą laptopa można się włamać do komputera pokładowego F-35, pobrać kody startowe, nawiązać łączność z pilotem i kazać zestrzelić ciężarówkę na pełnej ludzi autostradzie. A nie, przepraszam, ci na autostradzie też słyszeli, jak John w tunelu każe iść pod ścianę.

Do końca filmu wszyscy mają stać pod ścianą!
49. Kiedy zostaniesz dwukrotnie postrzelony, załodze karetki nie przejdzie przez myśl żeby zapakować cię na nosze i odwieźć na ostry dyżur. Poczekają aż pogadasz z paroma ludźmi, skwitujesz sytuację jakimś żarcikiem i ruszą dopiero jak siądziesz wygodnie i sam im powiesz, że trzeba jechać do szpitala.

50. Choćbyś nie wiem jak bardzo chciał powiedzieć "matkojebca", coś zagłuszy końcówkę "-jebca". Matkojebca! Matkojebca!




EPILOG, czyli krótka refleksja

Nowe przygody Johna McClane'a wpisują się raczej w konwencję filmów o Jamesie Bondzie, niż klasycznego kina akcji. Wszyscy pamiętamy zapewnienia twórców o tym, że będzie to oldschoolowa, realistyczna rozrywka. Dostaliśmy za to kpinę. Naładowaną komputerowymi efektami specjalnymi, dziurami w scenariuszu i głupotą w najczystszej postaci, bajkę na dobranoc. Poprawną politycznie wydmuszkę, gdzie nikt nie klnie, wszyscy są klarowni, nikt nie ma wad, brud schodzi po paru minutach, a krew magicznie znika z twarzy. "Die Hard 4.0" ukazuje obecną kondycję Hollywood, gdzie ludzie ograniczeni umysłowo tworzą dla takich samych ludzi i... zarabiają na tym krocie. Nie mogę się nadziwić temu, że film odniósł kasowy sukces i pewni ludzie są w stanie stwierdzić iż rzeczywiście jest to oldschool i GODNY kontynuator serii! Filmowy biznes opiera się w pewnym sensie na legendach. John McClane był jedną z takich legend a teraz został zredukowany do poziomu Power Rangers czy innych Pokemonów.

Na koniec dodam iż na DVD wyszła "nieocenzurowana" wersja "DH4.0". "UNRATED" dodaje kilka przekleństw i komputerową krew w tych sekundowych przebitkach, gdzie w oryginale ludzie wchłaniali kule. I w sumie tyle. Przekleństwa nie przykryją sterylności świata przedstawionego, a na półsekundowych ujęciach i tak zwisa mi czy jest krew czy jej nie ma. Szczerze odradzam seans tego koszmaru i proponuję raz jeszcze obejrzeć trylogię lub "Ostatniego Skauta" Tony'ego Scotta, również z Brucem Willisem w roli głównej, który odgrywa bardzo podobną do McClane'a postać...

Yippee-ki-yay, matko... :)


Autor tekstu: Mateusz Sojka - Hitch
Klub Miłośników Filmu, 26 lutego 2008